Dodaj do ulubionych

A ja lubiłem słuchać Kałużyńskiego NIEPANANIE

IP: *.gdynia.mm.pl 21.01.04, 13:19
Król Zygmunt Bezdomny

"NIE" rozmawia z Zygmuntem KaŁużyńskim.

– Na okładce Pana ostatniej książki "Pamiętnik Orchidei" są splecione ze
sobą: swastyka, krzyż i kwiat, który wyraża pewną erotykę. Książka jest Pana
intelektualną biografią. To także intelektualna biografia XX wieku.

– He, he, he. To był po trosze taki bezczelny zamiar. Zresztą książka ma
taki podtytuł "Zapiski ocalonego z XX wieku". A pomysł na okładkę? Swastyka
to moja przeszłość. Wojna wywołana przez Hitlera była największą w dziejach
ludzkości hekatombą, a mnie się udało tę hekatombę przeżyć. Krzyż jest
symbolem religii chrześcijańskiej, która najbardziej mi się podoba ze
wszystkich poznanych religii. Uważam się za chrześcijanina, choć może
takiego niewierzącego chrześcijanina. He, he, he. Kwiat to orchidea. Jonasz
Kofta napisał wiersz o mnie – jedyny, jaki o mnie napisano – i nazwał mnie
orchideą. To miłe.
Ale aż dziw, że ta okładka nie wywołała jakichś przykrości.

– W "Pamiętniku Orchidei" pyta Pan: "Co zaś zmieniło się w rezultacie
wstrząsu, jaki u nas nastąpił w latach 90., w kulturze?". Ale w książce nie
ma bezpośredniej odpowiedzi. Chciałbym z Panem porozmawiać właśnie na ten
temat. Na temat kultury przed 1989 rokiem i kultury dzisiaj, kultury w
czasach "ucisku" i kultury "wolności". Pan żył wewnątrz tamtego świata i
żyje wewnątrz tego świata. Czy łatwiej było kulturalnie ocaleć wówczas, czy
łatwiej jest o ocalenie dzisiaj. W Polsce, na początku XXI wieku?

– W czasie "ucisku" tzw. systemu – ja oceniam pozytywnie ten okres nie
dlatego, że w nim żyłem i uczestniczyłem, ale staram się, jak Boga kocham, o
obiektywizm – dokonania były olbrzymie. Skończono z analfabetyzmem. To
dzisiaj może brzmi banalnie i niewiarygodnie jako argument, ale taka jest
historyczna prawda. Dzisiaj się nie bardzo wie o tym, ale w Polsce
przedwojennej w niektórych okolicach było do 80 proc. analfabetów. Ja sam
byłem w pierwszych latach po wojnie nauczycielem pisania i czytania. Dalej.
Skończono raz na zawsze z nędzą. W PRL było trudno umrzeć z głodu. Co prawda
trudniej było dojść do zamożności, ale każdy miał jakąś swoją szansę
zawodową. W tym czasie gospodarka, którą się dzisiaj tak surowo ocenia, była
w ciągłym ruchu. Zbudowano cały przemysł, nawet taki, którego Polacy
wcześniej nie mieli – jak stocznie. Jeśli chodzi o rozwój kultury w Polsce,
to był najbardziej udany, najbardziej twórczy okres. Wydawano książki w
niespotykanych nakładach, które z miejsca się rozchodziły. "Ulisses" Joyce’a
w 40 tys. egzemplarzy rozszedł się w trzy dni. Był poszukujący awangardowy
teatr, który zrobił karierę na świecie: Kantor, Grotowski, Szajna. Nasz film
też stał się światowy. To, co nazywano szkołą polską, filmy Munka, Wajdy,
Kutza, Kawalerowicza, które stanowiły typowo polski obrachunek z historią, w
świecie były przyjęte jako przejmujące dzieła sztuki pacyfistycznej.

– Ale w kraju uprawiano cenzurę. W debacie nad PRL te sukcesy w dziedzinie
kultury tłumaczy się dzisiaj tym, że twórcy starali się tę cenzurę ominąć,
oszukać.

– Ależ, redaktorze, to są brednie. Oczywiście była cenzura, była milicja,
państwo kontrolowało ruch obywateli poprzez wydawanie bądź niewydawanie
paszportów. Ale w debacie nad PRL pomija się prawie całkowicie sprawę
ówczesnej ideologii państwowej. A to ona napędzała intelektualnie, była
motorem twórczym. Po II wojnie państwo polskie miało być państwem
socjalistycznym, sprawiedliwym, postępowym, ze społeczeństwem jednoklasowym,
gdzie produkty pracy miały należeć do tych, którzy je wytwarzają, a człowiek
nie miał prawa wyzyskiwać człowieka. I ludzie kultury, intelektualiści
poparli tę ideologię. System socjalistyczny to nie było żadne oszustwo
narzucone, z którym trzeba było walczyć. I przy tym sytuacja była o tyle
charakterystyczna, że władze były w gruncie rzeczy w nieustannym konflikcie
ze swoimi intelektualistami – tymi, którzy byli związani z ówczesnym
systemem; tymi, którzy starali się go obsłużyć. Bo polityk zmuszony jest do
różnych ustępstw, krętactw, przemocy. A inteligenci przypominali władzy o
ideologii, o zasadach. A nie ma dla polityka nic bardziej kłopotliwego jak
ktoś, kto mu bez przerwy przypomina o ideologii. Ten konflikt był twórczy po
prostu.

– Czy "Solidarność" coś wniosła do kultury? Jakieś dziedzictwo, które dalej
istnieje, czy też jest to tradycja całkowicie już strupieszała?

– Nic nie wniosła, absolutnie nic. Ja oceniam "Solidarność" pod tym względem
jak najbardziej surowo. Tu nie ma w ogóle żadnej tradycji. Sztuka rozwija
się wtedy, gdy służy programowi społecznemu. To jest prawda historyczna. Na
moim odcinku, a jestem dziennikarzem filmowym, to się sprawdza w całych
dziejach kina. Kino japońskie, które się nagle rozwinęło i dało takiego
znakomitego reżysera jak Kurosawa, miało program społeczny, mianowicie
krytykę feudalizmu, który był nieszczęściem tamtego kraju. Kino włoskie,
realizm włoski, który też stanowi wielki okres w filmie, to była znowu
polemika z resztkami faszyzmu i walka o dobrobyt społeczeństwa włoskiego. I
kino polskie wtedy było twórcze, kiedy służyło ideologii, jakkolwiek by to
zabrzmiało, ideologii budowy państwa socjalistycznego, społeczeństwa
opartego na racjonalizmie. Wie pan, to jest zasada. Gdy kino nie ma programu
służby społecznej, przestaje być twórcze, staje się chaotyczne, rozproszone.
To jest zasada zresztą nie tylko w kinie, ale w całej kulturze.

– Ale przecież "Solidarność" miała ideę – chciała zmiany ówczesnego systemu.

– Wszyscy chcieli zmiany, problem tylko w tym, że nie bardzo wiedzieli,
czego. System był, jaki był, ale miał bardzo precyzyjną organizację we
wszystkich dziedzinach. I obalenie tego systemu wymagało zastąpienia go
innym, który byłby choć trochę tak precyzyjny, tak obmyślany, jak obmyślone
było państwo socjalistyczne. Tymczasem "Solidarność" w ogóle nie miała
takiego programu. Nie miała żadnego programu. Nie miała programu w kulturze,
bo nie miała programu społecznego. Była to rewolta wobec systemu, który do
tej pory panował, i w gruncie rzeczy do tej rewolty się ograniczała. Nie
mając programu państwa, żadnej nowej ideologii "Solidarność" uległa bez
żadnego oporu propozycji grupki intelektualistów wprowadzających
neoliberalizm. I w tej chwili mamy to, co mamy, czyli gospodarczy,
polityczny, ideowy neoliberalizm. System, który rujnuje zasady
sprawiedliwego podziału rezultatów pracy, a te rezultaty idą zaraz do
wielkich konsorcjów. Gdyby spojrzeć w dłuższej perspektywie społecznej na
czasy przed rokiem 1989 i na to, co się dzieje teraz, to nie wiem, który
czas jest czasem ucisku, a który czasem wolności. Przecież fakt istnienia
bezrobocia, które jest nieuniknione w systemie neoliberalnym, niszczy
godność, niezależność, podważa ludzką pewność siebie. Wszystkich. Bo to jest
sytuacja, która dotyczy nie tylko bezrobotnych, ale każdego, kto pracuje, bo
on też może w każdej chwili stracić pracę. To jest to, co mówi Marks: dopóki
praca jest towarem do nabycia na rynku, dopóty istnieje niewolnictwo.

– Czy Pana to nie śmieszy, że Andrzej Wajda uważany za świętego w kinie
polskim, za człowieka, który wolność od systemu niósł na sztandarach swoich
filmów, przegrywa dzisiaj w głosowaniach widowni choćby z komediami
Stanisława Barei? Wydawałoby się, że filmem kultowym w Polsce powinien
być "Człowiek z żelaza", a nie "Miś".

– Ależ przykład Wajdy jest doskonałą ilustracją tego, o czym rozmawiamy! Bo
cóż się dzieje? Nagle ten Wajda, który przecież jest pozycją światową, który
figuruje w słowniku Larousse’a jako jedyny polski filmowiec XX wieku, który
dostał Oscara, nagle ten Wajda fabrykuje knot za knotem, pieprzy jeden film
za drugim. Niektóre wyglądają wręcz na robotę amatorską. "Pann
Obserwuj wątek
    • Gość: wartburg utalentowany Kałużyński IP: *.b.dial.de.ignite.net 21.01.04, 14:51
      To znaczy, że jesteś z gatunku tych, co słuchają, a nie rozumieją. Teraz
      przeczytałeś i zrozumiałeś.

      Ale nie przejmuj się. Taka jest większość. Lubi, jak jej ględzą. A pod tym
      względem Kałużyńskiemu talentu trudno odmówić...

      P.S.

      a może byś nadał dokończenie wywiadu. Urywa się w interesującym miejscu...
      • Gość: Kinoman Re: utalentowany Kałużyński cd1 IP: *.gdynia.mm.pl 21.01.04, 15:02
        Niektóre wyglądają wręcz na robotę amatorską. "Panna Nikt" to był taki klops,
        że ludzie dusili się ze śmiechu w trakcie wyświetlania, tyle że z zażenowania,
        a nie dlatego, że film był wesoły. "Zemsta", inscenizacja kostiumowa starej
        czytanki, jest tak nudnym filmem, że człowiek ma ochotę wyjść z kina. Geniusz,
        który nagle nie potrafi? Wajda stracił program, stracił ideologię, której
        zawsze służył. Dzisiaj nam się wmawia, że Wajda był w niezgodzie z władzą. Nic
        podobnego. On w gruncie rzeczy zawsze był na czasie i zawsze służył systemowi.

        – Pierwszy film Wajdy "Pokolenie" to aprobata marksizmu jako polskiego ruchu
        podziemnego, rewolucyjnego, który walczy z okupantem niemieckim.

        – Bardziej znaczące w tym względzie są jego filmy z czasów szkoły polskiej:
        Kanał i Popiół i diament. Bardzo dobre zresztą jako robota filmowa. Cała
        szkoła polska korzystała z ówczesnej ideologii jak najbardziej państwowej,
        która poddawała krytyce dotychczasowe wychowanie narodowe w duchu romantycznej
        bezwzględnej walki o wolność, co prowadziło do takich katastrof jak choćby
        powstanie warszawskie. Poprzez pokazywanie katastrofy Polaków, którzy
        przegrywali w tak tragiczny sposób, filmy te były jednocześnie propagandą
        racjonalizmu, krytyką polskiej tradycji walki przeciwko potęgom, które
        pozbawiały kraj wolności. Miały kształtować społeczeństwa kierujące się
        rozsądkiem, kalkulacją, wyborem przeżycia, a nie buntem romantycznym. Szkoła
        polska była rozliczeniem po największej klęsce, którą przeszedł nasz naród.
        Jeszcze w latach 70. Wajda służył ówczesnemu systemowi, czego się dziś
        wypiera, jak może. Jego "Człowiek z marmuru" był powszechnie przyjęty jako
        wielka aprobata nowego układu politycznego z Gierkiem na czele. Gomułka
        odszedł w klimacie rewolty społecznej i gdy Gierek stanął na czele partii,
        było to traktowane jako nowa nadzieja.

        – Nie tylko Wajda teraz się miota.

        – Rzecz jasna. Nasza obecna twórczość jest w takim nieszczęśliwym stanie, że
        nie mając poczucia misji społecznej, zaplecza ideologicznego, jaką miała
        twórczość uprzednia, stoczyła się do robienia kichy. Niech pan weźmie za
        przykład ostatni Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. Nagrodę główną dostał
        film "Warszawa". Treść jest taka: do stolicy przyjeżdżają różne osoby, ktoś w
        poszukiwaniu pracy, dziewczyna, która tu by chciała zrobić karierę, ale trafia
        na towarzystwo, które spowoduje, że może się ona stoczyć, ojciec, który szuka
        córki, która tu uciekła. Czy panu to coś nie przypomina?

        – Trąci Reymontem, Żeromskim...

        – Właśnie. To są przecież problemy z czasów "Ziemi obiecanej". Kiedy się
        przyjeżdżało do wielkiego miasta, kiedy było to straszliwe ryzyko. Czasami się
        udawało przetrwać, wygrać, ale przeważnie przegrywało. Dziewczyny staczały się
        w prostytucję, mężczyźni upadali w rynsztok, w pijaństwo i degenerację. I taki
        sposób myślenia dzisiaj o przyjeździe do Warszawy to jest coś tak
        nienowoczesnego, coś tak absurdalnego... Przecież dzisiaj już nie ma takiej
        krańcowej różnicy między Warszawą a resztą kraju. Dzisiaj komputery i Internet
        są i w Mielęcinie, i w każdym innym miejscu. Dzisiaj już nie ma tej strasznej
        prowincji, z której trzeba się wyrywać, przyjeżdżać do Warszawy i ryzykować,
        że spotka nas nieszczęście. Nawet na odwrót. Dzisiaj ci, którzy wybierają się
        z prowincji do stolicy, powodują jej zepsucie. Przyjeżdżają dziewczyny i
        zakładają agencje towarzyskie i dobrze prosperują. Temat tego filmu jest
        tematem z minionego stulecia.

        – Główna nagroda dla "Warszawy" była wściekle krytykowana.

        – Widzi pan. Jurorzy nawet nie mogli się zgodzić, co z tej produkcji
        prezentowanej w Gdyni było najciekawsze. Tak to się właśnie dzieje wobec
        kiszki telewizyjnej: jednemu się podoba to,
        drugiego tamto. To był w rzeczywistości festiwal kawałków telewizyjnych. Syn
        chce się wyrwać, ale ma trudności, matka się kłóci z córką... Przy czym
        wszystko to są sprawy z XIX wieku. Ponieważ państwo nie może zaproponować
        żadnego programu kulturalnego, to kultura wraca w sposób mechaniczny, prawem
        ciążenia do anachronizmu. To dotyczy nie tylko filmu, ale całości. W tej
        chwili cała kultura polska jest anachroniczna.

        – Rozwalono system, a na jego miejsce nie zaproponowano nowego. I po
        kilkunastu latach mamy zanik życia społecznego, anachroniczną kulturę...

        – ... i ciągłe pytanie, co z tą wywalczoną wolnością. Nie ma wolności w
        kulturze, w myśleniu, w obyczajach. Wieszanie krzyży, zakaz uprawiania
        pornografii, aborcji. Toż to zniewolenie społeczeństwa! Niech pan weźmie,
        redaktorze, swojego pryncypała. Napisał coś o papieżu. Ponieważ nie ma w
        polskim kodeksie karnym żadnego paragrafu, który by mówił o zniewadze osoby
        reprezentującej jakiś system religijny, społeczny, to Urban został oskarżony o
        zniewagę szefa państwa. Ile by musiano wytoczyć procesów osobom, które się
        wypowiadają o Bushu? "Krwawy skurwysyn" to najłagodniejsze określenie w prasie
        francuskiej, do której zaglądam. Jeśli zaś idzie o naszego papieża przy okazji
        jego wizyt w Ameryce czy Holandii, to on był po prostu tam okrutnie
        wyśmiewany. Gdyby w tej sprawie wzywano mnie jako świadka, to ja mógłbym
        przynieść całą listę wypowiedzi, w których podróże te nazywane są "cyrkiem
        objazdowym Jana Pawła trzęsirączki". Reakcje na Urbana to są reakcje jakiś
        typasów, którzy nie mają własnego życia intelektualnego.

        – Czy według Pana jeden z najbardziej oglądanych spektakli telewizyjnych,
        jakim są w ostatnich miesiącach posiedzenia sejmowej komisji w sprawie Rywina,
        będzie miał w dłuższej perspektywie jakieś znaczenie? Dla zmiany mentalności
        społeczeństwa czy też zmiany zachowań politycznych?

