bryt.bryt
19.10.09, 20:22
Chodzi o glowny problem, jaki ma Rymanowski z podsluchami. Czyli o zagrozenie jego misji dziennikarskiej, a w dalszej kolejnosci zagrozenie wolnosci slowa. Bo jak Rymanowski nie bedzie mial informacji od informatorow, to ucierpi interes obywatela. A teraz, po sprawie z Sumlinskim, wszyscy potencjalni informatorzy schowaja sie do mysiej dziury i bedzie kiszka.
Ale dlaczego informatorzy mieliby sie bac dzwonic do Rymanowskiego? Przeciez to nie jego telefon byl na podsluchu. Szansa na zagrozenie dla informatora bylaby tylko wtedy, gdyby Rymanowski dzwonil do tegoz informatora z telefonu osoby podsluchiwanej. A osoba podsluchiwana lub "zagrozona" dzialaniami sluzb to na przyklad redaktor Sumlinski, przeciwko ktoremu toczylo sie sledztwo. Rymanowski musial miec swiadomosc, ze korzystajac z telefonu Sumlinskiego ryzykuje, ze znajdzie sie gdzies w polu widzenia sluzb.
Jakos mam problem z uwierzeniem w dobre i czyste intencje Rymanowskiego ...