Dodaj do ulubionych

Zwała gdzieś zniknęła.

16.03.07, 20:57
Są delikante ruchy bez emocji, przy totalnym ignorowaniu danych - jak zwykle.
Dawno nie było dnia w którym rynek USA dostałby tyle co najwyżej mdłych
danych jednocześnie. Większość informacji które trafiały na portale to złe
info – potwierdzające obawy ostatnich tygodni. Rynek reaguje na nie lekkimi
spadkami. Trzeba przyznać, że znalezienie przyczyn relatywnego optymizmu nie
jest łatwe. Jedyne wytłumaczenie to nadmiar pieniędzy na rynku i oczekiwania
posiadaczy akcji że jednak nie będzie dalej spadać.
---
Inflacja oczko wyżej. Można zapomnieć o poziomie komfortu fed. Dane nastroju –
gorsze. Zewsząd defetyści osaczają byki. A oni na przekór wszystkiemu kupują
te akcje. Owszem część ludzi sprzedaje. Ale po takim napływie info to można
by się spodziewać co najmniej minizwały. A tu NIC. Spadki w granicach
zmienności.
Przyjdzie taki moment że zaczną dyskontować to wszystko jednocześnie i będzie
naprawdę ciekawie. Do tego czasu należy pogodzić się z całkowitym brakiem
logiki w tym co się dzieje w USA. Indeksy spadły 0,5% bo spadły pół procenta.
I tyle.
------
Nawe Jadzia z central Parku się dziwi że goście przychodzą do niej „pod
ściankę” nie po czterech piwach a po jednym a ci co wypili siedem to nadal
się wstrzymują. Jadzia promocji nie zrobi i skończy się na tym że będą
wylewać z siebie wiadrami, tak że im futuresy urwie z odrzutu. Jadzia pamięta
czym się kończy nadpłynność – goście z wall street spływają wtedy z falami
rynksztoka jak próbują jeden przez drugiego się upłynniać.
Za to Jadzia z Central’nego obserwowała dzisiaj przebierańców karnawałowych .
Wlazły jej do szaletu trzy wiedźmy i zamieszały pod fajrant , jak to zwykle w
trzeci piątek kwartału. Klienci się spodziewali wizyty – więc załatwiali
tylko te potrzeby co musieli co by nie zostać z gaciami w rękach jak wiedźmy
przyjdą. Najpierw przyszli wiedźmini a na koniec cwane wiedźmy – efektem
czego jest zaczarowanie wigu20 na całkiem rozsądne plusy. Nawet obroty były
niczego sobie. Niestety na ich podstawie niczego się nie da prognozować.
---
Dość paskudne dane i kolejne deklaracjie chińczyków co że się im gospodarka
przegrzewa i czas by zmienić klimat - powinny znaleźć efekt w przyszłym
tygodniu. Jest raczej misio. Sądzę, że ostrych spadków nie ma tylko dlatego,
że ci naprawdę dużi gracze za granica wolą zrobić dystrybucję na spokojnie.
Od poniedziałku sporo się może zmienić. Po wygaśnięciu nieodnowionych
zabezpieczeń część graczy może zechcieć zająć pozycję. Nic nie wskazuje że
będzie to po długiej stronie rynku.
elamigo
Obserwuj wątek
    • poszi Do poczytania na weekend 16.03.07, 21:30
      Co prawda ten raport Credit Suisse jest już znany od kilku dni, ale wcześniej
      nie był dostępny w Internecie. To bardzo wyczerpujący opis amerykańskiego rynku
      mieszkaniowo-kredytowego z mnóstwem szczegółowych danych

      www.billcara.com/CS%20Mar%2012%202007%20Mortgage%20and%20Housing.pdf
      • elamigo1 poszi jesteś Wielki 16.03.07, 21:44
        dzięki za tego linka - szukałem tego nie tak dawno.
        ami
        • poszi Re: poszi jesteś Wielki 16.03.07, 22:12
          > dzięki za tego linka

          Bardzo proszę. Polecam szczególnie "exhibit 40-46".

          Parę ładnych rysunków i wykresów jest też tutaj:

          www.pimco.com/LeftNav/PIMCO+Spotlight/2007/In+Focus-+March+2007.htmI
          Ta mapa pokazuje, gdzie jest najbardziej "bąblowato"
          www.pimco.com/NR/rdonlyres/901D272D-46D9-4D0A-B908-83C593B24E7C/3514/Chart1.gif
          Cały Midwest jest niebąblowaty (niektórzy twierdza, że gdyby nie da bańka, to
          tam ceny powinny już od lat spadać), ale większość ludzi mieszka tam, gdzie jest
          czerwono.

          Kiedy porówna się to z mapą, gdzie jest najwięcej obecnie przeterminowanych
          kredytów,
          bp0.blogger.com/_pMscxxELHEg/RfbxqtpqM2I/AAAAAAAAAMA/lYe0kHvK5tY/s1600-h/MBA3.jpg

          to widać, że do tych bąblowych miejsć jeszcze problemy na dobre nie dotarły. A
          tam "siekierezada" będzie największa.
    • omron Re: Zwała gdzieś zniknęła. 17.03.07, 10:20
      Hipoteczny kryzys pogrąża USA
      (Rzeczpospolita, tm/17.03.2007, godz. 08:50)
      Ponad dwa miliony amerykańskich rodzin praktycznie siedzą na walizkach i czekają
      na przyjście komornika. Dlaczego? Ponieważ nie są w stanie płacić rat kredytu
      hipotecznego - czytamy w "Rzeczpospolitej".

      W ciągu ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych gwałtownie rozwinął się rynek
      preferencyjnych kredytów hipotecznych (tzw. sub-prime mortgages) dla osób o
      niewielkich dochodach. Kredyty te były tak popularne, że w ciągu sześciu lat ich
      wartość osiągnęła ponad 600 miliardów dolarów - dodaje gazeta.

      Wszystko się zmieniło, gdy bank centralny zaczął podnosić cenę pieniądza.

      O ile jednak, w przeszłości wyjściem dla ludzi, którzy nie byli w stanie spłacać
      pożyczek, była sprzedaż domu i przeniesienie się do mniej atrakcyjnej
      nieruchomości, o tyle teraz jest to o wiele trudniejsze, gdyż od przeszło roku
      wartość wielu domów gwałtownie spada - czytamy w dzienniku.

      Więcej w "Rzeczpospolitej".
      • tom8010 Re: do poczytania na weekend 17.03.07, 13:06
        www.expander.pl/expander/index.jsp?place=Lead6&news_cat_id=22&news_id=12752&layout=2&page=text
        • tom8010 Re: do poczytania na weekend 17.03.07, 14:36
          no ciekawe czy bedzie jakas reakcja w poniedziałek na to:
          news.xinhuanet.com/english/2007-03/17/content_5860754.htm
          • tom8010 Re: do poczytania na weekend 18.03.07, 23:17
            www.tdctrade.com/econforum/sc/sc070301.htm#3
            • tom8010 How big is the China factor? 18.03.07, 23:33
              Someone suggesteel that it was China which led to the current global markets
              correction. The media all over the world also made such headlines, like China
              markets decline led to the global markets slump.

              However, it might be a landmark event for the history of the capital market
              development in China. Its importance might only surface after a few years, but
              how big is the effect of China is really worth our further studies.

              The importance of China to the global economy is increasing. It is mainly
              reflected in the real economic activities. After the entry to the WTO, the
              economic strength of China has increased rapidly. Its GDP or economic size has
              jumped from the 6th in the world in 2001 to the 4th in 2005. Its trading volume
              also increased from the 6th to the 3rd. Because of its huge economic size and
              the world's largest foreign reserve, the appreciation process of RMB has
              directly affected the global trade pattern and the exchange rate of other major
              currencies in the world, even though the capital account of RMB is still under
              control.

              Nevertheless, the effect of China on the global financial market is still
              rather limited. There are two main reasons attributable to this. The first one
              is the relatively small scale of its financial markets. Its development is
              still immature. According to the Financial Times, the market capitalization of
              the equity markets in China only made up 2.22% of the world markets. The amount
              of financial assets is a little bit larger, i.e. 4%-5% of the world's amount.
              However, if we only calculate the free-float market capitalization, its size
              would become much smaller with less than 1% share. The second reason is the
              China markets are still not open enough, so it is not able to affect the global
              markets. Currently, the approved QDII amounts totaled US$13.7 billion, but the
              amounts of financial products sold to overseas investors was only US$580
              million. Most of the financial products are fixed income assets, so its effect
              to the global markets is limited.

              The main reason for China's decline was the changes to the demand and supply
              structure of its equity markets. On one hand, the regulating authority is
              actively banning and clearing the problem of illegal investment. The size is
              estimated to be around $100 billion. On the other hand, after the success of
              stock holding reforms, there are more stocks become free floating and sold to
              the markets recently. The amount of these new free floating shares available to
              sell in the market is estimated to be $18.4 billion. More shares will become
              free float in the coming two months, its pressure on the markets cannot be
              underestimated.

              cały tekst: www.tdctrade.com/econforum/boc/boc070301.htm
      • poszi Re: Zwała gdzieś zniknęła. 17.03.07, 13:57
        Tu jest cały artykuł w Rzepie:

        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070317/ekonomia/ekonomia_a_5.html
        Krótki, ale ma tyle błędów i nieścisłości, że aż strach.

        > W ciągu ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych gwałtownie rozwinął się rynek
        > preferencyjnych kredytów hipotecznych (tzw. sub-prime mortgages) dla osób o
        > niewielkich dochodach.

        Początek to prawda, ale subprime to nie są żadne preferencyjne kredyty.
        Preferencyjne kredyty kojarzą mi się za atrakcyjnymi warunkami. Subprime mają
        fatalne warunki: wysokie oprocentowanie i wysokie opłaty. Sztuczka polegała na
        tym, że początkowo raty były niskie, ale później wystrzeliwały w górę. Firmy
        kredytowe zarabiały na opłatach za wcześniejszą spłatę kredytu, który niemal z
        definicji następowało zaraz po końcu promocyjnego okresu. Nie pamietam
        dokładnie, ale coś koło 80% kredytów było spłacanych w ciagu 30 miesiecy (mimo
        że wiekszość była udzielana na 30 lat).

        Subprime to nie są kredyty dla osób o niskich dochadach. Procentowo osób o
        niskich dochodach jest więcej w subprime niż w prime, ale o tym, czy ktoś jest
        prime czy subprime decyduje jego historia kredytowa (poziom zadłużenia do
        dochodów, problemy ze spłata w przeszłości, itp.), a nie same dochody.
        Niezamożny, który nigdy nie miał problemów ze spłatą, który weźmie nieduży
        kredyt trafi do prime. Z drugiej strony niemało zamożniejszych żyje na krawędzi
        bankructwa.

        > Kredyty te były tak popularne, że w ciągu sześciu lat ic
        > h
        > wartość osiągnęła ponad 600 miliardów dolarów - dodaje gazeta.

        Ponad 600 miliardów, to ich udzielono w samym 2006 roku. Swoją drogą Amerykanie
        mają kłopoty z ich podliczeniem, ile ich łacznie jest obecnie. Raport Credit
        Suisse podaje 824 mld zsekurytyzowanych subprime, ale dotyczy to tylko tzw.
        "first lien" (czyli kredytów wpisanych na pierwszej pozycji w hipotece) oraz nie
        obejmuje całego rynku (i naturalnie nie obejmuje niezsekurytyzowanych kredytów).
        Różne szacunki widziałem, np tutaj
        www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=a3LpUSUx4fXs&refer=home
        15% z 9,6 biliona (tysiąc miliardów). Ale ta suma się nie zgadza, bo biuletyn
        Rezerwy Federalnej podaje
        www.federalreserve.gov/pubs/supplement/2007/02/table1_54.htm
        10 bilionów długu hipotecznego dotyczący samych domów 1-4 rodzinnych.

        > Wszystko się zmieniło, gdy bank centralny zaczął podnosić cenę pieniądza.

        Ważniejsze jest to, że ceny przestały rosnąć, a to raczej efekt załamania się
        tej piramidy finansowej pod własnym ciężarem niż wzrostu stóp (ale wzrost stóp
        tez oczywiści miał znaczenie).

        > O ile jednak, w przeszłości wyjściem dla ludzi, którzy nie byli w stanie spłaca
        > ć
        > pożyczek, była sprzedaż domu i przeniesienie się do mniej atrakcyjnej
        > nieruchomości,

        Dobre. Autor kompletnie nie ma pojęcia o realiach. Nikt tam nie przenosił się do
        żadnych mniej atrakcyjnych nieruchomości (może garstka). Nie musiał nic
        sprzedawać. Po prostu refinansował na więcej niż poprzednio (a to było proste,
        bo ceny rosły) i dostawał gotówkę do łapki. Za gotówke spłacał karty kredytowe i
        mógł przez nastepny rok znówu szaleć na maksa. Czysta piramida finansowa. Teraz
        ta sztuczka nie działa i stąd kłopoty.

        W artykule z Rzepy jest jeszcze taki kwiatek:

        > Optymiści wskazują, że kryzys da się jeszcze ograniczyć do rynku ryzykownych
        > pożyczek, którego wartość stanowi zaledwie 0,6 proc. amerykańskiego dochodu
        > narodowego. Były prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan uważa jednak, że
        > nawet co piąta pożyczka hipoteczna w USA jest ryzykowna

        Czy ten autor się zastanawiał nad tym, co pisze? PKB USA to ok 13 bilionów USD.
        Wcześniej podaje (zaniżoną) wartość 600 miliardów. To 4,6%.

        Podoba mi się też taki argument, że to tylko "ileś tam procent PKB". Jakby w
        gospodarce nie było wzajemnych zależnosci i powiązań. Nowy Jork to tylko ok 3,5%
        PKB USA. Ciekawe, czy gdyby asteroid zmiótł go z powierzchni ziemi, to też
        optymiści pisaliby, że to tylko "3,5% gospodarki USA". No big deal.

        Ech, pismaki.
        • druop22 Re: Zwała gdzieś zniknęła. 17.03.07, 17:41
          Poszi a co przewidujesz na naszym rynku nieruchomości w najblizszych latach ?
          Jak do tej pory nowe mieszkania sprzedaja się jak ciepłe bułeczki pomimo iz
          kosztują całkiem sporo np. dla Wrocławia 5600 - 7500zł/m2 (bez apartamentowców
          w centrum). Oddanie w III-IV kw. 2008 a się sprzedają i to nieźle wystraczy
          popytać developerów o oferty to się dostanie rzuty wolnych jeszcze mieszkań z
          reguły na parterze lub na dachu jakieś 90-100m2. z bardziej chodliwych to już
          nie ma za bardzo w czym wybierać...
          Dzialek mało, ceny wysokie, ekip podwykonawczych mało, terminy mają już
          pozajmowane, sporo ludzi wyemigrowało, sam mam kuzyna który zarabiał w Irlandii
          15e/h jako zwykły murarz.. a gdyby znał język to ho ho!i nawet by się schylać
          nie musiał..
          Popyt ciągle większy niż podaż, ciągle spory deficyt mieszkań. Poza tym sporo
          ludzi myśli sprzedać "wielkąpłyte" lub kamienice "samozapalające się" z przed
          wojny i wymienić na nowe komfortowe, przemyślane osiedla z niską zabudową,
          garażami podziemnymi, parkingami, zielenią etc..Zwłaszcza że "stare" mają
          całkiem niezłą cene obecnie.
          Choć z drugiej strony jak sie popatrzy na te galopujące ceny to aż się nie chce
          wierzyć że coś co mozna było kupic jeszcze np. pół roku temu za 4tyś/m2 teraz
          kosztuje ponad 6tyś/m2 ... przeciez aż tak wiele się w te pół roku nie
          zmieniło, no chyba że rynek już dyskontuje na przyszłość..
          Pozdro,
          • poszi Re: Zwała gdzieś zniknęła. 17.03.07, 19:04
            > Poszi a co przewidujesz na naszym rynku nieruchomości w najblizszych latach ?

            Moja szklana kula jest trochę zamglona i trudno tam zobaczyć szczegóły :)

            To jest bez wątpienia bańka. Kiedy i jak bardzo pęknie, trudno powiedzieć. Ceny
            w Polsce już są pi razy drzwi takie, jak w Niemczech. Warszawa też jest sporo
            droższa niż Praga i Budapeszt. Zarówno dochody ludności, jak i perspektywy
            gospodarki czegoś takiego nie usprawiedliwiają. A już zupełnie fascynujące jest
            to, że odbywa się to (inaczej niż obecne bańki w Irlandii czy Hispzanii) przy
            sporym odpływie ludności. Jeśli szukać analogii, to Hiszpania przeżyła podobny
            boom po wejściu do Unii, ale wzrosty były realnie mniejsze i wolniejsze. Potem
            nie było specjalnie wielkiego krachu, tylko powolne usuwanie i zjadanie cen
            przez wysoka wtedy tam inflację. Pod koniec tego marazmu ceny realnie i tak były
            wyższe niż przed wejściem do Unii (ale w tym czasie sporo wzrosły płace). Taki
            scenariusz to moim zdaniem najlepsze (lub najgorsze zależnie od punktu
            widzenia), co może się zdarzyć. Zatrzymanie cen nominalnych i zjadanie ich przez
            inflację.

            Głównym motorem bańki w Polsce nie są, jak to się powszechnie uważa, jakieś
            przyczyny typu brak robotników (brak robotników to problem ostatnich zaledwie
            miesięcy), drogie materiały (to też skutek bańki, a nie przyczyna), wysokie ceny
            działek (to też skutek), czy wielkiego braku mieszkań (jak na poziom rozwoju
            gospodarczego Polska wcale nie ma tak mało mieszkań). Klucz tkwi w tanim
            pieniądzu. W Polsce od paru lat odbywa się na wielką skalę "carry trade". Tylko
            nie w JPY a w CHF. Banki udzielają kredytów niemal każdemu w wysokości, która
            przyprawia o zawrót głowy. Od paru lat mimo niskiej inflacji konsumpcyjnej
            rośnie dramatycznie podaż pieniądza. To napędza ceny aktywów (mieszkań i akcji).
            Bonanza się skończy albo, gdy pieniądz zdrożeje, albo ludzie nie będa w stanie
            nawet przy nawet takich niskich stopach spłacać kredytów w takiej wysokości,
            albo gdy gospodarka dostanie zadyszki (tak było na przełomie 2001/02 roku).
            Warto pamiętać , że niskie stopy i wysoki wzrost gospodarczy, to fenomen, który
            jest zupełnym historycznym wyjątkiem.

            W przyciśnieciu w dół też pomogłoby pęknięcie balona w Hiszpanii i Irlandii.
            Głownie ze wzgledów psychologicznych (to mogłoby wystraszyc tamtejszych, jak i
            tutejszych spekulantów). Zarówno Hiszpania, jak i Irlandia mają już sygnały
            zadyszki. Warto obserwować zagranicę, bo ten boom to jest element dużo większej
            i poważniejszej ogólnoświatowej bańki kredytowej. The Economist ładnie to ujął
            jako "największa bańka spekulacyjna w historii".

            W krótkim terminie nie widać, żeby miało się to gwałtownie odwrócić. Z drugiej
            strony, choć trudno o dobre dane, na tabelaofert.pl od kilku miesięcy rośnie
            liczba ofert (absolutny dołek był w listopadzie). Warto też śledzić akcję
            kredytową. Spowolnienie kredytowe i wzrost liczby ofert w USA wystapił sporo
            zanim zacżęły spadać ceny. odwrót koniunktury sygnalizuje też wzrost czasu, jaki
            zabiera sprzedaż nieruchomości. Warto też patrzeć na rentowność wynajmu, która
            teraz (przynajmniej w Warszawie) jest już niższa niż odsetki od kredytu (a po
            uwzglednieniu kosztów eksploatacji i remontów juz sporo niższa). Co więcej
            inaczej niż rynek kupna, rynek wynajmu jest stagnacji, co zadaje kłam tezie o
            "braku mieszkań".

            Pękniecie balona na pewno dotknie różne miejsca w różnym stopniu. Bloki z
            wielkiej płyty (choć nie jest to takie dno, jak sie powszechnie uważa, problemem
            jest raczej ich nieestetyczność, niefunkcjonalność i "blokrstwo" niż to, ze się
            rozpadną) na pewno spadną bardziej. Ale nie sadze, żeby nowych to też nie dotknęło.

            W średnim terminie na korzyść wysokich cen przemawia dorastający do zakupów wyż
            demograficzny. Z drugiej strony ujemny przyrost naturalny oraz emigracja (która
            ścięła sporą część tego wyżu) działa w drugą stronę. W dłuższym terminie jednak,
            jeśli Polska nie zacznie sprowadzac imigrantów i nie zatrzyma emigracji to
            dojdzie do "DDRowania". W byłej NRD ceny są śmiesznie niskie, bo jest więcej
            mieszkań niż chętnych.

            Nie orientuję się za bardzo na temat Wrocławia. Trochę więcej wiem na temat
            Warszawy (możesz poszukac moich postów na forum Deweloperzy:Warszawa).

            • druop22 Re: Zwała gdzieś zniknęła. 18.03.07, 10:34
              dzięki za hinty!
              ciekawi mnie jak do tego carry trade ma się pozycja banku i ich strategia
              długofalowa, bo tak naprawdę to on wyklada kase i to on przeciez ryzykuje
              najwiecej, nie rozumiem po co w takim razie kuszą kredytami na 30lat jak rynek
              ma się zawalić wkrótce... to tak jakbyś wciskał starej babci Maybacha
              wykorzystując jej naiwność, wiedząc ze jej na to nie stać i że nie spłaci tego
              w żaden możliwy sposób..troche to bezsensu dla mnie i dość krótkowzroczne(?).
              Przypomniał mi się film Krauzego "Dług", gdzie koleś też żądał niemożliwych do
              spłacenia odsetek ;)

              Przykladowo jak ja np. wezme kredyt i bede placil raty przez 3lata a potem
              nastapi krach cenowy to przeciez ja strace tylko te 36 rat wpłaconych,
              zakładając że są one teraz na poziomie kosztów najmu zatem można to potraktować
              jako najem mieszkania od banku :) (?) z tym że po 30latach takiego wynajmowania
              mieszkanie przechodzi na moją własność..
              O utracie mieszkania i tak nie ma mowy bo przecież ono i tak nie jest moje gdy
              kredytuje i jest wpisana hipoteka ;)
              Bank natomiast będzie miał kłopot bo bedzie miał mieszkanie warte powiedzmy 30%
              tego ile za nie zapłacił, ja mogę nie mieć żadnego majatku ściągalnego lub
              powiedzmy wyemigrować w jakieś ciekawe miejsce na ziemi gdzie szybko zapomne o
              kłopotach kredytowych ;)? a banki jako instytucje finansowe zostaną bez kasy z
              furą mieszkań których nie będzie komu sprzedać...
              • elamigo1 droup 18.03.07, 11:13
                Co do ryzyka banku:
                bank najbardziej ryzykuje w przypadku kredytu na 100% wartości nieruchomości.
                Ale wówszas ma największą marżę. Kredyt często jest ubezpieczony.
                De facto ryzyko dla banku jest w przypadku wystąpienia wielu problemów
                jednocześnie - typowych dla "silnej recesji" Część ryzyka pokrywa ubezpiecznie
                kredytu u wyższa marża. Jeśli bankowi zostało już spałacone kilka naście
                dziesiąt rat kredytu to już jest pole do refinansowania. Przejęcie
                nieruchomości to ostateczność. Przy czym pamiętać należy że hipoteka jest w
                przypadku osób fizycznych jednym z zabezpieczeń. Nawet jeśli po załamaniu cen
                nieruchomości i sprzedaży lokalu zostanie np. 30% długu to komornicy długo
                długo mogą ścigać taką rodzinę w całej Europie. Dla banku to kwestia kosztów.
                Sprzedają później taką wierzytelność i odzyskują część pieniędzy.
                De fakto jesto to forma lewarowania o kilku płaszczyznach ryzyka. Owszem może
                to doprowadzić bank o dużym udziale subprime kredytów do poważnych kłopotów ale
                niekoniecznie do bankructwa. Ot taki bank który przegiął z subprimami zostanie
                pewnie wypchnięty z rynku przez konkurencję. Lub przejęty. Największym
                problemem dla niego jest tworzenie rezerw jeśli kredyty przestają być spłacane.
                Właśniesubprime baki mają zwykle mniejsze zaplecze finansowe by takie rezerwy
                utrworzyć. Problem jest skomplikowany - nie biały ani czarny - szary.
                Kryzys nieruchomościowy w połączniu z recesjią i zmniejszeniem dochodów
                kredytobiorców z portfela lub i podwyżki stóp to jest bardzo poważny problem
                ale niekoniecznie kataklizm. Swoją drogą jeśli taki bank jest odrębną spółką od
                banku matki to ryzyko obciąża głównie tą spółkę która nie przenosi
                odpowiedzialności na firmę matkę. Cwane nie?
                pozdr.
                • druop22 Re: droup 18.03.07, 12:11
                  dzięki za cenne uwagi,
                  Poszi pisze że wzrost cen mieszkań to efekt taniego pieniądza na rynku, ok
                  zgadzam się z tym ale myślę że nie tylko to jest istotne,
                  piszą że nasza gospodarka jest na dobrej ścieżce rozwoju, inflacja jedna z
                  najniższych, PKB może nie powala ale te 6%-7% na 2007 nie jest złą prognozą,
                  dodatkowo lepszy chyba długotrwały stabilny wzrost niż "przegrzganie".
                  Napływ inwestycji zagranicznych i funduszy z Unii, stabilna i silna złotówka.
                  Dodatkowo piszą że teraz przyjdzie czas na wzrost naszych pensji czyli wzrośnie
                  nasza siła nabywcza..Czy to są nieistotne elementy na prognozy rynku
                  nieruchomości?
                  czy obecnie tani pieniądz/kredyt moze szybko stać się drogi w tych warunkach
                  makroekonomicznych ?
                  kredyt w CHF np. LIBOR 6M = 2,37 + 1,0 marża daje 3,37% czy to drogi kredyt?
                  Czy inflacja naprawde stanowi aż takie duże zagrożenie dla Szwajcarii że mozemy
                  sie spodziewać kolejnych podwyżek? z tego co czytałem to zawsze mają ją na
                  poziomie konkurencyjnym do strefy euro, no i nie moga przeginać przecież za
                  bardzo w trosce o wzrost gospodarczy?
                  Czy mamy obecnie do czynienia z następującym procederem: bank Szwajcarii
                  obniżył stopy do bardzo niskiego poziomu sprzedał mnóstwo taniego pieniądza w
                  kredytach. Teraz sukcesywanie będzie podnosił stopy % zarabiajac na tym,
                  dodatkowo wyższe stopy spowoduja umocnienie sie samej waluty bo lepiej się
                  będzie opłacało lokwać w tej walucie, obligacje itp.
                  poza tym te tanie niegdyś kredyty trzeba bedzie spłacać z odsetakmi coraz
                  większymi co da dodatkowo wiekszy popyt na chf?
                  Patrząc na sytuację w USA tak się nie stało tzn. pomimo wysokich stóp % waluta
                  się znacznie osłabiła do złotówki..
                  • elamigo1 Re: droup 18.03.07, 12:48
                    Kredyt tani czy drogi?
                    To nie jest kwestia aktualnej jego ceny. Obecnie jest stosunkowo tani.
                    Nie będzie tak wiecznie. Na pewno nie będzie tak w ciągu 25lat spłacania
                    kredytu.
                    Czytałem niedawno historię (biografię) faceta z usa który wziął kredyt
                    hipoteczny na 15 lat. Po 40 latach był szczęśliwy że go w końcu spłacił - bo
                    dostał spadek...
                    To nowa forma wasalizmu. Bank daje kredyt powiedzmy po 7%. Stopy utrzymują się
                    na takim poziomie przez kilka lat - i kredyt jest spłacany. Po kilku latach
                    stopy rosną i trzeba refinansować kredyt. Jeśli nieruchomośćnie traci na
                    wartośći to "spoko. Jeśli spłaciłeś np. 3 lata z 25 to bank proponuje
                    rozłożenie pozostałych 22 znów na 25 lat. I teoretycznie masz ratę na tym samym
                    poziomie. Wszyscy są szczęśliwi - bank bo ma prowizję z refinansowania, klient
                    bo ma gdzie mieszkać (co mu za różnica czy 22 czy 25 lat). Jeśli jest spłacone
                    powiedzmy 15 z 25 to klientowi można zaproponować kasę do ręki, niższe raty (na
                    dzień refinansowania) i znów wszyscy są szczęśliwi. Przychodzi okres niższych
                    stóp - kolejna szansa na refinansowanie (znów prowizja dla banku) i znów
                    wszyscy są szczęśliwi... Problem zaczyna się w momencie gdy wartość
                    zabezpieczenia nie odpowiada wartości kredytu... Problem jest gdy wartość
                    odsetek przerasta możliwościfinansowe kredytobiorcy.
                    I tu się właśnie zaczyna problem dzisiejszej sytuacji. Mieszkania na całym
                    świecie mocno zdrożały . Świeże lub niedawno refinansowane kredyty są
                    często "wyżyłowane" na skraju zdolności kredytowej . Zdolność kredytowa jest na
                    dodatek często naciągana przez kredytobiorcę, przy częstym współudziale
                    pośrednika lub przedstawiciela banku który taki kredyt proponuje. (oni kasują
                    premię -prowizję jednorazowo) Jeśli wartość nieruchomości spada a odsetki
                    rosną - to nie ma marginesu dla refinansowania. I to jest właśnie jeden z
                    głównych problemów który może dotknąć również i nasz rynek.]
                    Co do perspektyw rozwoju. To bardzo dyskusyjne. Co jest lokomotywą wzrostu
                    polskiego PKB - eksport. Ostatnio coraz bardziej inwestycje. Ale hamulcowym PKB
                    jest import który rośnie szybciej niż eksport. Import jest duży bo jest silna
                    złotówka. Również kredytu ZŁOTÓWKOWE są tanie bo jest silna złotówka (banki
                    dostają zastrzyki gotówki od zagranicznych banków matek etc) Jeśli złotówka się
                    osłabi to podrożeje kredyt. Jednocześnie wzrośnie inflacja KOSZTOWA. Gdyby
                    wzrosła inflacja (presja inflacyjna) płacowa to by oznaczło większe dochody
                    ludności . Kosztowa już niekoniecznie.
                    Jedyny pozytyw z osłabienia złotówki to teoretycznie więdzy eksport. Ale też
                    niekoniecznie. Bo większa ilość złotówek za te same dobra eksportowe oznacza
                    jednocześnie droższy import...
                    To system naczyń połączonych. Problem polega na udziale dochodu do dyspozycji w
                    PKB. To on świadczy o potencjale rozwoju. Przy rosnącym udziale państwa w
                    redystrybucji dochodu to kwestia dobrych perspektyw rozwoju jest co najmniej
                    dyskusyjna. Myślę że to nie jest miejsce na wykład z makroekonomii - to nie są
                    sprawy które można jasno i wprost wytłumaczyć.
                    Można przedstawiać tylko tą część danych która służyć będzie argumentowaniu
                    strony która się danymi posługuje. W danych dotyczących np. naszego PKB można
                    znaleźć wiele "rodzynków" np. jak się ma wzrost naszego PKB do wzrostu dochodu
                    do dyspozycji. I tu już sytuacja nie jest tak różowa. Okazuje się bowiem, że
                    interpretując dane z innej strony można dojść do wniosku że nie gonimy reszty
                    europy a się wzglęem nij cofamy.
                    Odwieczny przykład "błędnego rozumowania" (specjalnie napisałem w "") jest
                    prosty.
                    Wsadzenie 100 000 ludzi do więzienia, lub zwiększenie ilości zachorowań to
                    także czynniki prowadzące do wzrostu PKB. Generują sprzedaż usług (strażnicy
                    więzienni, grabarze etc). Pytania czy o taki wzrost PKB nam chodzi?
              • poszi Re: Zwała gdzieś zniknęła. 18.03.07, 14:45
                > ciekawi mnie jak do tego carry trade ma się pozycja banku i ich strategia
                > długofalowa, bo tak naprawdę to on wyklada kase i to on przeciez ryzykuje
                > najwiecej, nie rozumiem po co w takim razie kuszą kredytami na 30lat jak rynek
                > ma się zawalić wkrótce...

                W bankach są tylko ludzie. Banki oczywiście nie sa ignorantami, ale w czasie
                boomu piony ryzyka maja mniej do powiedzenia niż piony sprzedaży. Ci od ryzyka
                nie przynosza zysku. Poza tym (ale to już jest temat ogólnoekonomiczny)
                problemem obecnego korporacjonizmu jest krótkowzroczność i nastawienie na
                krótkoterminowy zysk. Zarząd banku (o ile nie dopuści sie kryminalnych
                zaniedbań) ryzykuje tylko CP (cudze pieniądze :) ). Zarówno depozytariuszy, jak
                i akcjonariuszy. A krótkoterminowy zysk, to sowite bonusy.

                To, co jest ciekawe w Polsce i co sprawia, że nie wiadomo jak to sie potoczy
                jest brak bankructwa konsumenckiego. W Polsce bank po zajęciu nieruchomości i
                jej sprzedazy będzie cię ścigał o różnicę. Najprawdopdobniej sprzeda to za część
                wartości jakiejś firmie windykacyjnej, a te podobno potrafią zrobić ludziom z
                życia piekło. Jak będzie więcej takich problemów, to pojawi się pewnie błaganie
                "niech rząd coś zrobi". Może jakaś partia z tego powstanie? :) W końcu
                Samoobrona powstała przez takich, co ich komornik gonił.
    • prenditore Re: Zwała gdzieś zniknęła. 18.03.07, 00:01
      Czy zwała gdzieś zniknęła? Na razie jeszcze nic straconego.
      Wygasły derywaty i rynek się uspokoi.
      WIG20 podszedł pod opór i jeśli go przebije, to pójdzie wyżej. Jeżeli nie da
      rady, to pójdzie w dół do wsparcia.
      Kierunek wybicia z konsolidacji wskaże nastrój na pozostałych giełdach.
      I będzie ciekawie.
      • imafreak Re: Zwała gdzieś zniknęła. 18.03.07, 10:57
        No właśnie, co dalej? Ja mam wrażenie, że ten tydzień (najpóźniej następny)
        pokaże. Na wykresie widać, że już teoretycznie może nastąpić kolejny mocny
        ruch - jakaś konsolidacja się uformowała. Pytanie czy to już i w którą stronę?
        Ja na razie L, jednak wydaje mi się, że bardziej prawdopodobny jest spadek.
        Przy pierwszym sygnale systemu (o ile będzie taki) zajmuję spore krótkie
        pozycje.
    • harryportier Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 16:10
      To ale, to nastroje.
      Popatrzcie np. tu, drugi wykres od góry (NYSE % bullish):
      www.investorsintelligence.com/x/us_stocks.html
      Ząbek na indeksie bez prawie żadnego ząbka na nastojach? Hmmm...

      Albo to, za piątek, 16.03.07:
      www.cboe.com/data/IntraDayVol.aspx
      z tym, jako koniecznym uzupełnieniem suchej tabelki (ISEE Index chart -
      dodatkowo warto przeczytać wyjaśnienia pod spodem:
      www.iseoptions.com/marketplace/statistics/sentiment_index.asp
      Typowa technika mówi - powinno dalej spadać, ale czy na pewno? Te lekko
      niedźwiedzie nastroje....
      Możliwe jest też takie coś, jak na 2 najwyższych wykresach z tego linku (dla
      SP500 intraday)- dokładnie rzecz biorąc jesteśmy właśnie w pozycji, mówiąc z
      anglosaska "Make it or brake it!" jak na tych 2 obrazkach :
      www.elliott-today.com/sptd07.htm
      Poniedziałek wydaje się być bardzo istotnym technicznie dniem. Jeśli już od
      rana kontrakty na USA będą spadać, to raczej kontynuujemy marsz w dół. Ale ruch
      w bok,albo nawet lekko do góry będzie powodować, że interpretacja z tego
      ostatniego linku nabierałaby mocy.
      Ja stawiam 60:40 na spadek, ale jestem na krótkich z ciasnym stopem, stale
      gotów do szybkiej ucieczki. Nastroje każą być podejrzliwe do tego rynku.

      Jest jescze jedna możliwość - ani byki, ani niedźwiedzie nie mają racji i do
      FEDu rynek będzie kołysał się w bok....





      • elamigo1 fed jak ferdek Kiepski 18.03.07, 16:28
        Nie sądzę aby ktokolwiek liczył na działania fedu w jakąkolwiek stronę. Owszem
        będą próbować odczytać komentarz.
        Obniżek nie będzie - to oczywiste. Podwyżek też nie - bo by im się rynki
        posypały na amen. KOmentarz będzie wywarzony - choć powinni mrugnąć oczkiem w
        kierunku inflacji.
        No ale tego się spodziwa rynek...
        Skoro fed jest oczywisty to interpretacja komentarza będzie zależała od
        bierzącego nastroju. Tu pole do popisu przed obozami byków i niedźwiedzi.
        Słusznie użyłeś sforumuowania "raczej" w dół.
        Na rynku jest nadal ogromna ilość kasy. Nadal pełno komentarzy o
        goldilocksach/tylkokorekta.

        Moim zdaniem trzeba się przyglądać Chinom. Co będzie wychodziło z ich
        deklaracji. Vzy będą coraz agresywniej brnąć w "konieczność schłodzenia" czy
        też zatrzymają ton na obecnym poziomie - tyle tylko by ostudzić wnerwienie wuja
        sama tanim juanem i nierównowagą bilansów.
        Na razie złoto idzie w górę- sporo arabów i azjatów stawia na zamieszanie na
        rynkach. Oni będą rozdawać karty za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat i nie
        wiadomo czy przypadkiem nie siedzą już na krześle krupiera a gościom się wydaje
        naddal że są w Las Vegas a nie w Makao.
        a
        • plessok Re: fed jak ferdek Kiepski 18.03.07, 16:47
          jakby rzucic moneta to jutro powinno spadac,a tak w ogole nastroje sie
          poprawily wiec z psychologicznego punktu widzenia trzeba ostudzic troche
          emocje,dziwny ten ryneczek nasz jest,obawiam sie dzis o rozdanie na jenie i to
          moze w przyszlym tygodniu popsuc nastroje...
      • zawodowiec4 Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 17:35
        Jak dla mnie to ten wykres investor intelligence pokazuje wciąż dużą ilość
        byków - 60%. Aby można było mówić o dnie to indeks powinien spaść poniżej 50%.
        Mamy więc dobrą sytuację dla misiów. Nie wiem Harry o co Ci chodzi.

        Co do eliott today - e tam, śledzę tę stronę od kilku miesięcy i widziałem tam
        już tyle pierdół, że coraz rzadziej na to patrzę. Może tym razem cos trafią a
        może nie. Szkoda czasu - to raczej amatorszczyzna.
        • citro1 Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 18:10
          Tygodniowy sygnał na MACD padł i jak pokazuje historia spadek powinien być w
          granicach 8/10%.Licząc od szczytu 1460 ,to daje poziom 1343/1314 i dodatkowo
          pokrywa sie to ze szczytem majowym z 2006 roku.Szybki opór mamy na
          1404,testowany już parę razy i do chwili jak go indeks nie pokona w cenach
          zamknięcia,krótka strona rynku ma przewagę.
          Co do FED,to zgadzam sie z Ami - co oni mogą?? podnieś nie podniosą bo dobiją
          rynek,na obniżkę po danych chyba nikt nie liczy.Więc stopy zostają na obecnym
          poziomie i komentarz pewnie ten sam /stara płyta /Moim zdaniem to Azja pokaże
          kierunek i jen w poniedziałek.
          A u nas: praktycznie powinno się czekać na S przy 3350 . Ta ujemna baza trochę
          mi nie pasuje.Patrząc z dłuższej perspektywy to lepiej posiedzieć z boku i
          pozwolić sie wykrwawić tym co to lubią,rynek sie miota to w jedną to w drugą z
          lukami po 50/80pkt.Otwierać jakąś większa ilość w takim momencie to jak gra w
          kasynie.Po tygodniu cudów jestem skołowany totalnie i prawdę mówiąc nie mam
          jakieś konkretnej opcji na początek przyszłego tygodnia.A jak nie czuje rynku to
          posiedzę sobie z boku ,może coś się wyklaruje po środzie.
          • zawodowiec4 Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 18:27
            Co do USA. Słuchałem na bloombergu niejakiego bartona biggsa - taki podobno
            znany inwestor/zarządzający. Jest bykiem - sądzi, że rynek w USA wzrośnie w tym
            roku o 10 - 15% (tylko nie powiedział od jakiego poziomu, może najpierw spadnie
            40% ? ale to szczegół oczywiście). Argument podstawowy to taki: akcje sa tanie
            i jest to super okazja inwestycyjna. Kupować USA i emerging markets. Tylko, że
            parę minut później zaczął mówić o bańce w private equity funds a ta bańka po
            rozładowaniu może uderzyć w emerging markets więc już nie wiem czy kupowac czy
            sprzedawać. Taka jedna z opinii. Co do FED - podaż pieniądza od kilku tygodni
            rośnie z coraz mniejszą dynamiką - czyli na razie nie drukują kasy, pewnei nie
            widzą zagrożenia więc punkt dla misów. Ale to bardzo markotny wskaźnik (może
            się zmienic nagle).
            Co do Azji to mieliśmy podwyżkę stóp procentowych w Chinach wczoraj (dziwne,
            czy oni pracują w soboty ?) - ciekaw jestem jaka będzie reakcja w Azji. Z
            reguły były spore zwałki po takim ruchu chińczyków.
            Co do nas to ostatni tydzień był do olania - wygasanie serii i co najmniej dwa
            cudy na indeksach. Dla mnie jest jeszcze jeden, trzeci cud, to strasznie niski
            LOP na nowej serii - 38 tys. sztuk. Co tu sie dzieje ? Proponuję poczekać,
            zobaczymy w poniedziałek.
            • citro1 Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 18:50
              Co do LOPu to moim zdaniem arbitraż pozamykał na ujemnej bazie / nie rolował na
              nową serie / więc nie liczyli na jeszcze bardziej ujemną, /punkt dla byków / i
              grubasy na L też nie rolowali,/punkt dla misiów /Mamy remis i trzeba poczekać.

              Czytałem dzisiaj wczorajsza prasę i nic o podwyżkach w Chinach nie
              znalazłem.Gdzie to wyczytałeś
              • poszi Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 19:02
                Na pierwszej stronie Bloomberga

                www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=a.evvkPU.rDw&refer=home
                • elamigo1 Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 19:11
                  To już kolejna podwyżka. Razem ze zwiększeniem rezerw. Spory artykuł w the
                  economist - dzisiaj bezpłatny... Niestety czytałem rano i nie podam linka
                  (jest w china).
                  pozdr
                  • citro1 Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 20:00
                    Dzięki panowie.
                    No to jeszcze bardziej mnie utwierdza w przekonaniu,żeby siedzieć na d i czekać
                    co pokażą rynki.Do środy wolne.
                    Pozdrawiam
                    • plessok Re: Niby wszystko dla miśków OK. Jedno ale.... 18.03.07, 20:04
                      milego odpoczynku:)ja mam we wtorek
      • harryportier Azja podpowiada...... 19.03.07, 08:08
        Kontrakty na USA w Azji podpowiadają - rynek w USA powinien jeszcze iść w górę,
        być może aż do poziomu 1430 pkt na SP500. Ja rano pozamykałem już wszystko na
        małej stracie, nie czekając na sell stopy i czekam na wejście gdzieś wyżej.
        Zawodowiec- ja wiem, że NYSE bullish % pokazuje 60% byków. Popatrz jednak na
        wykres z ISEE - od roku nie było tak niedźwiedzich nastrojów na opcjach.
        Pierwsza korekta spadków obojętne czy to fala 2, B czy jak kto woli prawe ramię
        RGR-a powinno przynosić bycze nastroje zbliżone do szczytu, często nawet
        przewyższające te na szczycie; tymczasem mamy dość słabo, jak na powyższy
        warunek. Patrząc na ISEE to nawet bardzo słaby.

        Ruch w USA taki, jak zasugerowałem wyżej, byłby idealny do wywołania
        powszechnego byczego optymizmu, skutkującego wysokimi byczymi odczytami.

        Ten ISEE jest bardzo dobry. Odkryłem go niedawno, ale uważam za niezły wskaźnik
        nastrojów i polecam do obserwacji nastroju.
        PZDR
        HP
        • zawodowiec4 Re: Azja podpowiada...... 19.03.07, 08:47
          Cos w tym jest tyle, że chyba to by było za proste mieć wszystkie sygnały w
          idealnej zgodności. Wtedy nie byłoby żadnych milionerów giełdowych bo wszyscy
          by wszystko wiedzieli. Ale zajmę sie bliżej isse (próbowałem to robić dla
          naszego rynku ale sygnały były raczej niewiarygodne).
          Co do Azji - jak widać po raz kolejny to nie wydarzenia wywołuja reakcje rynków
          (tak, tak Amigo - zreszta spróbuj zrobić transakcję pod takie newsy, he, he)
          tylko stadna nieświadomość tłumu ludzkiego. Podwyżka stóp w Chinach a indeks
          tamtejszej giełdy dał dzisiaj duży wzrost podchodząc pod ostatnie szczyty. To
          spory prztyczek w nos misi tyle, że nie jestem przekonany o zgodności kierunków
          wszystkich rynków światowych - to też byłoby za proste. Wcale się nie zdziwię
          widząc spadki w USA mimo sytuacji w Azji - bardzo często rynki w Azji idą
          inaczej niz w USA i vice versa. Tylko europa z reguły nie ma własnego zdania i
          kopiuje a to USA a to Azję (więc pewnie w europie zobaczymy w pierwszej części
          wzrosty). Zobaczymy - ja mam krótkie na amerykańskie indeksy i jeszcze poczekam
          (czytając Twoje posty Harry widzę, że troche inaczej to rozgrywamy - ja wiem,
          że całego ruchu nigdy nie uchwycę i nawet nie próbuę bo to najprostsza droga do
          kliniki psychiatrycznej lub co najmniej brania pewnych smutnych leków).
          pzdr
          • elamigo1 zaw4 19.03.07, 10:32
            Już od dawna piszę że to nie wydarzenia lecz reakcja ludzi na te wydarzenia
            zmieniają ceny na rynkach. Od dawna piszę że to kwestia nastroju - NA który
            mają wpływ wydarzenia - jako mnożnik o większej lub mniejszej wadze.
            Zawieranie transakcji pod wydarzenia - na pewno się nie da grać na tym intraday.
            Owszem da się modelować portfel - tu jak najbardziej. Kwestia oceny ryzyka.
            Tam gdzie ryzyko rośnie to uciekasz. Proste. I nie tylko ja stoję na takim
            stanowisku a większość wielkich funduszy tego świata, ceniących sobie
            zachowanie kapitału ponad szanse na spektakularne zyski. Zresztą dlatego
            mieliśmy niedawno ucieczkę funduszy z EM.
            a
            • stefanduzy Re: Zwała gdzieś zniknęła. 19.03.07, 20:36
              a z nią większośc piszących. Forum wraca do stanu hibernacji.
              • stefekmaly Re: Zwała gdzieś zniknęła. 19.03.07, 20:48
                I tylko echo niesie. A gdzieś tam, na skraju, biegają niedobitki niedźwiedzi
                żałośnie popiskujących. Miało być tak strasznie a jest jak zwykle.
                • plessok Re: Zwała gdzieś zniknęła. 19.03.07, 20:53
                  nie chwal dnia przed zachodem slonca...
                • stefanduzy Re: Zwała gdzieś zniknęła. 19.03.07, 20:55
                  Bulls też nie zbyt szaleją. Dryfujemy czekając na impuls. Imienniku popraw jak
                  sie pomyliłem. Czy żle odebrałem sław Twój skrót myślowy, myślałem że chcesz
                  powiedzieć że kaplica
                  :-))))
    • elamigo1 Elektryzyjące wzrosty 19.03.07, 21:03
      Poniedziałek: jak zwykle bardzo w skrócie.
      Dość dobry nastrój na globalnych parkietach ułatwił amerykańskim bykom
      dyskontowanie informacji o nowej fali fuzji i przejęć. Osłabiający się jen
      wyraźnie sugerował kolor jaki powinny przybrać indeksy na świecie.
      Amerykanom nie przeszkodziły fatalne nastroje home builderów i
      Mimo piątkowych spadków w USA rynki azjatyckie dość dość dobrze poradziły sobie
      z nastrojem zarażając świat nową falą optymizmu. Nie udało się jednak zanegować
      sygnałów pochodzących z wyprzedaży po szanghajskim impulsie a wykresy giełd
      europejskich i amerykańskich tworzą kształty przypominające chorągiewki.
      Na naszym podwórku dobry dzień dla złotego dodatkowo wspierał byki. Złośliwi
      twierdzą że to wynik podania na stół „kaczki z kluskami” – zapowiadającej
      między innymi łakomy kąsek dla inwestorów pragnących zelektryzować swoje
      aktywa.Kolejna zapowiedź szansy na szybszy niż zakładany wzrost PKB na pewno
      nie przeszkodziła we wzrostach.
      Niewątpliwie rynki żyją już posiedzeniem FOMC. Co prawda analitycy koniecznie
      chcieliby dyskontować obniżki stóp ale rynek długu usa nie za bardzo w to
      wierzy – rentowność wzrosła, i to bardziej niż kosmetycznie.
      Minęła 9ta. Tu kończę. Wracam po 22giej:- )
      ami
      • tomaszko33 Re: Elektryzyjące wzrosty 20.03.07, 13:29
        biznes.interia.pl/news?inf=885273
        poczekamy pożyjemy na razie u nas - 1%
        ciekawe czy końcówka sesji znowu na plus???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka