Dodaj do ulubionych

Zyciorys Ślonzaka Poćciwego

28.06.04, 00:27
Gdzieś około Wigilli 1899 roku Hubertowi Wenglorzowi i jego żonie Franciszce,
z domu Przibylla, urodził się syn, któremu nadano imię Hans. Hans wyrastał w
zabrzańskiej dzielnicy Zaborze na porządnego karlusa. Bogobojny był, służył
za ministranta farorzowi Olschowskiemu i miał także talent do spiewania - nie
tylko w kościele. Nic więc dziwnego, że mając lat 12 zapisał się do polskiego-
jakże inaczej na Górnym Ślonsku- chóru Lutnia,o czym nie wiedziała,ani rodzina
, ani krewni. Grzeczny na codzień Hanys, potajemnie zapisał się do
Polskiej Organizacji Wojskowej oraz do Związku Zawodowego Polskiego. Kiedy wy-
buchła I wojna światowa, Hanys ktory nie chciał umierać za Kajzra i Vaterland,
załatwił sobie zaświadczenie lekarskie, że ma tuberkolozę -tak uniknął wciele-
nia do nienawistnego wojska. Nie przeszkadzało mu to oczywiście brać udziału
w ćwiczeniach w zabrzańskim kole Sokoła i tajnych, oczywiście,zebraniach POWu.
Kiedy nastał czas Plebiscytu, Hanys aktywnie agitował za Polską, no i
oczywiście brał udział we wszystkich trzech Powstaniach Śląskich.
Niestety, Komisja Plebiscytowa przyznała Zabrze Niemcom, więc Hanys, który
wraz ze ślubną małżonką optował za Polską, po przegranej przeniósł się do
Siemianowic, na polską stronę Górnego Śląska.
Początkowo Hanys zachłystywał się odzyskaną Polską. Jego zapał prysnął jednak,
jak bańka mydlana, gdy podanie o przyjęcie do pracy w magistracie,która mu się
słusznie należała -w końcu wywalczył Polsce najbogatszą prowincję- zostało
odrzucone. Hanys nie chciał przyjąć do wiadomości, że jedynym powodem były
liczne błędy w mowie i piśmie - w końcu Hanys całe życie godoł, a nie mowił -
lecz z uporem zaczął twierdzić, że przybysze z Polski przyjmowali tylko swoich
, olewając Ślązaków. Hanys zamknął się w sobie i czekał na swoją szansę. Tej
szansy doczekał się we wrześniu 1939 roku, kiedy to zdumieni sąsiedzi
stwierdzili, że Hanys, potajemnie, ze strychu swojego domu, kieruje ogniem
artylerii niemieckiej, która bombardowała broniących się polskich obrońców
szybu kopalni w Michałkowicach. (Sam, 2 lata wcześniej wstapił do niemieckiego
Freikorpsu). Nikogo więc nie dziwiło, że Hanys kwiatami witał wkraczających
żołnierzy niemieckich, a wkrótce po ustanowieniu administracji niemieckiej na
Śląsku otrzymał upragnioną pracę w magistracie, w niemieckiej Kreisverwaltung,
mianowicie - szczególnie po tym jak zmienił swoje nazwisko: z Wenglorz, na
Köhler. Mimochodem został w swoim domu Blockwartem, który kapował wszystkich
mówiących choćby jedno polskie słowo.
Szczególnie dumny był Hanys ze swojego syna Heinza, podoficera Wehrmachtu.
Minęły kolejne dwa lata i entuzjazm Hanysa do III Rzeszy zaczął słabnąć,zwłasz
-cza w obliczu komunikatów z frontu wschodniego, a jeszcze bardziej po wizycie
Gestapo, które oznajmiło zdumionemu Hanysowi, że jego syn zdezerterował we
Włoszech i znajduje się teraz w polskim korpusie Andersa. I znów zamknął się
Hanys w sobie i swoim domu, a zdumionym jego metamorfozą sąsiadom, dawał do
zrozumienia, że działa aktywnie w polskim ruchu oporu. Nic dziwnego, że gdy w
styczniu 1945 roku Armia Czerwona wkraczała do Siemianowic, nasz Hanys znajdo-
wał się wśród tych, którzy z białoczerwoną opaską na rękawie i flagą w oknie,
witał żołnierzy radzieckich. Oczywiście nasz Hanys znowu był gorliwym patriotą
polskim, i jako były Powstaniec Śląski stał się aktywnym członkiem ZBOWiDu.
Ta radosna polskość trwała kilkanaście lat, do momentu kiedy syn Henryk,
wcześniejszy Heinz,(po kampanii wojennej, pracownik Metalexportu w Katowicach)
nie powrócił z podróży na Zachód i osiadł w Niemczech. Kolorowe widokówki,
entuzjastyczne listy, a zwłaszcza paczki z Reichu, otworzyły oczy Hanysowi:że
całe życie czuł się Niemcem, pielęgnującym w domu germańskie tradycje.
Korzystając z zaproszenia od syna na chrzciny wnuka, Hanys wyjechał na
odwiedziny do Niemiec, z których oczywiście już do Polski nie wrócił. Sowita
niemiecka renta pozwalała wygodnie żyć. Ale Hanys nie zapomniał udzielać się
politycznie-będąc aktywnym członkiem związku przesiedleńców Landsmanschaft
der Oberschlesier, gdzie na każdej akademii barbórkowej, ze łzami w oczach
opowiadał, jak to w styczniu 45 roku, rankiem, Polacy obudzili go łomotem
kolb w drzwi i pognali w zimowy krajobraz, w stronę Niemiec. Historię tę
opowiadał kilka lat, do momentu, kiedy jeden z uczestników zadał mu bezczelne
pytanie: Jak to było z tym wygnaniem, skoro do Niemiec przyjechał dopiero pod
koniec lat sześćdziesiątych?
Oburzony Hanys zerwał oczywiście wszelkie kontakty z tymi niedowiarkami.
Kilkanaście lat później pewien katowicki znajomy Hanysa przypadkiem znalazł
się w polskim kościele w Dortmundzie, gdzie akurat odbywała się msza z
udziałem Radia Maryja i ku swemu ogromnemu zdziwieniu zobaczył, jak
o.Rydzyka, w imieniu Koła Przyjaciół Radia, wita i przemawia, przewodniczacy=
nasz Hanys Wenglorz. Przemówienie, rzecz jasna, pełne było miłości do naszej
ukochanej Ojczyzny itp. Dodać trzeba, że kiedy Hanys umierał, nad jego grobem
zagrano oczywiście "Boże coś Polskę".

PS Jeżeli ktoś odkrył podobieństwo do życiorysów wielu Ślązakow, to dobrze -
podobieństwo nie jest przypadkowe!!

autor: murcek '4.06.25
Obserwuj wątek
    • broneknotgeld Re: Zyciorys Ślonzaka Poćciwego 31.10.04, 09:48
      Czytej ta zajta - inaczy pisza
      Dyć "opozycjo" i we tym "słysza".
      • broneknotgeld Re: Zyciorys Ślonzaka Poćciwego 31.10.04, 09:52
        Za tych Ślonzokow już zapomnianych
        Kerych mynczyły "życiowe rany"
        Świyczka pod krziżym tyż jo zapola
        Bo ciyngym tako jest moja wola.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka