Dodaj do ulubionych

Do Basi, która wybiera się na "Pasję"

05.03.04, 13:51
bo jednak big-brotherowska ciekawość i pragnienie dotknięcia zbrodni
zwyciężyły:

CELULOIDOWY BRUTALIZM

"Ale najwięcej uwag krytycznych wobec “Pasji” wynika z jej pławienia się w
nadmiernym, bezmyślnym okrucieństwie. Oczywiście, ukrzyżowanie nie jest do
podziwiania. Cycero nazywał je crudelissimum teterrimumque supplicium,
najokrutniejszą i najbardziej obrzydliwą formą egzekucji. Jednak w porównaniu
z krzykliwym filmem Gibsona żałobni ewangeliści wyśpiewują historię
cierpienia i śmierci Jezusa sotto voce.

Przedłużający się w nieskończoność seans krwawej przemocy wyrządza wielką
krzywdę szlachetnemu tematowi. Gdy u Williama Szekspira Marek Antoniusz
opisuje przesiąknięty krwią płaszcz zamordowanego Juliusza Cezara i ślady
pozostawione w nim przez sztylety zabójców, jego słowa wstrząsają słuchaczem
bardziej niż celuloidowy brutalizm “Pasji” Mela Gibsona."

oraz dla prostaczków opowiadających o "realizmie" filmu:

"W interesie udawanego realizmu aktorzy Gibsona mówią po aramejsku i po
łacinie. Jednak używanie nieznanych wcześniej nikomu z obsady języków
pomniejsza wartość artystyczną filmu i dostarcza chwil rozrywki tym
nielicznym widzom, którzy mają o nich pewne pojęcie. Aramejski brzmi
pokracznie i miesza się z hebrajskim. Bóg kilkakrotnie przyzywany jest po
hebrajsku - “Adonai”, choć powinno się do niego zwracać raczej
aramejskim “Mare”. Trudno się dziwić, że Piłat i jego żona rozmawiają po
łacinie, ale widzimy też Jezusa płynnie odpowiadającego namiestnikowi w tym
języku. W przypadku nieokrzesanych rzymskich żołnierzy, z których większość
stanowili prawdopodobnie aramejsko- i greckojęzyczni rekruci z Syrii,
posługiwanie się łaciną z włosko-kościelną wymową zakrawa na żart. Greka,
język powszechny we wschodniej części Imperium, jest w “Pasji” zupełnie
ignorowana".

Geza Vermes
tygodnik.onet.pl/1904,1153260,7,dzial.html
---
Szkoda nie tylko kasy, ale przede wszystkim zdrowia psychicznego.
Obserwuj wątek
    • Gość: marcee Re: Do Basi, która wybiera się na "Pasję" IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 05.03.04, 14:03
      Mnie ten komentaz trafia do przekonania calkowicie i ja sie na to dzielo nie
      wybieram
      absolutnie
    • basia.basia Re: Do Basi, która wybiera się na "Pasję" 05.03.04, 14:09
      heretykkk napisała:

      > Szkoda nie tylko kasy, ale przede wszystkim zdrowia psychicznego.

      Nie znalazłeś żadnych pozytywów?
      Tutaj była uroczysta premiera a potem dyskusja
      panelowa po seansie. Zapis będzie w nowym TP.
      Film wzbudza tak wiele kontrowersji, że moim zdaniem,
      oznacza to, że ma chociaż tę wartość, że pobudza do
      dyskusji i przemyśleń. Są takie filmy, które nie
      pozostawiają żadnego śladu - po wyjściu z seansu
      automatycznie pamięć go kasuje. A ten? Sama sobie
      muszę zdanie wyrobić.
      Jeszcze mam uwagę na temat głosów krytycznych, które
      podkreślają nadmierny naturalizm w pokazywaniu
      okrucieństwa. To mnie akurat najbardziej dziwi z tego
      wszystkiego. Codziennie telewizje pokazują wprost jatki
      na bliskim wschodzie, co prowadzi do zupełnego
      zobojętnienia u niektórych. Z drugiej strony, kiedy
      się wie coś niecoś o publicznych egzekucjach w średniowieczu
      i nie tylko: łamanie kołem, darcie pasów, palenie na stosie,
      wbijanie na pal, rozszarpywanie końmi itp. a to wszystko na
      oczach tłumu (też kobiet i dzieci) spragnionego rozrywki,
      to się pytam dlaczego niektórzy są tak zniesmaczeni obrazem
      tej właśnie kaźni? Że to nieelegackie, nieestetyczne?
      Nie wypada? Kicz? Nie rozumiem.
      • Gość: marcee Re: Do Basi, która wybiera się na "Pasję" IP: *.lama.net.pl / 195.150.172.* 05.03.04, 14:16
        No i sama sobie odpowiedzialas na swoje pytanie. Skoro sie zarabia pieniaedze
        na naturalizmie czy realizmie w tv to jasne dlazcego akurat taki film
        postanowil zrobic Gibson.
        Kasiora. Nic wiecej.
      • heretykkk Re: Do Basi, która wybiera się na "Pasję" 05.03.04, 14:18
        basia.basia napisała:

        To, że był uroczysty pokaz, to jest argument za czym?

        ilm wzbudza tak wiele kontrowersji, że moim zdaniem,
        > oznacza to, że ma chociaż tę wartość, że pobudza do
        > dyskusji i przemyśleń.

        Najpierw też tak myślałem. Ale coraz wyraźniej widzę, że ten film to oszustwo.
        Oszustów mamy wokół za darmo na pęczki, po co mam jeszcze z własnej woli
        doświadczać nastepnego i jeszcze mu za to płacić?

        Są takie filmy, które nie
        > pozostawiają żadnego śladu - po wyjściu z seansu
        > automatycznie pamięć go kasuje. A ten? Sama sobie
        > muszę zdanie wyrobić.

        Myślę, że nie zapomnnisz tego seansu długo. Sądząc z opisów, ja bym nie
        zapomniał. Dlatego wolę nie iść.


        > Jeszcze mam uwagę na temat głosów krytycznych, które
        > podkreślają nadmierny naturalizm w pokazywaniu
        > okrucieństwa. To mnie akurat najbardziej dziwi z tego
        > wszystkiego. Codziennie telewizje pokazują wprost jatki
        > na bliskim wschodzie, co prowadzi do zupełnego
        > zobojętnienia u niektórych. Z drugiej strony, kiedy
        > się wie coś niecoś o publicznych egzekucjach w średniowieczu
        > i nie tylko: łamanie kołem, darcie pasów, palenie na stosie,
        > wbijanie na pal, rozszarpywanie końmi itp. a to wszystko na
        > oczach tłumu (też kobiet i dzieci) spragnionego rozrywki,
        > to się pytam dlaczego niektórzy są tak zniesmaczeni obrazem
        > tej właśnie kaźni? Że to nieelegackie, nieestetyczne?

        Bo to jest dokładnie to samo. Ja się cieszę, że się skończyły czasy publicznych
        kaźni (choć kto wie? Z Lepperem może wrócą), a telewizor mam po to, żeby go
        wyłączać w takich momentach.
        Gibson w "Braveheart" pokazał tłum przyglądający się publicznym torturom
        bohatera. Ludzie się śmieli i złorzeczyli. Wtedy rozumiałem, że Gibson
        krytykuje takie zjawiska - teraz sam dostarcza jeszcze "lepszego" seansu.


        > Nie wypada? Kicz? Nie rozumiem.

        Nie wypada. Kicz. I niezdrowe emocje.
      • heretykkk Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 14:25
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11052621&a=11059272
        Zdaje się każde z nas zmieniło zdaie o 180 stopni :)
        • basia.basia Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 15:10
          heretykkk napisała:

          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11052621&a=11059272
          > Zdaje się każde z nas zmieniło zdaie o 180 stopni :)

          Właśnie w tym wątku napisałam po jakimś czasie,
          że mąż chce na "Pasję" iść - to zmienia sytuację.
          To ja jestem kinomanką, więc jak raz jemu zależy,
          żeby do kina pójść to idziemy. Chyba to jasne,
          że mnie jego argumenty przekonały:)
          • heretykkk Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 15:16
            Nie myśl tylko, że ja mam coś przeciwko Twojemu pójściu na film. Nawet mi
            przez myśl nie przeszło, bo i zresztą nie miało prawa. To nie moja sprawa. To
            Ty stracisz zdrowie i pieniądze, nie ja.
            Poza tym jakby mój mąż chciał pójść, też bym się ugiął i poszedł z nim:)
            • basia.basia Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 16:16
              heretykkk napisała:

              > Poza tym jakby mój mąż chciał pójść, też bym się ugiął i poszedł z nim:)
              Żartowniś z Ciebie:) To nie była kwestia nacisku:) Powody są pozamerytoryczne
              i pisać o nich nie będę.
              • heretykkk Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 16:42
                Basiu, ja się całkowicie z Tobą zgadzam: gdyby mój partner życiowy (czy
                partnerka - sam już nie wiem, cholera, jakiej formy używać) chciał iść
                dokądkolwiek z jakichkolwiek przyczyn, ja bym z nim (nią) poszedł, pobiegł, nie
                pytając o powody. Wzajemne poświęcenie to podstawa związku. Rozumiem Cię
                doskonale.
                • basia.basia Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 16:57
                  heretykkk napisała:

                  > Basiu, ja się całkowicie z Tobą zgadzam: gdyby mój partner życiowy (czy
                  > partnerka - sam już nie wiem, cholera, jakiej formy używać) chciał iść
                  > dokądkolwiek z jakichkolwiek przyczyn, ja bym z nim (nią) poszedł, pobiegł,
                  nie
                  >
                  > pytając o powody. Wzajemne poświęcenie to podstawa związku. Rozumiem Cię
                  > doskonale.

                  Myślisz, że taki sprytny jesteś?:)
                  Nie ze mną te numery Bruner:)

                  ps
                  Jak już pójdę to Ci zdam relację z moich wrażeń.
                  Ale najpierw idę na "Między słowami" i "Kobiety
                  z kalendarza".
                  • heretykkk Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 16:59
                    basia.basia napisała:

                    > > Jak już pójdę to Ci zdam relację z moich wrażeń.

                    Trudno.