        – Ta komisja ma znaczenie, ale głównie ze względu na to, że stała się
        spektaklem narodowym oglądanym przez więcej widzów niż popularne seriale.
        Bywało 7 milionów widzów. Osobiście uważam, że transmitowanie tych dochodzeń w
        telewizji to było bardzo nieszczęśliwe posunięcie. W niektórych krajach, np. w
        Anglii, nie wolno nadawać posiedzeń parlamentu dlatego, aby unikać sytuacji, w
        których deputowani grają przed kamerami telewizyjnymi, aby zyskać poparcie
        opinii publicznej. Ich obowiązkiem jest regularna, żmudna robota urzędnicza.
        Gdy się z tego robi spektakl, to się z tego od razu robi zafałszowanie.
        Komisja Nałęcza wyrobiła w społeczeństwie przekonanie, że wszystko w tym
        kraju, na co politycy mają tylko jakiś wpływ, jest skorumpowane, niejasne.

        – Nasze społeczeństwo po raz pierwszy się styka z taką sytuacją, że toczy się
        rozgrywka o ogromne pieniądze.

        – I z sytuacją, że blaga w tych rozgrywkach jest nie do uniknięcia. Na ten
        temat jest wielka literatura. Takie powieści Uptona Sinclaira jak "Król
        Węgiel", "Nafta" czy "Grzęzawisko" o intrygach przy sprzedaży mięsa wołowego w
        wielkich rzeźniach w Chicago na początku XIX wieku. Ja te powieści czytałem
        jeszcze przed wojną. I teraz takie rzeczy przyszły do nas po stu latach.
        I to jest jedyna nowość – na świecie znana od dawna. Dla jakiejś wielkiej
        zmiany kulturowej ta komisja nie ma znaczenia.

        – Oglądając komisję ds. Rywina zauważyłem, że wiele osób ściąga z Pana
        Redaktora. W sensie pewnych charakterystycznych gestów. Adam Michnik
        odpowiadając na pytania wznosił ręce, klepał się po głowie, a nawet tyłku. Nie
        tylko on zresztą.

        – Ha, ha, ha... W moich telewizyjnych rozmowach z Tomaszem Raczkiem o filmie
        to kłanianie się na początku i machanie ręką na koniec to były rozmyślne
        rzeczy. To jest w telewizji wręcz zalecane, aby robić gesty, które widz
        zapamięta, które będą marką spektaklu. Podręczniki amerykańskie mówiące o
        zachowaniu się w telewizji radzą, że bardzo dobrze jest pomylić się od czasu
        do czasu, coś przekręcić nawet. To wzbudza zachwyt widzów. O, ten się pomylił,
        a ja wiem i mogę go poprawić. Zalecają jąkanie się, bo gdy kto
        • Gość: Kinoman Re: utalentowany Kałużyński cd1+ 1 IP: *.gdynia.mm.pl 21.01.04, 15:17
          Podręczniki amerykańskie mówiące o zachowaniu się w telewizji radzą, że bardzo
          dobrze jest pomylić się od czasu do czasu, coś przekręcić nawet. To wzbudza
          zachwyt widzów. O, ten się pomylił, a ja wiem i mogę go poprawić. Zalecają
          jąkanie się, bo gdy ktoś się jąka, to widz i słuchacz ma ochotę jak
          najszybciej uzupełnić i wtedy zaczyna uważać i pilniej patrzeć, co ten
          człowiek na ekranie mówi. To jedna z telewizyjnych zalet Michnika, że on się
          jąka. Tylko on się jąka nie według podręcznika, ale sam z siebie.

          – Jest Pan człowiekiem związanym z myślą lewicową. Jak Pan ocenia dzisiejszą
          lewicę w Polsce?

          – Hm... jestem zdezorientowany, prawdę mówiąc. Sądziłem, że Sojusz Lewicy
          Demokratycznej będzie jako tako bronił postępu w kraju. A tu taki klops, że
          oni nie są zorientowani w kierunkach, w jakich się poruszają. Moje poczucie to
          jest bezdomność polityczna. Obywatel bezdomny politycznie to jestem ja.

          – Przypominam sobie taką Pana wypowiedź dla telewizji sprzed dobrych
          kilkunastu lat. Pan, jak dobry lekarz, zalecił każdemu z obywateli receptę w
          postaci trzech filmów przed snem: horroru, filmu science fiction i filmu
          pornograficznego.

          – I podtrzymuję. Dla zdrowia psychicznego każdy powinien to właśnie od czasu
          do czasu oglądać. Horror, bo rozładowuje nasze lęki, porno, bo uspokaja nasze
          żądze, i fantastykę naukową, bo uruchamia naszą wyobraźnię.

          • Gość: wartburg denuncjacje IP: *.b.dial.de.ignite.net 21.01.04, 16:38
            Dzięki. Przeczytałem z wypiekami na twarzy. Tyrmand, który się kiedyś
            (jeszcze za Stalina) z Kałużyńskim przyjaźnił, nazwał go w dzienniku błaznem.
            Chyba należy przy tym pozostać. Jakakolwiek polemika z tym pienistym
            słowotokiem mija się z celem.

            Może tylko jedna refleksja na temat Wajdy. Czy to nie jest zastanawiające, jak
            bardzo denuncjacje Kałużyńskiego przypominają ataki naszych faszyzujących
            prawicowców? Ta sama nienawiśc i te same oskarżenia o te same urojone
            grzechy.
            • douglasmclloyd Re: denuncjacje 21.01.04, 16:42
              Gość portalu: wartburg napisał(a):

              > Dzięki. Przeczytałem z wypiekami na twarzy. Tyrmand, który się kiedyś
              > (jeszcze za Stalina) z Kałużyńskim przyjaźnił, nazwał go w dzienniku błaznem.
              > Chyba należy przy tym pozostać. Jakakolwiek polemika z tym pienistym
              > słowotokiem mija się z celem.
              >
              > Może tylko jedna refleksja na temat Wajdy. Czy to nie jest zastanawiające, jak
              > bardzo denuncjacje Kałużyńskiego przypominają ataki naszych faszyzujących
              > prawicowców? Ta sama nienawiśc i te same oskarżenia o te same urojone
              > grzechy.

              Może by się tak Kałużyński pochwalił swoimi osiągnięciami w kinematografii
              światowej.
              • homosovieticus Polska Prawica faszyzujaca co to takiego? 21.01.04, 23:06
                Gość portalu: wartburg napisał(a):
                >
                > > Dzięki. Przeczytałem z wypiekami na twarzy. Tyrmand, który się kiedyś
                > > (jeszcze za Stalina) z Kałużyńskim przyjaźnił, nazwał go w dzienniku błazn
                > em.
                > > Chyba należy przy tym pozostać. Jakakolwiek polemika z tym pienistym
                > > słowotokiem mija się z celem.
                > >
                > > Może tylko jedna refleksja na temat Wajdy. Czy to nie jest zastanawiające,
                > jak
                > > bardzo denuncjacje Kałużyńskiego przypominają ataki naszych faszyzujących
                > > prawicowców? Ta sama nienawiśc i te same oskarżenia o te same urojone
                > > grzechy.


                Mógły kto wymienić kilka nazwisk tych faszyzujacych prawicowców?
                • Gość: wartburg Re: Polska Prawica faszyzujaca co to takiego? IP: *.b.dial.de.ignite.net 21.01.04, 23:13
                  homosovieticus napisał:

                  > Mógły kto wymienić kilka nazwisk tych faszyzujacych prawicowców?

                  Nazwisk nie znam. Używają nicków. Przypomnij sobie, kto oskarża o zdradę
                  Wajdę, Andrzejewskiego albo Szymborską.
                  • homosovieticus Re: Polska Prawica faszyzujaca co to takiego? 21.01.04, 23:19
                    > Nazwisk nie znam. Używają nicków. Przypomnij sobie, kto oskarża o zdradę
                    > Wajdę, Andrzejewskiego albo Szymborską.

                    Myślałemo Kraju.
                    Forumowi to głupiutkie dzieciaki.
                • rolotomasi Re: Polska Prawica faszyzujaca co to takiego? 21.01.04, 23:14
                  "> Mógły kto wymienić kilka nazwisk tych faszyzujacych prawicowców? "

                  HomoCośTamma alias Kinoman vel Marian, et cytra i te pe


                  właśnie> Dajemy radę
    • douglasmclloyd Kałużyński to nierefolmowany komunista 21.01.04, 15:44
      Oburzył się, gdy ktoś go nazwał post-komunistą.

      " Nie mając programu państwa, żadnej nowej ideologii "Solidarność" uległa bez
      żadnego oporu propozycji grupki intelektualistów wprowadzających
      neoliberalizm. I w tej chwili mamy to, co mamy, czyli gospodarczy,
      polityczny, ideowy neoliberalizm. System, który rujnuje zasady
      sprawiedliwego podziału rezultatów pracy, a te rezultaty idą zaraz do
      wielkich konsorcjów. Gdyby spojrzeć w dłuższej perspektywie społecznej na
      czasy przed rokiem 1989 i na to, co się dzieje teraz, to nie wiem, który
      czas jest czasem ucisku, a który czasem wolności."

      Czas wolności mamy na szczęście za sobą.
    • homosovieticus Prawdziwe zdanie czy nie? 21.01.04, 23:27
      Wyczytałem że:
      "Sztuka rozwija
      się wtedy, gdy służy programowi społecznemu. To jest prawda historyczna. Na
      moim odcinku, a jestem dziennikarzem filmowym, to się sprawdza w całych
      dziejach kina. Kino japońskie, które się nagle rozwinęło i dało takiego
      znakomitego reżysera jak Kurosawa, miało program społeczny, mianowicie
      krytykę feudalizmu, który był nieszczęściem tamtego kraju. Kino włoskie,
      realizm włoski, który też stanowi wielki okres w filmie, to była znowu
      polemika z resztkami faszyzmu i walka o dobrobyt społeczeństwa włoskiego"

      Czy te zdania mozemy uznać za prawdziwe?
      • douglasmclloyd Re: Prawdziwe zdanie czy nie? 21.01.04, 23:36
        homosovieticus napisał:

        > Wyczytałem że:
        > "Sztuka rozwija
        > się wtedy, gdy służy programowi społecznemu. To jest prawda historyczna. Na
        > moim odcinku, a jestem dziennikarzem filmowym, to się sprawdza w całych
        > dziejach kina. Kino japońskie, które się nagle rozwinęło i dało takiego
        > znakomitego reżysera jak Kurosawa, miało program społeczny, mianowicie
        > krytykę feudalizmu, który był nieszczęściem tamtego kraju. Kino włoskie,
        > realizm włoski, który też stanowi wielki okres w filmie, to była znowu
        > polemika z resztkami faszyzmu i walka o dobrobyt społeczeństwa włoskiego"

        > Czy te zdania mozemy uznać za prawdziwe?

        Kino włoskie walczyło o dobrobyt społeczeństwa włoskiego. Piękne słowa. I jakże
        prawdziwe. Kino włoskie walczy, jak ma o co.
        • homosovieticus Re: Prawdziwe zdanie czy nie? 21.01.04, 23:41
          Sztuka rozwija
          > > się wtedy, gdy służy programowi społecznemu. To jest prawda historyczna.

          Jasne że wyłazi marsowskie pojmowanie kultury z Kałużyńskiego, ale czy to jest
          prawdą czy fałszem Twoim zdaniem?
          • Gość: wartburg w tych ustach to zdanie nic nie znaczy IP: *.b.dial.de.ignite.net 21.01.04, 23:53
            homosovieticus napisał:

            > Sztuka rozwija
            > > > się wtedy, gdy służy programowi społecznemu. To jest prawda historycz
            > na.
            >
            > Jasne że wyłazi marsowskie pojmowanie kultury z Kałużyńskiego, ale czy to
            jest
            > prawdą czy fałszem Twoim zdaniem?

            Na to pytanie odpowiedź można dać tylko subiektywną. Ja osobiście uważam, że
            zaangażowanie społeczne wyniosło na wyżyny niejednego twórcę, ale w ustach K.
            taka opinia staje się obraźliwa - zarówno dla sztuki jak i dla zaangażowania
            społecznego.

            Dlaczego? Bo K. nie chodzi ani o jedno ani o drugie, tylko o znalezienie
            alibi dla swojego oportunizmu.


            • homosovieticus Re: Kałużyński oportunistą? 22.01.04, 00:01
              Dlaczego? Bo K. nie chodzi ani o jedno ani o drugie, tylko o znalezienie
              > alibi dla swojego oportunizmu.
              >
              Kałużynski oportunistą?
              Dla mnie on cały czas za socjalizmem optuje.
              Jestem tego pewien, nie tak jak K.T.Toeplitz czy D. Passent i cała masa
              karierowiczów zagorzałych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka