Witam,
czytam posty na tym forum i mam wrażenie, że większość z nich to
jakby moja historia...
Mam 27 lat, od mniej więcej pół roku nie czuję się dobrze..
Zaczęło się w lipcu od zatykających skurczy w klatce piersiowej, w
różnych miejscach - internista po przebadaniu stwierdził, że może po
prostu mam niedobór magnezu i potasu...po kuracji faktycznie
ustąpiły te skurcze.
Później mniej więcej od sierpnia zaczęłam mieć problemy z
kręgosłupem szyjnym i dwa razy po wstaniu z łóżka nie byłam w stanie
rozprostować łokcia - gdy próbowałam to zrobić, przeszywał mnie prąd.
Następnie w październiku'07 pierwszy raz w życiu (!) opóźniła mi się
miesiączka - do tego aż o 19 dni, przy tym jak ją dostałam, miałam
gorączkę przez 3 dni oraz potworne bóle brzucha po lewej stronie na
dole, promieniujące do nogi - ginekolog wykluczył jajniki, itp.
Jednkaże ze względu na gorączkę, dostałam na 4 dni doxycyklinę i
muszę powiedzieć, że naprawdę dobrze się po niej czułam.
Na początku grudnia zaczęłam znowu gorączkować i odezwał się ból tym
razem w nabrzuszu, ale też chwilami promieniujący do nogi.
Jako, że internista nie bardzo miał pomysł na to, co mi jest,
zrobiono mi kompleksowe badania:
cytomegalia, toxoplazmoza, mononukleoza, próby wątrobowe,
przeciwciała jądrowe, usg jamy brzusznej, usg szyji, rtg klatki
piersiowej, no i oczywiście morfologię -
wyszła nie za dobrze, to znaczy świadczyła o toczącym się stanie
zapalnym (leukocyty 18.000 przy normie do 10.000), czynnik
reumatoidalny: 13,6 przy normie do 0,55.
Potem gorączka samoistnie minęła, ból brzucha jeszcze się pojawiał,
jednakże po 4 dniach wszystkie te wskaźniki spadły i osiągneły wynik
w górnej granicy normy.
Przybyły kolejne wyniki badań, jako że dłużej trzeba było na nie
czekać i tak okazało się, że mam dodatni wynik na helicobacter
pyrolli i prawdopodobnie to ta bakteria mogła być przyczyną
wcześniejszych dolegliwości - internista podjął decyzję o
wprowadzeniu leczenia 7-dniowego kombinacją 2 antybiotyków +
inhibitorem pompy protonowej, zresztą nieważne...
W międzyczasie w połowie grudnia'07 byłam u laryngologa, gdyż zaczął
mi przeszkadzać powiększony węzeł chłonny w kącie żuchwowym,
laryngolog przebadał mnie i faktycznie stwierdził, że mam
powiększony ten węzeł, ale poza tym nic niepokojącego nie widzi,
jednakże dostałam skierowanie na usg szyji.
Po świętach przyszedł wynik badania na boreliozę:
IgG - 21,00 (wątpliwy) oraz IgM - 10,07 (ujemny).
Zaznaczam, że nie odnotowałam nigdy faktu ugryzienia przez
kleszcza...
Jako, że minął miesiąc i niestety w dalszym ciągu ten węzeł mi
przeszkadza, wczoraj byłam na tym usg -
i tak mam 2 węzły powiększone, odczynowo (nie wiem, co to znaczy),
ale nie są podejrzane.
Dzisiaj umówiłam się na wizytę w szpitalu zakaźnym pod kątem
boreliozy, idę w poniedziałek 21 sycznia, gdyż na serio zaczęłam się
zastanawiać, czy przyczyną moich dolegliowości nie jest WŁAŚNIE
BORELIOZA!
Czytałam mnóstwo artykułów na temat jej objawów i niestety dużo z
nich mogę u siebie znaleźć.
Generalnie nigdy jeszcze nie czułam się tak źle, jak w przeciągu
ostatniego pół roku...
Mam nadzieję, że uda się z tym coś zrobić, bo niedługo chyba
zwariuję

Nie wiem, czy ktoś z Was miał może podobne doświadczenia..., jeśli
tak, to proszę o odzew, zawsze to raźniej

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i głowa do góry