26.10.06, 19:50
czy ktoś ma dostęp do tej książki:

www.edukacyjna.pl/ksiazka.php?id=4897
i może potwierdzić prawdziwość zawarcia tam treści (przyszło jako ciekawostka
meilem):



Jestem kobietą szczęśliwą. Rano wstaję razem z moim mężem i gdy on goli się

w łazience, przygotowuję mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie

w czoło i wychodzi, budzę naszą piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię

im zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach żegnam w progu, gdy idą do

szkoły.Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc

wesołe piosenki. Piorę skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku,

na który stać nas dzięki pracy Mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na

balkonie. W międzyczasie dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie

Swojego dziubdziusia. Teściowa jest kobietą pobożną i katoliczką,

znalazłyśmy wiec wspólny punkt widzenia. Po miłej rozmowie, jeśli już

skończyłam pranie i sprzątanie, które dają mi tyle radości i poczucie

spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni i przygotowuję smaczny obiad dla

naszego pracującego męża i ojca, który jest podporą naszej rodziny i dla

naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło pyrkoczą na gazie, a

mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie na chwilę relaksu przy płycie z Ojcem

Świętym i robię na drutach sweterki i śpioszki dla naszej szóstej pociechy,

która jest już w drodze, a którą Pan Bóg pobłogosławił nas mimo

przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli.

Nie włączam telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby

zatruć wspaniałą atmosferę naszej katolickiej rodziny. Czasami haftuję tak,

jak nauczyłam się z kolorowego pisma dla katolickich pań domu, albowiem

kobieta nie umiejąca haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy

moje dzieci wracają ze szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuję z uśmiechem,

czego dziś nauczyły się w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do

życia w rodzinie, których udziela im bardzo miła pani z przykościelnego

kółka różańcowego. Córeczki proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być

prawdziwymi kobietami, nie zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek

magazynów, chłopcy natomiast szepczą na ucho, że na pewno nigdy nie popełnią

tego strasznego grzechu, który polega na dotykaniu samych siebie, ani nie

będą oglądać zdjęć podsuniętych przez samego Szatana. Karcę ich lekko za

wspominanie o rzeczach obrzydliwych, lecz jestem szczęśliwa, że wczesne

ostrzeżenie uchroni moich dzielnych chłopców przed zboczeniem i abominacją.

Mój maż wraca z pracy po południu. Witamy go wszyscy w progu, poczym myje

on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu najlepsze kąski, aby zachował

siłę do pracy. Potem mój mąż włącza telewizor i zasiada przed nim w

poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam talerze i garnki i zabieram jego skarpetki

do cerowania, słuchając z uśmiechem odgłosów meczu portowego w telewizji.

Wieczorem kąpię nasze pociechy i kładę je spać. Kiedy wykąpiemy się wszyscy,

mój mąż szybko spełnia swój obowiązek małżeński, ja zaś przeczekuję to w

milczeniu, ze spokojem i godnością prawdziwej katoliczki, modląc się w myśli

o zbawienie tych nieszczęsnych istot,które urodziły się kobietami, ale

którym lubieżność Szatana rzuciła się na mózgi, które w obowiązku szukają

wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej modlitwie i tak

mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia.







Obserwuj wątek
    • kochanica-francuza Pół netu twierdzi, że to jaja 26.10.06, 20:45
      więcej nie wiemy.

      Może poszukaj w trójmiejskich bibliotekach?
      • a000000 Re: Pół netu twierdzi, że to jaja 26.10.06, 23:57
        no właśnie, coś tu śmierdzi....

        nie sądzę, że tak "wartościowa" pozycja ma swe miejsce na półce....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka