Od początku grudnia, staram się być co najmniej raz w tygodniu w takiej saunie
i muszę Wam powiedzieć, że chyba czuję się po niej lepiej

szczególnie po
takiej 30-minutowej sesji. Gnaty praktycznie nie bolą, a przy okazji "wyciąga"
z człowieka tony toksyn. Zupełnie inny sposób pocenia się. Kropelki potu
pojawiają się na ciele niczym rosa na liściach. W przeciwieństwie do sauny
parowej, gdzie temp. dochodzi do 110 - 120 stopni, w saunie infrared jest
max.60 i nie wychodzi się po niej zmęczonym.
Macie doświadczenia w tym temacie? Jeśli tak, to piszcie