basia.basia
04.02.04, 11:37
www.wprost.pl/ar/?O=55745&C=57
Na zachętę:
"Podobno, tak mi mówił pewien stary wyznawca determinizmu historycznego,
celem istnienia III Rzeczypospolitej jest, aby wszyscy aktywiści SLD
przeszli przez ministerialne fotele. Dla mnie wygląda to raczej na fatalizm
niż determinizm, ale wszystko jedno - nominacja Kaniewskiego znacznie nas
przybliża do wypełnienia misji dziejowej RP.
Osobliwością tego awansu z tylnych ławek Sejmu na rządowy przodek są jego
kulisy, o których mówi się głośno i pisze. Podobno Kaniewskiego na ministra
powołał nie premier Leszek Miller, ale ktoś zupełnie inny, kogo jeden poseł
określił jako najbogatszego Polaka, drugi jako doktora z Wielkopolski, a
najbardziej prostoduszny jako Jana Kulczyka. Wszystko jest możliwe, ale te
sugestie przypomniały mi zeznania Adama Michnika przed komisją Nałęcza i
przed sądem. Redaktor "Gazety Wyborczej" zapewniał stale i dobitnie, że
Miller, czysty jak łza, w żaden sposób nie był zamieszany w korupcyjną
propozycję Rywina i manipulacje ustawą o ładzie medialnym. Wychodziło na to,
że Miller w ogóle przy pisaniu i zatwierdzaniu rządowych projektów ustaw nie
ma nic do gadania, a nawet jest przez najbliższe otoczenie stale robiony w
konia, wprowadzany w błąd, dmuchany jak balon karnawałowy."