trochę geopolitical fiction

16.07.06, 17:10
A więc o co chodzi w Libanie i jakie to będzie miało konsekwencje dla rynku?

Oczywiście nie chodzi o uwolnienie dwóch żołnierzy porwanych przez
Hezbollach. Podjęte działania są nieproporcjonalne do samego wydarzenia.
USA i jego sojousznikowi chodzi o sprowokowanie Iranu i stworzenie casus
belli.
Po co? Aby zabezpieczyć cieśninę Ormuz, przez którą przepływa ropa i odciąć
obecny rząd Iranu od źródeł przychodów. A jak to można to osiągnąć? Zajmując
obszar Iranu położony na północ od cieśniny Ormuz (z Arabii i Afganistanu)
oraz Kuzestan (z Iraku i Kuwejtu) - tam są największe irańskie złoża ropy.
Przygotowania do takiej interwencji są już zaawansowane - oddziały NATO od
kilku tygodni energicznie posuwają się na południe Afganistanu (teren, który
dotychczas kontrolowali talibowie i producenci opium) aby zdobyć sobie bazę
do operacji w cieśninie.
Co to oznacza dla rynków? Okres niestabilności i drogiej ropy w ciągu
najbliższych kilku miesięcy. Ropy bardzo drogiej (do 160 dolarów/baryłkę) a
więc równoczesnego wyhamowania gospodarczego na całym świecie. Możliwe są
dodatkowe napięcia - w końcu szanse użycia broni niekonwencjonalnej przez
któreś państwo oceniane są na 30%.
Wojna wybuchnie przed wrześniem - zapowiadanym terminem uruchomienia
irańskiej giełdy naftowej. Niektórzy twierdzą, że handel ropą w euro
spowodowałby spadek wartości dolara i recesję porównywalną z tą w 1930 r.

Potem jednak, jeśli operacja się powiedzie ropa powinna znacznie stanieć a
rynki się uspokoją :)
Na ile obstawiacie WIG20 w grudniu przy takim scenariuszu?


Plan ataku na Iran
www.globalsecurity.org/military/ops/oplan-1002.htm
Ciekawy blog z materiałami od nadciągającej wojnie Iran-USA
christopherdickey.blogspot.com/2006/04/iran-annotated-archive.html
Ciekawa książka m.in. o wojnach o zasoby
www.amazon.com/gp/product/067003486X/sr=8-1/qid=1153061642/ref=pd_bbs_1/102-5732901-8928936?ie=UTF8

O Irańskiej Giełdzie Naftowej i wpływie jej uruchomienia na pozycję USA
www.worldpress.org/Mideast/2314.cfm
    • elamigo1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 19:11
      Przedstawiłeś jeden z możliwych scenariuszy - jak każda dobrz opowieść
      geopolitical fiction - dobrze uprawdopodobniona.
      Nie sądzę jednak (ocena subiektywna) aby przed jesiennymi wyborami bush
      zdecydował aię na pchanie usa w kolejną wojnę. Tym bardziej że na wczorajszym
      szczycie coś zazrzytało pomiędzy usa i zsrr (zwróć uwagę na pisownię). Bez
      poparcia putina, bush nie zdecyduje się na zaangażowanie kolejnych kilkuset
      tysięcy żołnierzy. Może jakiś zamach stanu w iranie, jakieś bombardowanko lub
      coś w tym stylu. Może w ślad za deklaracją g8 faktycznie pojawi się argument za
      bombardowaniem instalacji jądrowych w iranie - przy okazji "wspierania izraela".
      Każdy z tych scenariuszy podniesie ceny ropy. Zwróć jednak uwagę co ryzykują
      stany a co mogą zyskać. Kosztowne lekcje zwietnamu, afganistanu, iraku - dają do
      myślenia . Czy usa nie mają innego wyjścia? Myślę, że przedstawiłeś plan B lub
      nawet plan C. Wciąż najbardziej prawdopodobne jest jednak użycie izraelczyków do
      rozwiązywania tamtejszych problemów. Nawet włączenie się do wojny Syrii
      niekoniecznie musi pociągnąć bezpośrednią interwencję usa. Smaczku całej sprawie
      dodaje postawa OPEC - oni nie są zainteresowani światową recesją. W ostatniej
      deklaracji wyrazili gotowość do zwiększenia wydobycia gdyby ceny ropy zaczęły
      dławić światową gospodarkę.
      Nie zmienia to faktu, że nawet bez wojny cykl koniunkturalny ma swoje prawa.
      Ostatni trwa już dość długo. POdręcznikowe cztery lata zostały już przekroczone.
      Czas na co najmniej dwa lata z górki. Oby nie dwadzieścia dwa...
      Na naszym podwórku sytuacja na indeksie jest krytyczna. Kontrakty już pokazują
      przełamanie. Najbliższe kilka sesji wskaże kierunek obowiązujący do jesieni.

      • rrj Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 21:01
        Szczerze mówiąc ja też nie sądzę :) To tylko zabawa.
        Ale ciekawe, że tyle faktów wspiera takie gdybanie. Więcej niż przypuszczałem.
        Amerykanie tracą kontrolę nad ropą i wpadają w histerię.
        Nie mam fobii na punkcie Busha ale ...
    • siurak20 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 21:07
      mozliwe ale moim zdaniem przesadzone... usa ma problem z utrzymaniem iraku w
      jako takim ladzie. A teraz atak na iran... iran to nie irak z 10 zardzewialymi
      czolgami z czasow 1 wojny w zatoce, bez lotnictwa, z kilkoma scudami ktore
      polecialy bez ladunku na kuwejt. Wojna w iranie pochlonela by mnostwo pieniedzy
      i ofiar. USA ma to po czesci w d... bo oczywiscie poza stratami w ludziach i
      pieniadzach nic wielkiego sie nie stanie... ale izrael? Iran ma dosc rakiet aby
      zbombardowac kazde miasto w tym panstewku.

      Druga sprawa to poparcie. Atak na irak byl krytykowany przez pol swiata, drugie
      pol juz sie wycofalo po grozbach atakow terrorystycznych i zostalo tylko kilku
      wiernych sojusznikow w tym polska, ktora do ataku na iran napewno (napewno?) by
      sie nie dolaczyla, bo kaczki to nie olek... poza tym z czym do czego. No i
      reakcja osi zla na taki atak... kto jeszcze wlaczyl by sie do walki przeciw
      USA... w sumie to niewielu graczy juz zostalo ktorzy mogli by cokolwiek
      zdzialac.. ale i tak uwazam ze atak na iran jest troszke katastroficzna wizja.
      • tom8010 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:04
        scenariusz konfliktu zbrojnego pomiędzy Iranem a USA jest chyba
        małoprawdopodobny. Nie wydaje mi sie zeby IRAN zaatakował w tej chwili USA.
        Natomiast Stany tez nie zaatakuja pierwsze Iranu. Przede wszystkim to co
        napisał elamigo1, Bush z pewnoscia przegrałby wybory jakby sie na to
        zdecydował. Nastroje po wojnie w Iraku delikatnie mowiac nie sa najlepsze.
        Dodatkowo budzet tez nie jest w najlepszym stanie. Ogolnie nie opłaca sie poki
        co atakowac Iranu. Rosja nie poprze Hezbollachu bo chce zrobic porzadek w
        Czeczenii. Poza tym przy takich cenach surowców bardzo ładnie na tym zarabia. W
        myśl znanego powiedzenia: gdzie dwóch sie bije tam trzeci korzysta. No cóz
        pozyjemy, zobaczymy
        • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:16
          11 września 2001 roku, w Czarny Wtorek, anonimowe siły terrorystyczne dokonały
          niespodziewanego ataku na Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, niszcząc w
          samobójczych atakach samolotowych symbol amerykańskiego – i (tym samym)
          światowego – handlu, World Trade Center w Nowym Jorku, i poważnie uszkadzając
          ośrodek sterowniczy amerykańskiej potęgi militarnej w Waszyngtonie – Pentagon.

          Czy był to atak niespodziewany? Nie, i to w podwójnym sensie. Amerykańska
          sztuka – zarówno literatura (sensacyjna), jak i film – te, by użyć określenia
          C.G. Junga, ,,zbiorowe sny ludzkości”, ukazały nam już dawno serię
          katastroficznych scenariuszy zagrożenia czy wręcz zniszczenia nie tylko Stanów
          Zjednoczonych, lecz także całej ludzkości. Ponadto zaś zamachy terrorystyczne
          dokonywane były także w USA – od wielu już lat ich sprawcami byli zarówno
          bojownicy islamscy, jak katoliccy (irlandzka IRA, czy baskijska ETA) i
          protestanccy, czy hinduistyczni Tamilowie. Niespodzianką więc była tu tylko
          śmiałość, czy bezczelność terrorystów, którzy odważyli się podnieść rękę na
          największe mocarstwo świata i zadać cios w obie komory jego serca.

        • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:18
          cd.

          Dziś serce Ameryki jest niemal sercem świata. W serce to uderzono na wielu jego
          poziomach – nie tylko ekonomicznym i militarnym, lecz także społecznym i
          duchowym – symbolicznym. W obu zamachach zginęły tysiące ludzi, osierocając i
          pogrążając w bólu tysiące swych bliskich i wszystkich, którzy im współczują.
          (Nie brak wszakże i takich, którzy w ich bólu znaleźli źródło radości.) Ktoś
          zauważył, że cios zadano dwu symbolom Ameryki i świata współczesnego – Świątyni
          Handlu (tzn. Mammona) i Świątyni Boga Wojny, dodając, że dla niego prawdziwymi
          świątyniami cywilizacji zachodniej są Watykan i Luwr, British Museum i Ermitaż,
          Akropol i Prado. Zapomniał, że wymieniane symbole stopniowa odchodzą już w
          przeszłość, podczas gdy oba zburzone, czy uszkodzone symbole handlu i wojny są
          symbolami naszej ery naukowo-technicznej, kapitalistycznej, bądź
          postkapitalistycznej, i wyrażają ducha naszej teraźniejszości – i (skoro mają
          zostać odbudowane) najbliższej przyszłości. Kto jednak zadał cios
          najpotężniejszemu państwu cywilizacji zachodniej? W istocie ciągle jeszcze nie
          wiadomo – słyszymy jednak, że wszystkie poszlaki wskazują na terrorystyczne
          ugrupowanie zorganizowane przez saudyjskiego miliardera Osamę ben Ladena, zwane
          Qa’aida. (Dowodów na to do publicznej wiadomości do dziś jeszcze nie podano,
          toteż rząd talibów w Afganistanie słusznie domaga się ich ujawnienia.)
        • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:20
          Czy tragedia amerykańska, której byliśmy świadkami jest jednak rzeczywiście
          początkiem III Wojny Światowej – jak wielu to już ogłosiło? Wiadomo, że do
          tanga – tego danse macabre, ,,tańca szkieletów”, jakim jest wojna – trzeba
          dwojga. Wiemy, kto został zaatakowany. W gruncie rzeczy jednak ciągle jeszcze
          nie wiemy, kto w istocie zaatakował Amerykę. Wiemy wszakże, że byli to jacyś
          terroryści, czy jednak zrobili to jako ,,prywatna” grupa, czy też zostali do
          tego poduszczeni przez jakieś ,,chuligańskie państwo" – Afganistan, Irak,
          Libię, Iran? Tego (jeszcze) nie wiemy. Ale być może jest to alternatywa
          fałszywa. Gdyby jednak była to tylko ,,inicjatywa prywatna” jakiejś grupy czy
          konsorcjum terrorystycznego, oznaczałoby ta, że Ameryka i cała cywilizacja
          zachodnia znalazły się w stanie wojny z ,,bezpaństwem”, z wrogiem wirtualnym i
          niemal nieuchwytnym. Byłaby to wojna partyzancka bez frontów czy raczej z
          niezliczoną ilością frontów pojawiających się i znikających niespodzianie (w
          sensie bezpośrednim), wojna z wrogiem prawie niewidzialnym, spadającym swymi
          atakami na dowolne ośrodki życia naszej cywilizacji jakby z nikąd. W wojnie
          takiej główny akcent przesunąłby się z aspektu przestrzennego na czasowy.

          W każdym razie wojna taka już się rozpoczęta – a jak ktoś zauważył, być może,
          jako ,,wojna pełzająca”, rozpoczęła się już dawno.

          Co więcej, wbrew różnym ,,pocieszającym” głosom strusiów, wtykających głowy w
          piasek, j e s t to w istocie wojna cywilizacji: cywilizacji wyrastającej z
          chrześcijaństwa, ale opartej na nauce i technice, z cywilizacją islamską,
          wykorzystującą naukę i technikę. Aby się o tym przekonać, wystarczy zacytować
          słowa prezydenta George’a Busha juniora, który twierdził, że oto ,,my, ludzie
          Zachodu, owiani duchem pluralizmu, tolerancji, wolności i demokracji, wyruszamy
          do walki z terrorystami”, i zapyta o pluralizm, tolerancję, wolność i
          demokrację ,,owiewające” terrorystów islamskich i kraje, które ich wydały. Na
          przeciw Europy i Ameryki, jak też krajów z nich zrodzonych, stoją kraje islamu,
          religii monolitycznej, nietolerancyjnej, totalitarnej i feudalistycznej. (Taki
          dualistyczny i antagonistyczny obraz jest jednak tylko szkicowym i wstępnym
          przedstawieniem konfliktu obu cywilizacji – w toku naszych rozważań okaże się,
          że rzecz, którą przedstawia, jest o wiele bardziej skomplikowana i
          zróżnicowana.)
        • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:24
          cd.

          Przyjrzyjmy się bliżej obu przeciwnikom.

          Cywilizacja zachodnia jest cywilizacją rozdartą i zarazem schyłkową. Z jednej
          strony bowiem wyrasta z transformacji cywilizacji antycznej (żydowskiej i
          grecko-rzymskiej) i cywilizacji ludów germańskich, celtyckich i słowiańskich,
          cywilizacji przetworzonych przez chrześcijaństwo (dziś podzielone na trzy
          gałęzie: prawosławną, rzymsko-katolicką i protestancką). Z drugiej wszakże –
          począwszy od czasów Renesansu – cywilizacja ta kształtowana jest przede
          wszystkim przez naukę i technikę oraz mieszczaństwo, które je zrodziło w ramach
          systemu kapitalistycznego; jak wiemy, starło się ono – jak na razie, zwycięsko –
          z proletariatem marzącym bezskutecznie o budowie systemu socjalistycznego.
          Dziś cywilizacja Zachodu – w Europie od Finisterre po Ural, od Grenlandii po
          Patagonię w Ameryce i od Alaski po Nową Zelandię jest chrześcijańska tylko
          pozornie: jedynie jednostki i małe grupy ludzi realizują Chrystusową Dobrą
          Nowinę, tworząc niewielkie wyspy w morzu zdegenerowanego neopogaństwa
          scjentyzmu i materializmu schyłkowej cywilizacji informatyczno-ludyczne j,
          której bogiem jest Mammon, (W języku antropozofii trzeba by powiedzie, że jest
          to cywilizacja pozornie lucyferyczna <eskapistyczne chrześcijaństwo kościelne>,
          w istocie zaś arymaniczna <materialistyczna>.) Schyłkowości tej cywilizacji nie
          trzeba uzasadniać – wystarczy przyjrzeć się jej kulturze.
          • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:27
            cd.

            Cywilizacja islamska jest ciągle jeszcze faktycznie cywilizacją
            religijną, ,,przyrzuconą” jedynie zapożyczonymi z Zachodu wątkami naukowo-
            technicznymi i kapitalistycznymi. Korzenie tej cywilizacji tkwią w
            średniowiecznym islamie, religia, której sama nazwa wskazuje na konieczność
            absolutnego posłuszeństwa wobec jej Boga, Allacha. Islam nadaje tej cywilizacji
            charakter monolityczny – dominuje w niej sunnizm, proporcjonalnie niewielkim
            wyjątkiem, jakim jest szyizm. W średniowieczu islam był religią względnie
            tolerancyjną (wobec judaizmu i chrześcijaństwa, ale już nie pogaństwa), dziś
            wszakże cechę tę, ja się zdaje, zatracił. Taka religia musi nadawać całej
            wyrastającej z niej kulturze charakter totalitarny. Dotyczy to także społecznej
            i politycznej struktury państw muzułmańskich, w ogromnej mierze feudalnych,
            które kształtują odpowiednio swe mieszczaństwo i proletariat; tylko niektóre z
            nich przyjęły elementy demokracji w stylu zachodnim jako pewną fasadę. Niektóre
            z tych państw – opierając się na bogactwie swych zasobów naftowych – przy jęły
            wiele z naukowo-technicznych osiągnięć Zachodu, inne starają się je naśladować.
            (Do niedawna niektóre z nich podejmowały – nieudane zresztą – eksperymenty
            socjalistyczne.) Tu także mamy do czynienia z regresywnym lucyferyzmem w
            sojuszu z realnym arymanizmem.
            • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:29
              cd.

              Jak więc widzimy, mamy do czynienia z konfliktem cywilizacji na pół nowoczesnej
              (postmodernistycznej, choć opartej na tradycji religijnej) z cywilizacją na pół
              archaiczną (tradycyjnie religijną, choć z elementami nowoczesności). W
              kategoriach ezoterycznych wszakże obie rządzą się duchem lucyferyzmu i
              arymanizmu, ale dzieli je już bardzo wiele pod każdym innym względem; w
              aspekcie religijnym jest to kontrowersja późnej fazy chrześcijaństwa
              kościelnego, archaicznego judaizmu i neopogaństwa z tradycyjnym islamem, w
              aspekcie kulturowym – sprzeczność między postmodernistyczną Spasskultur, a
              kulturą archaiczną, w aspekcie społecznym – konflikt między ,,silnymi”
              futurystami a ,,słabymi” archaikami, w aspekcie ekonomicznym zaś – wrogość
              między ,,globalistami” a ,,antyglobalistami", wyrażająca pogardę ,,bogatych”
              do ,,biednych” i nienawiść ,,biednych” do ,,bogatych”.
              • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:30
                cd.

                Kontrowersja, sprzeczność, konflikt i wrogość między cywilizacją Zachodu a
                cywilizacją islamu – jak się zdaje – przekształca się na naszych oczach w jawną
                wojnę. Po obu stronach ,,frontu” (w szerszym rozumieniu tego słowa) rządzi
                pycha – różnie motywowana i nienawiść. Obie strony znają pojęcie ,,świętej
                wojny” przynajmniej od czasu średniowiecza i ich starcia się w toku Wypraw
                Krzyżowych, poprzedzonych przez inwazję arabską na Bizancjum i Hiszpanię, ale
                też mających swe następstwo w ekspansji Turków muzułmańskich na Bizancjum,
                Bałkany, Cesarstwo Niemieckie i Polskę. Zachód z kolei odpowiedział Wschodowi w
                XVIII, XIX i XX wieku inwazją państw kolonialistycznych i imperialistycznych
                (Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch), która objęła Afrykę Północną (Egipt,
                Sudan, Maroko, Algierię, Tunezję i Libię) i Bliski Wschód (Palestynę, Irak,
                część Indii późniejszy Pakistan, Syrię i Liban). Po II Wojnie Światowej wszakże
                Europejczycy musieli oddać władzę we wszystkich tych krajach ich rdzennym
                mieszkańcom – tak zyskały one niepodległość.
              • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:31
                W czarny Wtorek 11 września bieżącego roku kraje islamu – w osobach swych
                najradykalniejszych przedstawicieli, zarazem najbardziej zrozpaczonych i
                najbardziej fanatycznych, a kierowanych przez psychopatycznych organizatorów
                terroryzmu – rozpoczęły „dżihad”, świętą wojnę przeciwko Ameryce i Zachodowi.

                W zasadzie „dżihad” to dla wyznawców islamu religijny obowiązek
                rozpowszechniania ich wiary – jest to walka z niewiarą jako złem, przede
                wszystkim duchowa i moralna, czasem jednak zbrojna walka wiernych przeciw
                niewiernym. Najlepsi przedstawiciele islamu – sufi tacy, jak Ibn al.-Arabi
                (1165-1240) – interpretowali tę walkę jako walkę, jaką każdy wierny powinien
                toczyć ze złem we własnej duszy. Jednakże islamscy fundamentaliści – poczynając
                od średniowiecznych Assasynów aż do Osamę ibn Ladena – głoszą hasło
                nieustannego dżihadu jako walki z niewiernymi z użyciem wszelkich możliwych
                środków militarnych.

                W obliczu bezpośredniej agresji Zachód – ustami prezydenta Busha i
                przedstawicieli wielu krajów zarówno wchodzących w skład NATO, jak i Rosji i
                Chin, a nawet niektórych krajów arabskich – przyjął rzucone mu wyzwanie i
                zapowiedział (bliżej jeszcze nie określony) odwet i – zdecydowaną – walkę z
                terroryzmem. Sądzić by zatem można, że szykuje się – z jego strony –
                nowa „krucjata” w imię sprawiedliwości (po zbrodni musi przyjść kara) i ideałów
                głoszonych przez Zachód – pluralizmu, tolerancji, wolności i demokracji.
                Podkreśla się przy tym starannie, że Zachód wydaje wojnę terroryzmowi, a nie
                światowi islamu.
                • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:45
                  cd.Wydawać by się niewątpliwie mogło, że u początku tej wojny mamy wyraźnie
                  wskazanego agresora i wyraźnie wskazaną ofiarę. Wielu komentatorów jednak
                  nieśmiało zwraca uwagę, że nawet ofiara agresji terrorystycznej – Ameryka – nie
                  jest bez grzechu i wypomina jej zarówno zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę
                  i Nagasaki w 1945 roku, jak i zbrodnie popełnione w wojnie z Wietnamem czy
                  choćby ostatnią interwencję Ameryki (w ramach NATO) w Serbii. Szczególnym
                  przypadkiem sytuacji, w której „nikt nie jest bez grzechu” jest konflikt między
                  Izraelem a Palestyńczykami.
                  • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:46
                    cd.

                    Z kwestią „niewinności” Zachodu wiążą się jeszcze dwie sprawy. Pierwszą z nich
                    wyraził niedawno amerykański pisarz Norman Mailer mówiąc: „Wciskamy się (my,
                    Amerykanie) do obcych krajów i nalegamy, żeby przyjęły nasze zwyczaje
                    gastronomiczne, np. przez sieć MacDonalda. Budujemy nasze drapacze chmur aż
                    nawet najnędzniejsza ze stolic świata buduje cały ich pierścień wokół swego
                    lotniska... Dopóki Ameryka nie pojmie szkód, które wyrządza innym nalegając na
                    to, by „American Way of Life” zapanował we wszystkich krajach, będziemy
                    najbardziej znienawidzonym narodem świata...” Gospodarczy, militarny,
                    obyczajowy i kulturowy ekspansjonizm cywilizacji amerykańskiej
                    jako „przodującego oddziału” cywilizacji zachodniej przysporzył Stanom
                    Zjednoczonym epitet „żandarma świata”. Europa wchłania tę ekspansję w dużej
                    mierze chętnie – pamiętając, że gdyby nie pomoc Ameryki w czasie obu Wojen
                    Światowych i w okresie „zimnej wojny” lat 1945-1989, padłaby ofiarą
                    imperializmu niemieckiego lub sowieckiego – ale nie jest to ochota bezwzględna:
                    amerykanizacja kultury zwłaszcza europejskiej budzi poważny niepokój wielu
                    ludzi na Starym Kontynencie. Wszakże amerykański ekspansjonizm w krajach
                    Trzeciego Świata – z krajami islamskimi na czele – budzi prawdziwą nienawiść i
                    opór.
                    • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:47
                      cd.

                      Sprawa druga wiąże się z ewentualną „mobilizacją" Ameryki czy Zachodu w ogóle w
                      obliczu rzeczywistego konfliktu z terroryzmem islamskim i możliwej konfrontacji
                      ze światem muzułmańskim. Mobilizacja taka – a już pojawiły się głosy wskazujące
                      na to niebezpieczeństwo – może oznaczać (w ostatecznym rozrachunku) podkopanie
                      samych fundamentów zachodniej demokracji wskutek wywołanego przez „stan
                      wojenny” stopniowego ograniczania ( i, co gorzej samoograniczania swobód
                      obywatelskich. (Lęk taki od dawna wyrażała literatura science-fiction – np.
                      powieści Philipa Dicka – w swym wątku dystopijnym.)
                      • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:48
                        cd.

                        Cóż więc będzie dalej?

                        Pierwszy scenariusz, jaki się nasuwa, to III Wojna Światowa w pełnym wymiarze i
                        znaczeniu tego słowa. Jeśli Stany Zjednoczone i ich sojusznicy dokonają odwetu
                        nie tylko na rozproszonym świecie terrorystów (trudne to zadanie) i już to z
                        własnej woli, już to z konieczności wejdą w jawny konflikt z Krajami
                        Półksiężyca (mogłoby dojść do niego przede wszystkim wtedy, gdyby w wielu z
                        nich – np. w Pakistanie, Algierii, a nawet Turcji (nie mówiąc już o „krajach
                        chuligańskich”, za które Ameryka uważa Afganistan, Irak, Iran, Syrię czy
                        Libię) – wybuchły rewolucje islamistyczne prowadząc do powstania bloku
                        zdecydowanie antyzachodniego czy tylko antyamerykańskiego. Wtedy III Wojna
                        Światowa byłaby faktem – i mogłaby to być wolna totalna: z użyciem broni ABC
                        (atomowej, bakteriologicznej i chemicznej), totalna wojna dwóch totalitaryzmów.

                        Perspektywę taką pokazywały – przynajmniej od czasów Renesansu – liczne
                        proroctwa, prewizje jasnowidzów od najbardziej popularnego Nostradamusa po
                        Rudolfa Steinera i Edgara Cayce’ego w XX wieku. Co mówią te proroctwa?
                        • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:49
                          cd.

                          W swych Centuriach Nostradamus (1503-1566), nadworny astrolog Katarzyny
                          Medycejskiej, przedstawia scenariusz III Wojny Światowej – mającej trwać 27
                          lat. Rozegra się ona między światem zachodnim a światem Islamu. (Kuriozalnym
                          elementem jego prewizji jest sojusz Polski ze światem arabskim.) Prewizje te
                          znajdujemy w następujących centuriach: II, 97; III, 97; V, 25; V, 27; V, 54; V,
                          73: VI, 21 i IX, 83, w których zapowiada zjednoczenie krajów muzułmańskich,
                          przez „silnego, urodzonego w Arabii Promiennej”, inwazję Arabów na Europę
                          Południową i Francję, oraz wygnanie papieża z Rzymu; opisu ataku na Nowy Jork
                          można się dopatrywać w centuriach VI, 97 i X, 49 (gdzie mowa jest o „nowym
                          wielkim mieście” i zaatakowaniu go). Problem z prewizjami Nostradamusa polega
                          jednak, jak wiadomo, na tym, że mają one charakter zaszyfrowany – i z reguły
                          stają się jasne już post factum. (Wizję papieża uciekającego z Rzymu miał także
                          św. Pius X (1903-1914) Wedle innych proroctw papież miałby uciec do Polski (!),
                          która wtedy stałaby się prawdziwym „państwem kościelnym”.) Nostradamus wszakże
                          zapowiadał również klęskę Arabów i wygnanie ich z Europy (V, 68).
                          • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:50
                            cd.

                            Przepowiedni katastrof przełomu XX i XXI wieku – katastrof nie tylko wojennych,
                            lecz także geologicznych – dopatrywano się zarówno w Starym Testamencie, jak w
                            Ewangeliach (zwłaszcza św. Mateusza i św. Marka) i , oczywiście, w Objawieniu
                            św. Jana – tzw. Apokalipsie; czynili to głównie fundamentaliści protestanccy,
                            ale nie wyłącznie.

                            Badania tzw. piramidologów (począwszy od XIX wieku) nad symboliką jakoby
                            zakodowaną w strukturach tych wielkich budowli „czas katastrof” również
                            wyznaczają na naszą epokę.

                            III Wojnę Światową wieszczą także liczne Objawienia Maryjne – z Objawieniem w
                            Fatimie w 1917 roku na czele. (Uspakajające wyjaśnienie tego ostatniego podane
                            przez Watykan w zeszłym roku jest powszechnie uważane za kłamliwe: podany tam,
                            w tzw. „trzeciej tajemnicy fatimskiej”, opis zamachu na papieża nijak się ma do
                            zamachu Ali Agcy na Jana Pawła II w 1981 roku.) Szczególną sławę zdobyło tzw.
                            proroctwo Malachiasza, zgodnie z którym po obecnym papieżu należy oczekiwać już
                            tylko dwóch: De gloria olivae i Piotra Rzymianina; tak skończą się dzieje
                            Kościoła Rzymskiego.
                            • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:53
                              cd.


                              Wielki wizjoner amerykański Edgar Cayce (1877-1945), „Śpiący prorok”,
                              przewidywał na początek XXI wieku nie tylko wojnę światową, lecz także – co
                              potwierdzało zresztą wielu innych proroków – szereg będących jej skutkiem
                              (użycie broni jądrowej) katastrof geologicznych takich jak zatopienie
                              zachodnich i wschodnich stanów USA (z San Francisco, Los Angeles i Nowym
                              Jorkiem), Europy Południowej, części Chin i Wysp Japońskich. (W tym kontekście
                              trzeba wspomnieć o groźbie „przebiegunowania” Ziemi – katastrofy totalnej.)
                              Polska – jak zapowiada jasnowidz ks. Klimuszko, ma wyjść z tych obieży obronną
                              ręką.

                              Warto tu dodać, że w autointerpretacjach wielu wizjonerów katastrofy naszych
                              czasów są równoznaczne z Końcem Świata. Trzeźwiejsi z nich wszakże zapewniają
                              nas, że tak nie jest, czy nie będzie. ( W interpretacjach tzw. Kalendarza Majów
                              jedni skłonni są datę 2012 roku uważać za koniec świata, inni wszakże traktują
                              ją jako wyznaczającą koniec pewnej epoki.)
                              • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:54
                                cd.


                                Tak trzeźwe – choć bynajmniej nie banalnie optymistyczne – przekonanie żywił
                                także twórca antropozofii Rudolf Steiner (1861-1925). W swych prewizjach mówił –
                                i to jest najważniejsze – że począwszy od końca XIX wieku dokonuje się Drugie
                                Przyjście Chrystusa Zmartwychwstałego, tzw. Paruzja; Chrystus wcielił się w
                                eterycznym ciele Ziemi – tzw. Wniebowstąpienie – i jawi się coraz większej
                                liczbie ludzi w ich ciałach eterycznych, tj. w wizjach analogicznych do wizji
                                Szawła z Tarsu, późniejszego św. Pawła, na drodze do Damaszku. Świadczą dziś o
                                tym liczne spotkania „Jasnej Postaci”, jakie mieli ludzie w doświadczeniu
                                bliskości śmierci (near-death-experiences). Konstatację tę potwierdził Ramana
                                Mahariszi z Tiruvannamalai mówiąc antropozofowi Veltheimowi-Ostrauowi, że w
                                1909 zbliżyła się do Ziemi Wielka Istota Duchowa. W tym kontekście trzeba też
                                widzieć wydarzenia naszych czasów. Przyjściu Chrystusa towarzyszy inkarnacja
                                licznych „Antychrystów” – wrogich Mu istot lucyferycznych (można wymienić
                                przynajmniej dwie takie postaci: „Chrystusa z Himalajów” i Sanandę, obu
                                działających z Londynu i głoszących, że są (fizycznie) „wcielonymi”
                                Chrystusami; Chrystus w Ewangeliach sam ostrzegał przed takimi impostorami,
                                kiedy mówił, że „kiedy powiedzą wam, że jestem tu albo tam – nie wierzcie” (Mt
                                24.26)). „Antychryści” wszakże to tylko pierwsze jaskółki „wiosny” – inkarnacji
                                Arymana – „demona słonecznego” Soratha, którego symbolem jest liczba 666 z
                                Apokalipsy Janowej. To on, według Steinera, ma urodzić się w naszych czasach w
                                Stanach Zjednoczonych i opanować świat. Zagrożeniami, które temu towarzyszą,
                                jest m.in. wojna światowa i następujące po niej kataklizmy geologiczne. Mówiąc
                                o nich Steiner brał pod uwagę trzy możliwości: zniszczenie Europy Środkowej,
                                zniszczenie całej Europy (wtedy główny nurt rozwojowy ludzkości przeniósłby się
                                do „jednego z krajów Azji”) albo zniszczenie całej Ziemi (wtedy rozwój
                                ludzkości miałby toczyć się na planecie Wenus). Ostateczny kres opisywanej tak
                                apokalipsy zależy jednak od nas, ludzi, i od naszego związku z Chrystusem.
                                • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 16.07.06, 23:56
                                  cd.


