Gość: Felicity
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.07.04, 09:41
Gdzies usłyszłam taki dowcip:
Przychodzi bezrobotny do Urzędu pracy i pyta sie:
- jest jakaś praca,
Pani z Urzędu pracy odpowiada:
- a jest, łatwa, przyjemna, wysokie zarobki, możliwosć awansu, umowa o
prace...
Bezrobotny : - Pani chyba żartuje,
Pani z Okienka z urzęd: To Pan zaczął...
I tak sobie myśle że to dokładnie o Pani z Urzędu pracy w sosnowcu.Choc tamta
to jeszcze gorsza,i żałuję, że nie poskładaam skarg wszędzie gdzie sie da, by
sie może nią zajęli, albo przynajmniej krew bym jej pospuła. Mowię o Pani
która zajmuję sie obsługą osob z wykształceniem średnim i wyzszym. Niska,
ciemne włosy i przy kości.
Ponad rok temu szukałam pracy, i jedna sytuacja mnie wkurzyła nieziemsko,
Załuję, że nie powiedziałm co trzeba wtedy. Wisiało ogłoszenie na tablicy.
Weszłam zapytac sie o szczególy, jakiś stażysta siegnął po teczkę, a ona na
to,ze nie to nieatulane, bo juz 8 osób wysłam tam na rozmowe i co ten
pracodawca juz ma w czym wybierac. Szlag mnie trafił. Sama znalazłam prace
gdzie pdanie złożyło 140 osób, a do ścisłej czołówki weszło 19 i ona będzie
mi mówiec, ze 8 osób to juz wszystko. Jeszcze miałam pare zgrzytów, ale niech
ktoś mi wytłumaczy czy na tym polega pomoc dla bezrobotnego.
Prawnik w urzędzie pracy też nie był lepszy, nie wiedzial ze uregulowanie
należności umowy zlecenie pracodawcy wobec pracownaika, przedawnia się po 2 a
nie 3 latach. No chyba od tego był.....
Urząd pracy w SOsonowcuu, jest beznadziejny... i zadbam osobiście żeby komu
trzeba pospuć trchę humory.. nie tylko wakacyjne.