Witam wszystkich!
Postanowiłam opisać swoją borelkę, gdyż ponieważ pewna osobą stwierdziła, że podszywam się pod osobę chorą...
Więc...jeżdże konno, wywalam obornik, walcze z sianem..zaczęły się problemy z kręgosłupem (lędźwia), bolało kilka dni, znikało wracało, i tak w koło Macieju, kilka miesięcy, aż bóle były nie do zniesienia... poszłam do lekarza.. stwierdził, że jestem za młoda na poważne bóle w lędźwiach, nie chciał słuchać, że to kilka miesięcy, wywalczyłam skierowanie do neurolożki która stwierdziła to samo, za młoda pewnie coś źle podniosłam..plecy bolały dalej, trenerka dała mi zakaz jazdy konnej..bo nie wiadomo co to i ryzykować nie można..po jakimś czasie wyszła mi czerwona/różowa plamka na zewnętrznej stronie uda, a że było to po panieńskim stwierdziłam że gdzieś chukłam.. plamka cały czas rosła, a ja po wcześniej kontakcie z lekarzem stwierdziłam, że z taka plamka nie idę bo znowu mnie pogoni...gdy była już na całe niemalże udo, babcia pogoniła do lekrza. a w tym czasie zaczęły się tiki twarzy, bóle głowy, kołatanie serca, ból przy oddychaniu, plecy, ramiona, szyja, problemy z zasypianiem, koncenracją pamięcia, oddawaniem moczu...nie wiem czy coś jeszcze. Ten sam mądry doktor zlecił elise (tylko dlatego, że skłamałam że pamiętam kleszcza). Gdy zobaczył wyniki (wiem że jedno powyżej 200, wyniki mam teraz w karcie zdrowia) zbladł, gdy usłyszał objawy prawie spadł z krzesła z miejsca skierowanie do szpitala, do poradni chorób zakaźnych, a leki stwierdził że musi doczytac jakie bo nie wiem.. w szpitalu miejsca nie mieli, on przepisał duomox, miałam brać miesiąc, ale recepty nie dal na całość , a za tydzien wyjazd do Szwajcarii do pracy.. Pamiętam jak wyszłam od niego przerażona..nic mi o borelce nie opowiedział, a w mojej miejscowości jest dziewczynka po zapaleniu opon, więc miałam tylko wizję, że stanę się niepełnosprawna, i cofną mi się procesy myślowe. Byłam przerażona. Szybkie szukanie innego lekarza, bo temu nie ufałam. Świdnica albo świebodzice chyba ordynator prywatnie doxycyclina miesiąc. W Szwajcarii pracowałam na Słońcu, w pierwszym tygodniu cała byłam poparzona. Dalej już tylo czapki kremy i został nos renifera i dłonie..Wróciłam objawy trochę odpuściły, zadzwoniłam do pani doktor ale stwierdziła że to już objawy poboreliozowe i ze jest okej, i mam zapomnieć o chorobie.. jednak jak może być okej skoro dalej boli?? zaczęły się poszukiwania w internecie, analiza wszystkiego, od stowarzyszenia dostałam namiary na lekarzy ILADS trafiłam do KAtowic, i od stycznia tamtego roku antybiotyki, i reszte znacie z autopsji.. końcem 2010 odkrywałam że mam też przepuklinę międzykręgowom, a bolały mnie wtedy już tylko plecy, więc stwierdziłam że kończe leczenie..lekarka mi tlko napisała że pewnie borelka nie wyleczona i żebym w razie czego zrobila to cd 57. Wtedy byłam pewna że koniec koszmaru, wylecze plecy i będę mogła znowu wsiąść na konia..jednak wyniki złe, zaczęło wszystko wyłazić..pojawiły się nowe rzeczy..wróciłam do Katowic i dalej antybiotyki. Teraz okropnie dokuczają mi stawy, kolana przede wszystkim, ledwo wstaje.., mieśnie i okropnie irytujący pisk w uszach..raz mniejszy raz więszy ale cały czas jakiś.. no i te plecy..z nimi tez różnie.. Jednak najwazniejsze dla mnie że od stycznia zaczełam jeździć z powrotem konno

Od 2 lat zajmowałam się źrebakiem, praca z ziemi, zabawy, zakładanie siodła, ogłowia, nauka dawania kopyt, spacery..w maju idzie na szkolenie i w lipcu będę mogła już na nim jeździć i trenowac pod zawody być może..o ile borelka znowu nie zeświruję i nie zetnie mnie z nóg..
Choroba zmieniła u mnie wiele rzeczy..przyjaciół, patrzenie na świat, dostrzeganie innych, jestem bardziej tolerancyjna i zawsze staram się patrzeć także z perspektywy innych osób. Szczerze nienawidzę borelki, bo dieta bo koniec piwka, zimnego pysznego..jednak ją akceptuję..i wiem że się jej pozbędę!!
We wszystkim pomaga mi rodzina, a przede wszystkim mój chłopak..z ktorym miałam okropnie ciężkie okresy ze względu na totalny brak libido, poprostu mi się nie chce

ale w końcu zrozumiał..a borelka była i jest dla nas ogromną próbą.. chociaż z dnia na dzień jest coraz lepiej...
Życzę wszytskim dużo zdrowia, siły do walki z tym wszystkim, i pozytywnego myślenia