Dodaj do ulubionych

Ekstraklasa w rękach trybunału

IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 08:51
Anioł Sprawiedliwości narodził się 19 maja 2004 roku.
Był późny wieczór. W fotelu znajdującym się w oświetlonym trupio
bladym blaskiem grającego telewizora pokoju siedział postawny, łysy
mężczyzna. Drobnymi łykami popijał piwo. I myślał. - Nie może,
ku.., tak być! - zagrzmiał nieoczekiwanie. Tak narodził się
samozwańczy Anioł Sprawiedliwości. 11 maja 2004 roku lewym sierpowym
(tak jak Piotrek Ś.) rozkwasił nos korupcji w polskiej piłce. Tego
dnia, publikując na łamach "Gazety Wyborczej tekst dowodzący, że
Zagłębie Lubin kupiło mecz od Polaru Wrocław, Anioł przywdział
zbroję, chwycił za świetlisty mecz i rozpoczął walkę z patologią w
naszym futbolu. Prowadzi ją do dziś. I wszystko byłoby pięknie,
gdyby nie fakt, że śnieżnobiała szata Anioła uwalona jest
korupcyjnym gównem.

Anioł Sprawiedliwości przybrał postawną, łysogłową postać Artura
Brzozowskiego. "Piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci, to o
wiele poważniejsza kwestia" - te słowa legendarnego trenera piłkarzy
Liverpoolu Billa Shankly'ego ze śmiertelną powagą traktuje Artur
Brzozowski. Co więcej, wciela je w życie już od 14 lat, najpierw
jako dziennikarz, a od ponad roku jako szef działu sportowego
wrocławskiego oddziału "Gazety" - czytaliśmy w 2005 roku w jednym z
wydań "GW", a ze zdjęcia z dobrotliwym uśmiechem ozdabiającym jego
pozbawioną korupcyjnych myśli twarz ozdabiał uśmiech. Anioł stał
oparty o słupek bramki. Nie groził palcem. Nie wymachiwał mieczem.
Ukazał swoje łaskawe oblicze. - Więcej zrobił złego wrocławskiej
piłce niż dobrego. Wiecznie pluje na Śląsk i sączy jadem. To nie
jest człowiek, który kocha piłkę to jest człowiek, który dzięki niej
zarabia na chleb i nic więcej. Wrocław zapamięta go jako tego, który
nienawidzi Śląsk i wszystko co go dotyczy - podpisał się poniżej
jakiś zaślepiony nienawiścią do bliźniego kibic. Pewnie wariat.
Przecież nie od wtedy było wiadomo, że łysogłowy Anioł sympatyzuje z
WKS. Podobnie jak z Barceloną. Dowód, nie pierwszy, swojego
miłosierdzia dał chociażby 19 maja 2001 roku. W maleńkim, liczącym
jedynie 90 tysięcy mieszkańców Lubinie, zaścianku piłkarskim jak
mawiał Anioł Sprawiedliwości, miejscowe Zagłębie konfrontowało w
ramach 27. kolejki Ekstraklasy swoje siły ze Śląskiem Wrocław.
Faworytem byli lubinianie, którzy wówczas byli w czubie tabeli,
Śląsk zaś mocno dołował. Kilka tygodni wcześniej na ławce
rezerwowych WKS w charakterze trenera pojawił się słynny Janusz
Wójcik. Pierwszą decyzją "Wójta" było sięgnięcie po dobrych
znajomych ze wspólnej pracy z warszawskiej Legii - bramkarza
Grzegorza Szamotulskiego oraz Leszka Pisza. Dwaj nowi liderzy słabej
dotąd drużyny mieli jej zapewnić kilka punktów. Tak brzmiała wersja
oficjalna deklamowana przez Wójcika w wywiadach. Nieoficjalnie
natomiast imał się on wszelkich środków, by utrzymać Śląsk w
pierwszoligowych szeregach.
Anioł Sprawiedliwości zajechał na stadion GOS w Lubinie na nieco
ponad godzinę przed meczem. Uśmiech zagościł na jego pochmurnym, a
może zamyślonym, zazwyczaj, obliczu. W rozmowach z kolegami po fachu
przekonywał, że dziś na pewno wygra Śląsk. Niektórzy dociekali:

- Artur, skąd wiesz? Przecież to Zagłębie jest faworytem!
- Bo wiem. Wygra Śląsk - odpowiadał stanowczo Anioł, który przed
pierwszym gwizdkiem Mirosława Ryszki sędziego rozpostarł swoje
skrzydła na trybunie głównej stadionu Zagłębia. Pierwsza połowa
spotkania stała pod znakiem absolutnej dominacji piłkarzy
prowadzonych przez Mirosława Jabłońskiego i rozpaczliwej obrony
zawodników ruganych niemiłosiernie po łacinie przez Janusza Wójcika.
Gospodarze mieli z dziesięć sytuacji bramkowych, wykorzystali zaś
jedynie jedną - w 14. minucie idol miejscowych fanów Zbigniew
Grzybowski strzałem z rzutu karnego doprowadził do
wściekłości "Szamo". W przerwie meczu trochę naigrywano się z
Anioła. "Śląsk wygra! He He He" - miał ubaw po pachy
niejaki "Jakubek", który kilka lat później na łamach
dolnośląskiego "Słowa Sportowego" pisał pod dyktando Andrzeja Kruga
i Jerzego Fiutowskiego (wtedy jeszcze bez zarzutów prokuratury, a
więc podajemy pełne nazwisko), kreując ich na mężów opatrznościowych
lubińskiej piłki i prężnych menadżerów zarazem.

Wróćmy jednak na zielone boisko, nawet jeśli rozstrzygnięcie
dolnośląskich derbów zapadło przy zielonym stoliku. W drugiej
połowie, dość nieoczekiwanie dla wszystkich zebranych na trybunach -
za wyjątkiem Anioła Sprawiedliwości - dominował Śląsk. Po bramkach
autorstwa Piotra Włodarczyka (niezwykle urodziwe trafienie, piłka po
strzale z ostrego kąta odbiła się od słupka i zatrzepotała w
siatce), Jacka Paszulewicza i Krzysztofa Sadzawickiego Anioł śmiał
się upiornie i w wniebogłosy. Dziennikarze zbaranieli, "Jakubkowi"
nie przechodziły już przez gardło delicje serwowane na
lubińskiej "Jaskółce" - bo tak zwano trybunę VIP, na której Zbychu
często, po znajomości gościł. Najlepszy występ dał w 1990 roku w
meczu Pucharu UEFA z Bologną, gdy jako korespondent "Sportu" usnął
jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Włoscy żurnaliści i
decydenci, gdy zobaczyli rozwalonego i kompletnie
pijanego "Jakubka", zdębieli. Nie o nim jednak ta historia,
przepraszamy, że wkroczyliśmy na poboczne wątki naszego tematu.
Więcej takich akcji w naszym wykonaniu już nie będzie.
Spotkanie Zagłębia ze Śląskiem zakończyło się porażką 1:3 faworyta i
skandalem z udziałem jego kibiców. Rozwścieczeni fani wrzucili do
klubowego budynku świecę dymną, a na boisko jeszcze przed końcem
meczu race świetlne. Piłkarze obu drużyn przez ponad godzinę
kolędowali na murawie, a kilka dni po meczu fani "Miedziowych"
dostrzegli na mieście Grzegorza Lewandowskiego. Były gracz Legii,
ongiś uczestnik Ligi Mistrzów w ich odczuciu był jednym z tych,
którzy odpuścili mecz Śląskowi. Przypuszczenia brały się ze względu
na osobę Wójcika, Pisza i Szamotulskiego we wrocławskim obozie.
Kilku, a może nawet kilkunastu - wersje są różne - ruszyło w
szaleńczy pościg za piłkarzem, na szczęście dla niego nieudanym.
Podobno godzinę później w rozmowie z Prezesem Jackiem Kardelą
Lewandowski rozwiązał swój kontrakt z Zagłębiem. Nie wiemy, czy
akurat stało się to równo sześćdziesiąt minut po wydarzeniu, ale
umowa faktycznie została rozwiązana.

A cóż zrobił Anioł? Otóż w poniedziałkowym wydaniu "Gazety
Wyborczej" człowiek, który wiedział, że - parafrazując słowa stopera
Aluminium Konin Rafała Witkowskiego z lubością cytowane przez Artura
B. w swoich późniejszych publikacjach - "mecz opie..ny, szkoda
pieniędzy na benzynę" słał peany pod adresem herosów z Oporowskiej i
cudownie skutecznego trenera Janusza Wójcika. Artur, Winkelried
polskiej piłki, stawiany za wzór dziennikarskiej walki z korupcją w
piłce, który jeszcze przed spotkaniem posiadł wiedzę tajemną, że
mecz jest sprzedany siedział na trybunach i śmiał się do rozpuku.
Tymczasem, piłkarze na boisku odstawiali teatrzyk według rozpisanych
wcześniej ról. Dlaczego samozwańczy Anioł Sprawiedliwości nie
zadzwonił do Prezesa PZPN, dlaczego nie opisał tego, co rzekomo
wiedział w piątkowym, albo nawet sobotnim wydaniu "GW"? Bo nie miał
dowodów? A, przepraszam, czy kreśląc w maju 2004 roku oskarżenia pod
adresem Zagłębia Lubin za mecz z Polarem trzymał w ręce garść
dowodów? Takich namacalnych. Nie dowodów, będących strzępkami
zasłyszanych, prywatnych rozmów. To nie są dowody. A jeśli się je za
takowe uzna, to wówczas można znaleźć potwierdzenie tego, że mecz
Zagłębia ze Śląskiem był "opie..ny". Dlaczego Anioł
Sprawiedliwości nie interweniował kilka miesięcy wcześniej, gdy
doskonale wiedział, że na obóz Śląska Wrocław do Austrii pojechał
jeden z czołowych polskich arbitrów.
Obserwuj wątek
    • Gość: ciag dalszy Aniola Re: Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 08:56
      cd.....

      - To jest Zbych - przedstawił arbitra "Wójt", a na twarzach piłkarzy
      Śląska wymalowała się nie lada konsternacja. Sędzia podczas trwania
      obozu z nimi jadł, spał, tam gdzie zespół, oglądał treningi. A w
      przerwach między tymi zajęciami stukał się kielichem z władzami
      Śląska. Anioł Brzozowski, choć doskonale o tym wiedział,
      w "Wyborczej" nie wspomniał o tym nawet słowem. Nie dał nawet
      wzmianki, że coś jest nie tak, że obecność pierwszoligowego sędziego
      na obozie pierwszoligowej drużyny to lekkie przegięcie, by nie rzec
      skandal. Takowych obiekcji nie posiadał natomiast w 2004 roku, gdy
      odkrył, że Marcin Borski, arbiter z Warszawy, pracuje jako analityk
      giełdowy w KGHM. To, zdaniem Anioła Sprawiedliwości, była nie lada
      granda i kwalifikowało się do miana przestępstwa, bowiem sytuacja
      miała korupcyjne zabarwienia. Nie to, co obecność Marczyka w Austrii
      na obozie Śląska. To było wydarzenie, które należało przemilczeć,
      podobnie jak cudowną wygraną WKS w Lubinie. Dopiero po kilku latach
      Artur wspomina o obecności arbitra na zgrupowaniu ukochanej drużyny,
      dopiero dzisiaj widzi w tym fakcie coś zdrożnego. Lecz zaraz potem,
      a także przedtem rozpoczyna litanię grzechów Zagłębia, najbardziej -
      jego zdaniem - skorumpowanego klubu w polskiej piłce, który - choć
      nie jest to napisane wprost - rozpoczął paranie się tym ohydnym
      procederem. Bo jeśli nawet "ART" nie napisał tego wprost, to jednak
      taki wydźwięk mają jego publikacje o "miedziowym" klubie. Kibice w
      całej Polsce uważają, że Zagłębie kupiło nie tylko awans do
      ekstraklasy, ale nawet drugi w historii klubu tytuł mistrzowski.
      Artur, popijając w trupio bladym blaskiem oświetlonym pokoju
      ulubione piwo uśmiecha się pod nosem.

      Gdy Anioł Sprawiedliwości opublikował swój pierwszy tekst wymierzony
      w Zagłębie wśród lubińskich kibiców zawrzało. Już wcześniej
      krytykowali Brzozowskiego za brak obiektywizmu, podobnie jak fani
      Śląska, ale dopiero wtedy się potężnie wkurzyli. Co ciekawe, fani
      Zagłębia kilkakrotnie rozmawiali z Arturem. Starali się jemu
      naświetlić skalę korupcji w polskiej piłce. Przytaczali przykład
      niesamowitej passy, jaką mógł poszczycić się w sezonie 2000/01
      rozpaczliwie broniący się przed degradacją, właściwie skazany na
      spadek Groclin Grodzisk Wielkopolski. Dziwnym trafem na wiosnę
      wygrał kilka spotkań z rzędu i się utrzymał. Kibice wspominali o tym
      jak trzy tygodnie przed ligowym starciem Zagłębia z Groclinem jeden
      z trójki zawodników Lubina (Krzysztof Kłosiński, Maciej Nuckowski,
      Mariusz Lewandowski) wypożyczony do Grodziska chwalił się, że jego
      klub na pewno wygra w Lubinie. I co? 7 kwietnia 2001 roku w
      pojedynku 19 kolejki Ekstraklasy Groclin po golach Nuckowskiego,
      Lampteya i Koszakowa szokująco wygrał 3:1 z Zagłębiem. Anioł słuchał
      tych opowieści, kręcił głową, czasem nawet się uśmiechnął. Udawał,
      że to go fascynuje, na pewno szokuje, i że coś z tym zrobi. Nie
      kiwnął palcem.

      Kilka lat później, po publikacjach w tzw. sprawie Polaru Brzozowski
      śledził obelżywe komentarze wypisywane pod jego adresem. Analizował.
      I wreszcie przystąpił do działania. Na jedno z pierwszoligowych już
      spotkań Zagłębie, w przerwie między pisaniem tekstów domagających
      się osądzenia lubińskiego klubu, wybrał się na mecz do Lubina. Wraz
      z synem(?), którego ubrał, uwaga!, w czapeczkę z herbem Śląska
      Wrocław. Napisać, że kibice Zagłębia z kibicami Śląska żyją jak pies
      z kotem, to nic nie napisać. To doprawdy cud, że dzieciak nie dostał
      wtedy w łeb, bo przecież tatuś przechadzał się z kpiącym uśmiechem
      wśród fanów Zagłębia. Później napisał, że gabinet Prezesa
      Fiutowskiego okupują "karki" przyodziani w czarne bluzy, którzy
      dodatkowo jego, obiektywnego dziennikarza, próbowali zastraszyć. To
      napisał facet, który bierze na mecz swojego syna, wkłada na jego
      niewinną głowę czapkę klubu, którego w Lubinie się nienawidzi i tym
      samym wystawia małego na strzał po to, by zapewnić sobie
      kontrowersyjny materiał na tekst. Dla Anioła Sprawiedliwości mogło
      to się wydać dziwne, że tępe osiłki miały więcej zdrowego rozsądku
      niż on i oszczędziły Bogu ducha winnego małego człowieka.

      Zapewne wielu z Was będzie się zastanawiać, dlaczego pokusiliśmy się
      o napisanie takiego tekstu. Większość stwierdzi, że to zemsta na
      dziennikarzu za jego niepochlebne publikacje o Zagłębiu. Że tak
      naprawdę nie mamy żadnych dowodów, a pewnie opisane przez nas
      sytuacje nie miały miejsca i są to wymyślone brednie, mające na celu
      zbrukać dobre imię człowieka, który odważył się wydać walkę korupcji
      w polskiej piłce. Ktoś może nam zarzucić, że oczerniamy dobrego
      rzetelnego dziennikarza nie mając dowodów. Macie prawo myśleć tak,
      jak chcecie. Ten tekst powstał w oparciu o opowieści kolegów po
      fachu naszym i Artura, a także na podstawie własnych obserwacji.
      Doskonale pamiętamy, jak Artur mijał siedzibę naszego klubu z
      kpiącym uśmieszkiem, prowadząc za rękę małolata ubranego w czapkę
      Śląska Wrocław. Dla nas Artur Brzozowski, Samozwańczy Anioł
      Sprawiedliwości, to tak naprawdę dziennikarska prostytutka. Taka
      sama jak Ci żurnaliści, którzy w restauracji "Wierzynek" we Wronkach
      chlali wódkę z "Fryzjerem". Dwóch nawet klękało przed Ryszardem,
      ktoś, jak wiemy, całował go w rękę. Jak papieża. A dziś ci sami,
      którzy korzyli się przed Ryśkiem, krzyczą z pierwszych stron gazet,
      by kolegę od kielicha sprawiedliwie osądzić. Artur zrobił niemal to
      samo. Wyrzekł się własnej sympatii do Śląska Wrocław, pielęgnowanej
      i skrywanej w sercu przez lata, na rzecz kariery. A może pieniędzy?
      Mołojeckiej sławy?

      I tylko szkoda, że nie miał cywilnej odwagi w 2001 roku, gdy
      doskonale wiedział o przekrętach w naszej piłce, gdy śmiał się do
      rozpuku z rządzących nią prawideł, a nie kiwnął nawet palcem, by
      przeciwdziałać patologii. Czego wówczas zabrakło Aniołowi
      Sprawiedliwości, by wyciągnąć z szafy, a następnie przyodziać
      zbroję, do ręki wziąć świetlisty miecz i ruszyć na pohybel korupcji?
      Odwagi? Ambicji? Argumentów? Może przyciął komara w fotelu i obudził
      się dopiero w 2004 roku po meczu Zagłębia z Polarem we Wrocławiu?
      Nie wiemy. O to należałoby zapytać samego Artura Brzozowskiego.
    • Gość: anty Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 08:58
      Sprawa KGHM Zagłębia Lubin dotycząca korupcji w polskiej piłce nie
      zaczęła się 27 grudnia 2007 roku, kiedy Wydział Dyscypliny wszczął
      postępowanie wobec tego klubu. Cała sytuacja zaczęła się dużo, dużo
      wcześniej. Niewiele osób już pamięta sezon 2002/2003. Wówczas
      Miedziowi dokonali świetnych - tak wówczas uważano - transferów,
      które miały sprawić, że Zagłębie było walczyć o najwyższe cele.
      Miało.Wiślacki zaciąg

      Do Lubina w lecie 2002 roku trafili piłkarze z Wisły Kraków, która
      wówczas rządziła w lidze. Piłkarze ci dostali lukratywne kontrakty
      zarabiając dużo więcej od grających od wielu sezonów w Zagłębiu
      zawodników. Zrobił się podział na "stare" i "nowe" Zagłębie, ale
      mimo wszystko Miedziowi gromili każdego w sparingu. Przyszła liga i
      w pierwszym meczu podopieczni Adama Nawałki rozbili Pogoń Szczecin
      5:0. Ostatnią bramkę zdobył debiutujący wówczas w lidze Grzegorz
      Bartczak, dzisiaj reprezentant Polski. Mówiło się nawet po tamtym
      meczu, że Zagłębie będzie walczyć o mistrzostwo. Jednak w kolejnych
      spotkaniach było już słabiutko i w efekcie Miedziowi wylądowali w
      strefie barażowej.

      Ustawiony baraż

      W barażu o pozostanie w lidze Zagłębie zmierzyło się z Górnikiem
      Łęczna i wówczas zaczęły się dziać dziwne rzeczy. W Łęcznej prezent
      rywalom sprezentował Bogdan Zając idealnie wykładając piłkę Pawłowi
      Bugale. Górnik wykorzystał sytuację i ostatecznie wygrał 1:0. Rewanż
      w Lubinie zaczął się dla Zagłębia bardzo dobrze, ponieważ gola
      zdobył Arkadiusz Klimek. Później było już tylko gorzej. Ponownie w
      roli głównej wystąpił Bogdan Zając, który na spółkę z bramkarzem
      Jarosławem Krupskim sprezentował kolejny podarunek dla Górnik Łęczna
      i ponownie skrzętnie skorzystał z niego Paweł Bugała. Jeszcze w
      pierwszej połowie ten sam Zając wydaje się, że celowo zagrał piłkę
      ręką we własnym polu karnym, ale sędzia tego nie zauważył. Adam
      Topolski (zmienił wcześniej Nawałkę na stanowisku trenera Zagłębia)
      widząc co się dzieje, zmienił w przerwie tego obrońcę, ale mimo
      wszystko Miedziowi przegrali 1:2 i spadli do pierwszej ligi. Do
      płaczącego wówczas na murawie Ireneusza Kowalskiego podbiegł jeden z
      uradowanych zawodników Górnika Łęczna i w przypływie emocji
      wypowiedział zdanie, które rozwścieczyło piłkarza Zagłębia. Kowalski
      rzucił się na niego z pięściami. Zawodnik Łęcznej miał ponoć
      powiedzieć, iż nie wszystkim zawodnikom z jego drużyny chciało się
      grać. Kilka lat później wyszło na jaw, że baraż został po prostu
      ustawiony.

      Sezon 2002/2003

      To właśnie w nim Zagłębie dopuściło się korupcyjnych procederów.
      Prokuratura ustaliła, że są niezbite dowody na cztery mecze. Po
      latach zatrzymano wówczas już byłego prezesa Miedziowych Jerzego F.,
      który miał dla klubu z Lubina ustawić mecze. Również Zbigniew M.
      grający w tamtym sezonie w barwach Zagłębia miał postawione zarzuty
      korupcyjne, lecz kilka tygodni temu sąd cywilny oczyścił go
      całkowicie z zarzutów. Miedziowi ostatecznie po rocznej banicji
      awansowali z powrotem do ekstraklasy. Dzisiaj wiadomo, że zrobili to
      w nie do końca sportowy sposób.

      Wyznanie Dziurowicza

      Po słynnym już wywiadzie w Gazecie Wyborczej z Piotrem Dziurowiczem,
      prezesem GKS-u Katowic, rozpoczęła się walka z korupcją w polskiej
      piłce. Wszyscy kibice doskonale znają samochód "Fryzjera" i jego
      zapasowe koło. To był początek walki z korupcją. W efekcie tego
      zatrzymano do dnia dzisiejszego grubo ponad 100 osób: działaczy,
      trenerów, sędziów, obserwatorów czy nawet członków PZPN. Prokuratura
      stopniowo dostarczała dokumenty Wydziałowi Dyscypliny, który karał
      kluby tak jak mu się podoba. Przez kilka lat nie wypracował
      regulaminu karania klubów. Wreszcie los padł na Zagłębie Lubin i
      Widzew Łódź. Oba zespoły jednocześnie stanęły przed obliczem WD.

      Wszczęcie postępowania

      Postępowanie w sprawie Zagłębia oraz Widzewa rozpoczęło się według
      informacji Polskiego Związku Piłki Nożnej 27 grudnia 2007 roku. Do
      Warszawy udały się delegacje obu klubów i obie strony od początku
      wzajemnie komplementowały się. Wydział Dyscypliny chwalił Zagłębie
      oraz Widzew za współprace i chęć samoukarania się. Problemy zaczęły
      się, gdy trzeba było wydać ostateczny werdykt. Zagłębie i Widzew nie
      godziły się na karę degradacji. Zaczęła się wojna na słowa, która
      przeniosła się do mediów, gdzie na łamach prasy obie strony
      wzajemnie zadawały sobie ciosy. Wreszcie Wydział Dyscypliny uznał,
      że to koniec przepychanek i najpierw ukarał Widzew karą degradacji
      za 12 ustawionych spotkań. Tydzień później za 9 meczów taką samą
      karę dostało Zagłębie. Oba kluby nie zgadzały się w zupełności z
      orzeczeniem WD i odwołały się do Trybunału Piłkarskiego. Widzew
      przegrał walkę z TP, ale Zagłębie osiągnęło to, co chciało. Trybunał
      uznał rację Zagłębia i nakazał Wydziałowi Dyscypliny ponowne
      rozpatrzenie sprawy Miedziowych, ale tylko cztery mecze miały być
      brane pod uwagę, a nie dziewięć, bo na pozostałych pięć nie było
      dowodów.

      Postępowanie, kara, odwołanie

      Wydział Dyscypliny pod przewodnictwem Adama Gilarskiego i tym razem
      nie miał wątpliwości: Zagłębie za cztery ustawione mecze zostało
      zdegradowane do drugiej ligi (dzisiaj pierwsza liga). Miedziowi
      nadal nie godzili się z karą, więc ponownie odwołali się do
      Trybunału Piłkarskiego, lecz ten tym razem nie przychylił się do
      argumentów Zagłębia. Miedziowi już bez większej wiary poszli w ślady
      Widzewa i także odwołali się do ostatniej instancji, a więc
      Trybunału Arbitrażowego przy PKOl.

      Szok i zdezorganizowane rozgrywki

      Sędziowie Trybunału Arbitrażowego przy PKOl wysłuchali argumentów
      Widzewa oraz Zagłębia i wyrok mieli wydać tydzień później, dwa dni
      przed rozpoczęciem ligi. Mało kto spodziewał się takiej bomby.
      Sędziowie uznali bowiem, że zarzuty w sprawie obu klubów przedawniły
      się! Na rozprawie Widzewa pojawił się wysłannik PZPN, który kilka
      minut wcześniej nie mógł pojawić się w sali, kiedy przebywali w niej
      przedstawiciele Zagłębia. Rzecznik prasowy PZPN Zbigniew Koźmiński
      próbował ratować honor Związku twierdząc, że PZPN nic nie wiedział o
      rozprawie Zagłębia. Tak czy siak, sprawa Widzewa została
      definitywnie zakończona, a Miedziowi musieli poczekać do 22
      sierpnia. Prezes Zagłębia Paweł Jeż dzień później w wywiadzie
      udzielonym serwisowi SportoweFakty.pl powiedział: - Czytałem
      uzasadnienie Widzewa i mogę być spokojny o Zagłębie. To oznacza, że
      Trybunał uzna także racje Zagłębia, bo i tego klubu zarzuty
      przedawniły się w związku z przepisami PZPN, które obowiązywały,
      kiedy czyny korupcyjne zostały popełnione. Każdy wie, że prawo nie
      działa wstecz. Prawie każdy. Jednak decyzje Trybunału Arbitrażowego
      odbiły się szerokim echem w całej Polsce, ale także i w Europie.
      Wszyscy za cel obrali sobie Zagłębie, które zdezorganizowało
      rozgrywki, co jest oczywiście nieprawdą. W efekcie tego wszystkiego,
      Ekstraklasa S.A. oraz PZPN niemal na pewno zadecydują, że liga
      będzie liczyć 16 zespołów, czyli tak jak dotychczas. W czwartek
      Trybunał wyda orzeczenie nie tylko w sprawie Zagłębia, ale i Korony
      Kielce, a to oznaczać będzie, iż w pierwszej lidze znajdzie się Arka
      Gdynia oraz Piast Gliwice, który jednak najprawdopodobniej rozegra
      baraż z Jagiellonią Białystok. Zagłębie po kilkumiesięcznej walce
      dopięło swego. Działacze Widzewa po werdykcie PKOlu głośno
      wypowiadali słowa "Zatriumfowało prawo", a w czwartek to samo będą
      mogli powiedzieć przedstawiciele Zagłębia i Korony. Szkoda jednak,
      że wszystko się stało w takich okolicznościach. Można było już dawno
      rozwiązać te sprawy i dzisiaj śledzilibyśmy losy na murawie, a nie
      na kolejnych posiedzeniach różnych instancji odwoławczych.
    • Gość: AndrzejKK Widzew w Ekstraklasie! IP: *.3s.pl 31.07.08, 09:03
      Dopóki Widzew Łódź nie zostanie dopuszczony do rozgrywek
      Ekstraklasy, doputy Ekstraklasa nie wystartuje. Kasa musi się
      zgadzać. Koniec i kropka.
    • Gość: Arkan Malinowski prawdziwek IP: *.sotn.cable.ntl.com 31.07.08, 09:04
      Arka odwolala sie od decyzji o ujemnych punktach a nie o degradacji losiu:) i
      taki koles ktory bedzie reprezentowal pzpn tego niewie...
    • Gość: lex luthor Malinowski, skoro jesteś pewny swoich racji IP: *.macxweb.eu 31.07.08, 09:27
      Malinowski, skoro jesteś pewny swoich racji, to dlaczego nie zaskarżyliście do
      sądu najwyższego, wyroku PKOL w sprawie Widzewa? Ja, jeśli byłbym w 100%
      przekonany, że mam rację, tak bym zrobił. Gdzie wy macie jaja? A może z tym
      Widzewem po prostu tak miało być? Nie po raz pierwszy "ktoś" ratuje tyłek
      widzewskiej szmaciarace zamieszanej w korupcję. Klub który kupował mecze, a co
      za tym idzie, jest ligowym złodziejem, uchodzi teraz za ostatniego
      sprawiedliwego walczącego z PZPNem - wychodzi na to, że "złodziej krzyczy,
      łapać złodzieja...".
      • mr_reaper Re: Malinowski, skoro jesteś pewny swoich racji 31.07.08, 10:15
        Nie wiem jakiego klubu jestes kibicem. Ale zakładam że też pewnie umoczonego w
        korupcję. NIE MA W POLSCE KLUBÓW CZYSTYCH. Są tylko takie którym już coś
        udowodniono, i takie którym dopiero udowodnione będzie.
        • Gość: , Polonia Bytom jest czysta - jest za biedna żeby IP: *.bph.pl 31.07.08, 10:40
          kupować i ma za dobre wynikico świadczy, że nie sprzedaje
          • Gość: sea Re: Polonia Bytom jest czysta - jest za biedna że IP: *.toya.net.pl 31.07.08, 11:03
            pamietaj ze jedni kupowali a drudzy sprzedawali!!(czemu o nich
            cisza?) takze zamieszani sa raczej wszyscy!!!
    • Gość: anty Swieci w PZPNie IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 09:33
      polskatimes.pl/sport/pilkanozna/8156,jak-szef-trybunalu-handluje-pilkarzami,id,t.html


      Trybunał Piłkarski przy PZPN dzisiaj podejmuje decyzję o degradacji
      Zagłębia Lubin z Ekstraklasy za udział w aferze korupcyjnej.

      To wyższa instancja, do której zeszłoroczny mistrz Polski odwołał
      się po decyzji Wydziału Dyscypliny karnie przesuwającej klub o klasę
      niżej.

      Los Zagłębia jest w rękach Trybunału, ale werdykt skazujący klub na
      degradację zdaje się być przesądzony. Bez względu na to, czy Lubin
      jest winny korupcji - co orzekł już Wydział Dyscypliny - czy też
      mógłby jeszcze dochodzić sprawiedliwości i próbować oczyścić się z
      zarzutów, Trybunał w zasadzie już wydał wyrok.

      W interesie przewodniczącego Trybunału, mecenasa Krzysztofa
      Malinowskiego, leży bowiem degradacja Zagłębia Lubin do niższej
      klasy. Szok i przerażenie! A jednak. Prywata w PZPN, mimo trwającej
      od ponad dwóch lat (iluzorycznej niestety) walki z korupcją, szerzy
      się w najlepsze.

      Przewodniczący Malinowski, który przed ponad dwoma laty, a więc
      wejściem do PZPN kuratora, sprawował w związku funkcję szefa
      Wydziału Dyscypliny, para się działalnością, którą powinien
      bezwzględnie zwalczać. Wydział Dyscypliny i nadrzędny organ
      odwoławczy - Trybunał Piłkarski - mają stać na straży praworządności
      i przestrzegania przepisów w PZPN.

      Tymczasem były szef dyscypliny, a od ponad trzech miesięcy
      przewodniczący Trybunału łamie związkowe prawo, wspierając...
      nielegalnych agentów piłkarskich. Mało tego, działa w ich interesie,
      a niewykluczone, że również w swoim własnym.

      - Dziwnie ten polski rynek transferowy wygląda. Powinny na nim
      obowiązywać zasady uczciwości, przejrzystości i obiektywizmu, a
      często wielu agentów funkcjonuje bez licencji. Kluby akceptują takie
      osoby i nawet chętnie z nimi współpracują, odtrącając przy tym
      legalnych agentów działających zgodnie z przepisami FIFA i PZPN -
      mówi licencjonowany menedżer FIFA Dariusz Mróz z Krakowa.

      Przepisy jednoznacznie mówią, że kluby nie mogą korzystać z usług
      agentów niezarejestrowanych. Jasno określone są kary piętnujące taką
      działalność. Kluby jednak nic sobie z tego nie robią, bo wiedzą, że
      ze strony PZPN nic im nie grozi.

      Mariusz Piekarski, były piłkarz, od kilku lat parający się
      handlowaniem zawodnikami, bez skrępowania w środowisku opowiada, że
      nie musi wcale się rejestrować, umów z graczami zawierać, bo ma
      układ z pewną kancelarią z Gdańska. Kancelaria ta to Spółka
      Partnerska Bartosza Golejewskiego, Krzysztofa Malinowskiego (sic!) i
      Pawła Suprynowicza.

      Piekarski ostatnio podebrał agentowi Mrozowi kilku piłkarzy. Wśród
      nich trzech z Zagłębia Lubin - Szymona Pawłowskiego, Patryka Klofika
      i Michała Zapaśnika.

      - Nie mogę nawet odwołać się do PZPN, bo związek do Piekarskiego nic
      nie ma. To tak, jakbym się poskarżył na niego do Związku Hodowców
      Kotów i Myszy, gdzie zapewne też nie jest zarejestrowany - kpi Mróz.

      Piekarski, bez wymaganej licencji, ale z prawną pomocą kancelarii z
      Gdańska, chce sprzedać pukającego do kadry pomocnika Pawłowskiego do
      West Bromwich Albion za 2 mln euro. Prowizja z takiego transferu
      zwyczajowo wynosi 10-15 proc., czyli w tym przypadku ok. 300 tys.
      Sumą tą trzeba jeszcze podzielić się z legalizującymi umowę
      doradcami prawnymi. Co najmniej 20-25 proc. trafi więc do
      kancelarii. Ale i tak jest się o co bić.

      Pawłowski, mający obowiązujący kontrakt z Zagłębiem, wypowiedział
      umowę Mrozowi. I związał się z Suprynowiczem. Choć Lubin
      zaproponował mu przedłużenie kontraktu na dużo lepszych warunkach,
      postanowił poczekać na decyzję Trybunału, którego przewodniczącym
      jest wspólnik Suprynowicza.

      Gdy Lubin spadnie z ligi, piłka będzie po stronie zawodnika.
      Malinowski nie chce w tej sprawie zabierać głosu. - Proszę dzwonić w
      przyszłym tygodniu, po wydaniu werdyktu. Teraz to próba wywierania
      presji na niezawisłość Trybunału - twierdzi przewodniczący.

      W ostatnią sobotę Malinowski świetnie bawił się na weselu
      Piekarskiego w stołecznym hotelu Sobieski. Temu nie przeczy. Jednemu
      z weselnych gości wyjawił w sekrecie, że na pewno "Lubin spuści".

      • Gość: sea Re: Swieci w PZPNie IP: *.toya.net.pl 31.07.08, 11:06
        w to sie w glowie nie miesci!!!
    • Gość: er Re: Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.eastwest.com.pl 31.07.08, 09:35
      chlopaki! szacunek za tekst o redaktorku! dobrze wiedziec kto pisze
      o polskiej pilce
      • Gość: anty Re: Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 09:48
        Naginac prawde i oczerniac to GW potrafi najlepiej i nie chodzi
        tutaj tylko o zaglebie, korupcje - ale polityke...
    • Gość: Jonek Przedawnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.08, 10:29
      To, że anulowano kary za sprawy przedawnione to rozumiem. We wszystkich
      kodeksach karnych jest coś takiego jak przedawnienie. Chodzi o to aby trudne
      do rozwiązania sprawy a nie mające dużego wpływu społecznego nie tamowały
      pracy wymiaru sprawiedliwości. Chciałby się tylko dowiedzieć dlaczego zarząd
      PZPN-u z Michałem 'nic nie widziałem' Listkiewiczem na czele taka długo
      udawał, że korupcji nie ma i doprowadził do przedawnienia tych spraw. Wiele
      osób wini trybunał ale trybunał działa zgodnie z prawem, jeśli się komuś takie
      prawo nie podoba to niech złoży wniosek do sejmu o zmianę prawa. Ale dlaczego
      PZPN tak długo zwlekał z wyjaśnieniem korupcji, że aż się te sprawy przedawniły?
      • Gość: Piotrek Re: Przedawnienie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.08, 10:34
        Może dlatego ze tak długo otrzymywali mateiały z prokuratury z
        Wrocławia?
        • Gość: Jonek Re: Przedawnienie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.08, 10:46
          Albo dlatego, że tak długo nie przekazywali materiałów do prokuratury. Zauważ,
          że prokurator zajął się sprawą korupcji w polskiej piłce ok 2 lat temu ale
          dziennikarze już węszyli o wiele wcześniej a Listkiewicz na każde pytanie
          odpowiadał: "ja nic takiego nie widzę" itp. Wcześniej wszyscy uważali, że PZPN
          sam sobie posprząta podwórko a dopiero niedawno, któryś z ministrów nakazał
          prokuratorom zajęcie się tą korupcją. Dlaczego musiał się tym zająć prokurator
          skoro PZPN ma swój trybunał arbitrażowy i wydział dyscypliny więc teoretycznie
          PZPN już dawno samodzielnie mógł ta sprawę wyjaśnić i zakończyć. Pytanie
          dlaczego PZPN mając we własnych szeregach "narzędzia" do walki z korupcją nie
          wykorzystał ich i nie załatwił sprawy już dawno temu samodzielnie.
        • Gość: anty Re: Przedawnienie IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.08, 10:46
          A moze dlatego ze takim biegiem sprawy sami chronia swoje dupska?
          Lesne dziadki umoczeni sa po uszy w korupcyjnym gownie i stroja miny
          do calej tej sytuacji.
    • Gość: filozof Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.dsl.sfldmi.sbcglobal.net 31.07.08, 11:11
      Liga powinna sie juz rozpoczac z 16 druzynami.
      Bedzie caly rok czasu zeby ewentualnie, jesli Zaglebie zostanie zdegradowane,
      dac innym druzynom walkowery lub moga tez pozniej dograc pozostale mecze. Poza
      tym , jesli zostanie wybrany nowy zarzad na zjezdzie 32 grudnia, to szybciej
      moze juz pojdzie i bedzie uczciwie.
      Ostatecznie Zaglebie moze zaplacic te brakujace 20 milionow.
      • Gość: A Re: Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.chello.pl 31.07.08, 12:30
        Zaglebie czyli my? Bo to z naszych podatkow przypominam....
        • Gość: 'j' Re: Ekstraklasa w rękach trybunału IP: *.gdynia.mm.pl 31.07.08, 12:35
          to o innym aniolku sprawiedliwosci:
          www.pulsbiznesu.pl/Default2.aspx?ArticleID=0bbbf242-f336-45f5-aac0-704783f1abdc
    • Gość: lufa A co dalej z pasożydniczym pzpn? IP: *.dynamic-dialup.coretel.net 31.07.08, 12:46
      Wprzód trzeba zaorać to całe gnojowisko. Tylko kto to zrobi? Z pewnością nie
      chamsko-chamicki kaczor. Gezerat

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka