sindafil
30.08.07, 15:54
Witam.
Kupiliśmy w kwietniu konia. Piękna klacz rasy Haflinger o imieniu ........
Kupiona od, wydawałoby się, renomowanej hodowli ...... z ...... Transakcja
odbyła się bez problemów, miły Pan dostarczył nam konia osobiście, poopowiadał
całą historię i wogóle byliśmy zachwyceni. Pierwszy nasz koń, stąd ten
zachwyt. Zostaliśmy poinformowani, że koń zdrowy, układny i do pracy z dziećmi
idealny, a że mamy niepełnosprawną córkę więc super sprawa.
Kłopoty, a właściwie niepokojące informacje przekazał nam weterynarz, który
początkiem maja przybył do stajni na kontrolę koni (ogólny przegląd,
szczepienia itp) okazało się, że Fiola ma jakąś dziwną bliznę, znamie na
podbrzuszu i w okolicach pachwin, ale że żadnych oznak chorobowych nie
stwierdził, nic w tym kierunku nie robiliśmy. Około czerwca, kiedy to Fiola
zaczęła się wydrapywać o trawę i drzewa, kiedy to powiadomiliśmy Pana ......
(Hodowla ......) o tych drapaniach, stwierdził, że powinniśmy używać jakiegoś
szamponu specjalnego z Polleny i wszystko wróci do normy. No i stało się.
Wezwany weterynarz po oględzinach stwierdził, iż koń jest zainfekowany.
Wypisał i zaaplikował jakieś zastrzyki z penicyliną, maść i kazał przemywać
podbrzusze. Wtedy już miała zajęte pachwiny i brzuch prawie na całej
długości. Zrobił antybiogram, swoimi domowymi sposobami i odnalazł gronkowca.
W rodzinie i w stajni zagorzało. Panika- wszyscy wynajdowali na sobie różne
oznaki chorobowe, jakieś krostki, liszaje itp. Koń został natychmiast
odseparowany. Ale jak odgrodzić konia na jednym padoku? hmmm... Postanowiliśmy
spróbować pertraktacji ze Stajnią ...... Po godzinnej debacie telefonicznej
doszliśmy do konsensusu. Najlepiej wezwać weterynarza z większym
doświadczeniem i wiedzą na temat koni. Tak też uczyniliśmy. Wezwany lekarz Dr
......, znawca koni, członek Polskiego Towarzystwa Hipiatrycznego, przybył
następnego dnia po telefonie. Pooglądał, pochrząkał i wziął się do oględzin.
Zabłysło światełko nadziei. Przepisał nowy sposób leczenia, pobrał próbki w
celu wysłania do laboratorium w Akademii Medycznej, na badania, od razu dwa -
mykologiczne i bakteriologiczne. No i mamy wyniki.
GRONKOWIEC ZłOCISTY. Co mamy teraz zrobić? Czekać na autoszczepionkę, która
wcale nie musi się dać wyhodować? Probować znowu rozmawiać z byłym
właścicielem, który za bardzo nie wie co z nami zrobić? Rodzina twierdzi, że
wciśnięto nam chorego konia. Do tej pory w to nie chcieliśmy wierzyć ale
teraz. No nie wiem.
Poradżcie proszę. Jeśli są jakieś przepisy regulujące tego typu handel, to
bardzo proszę o radę.
dziękujemy
A&S