                                  W ujawnionym w ostatnich latach tzw. Kodzie Biblijnym – jak dotychczas – nie
                                  podano nam wielu prewizji dotyczących naszego „czasu katastrof”. Jest w nim
                                  jednak pewna pocieszająca wzmianka: mianowicie, choć zapowiada się
                                  tam „holocaust atomowy” (wywołany nb. przez terrorystów arabskich), to jednak
                                  tragedia ta, rozpoczynająca się od zniszczenia Jerozolimy, została już
                                  raz „odwołana”, a – co więcej – z powołaniem się na starotestamentową Księgę
                                  Liczb 26,64, stwierdza się, że „kod, czy jego ogłoszenie nas ocali”.

                                  A więc być może, czeka nas wielka III Wojna Światowa, katastrofy geologiczne i
                                  prawdziwe hekatomby ludzkie. Nie jest to wykluczone – choć też nie jest
                                  fatalistycznie nieuniknione: pamiętajmy bowiem, że każdy poszczególny wizjoner
                                  widzi tylko jeden scenariusz przyszłych wydarzeń, ale Ten, który je planuje i
                                  realizuje, ma ich wiele – i nie wiemy, który z nich się urzeczywistni. (Cóż
                                  wszakże mamy zrobić w sytuacji apokaliptycznej? Ludzie wierzący powinni się
                                  modlić, ezoterycy – medytować, a wszyscy inni – czytać stoików: rządzący –
                                  cesarza Marka Aureliusza, elity – senatora Senekę, a zwykli ludzie – niewolnika
                                  Epikteta.)
                                  • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 17.07.06, 00:00
                                    cd.

                                    Jak jednak mogłoby do Apokalipsy nie dojść?

                                    Podstawowym warunkiem byłaby tu całkowita przemiana człowieka – i całego
                                    sposobu jego życia na Ziemi, jego gospodarki, życia społecznego, moralności i
                                    duchowości. Wiemy jednak, jak bardzo do przemiany takiej nie dorośliśmy. U
                                    ludzi nie jest to możliwe. Ale – jak powiada Pismo Święte – „możliwe jest u
                                    Boga”.

                                    „Idźcie w spokoju, ludzie prości – przed wami jądro ciemności” – mówi nasz
                                    poeta.

                                    Wszakże w ciemności tej świeci światło nadziei: Amerykańska psycholożka Helen
                                    Wambach przeprowadziła jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku
                                    badania psychologiczno-głębinowe, w których toku wprowadzała setki ludzi w stan
                                    głębokiej hipnozy i kazała im przenosić się w przyszłość, w lata 2010, 2020 i
                                    2030. Cóż widzieli ci psychonauci? Zgodnie z ich relacjami po III Wojnie
                                    Światowej i katastrofach geologicznych zostanie na Ziemi 20% jej obecnej
                                    ludności. Ci ludzie przyszłości będą wiedli trzy „style” życia: jedni żyć będą
                                    w wielkich miastach umieszczonych częściowo pod kopułami, częściowo pod ziemią
                                    i rządzących się systemami totalitarnymi oraz opartych o model naukowo-
                                    techniczny, drudzy będą zamieszkiwać rejony wysokogórskie i nadwodne, i opierać
                                    się na modelu ekologiczno-magicznym, trzeci wreszcie będą „odlotowcami”
                                    penetrującymi kosmos zarówno w sensie zewnętrznym (wyprawy kosmiczne we
                                    współpracy z pierwszymi), jak i wewnętrznym (out-of-the-body-experiences we
                                    współpracy z drugimi).
                                    • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 17.07.06, 00:02
                                      cd.


                                      Zatem Panowie i Panie................non omnes moriemur...

                                      cd. nie nastapi. Reszte dopisze życie........................
                                      • zmarzlak1 Re: trochę geopolitical fiction 17.07.06, 00:03
                                        Sami chcieliście troszkę geopolitical fiction.hahhahahahahahaahahah
                                        • siurak20 Re: trochę geopolitical fiction 17.07.06, 01:18
                                          ehhh ales nasmiecil :/
Pełna wersja