                    Ale najpierw idę na "Między słowami"

                    słusznie

                    i "Kobiety
                    > z kalendarza".

                    niesłusznie
                    • heretykkk p.s. 05.03.04, 17:05
                      Recenzja pań z kalendarza w GW nie zachęca, a napisana rozumnie. to, co
                      ekscytowało w przeszłości, dziś jest anachronizmem. Ale się nie przejmuj tą
                      opinią, sama ocenisz. Tak czy siak moving pictures są fajną rozrywką (za
                      wyjątkiem "Twin Peaks: Ogniu krocz za mną":) ).
                      "Między słowami" to oczywiście inna kategoria. Warto warto.
                      • homosovieticus Gdzie Cię uczono zawodu i kto? 07.03.04, 03:27
                        Smiało podaj chociaż wykształcenie formalne.Zaciekawiło mnie to?
                    • basia.basia Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 18:17
                      heretykkk napisała:

                      > i "Kobiety
                      > > z kalendarza".
                      >
                      > niesłusznie

                      Powinieneś już wiedzieć, że ja chodzę do kina na to co mnie się podoba
                      i nie muszą to być arcydzieła:) Samo to ,że film jest angielski to już
                      dla mnie dobra rekomendacja a Helen Mirren to jedna z moich ulubienic:)
                      Byłeś na "To właśnie miłość"? Nadzwyczajnie mi się podobał chociaż to
                      nie arcydzieło a bardzo dobry i mądry film. A ten "Lost in translation",
                      sądząc z opisu domowej kinomanki, to będzie coś takiego jak "In the mood
                      for love", który uważam za coś absolutnie dokonałego (w tym gatunku).
                      • heretykkk Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 18:32
                        ...Powinieneś już wiedzieć, że ja chodzę do kina na to co mnie się podoba ...

                        Wiem, czyżbym kiedykolwiek sugerował, że powinnaś zmienić tę taktykę?
                        Niestety, umknęło mi "To własnie miłość", ale z wielką przyjemnością obejrzę
                        przy nadarzającej się okazji.
                  • heretykkk Re: Nieoczekiwana zmiana zdań? 05.03.04, 18:03
                    To chyba już sobie w tym miejscu nie pogadamy. Jak widzisz, zrobiło się tu za
                    bardzo radiomaryjnie i gnojówkowato. Tak czy owak jestem ciekaw Twojej opinii o
                    filmie.
    • heretykkk wiara hollywoodzka 05.03.04, 14:11
      Wierzę, że Gibson nie kłamie, gdy mówi, że dał w filmie wyraz swojej wierze,
      tylko co mnie ona obchodzi? Z wnikliwego komentarza wynika, że to wiara
      powierzchowna, choć intensywna, nie-intelektualna, lecz filmowa. Celuloidowa
      wiara pozwoli zarobić krocie Gibsonowi, a milionom widzów "przeżyć" wraz z
      Jezusem mękę na krzyżu. To niebolesne przeżywanie, które na wszelki wypadek
      uśmierzone zostanie kuflem piwa w knajpie po seansie. Panu Bogu chyba nie o
      takie przeżywanie chodziło.
      • homosovieticus Re: wiara hollywoodzka 05.03.04, 14:47
        heretykkk napisała:

        > Wierzę, że Gibson nie kłamie, gdy mówi, że dał w filmie wyraz swojej wierze,
        > tylko co mnie ona obchodzi? Z wnikliwego komentarza wynika, że to wiara
        > powierzchowna, choć intensywna, nie-intelektualna, lecz filmowa. Celuloidowa
        > wiara pozwoli zarobić krocie Gibsonowi, a milionom widzów "przeżyć" wraz z
        > Jezusem mękę na krzyżu. To niebolesne przeżywanie, które na wszelki wypadek
        > uśmierzone zostanie kuflem piwa w knajpie po seansie. Panu Bogu chyba nie o
        > takie przeżywanie chodziło.
        Raport specjalny
        Kontrowersyjna "Pasja"




        Czwartek, 4 marca 2004

        Nie oglądajmy "Pasji" - Komentarz Internauty
        - 15:13
        Na ten temat
        » Kontrowersyjna "Pasja"



        Komentarze
        Internautów
        » Nie oglądajmy "Pasji" - Komentarz Internauty
        » "Pasja" chłodnym okiem - Komentarz Internauty

        "Ostre Pióra" WP



        Na ekrany polskich kin wchodzi przesycony przemocą, kiczowaty film, wypaczający
        Ewangelię. Warto zdać sobie z tego sprawę, zanim zdecydujemy się zmarnować
        kilkanaście złotych i dwie godziny czasu. Warto sobie odpowiedzieć czego
        oczekujemy od kina? Artystycznego kiczu? Epatowania okrucieństwem? Złej
        energii - co, z właściwą sobie wrażliwością, zauważyła Agnieszka Holland.

        Różni autorzy próbują żerować na prymitywnych gustach i wypaczonych potrzebach
        widzów. W taką postawę wpisuje się dzisiaj, zdaniem przedstawicieli naszej
        kultury, dzieło Mela Gibsona. Bez wątpienia autor przy pomocy skandalicznych
        scen okrucieństwa i wzniecania emocji antysemickich, pragnie zamienić
        artystyczną porażkę na sukces finansowy.

        Pierwsze doniesienia zza oceanu zdają się potwierdzać ów sukces sprzedaży
        przemocy i nienawiści na ekranie. Tylko co się dzieje z nami? Co się dzieje z
        widzami? Czy nie słuchając swoich autorytetów takich jak Ksiądz Adam Boniecki,
        Adam Hanuszkiewicz, czy profesor Stróżewski - wybierzemy się z ciekawości do
        kina?

        Ważne abyśmy dzisiaj tworzyli kulturę wolną od negatywnych nastawień i
        stereotypów. Wolną od perwersyjnie dokonywanego w filmie rozróżniania dobra i
        zła. Wartością naszej kultury jest zrozumienie i tolerancja, nie zaś potępienie
        i nienawiść. Przypisywanie zła konkretnym osobom nie znajduje oparcia w
        dzisiejszym rozumieniu człowieka i relacji społecznych. Nie można pomijać
        faktu, że pragnąc śmierci Chrystusa, najwyższy kapłan również miał swoje
        uzasadnione racje - co zauważył przecież profesor Stróżewski.

        Ostatecznie w obliczu "Pasji", powinniśmy dać wyraz postawie pełnej szacunku
        dla współczesnej laickiej cywilizacji zachodniej i jej wartości. Nie powinniśmy
        ulegać szeroko zakrojonej kampanii mediów, zmierzającej do zapełnienia kin -
        łaknącym krwi i agresji - tłumem. Wypaczone opowieści z przeszłości, tyleż
        archaiczne co nieprawdziwe, nie mają przecież dzisiaj już mocy sprawczej i
        odchodzą w niepamięć pełną agresji, nietolerancji i nienawiści.

        Skoro mimo wszystko film dopuszczono do rozpowszechniania, nie budźmy demonów
        przeszłości, uczestnicząc w tym - artystycznie nieudanym, historycznie
        wypaczonym i kulturowo nam obcym - widowisku.

        Komentator39
        • Gość: marcee hanuszkiewicz, boniecki, stróżynski IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 05.03.04, 14:51
          a dla kogo ci ludzie sa jeszcze autorytetami?
          • heretykkk Re: hanuszkiewicz, boniecki, stróżynski 05.03.04, 15:17
            Boniecki i Stróżyński - choćby dla mnie. Jak najbardziej.
            • Gość: marcee Re: hanuszkiewicz, boniecki, stróżynski IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 05.03.04, 15:24
              Stróżynskiego nie znam ale Boniecki z racji Sluzby Bozej nie moze byc
              obiektywny. No a hanuszkiewicz to bufon i pozer i ja bardzo sie denerwuje
              widzac tego czlowieka.
              • heretykkk Re: hanuszkiewicz, boniecki, stróżynski 05.03.04, 15:27
                Gość portalu: marcee napisał(a):

                > Stróżynskiego nie znam

                to po co gadasz?

                ale Boniecki z racji Sluzby Bozej nie moze byc
                > obiektywny.

                Z jego gazety zacytowałem opinię o "Pasji".

                No a hanuszkiewicz to bufon i pozer i ja bardzo sie denerwuje
                > widzac tego czlowieka.

                Może użyj jakiś ziół?
    • homosovieticus Dla heretyka dodatkowe argumenty 05.03.04, 15:02
      film.wp.pl/p/wiadomosc.html?id=55620
      • heretykkk "argumenty" 05.03.04, 15:13
        I po co to?
        nie masz nic do powiedzenia, więc zmieniasz temat? Po co zaśmiecasz nie swój
        wątek, jeśli nie stać cię na własne zdanie lub nie umiesz go wyrazić
        inteligentnie?
        • homosovieticus Re: "argumenty" na takie zasłużyłeś!! 05.03.04, 15:37
          heretykkk napisała:

          > I po co to?
          > nie masz nic do powiedzenia, więc zmieniasz temat? Po co zaśmiecasz nie swój
          > wątek, jeśli nie stać cię na własne zdanie lub nie umiesz go wyrazić
          > inteligentnie?

          1-Po to, żeby idiotyzmom,które tu wypisujesz przeciwstawic jeszcze wieksze
          idiotyzmy.
          2- Nie zmieniam a przeciwnie trzymam się tematu który Ty sam zaproponowałeś.
          3- Właśnie wyrażam swoje zdanie w sposób, który powinien Cię odwieść od tak
          płytkiej argumentacji.
          4- Twoja argumentacja nie wykazuje cech, inteligentnej i przemyślanej, ale jest
          jej doskonałym zaprzeczeniem, podanym w sposób, który z powodzeniem nazwać
          można, histerycznym kwileniem drżącego przed nieznanym dziecka.
          Powinieneś sie wstydzić, takiego braku otwartości i lęku intelektualnego Ty
          chcacy uchodzić za inteligenta.
        • heretykkk gratuluję, miałeś swoje 5 minut. 05.03.04, 15:46
          nie wiem, co tam wypisujesz, hochsztaplerze, ale ostateczna odpowiedź jest
          taka: nikt nie zasłużył na kontakt z tobą, jest on upokarzający dla każdego
          myślącego człowieka. Ty sam też nie zasługujesz, żeby się ośmieszać raz po raz.
          Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a ty ten wizerunek hańbisz. Wstyd
          w ogóle czytać twoje bazgroły, więc się tego od normalnych ludzi nie spodziewaj.
          • homosovieticus Re: heretyckie to zaiste kalambury ! 05.03.04, 15:53
            heretykkk napisała:

            > nie wiem, co tam wypisujesz, hochsztaplerze, ale ostateczna odpowiedź jest
            > taka: nikt nie zasłużył na kontakt z tobą, jest on upokarzający dla każdego
            > myślącego człowieka. Ty sam też nie zasługujesz, żeby się ośmieszać raz po
            raz.
            >
            > Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a ty ten wizerunek hańbisz.
            Wstyd
            >
            > w ogóle czytać twoje bazgroły, więc się tego od normalnych ludzi nie
            spodziewaj
            > .
            TO JEST ODPOWIEDŹ PRYMUSA ZASADNICZEJ SZKOŁY PRZYZAKŁADOWEJ FABRYKI GWOŹDZI W
            WĄCHOCKU.
    • Gość: stąd Czy to jest fanatyzm? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 17:13
      Jaki masz cel odwiedzenia Basi od zamiaru obejrzenia tego filmu?
      Twoja nadgorliwość wskazuje, że albo ktoś Ci za to płaci, albo jesteś
      fanatykiem religii ateistycznej. Albo jedno i drugie, co nie jest wykluczone.
      Daj sobie spokój z zaśmiecaniem tego forum swoimi dyrdymałami.
      Podziwiam Basię za jej wstrzemięźliwość. Na jej miejscu zupełnie inaczej bym
      zareagował na Twoje zachowanie.

      heretykkk napisała:

      > bo jednak big-brotherowska ciekawość i pragnienie dotknięcia zbrodni
      > zwyciężyły
      • heretykkk Re: Czy to jest fanatyzm? 05.03.04, 17:15
        Płacą mi i jestem fanatykiem religii ateistycznej. I jeszcze zydem, który nie
        lubi chrześcijan i ukrzyżował Chrystusa.
        A teraz ja mam pytanie: czy Basia potrzebuje adwokata-niedouczonego buca? Nie
        sądzę.
      • heretykkk Re: Czy to jest fanatyzm? 05.03.04, 17:18
        pewnie celowo "przeoczyłeś" inny post, tak żeby twoja ubecka teoria jako tako
        mogła się trzymać kupy:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=11186951&a=11189142
      • heretykkk sorry 05.03.04, 17:27
        Przepraszam za użycie dosadnego słowa. Wystarczyło napisać: "Ręce opadają, gdy
        się czyta takie głupie i niegodziwe insynuacje".
    • homosovieticus Balzac fuszerem Heretykkk znawcą duszy kobiety 05.03.04, 17:23
      Znalazłem korzystniejsze zajęcie dla super heretyka, znawcy duszy kobiecej ,
      filmu, religii i innych spraw, wymagających wielkiej wiedzy, wrażliwości i
      kultury osobistej.
      Zajęcie pozwala na zachowanie bardzo ożywionego kontaktu z Internetem,oraz na
      poznanie życia wewnętrznego innych osób.Pozwala delikatnie, ale skutecznie
      wpływać na jego potrzeby, kształtować gusta i przeprowadzać inteligentnych
      inaczej, przez pełne zasadzek i niespodzianek życie.
      Heretykkku nie zwlekaj .To prawdziwa okazja.Nie przegap swojej szansy.Wyjdź na
      spotkanie przyjaznego losu.Zgłoś natychmiast.
      www.i-church.org/job_spec.php
      • Gość: stąd Re: Balzac fuszerem Heretykkk znawcą duszy kobiet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 17:34
        homosovieticus napisał:

        > Heretykkku nie zwlekaj .To prawdziwa okazja.Nie przegap swojej szansy.Wyjdź
        na
        > spotkanie przyjaznego losu.Zgłoś natychmiast.
        > www.i-church.org/job_spec.php

        Bardziej wskazane byłoby odesłać go do diabła.
        Nie ma nawet potrzeby podawania adresów internetowych. Doskonale wie skąd
        przybył.
      • herr.tick oj, Marian 05.03.04, 17:54
        ten buras to podróbka
        prawdziwy heretyk to ja
        i ja Cię nie kontestuję
    • Gość: t1s Re: Do Basi, która wybiera się na "Pasję" IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.03.04, 18:11
      Ten film nie jest "bezmyślnym okrucieństwem". Ten film jak całun turyński
      pokazuje jak mogło wyglądać okropieństwo drogi krzyżowej.
      Można oczywiście swoją uwagę i swoje emocje skierować na liczenie ran odbitych
      na tkaninie, można też skoncentrować się tylko na brutalności scen w filmie
      Gibsona. Można. Można przecież być bezmyślnym.
      Więc gdy czytam takie recenzje odnoszę wrażenie, że ten kto je pisze ma właśnie
      mózg celuloidowy. Albo złą wolę, bo u widzów nastrojonych takim paszkwilem film
      rzeczywiście może nie wywołać emocji pozytywnych.
      • basia.basia Re: Do Basi, która wybiera się na "Pasję" 05.03.04, 18:27
        Gość portalu: t1s napisał(a):

        > Ten film nie jest "bezmyślnym okrucieństwem". Ten film jak całun turyński
        > pokazuje jak mogło wyglądać okropieństwo drogi krzyżowej.
        > Można oczywiście swoją uwagę i swoje emocje skierować na liczenie ran
        odbitych
        > na tkaninie, można też skoncentrować się tylko na brutalności scen w filmie
        > Gibsona. Można. Można przecież być bezmyślnym.
        > Więc gdy czytam takie recenzje odnoszę wrażenie, że ten kto je pisze ma
        właśnie
        >
        > mózg celuloidowy. Albo złą wolę, bo u widzów nastrojonych takim paszkwilem
        film
        >
        > rzeczywiście może nie wywołać emocji pozytywnych.

        Powinnam już wyjść ale nie mogę się powstrzymać by Ci nie napisać,
        co sprawiło że pójdę. Podczas komunii zawsze wyobrażam sobie scenę
        ostatniej wieczerzy z filmu "Jesus Christ Superstar" - to było
        w pełnym słońcu, na trawie ale niesłychanie optymistyczne.
        Chcę mieć wyobrażenie o innych scenach. To co piszą o realiźmie
        jest zachętą.

        Pozdrawiam
        B.


      • heretykkk Re 05.03.04, 18:30
        Pierwszy Sekretarzu, facet, który to napisał oczywiście nie musi mieć racji.
        Ale widać wyraźnie, ze to nie jest paszkwil tylko wnikliwa interpretacja. Ja
        poświęciłem ok. 20 minut na przeczytanie całego artykułu - tutaj zamieściłem
        tylko krótkie cytaty i chyba link. Facet nie rzuca żadnych paszkwilanckich
        ocen, tylko każdą swoja tezę uzasadnia starannie. Jeśli przeczytasz artykuł, to
        się ze mna zgodzisz. Co wcale nie znaczy, że musisz się z jego tezami zgadzać.
        Mam wrażenie, że ostre zarzuty o antyreligijność, antykatolickość etc. (nie
        Twoje, bo Ty "tylko" zarzucasz bezmyslność) biorą się stąd, że ten film w jakiś
        dziwaczny sposób stają się miarą tego, kto jest dobrym katolikiem, kto złym, a
        kto, nomen omen, heretykiem. Wiem, że Ty tak prostacko do sprawy nie
        podchodzisz, ale chciałem to napisać dla jasności. Oczywiście, moje podejrzenia
        o nieuczciwość reżysera wynikają z zupełnie innych powodów. Drogę krzyżową
        można opisywać różnie, ale to nie poziom "realizmu" stanowi o jakości filmu.
        Jeżeli ten film pokazuje, jak mogła wyglądać Droga Krzyzowa, to pierwszym
        problemem jest: po co? Nie wiem, nie widziałem filmu i nie wydaję
        jednoznacznych opinii, choć mam wielkie podejrzenie, że to nie jest dobre
        dzieło.
        Dawno temu widziałem filmy Roberta Bressona. Tego już nikt dziś nie ogląda.
        Uczyłem się z nich, jakie egzystencjalne problemy wynikają z wiary, która jest
        czymś cholernie trudnym. Obawiam się, że Gibsona nie stać na dyskusję na taki
        temat: wybiera prostsze środki i przy pomocy miliony dolarów wartej machinerii
        tworzy quasi-narrację o tym, "jak było". Zamiast refleksji oferuje czysty
        obraz. To też jest środek artystyczny, w końcu nie każdy jest Bergmanem czy
        Bressonem.
        Tkże, jeśli ktoś źle ocenia film, nie musi wcale mieć celuloidowego mózgu, ani
        też nie musi być złym katolikiem. Gdyby ktoś twierdził, że obejrzenie "Pasji"
        jest dowodem prawdziwej wiary, to dopiero byłaby hucpa.
        Co do mojej rozmowy z Basią - wyobraź sobie, że na samym początku rozmowy (w
        innym wątku), to ona deklarowała, że nie pójdzie na film, a ja mówiłem, że
        pójdę. Jednak lektura recenzji powstrzymuje mnie od tego, a ją "względy
        pozamerytoryczne" skłaniają jednak do pójścia. Wyobraź sobie, że i ona, i ja
        jesteśmy normalnymi ludźmi, tak samo jak ci, którzy potrafią napisać coś
        ciekawego na temat tego filmu, jak choćby ten facet, który film skrytykował.


        • Gość: t1s Re: Re IP: *.aster.pl / *.acn.pl 05.03.04, 21:36
          heretykkk napisała:

          > Pierwszy Sekretarzu, facet, który to napisał oczywiście nie musi mieć racji.
          > Ale widać wyraźnie, ze to nie jest paszkwil tylko wnikliwa interpretacja. Ja
          > poświęciłem ok. 20 minut na przeczytanie całego artykułu - tutaj zamieściłem
          > tylko krótkie cytaty i chyba link. Facet nie rzuca żadnych paszkwilanckich
          > ocen, tylko każdą swoja tezę uzasadnia starannie.

          Uzasadnia tezy o niezgodności Ewangelii z prawdą historyczną. Staranie
          uzasadnie, że to Piłat był większym okrutnikiem, że Nowy Testament jest wielce
          niesprawiedliwy dla Kajfasza, że był NT swego czasu źródłem antysemityzmu.
          Tylko po co to robi? Jak to się ma do samego filmu, do czego czy wart jest
          obejrzenia czy nie? Ano mam nieodparte wrażenie, że cały ten wykładzik
          historczny ma tylko udowodnić, że film ma wymowę antysemicką. Film nie jest
          bowiem o Kajfaszu, więc zarzut, że Kajfasz został przedstawiony w nim tak a nie
          śmak trudno mi tłumaczyć dbałością historyczną.



          Jeśli przeczytasz artykuł, to
          >
          > się ze mna zgodzisz. Co wcale nie znaczy, że musisz się z jego tezami zgadzać.


          Tyle że tu praktycznie nie ma tez dotyczących wartości samego filmu.


          > Mam wrażenie, że ostre zarzuty o antyreligijność, antykatolickość etc. (nie
          > Twoje, bo Ty "tylko" zarzucasz bezmyslność) biorą się stąd, że ten film w
          jakiś
          >
          > dziwaczny sposób stają się miarą tego, kto jest dobrym katolikiem, kto złym,
          a
          > kto, nomen omen, heretykiem.
          Wiem, że Ty tak prostacko do sprawy nie
          > podchodzisz, ale chciałem to napisać dla jasności. Oczywiście, moje
          podejrzenia
          >
          > o nieuczciwość reżysera wynikają z zupełnie innych powodów. Drogę krzyżową
          > można opisywać różnie, ale to nie poziom "realizmu" stanowi o jakości filmu.
          > Jeżeli ten film pokazuje, jak mogła wyglądać Droga Krzyzowa, to pierwszym
          > problemem jest: po co?


          Nie wiem jakie intencje przyświcały Gibsonowi. Nie mam na razie powodów
          przypuszczać, że złe. Za to dużo już powodów dali mi ci najzagorzalsi
          przeciwnicy by ich intencje oceniać negatywnie. Od kiedy to bowiem realizm jest
          wadą, czy takie wrzaski o brutalności podnosiły się gdy na ekrany wchodziły
          inne bardziej drastyczne filmy?

          Nie wiem, nie widziałem filmu i nie wydaję
          > jednoznacznych opinii, choć mam wielkie podejrzenie, że to nie jest dobre
          > dzieło.
          > Dawno temu widziałem filmy Roberta Bressona. Tego już nikt dziś nie ogląda.
          > Uczyłem się z nich, jakie egzystencjalne problemy wynikają z wiary, która
          jest
          > czymś cholernie trudnym. Obawiam się, że Gibsona nie stać na dyskusję na taki
          > temat: wybiera prostsze środki i przy pomocy miliony dolarów wartej
          machinerii
          > tworzy quasi-narrację o tym, "jak było". Zamiast refleksji oferuje czysty
          > obraz.


          A mnie właśnie czysty obraz pobudza do reflekcji najbardziej.


          To też jest środek artystyczny, w końcu nie każdy jest Bergmanem czy
          > Bressonem.
          > Tkże, jeśli ktoś źle ocenia film, nie musi wcale mieć celuloidowego mózgu,
          ani
          > też nie musi być złym katolikiem. Gdyby ktoś twierdził, że obejrzenie "Pasji"
          > jest dowodem prawdziwej wiary, to dopiero byłaby hucpa.


          Chodzi mi tylko o to jakie działa wytaczane są przeciwko temu filmowi. Zdeptać,
          zdeptać, zniechęcić. To nie są niepochlebne recenzje, to jest zwykłe
          przypuszczanie szturmu.


          > Co do mojej rozmowy z Basią - wyobraź sobie, że na samym początku rozmowy (w
          > innym wątku), to ona deklarowała, że nie pójdzie na film, a ja mówiłem, że
          > pójdę.

          Czytałem

          Jednak lektura recenzji powstrzymuje mnie od tego, a ją "względy
          > pozamerytoryczne" skłaniają jednak do pójścia. Wyobraź sobie, że i ona, i ja
          > jesteśmy normalnymi ludźmi, tak samo jak ci, którzy potrafią napisać coś
          > ciekawego na temat tego filmu, jak choćby ten facet, który film skrytykował.


          Wyobraźnia mi służy:)
          A ja pójdę na film. I nie pozwolę różnym hucpiarzom wmówić sobię, że idę na
          wynurzenia sadysty czy spektakl antysemityzmu.

          ps
          Dzięki, że tak obszernie opisałeś swój punkt widzenia. Lepiej go zrozumiałem.
          • heretykkk Re: Re 05.03.04, 22:04

            ...Nie wiem jakie intencje przyświcały Gibsonowi. Nie mam na razie powodów
            przypuszczać, że złe.......Od kiedy to bowiem realizm jest
            wadą, ......

            Mnie też nie interesuje, jakie miał intencje Gibson, bo z autorami tak jest, że
            czegoś mogą chcieć, a wychodzi im zupełnie co innego. Widz może się odnosić
            tylko do tego, co widzi albo (jeśli nie widział, jak ja:)) co przypuszcza na
            podstawie własnej wiedzy, opinii innych etc. Realizm nie jest wadą. Ale wadą,
            wręcz grzechem artystycznym jest sprzedawanie pod pozorem religijnych treści
            zupełnie innych albo spłaszczanie wiary. Nie wiem, czy tak jest w przypadku
            filmu Gibsona, ale szczerze przyznaję, że sądzę, że tak włąśnie jest. Nie
            rozumiem, jak wiara może się utwierdzić czy pogłębić poprzez obejrzenie
            detalicznego (jak mówią recenzje) opisu kaźni. No, nie rozumiem i już.
            Przy okazji, musimy koniecznie ustalić wspólną definicję realizmu, bo inaczej
            może będziemy gadać o różnych sprawach. Dzisiaj jakiś ksiądz powiedział,
            że "film jest realistyczny, wręcz naturalistyczny". Czy "realistyczny"
            oznacza "jak mogło wyglądać", "jak wyglądało naprawdę" czy jeszcze co innego.
            Jeden z gfragmentów , które zacytowałem na początku, o używaniu
            języka "oryginalnego" świadczy, że pod tym względem Gibson zrobił fuszerkę.
            Użył łaciny i aramejskiego tylko na pokaz, żeby dać widzom wrażenie, że film
            jest bardziej autentyczny. Ale jeśli, tak jak mówi ten krytyk, wkładał rózne
            języki w gęby ludzi, którzy w czasach Chrystusa NIE MOGLI tymi językami gadać,
            no to jest albo niechlujstwo, albo oszustwo. Nie chodzi mi o to, że to może
            przesądzać o wartości filmu, ale po co odstawiać chałturę? Niech lepiej juz
            wszyscy mówią po angielsku (byle nie z południowym akcentem), skoro autorzy
            filmu nie są w stanie zrobić tego lepiej. To jak z filmem "Tańcząc z wilkami",
            gdzie indiańskich aktorów nauczono kwestii w języku lakota, tyle że
            nauczycielką była kobieta. A kobiety u Lakotów mówią inaczej niż mężczyźni.
            Więc ci widzowie-Lakoci, którzy znają język, śmieli się podczas seansów
            słuchając, jak bohaterowie: mężczyźni (grani przez Indian z innych plemion)
            mówili jak kobiety. Ale wspominałem chyba o tym przy innej okazji. Tutaj też
            Costner odwalił fuszerkę.


            ...Wyobraźnia mi służy:)...

            Dziękuję ;)

            ....A ja pójdę na film......

            No niech Cię!:) Wypowiadałeś się tak stanowczo, że byłem pewien, że film
            widziałeś. To mnie krytykują za zdecydowane wypowiedzi, chociaż nie oglądałem
            filmu, ale ja cały czas zaznaczałem, że mówię o własnych podejrzeniach lub
            cytowałem innych.


            pzdr
            • Gość: wartburg "Pasja" w "Spieglu" IP: *.b.dial.de.ignite.net 05.03.04, 23:31
              przeczytałem właśnie artykuł ze "Spiegla" na temat "Pasji". Dla mnie
              rewelacja. Całego nie uda mi się pewnie przetłumaczyć, ale może parę
              fragmentów...


              Los Angeles - Manchmal sagt die Reaktion des Publikums mehr aus über einen Film
              als das, was tatsächlich auf der Leinwand geschieht. So einen Moment gibt es
              gegen Ende von Mel Gibsons kontroversem Jesus-Film "Die Passion Christi".
              Nachdem der Gottessohn am Kreuze stirbt, nach einer unvorstellbaren, grausamen,
              in blutrünstigem Detail rekonstruierten Tortur, taucht unvermittelt das Antlitz
              Satans auf, zur triumphalen Fratze verzerrt. Satan lacht, ein klischeehaftes
              Monsterlachen, und die Kamera schießt senkrecht nach oben zurück, wie bei einem
              Special-Effect im "Herr der Ringe".
              Die Zuschauer johlen, grölen, klatschen.

              Los Angeles - czasami reakcja widowni mówi więcej filmie, niż to, co widac na
              ekranie. Przekonać się o tym można pod koniec filmu Mela Gibsona "Pasja". Po
              scenie, w ktorej Syn Boży umiera w nieopisanych i ociekających krwią mękach na
              krzyżu, na ekranie pojawia się wykrzywiona triumfalnym śmiechen gęba szatana.
              Jest to potworny i jednocześnie kiczowaty śmiech. W tej samej chwili kamera
              szwenkuje z powrotem ku górze, jak przy którymś z efektow specjalnych "Władcy
              pierścieni". Publiczność bije brawo, zachłystuje się i wyje.

              Ob Oscar-Preisträger Gibson ("Braveheart") diese seltsame Reaktion provozieren
              wollte, weiß niemand. Fest steht, dass die amerikanischen Kinogänger -
              zumindest die lautstarke Mehrheit am gestrigen Weltpremierentag in den "Magic
              Johnson Theaters" in Los Angeles - Gibsons Brutalo-Version der letzten zwölf
              Stunden Christi als Action-Film verstehen; gut gewürzt mit Horror, Spuk und dem
              obligatorischen Hollywood-Kitsch.

              Nikt nie wie, czy Gibsonowi, laureatowi Oscara, zależało na sprowokowaniu tej
              dość dziwnej reakcji. Ale jedno jest pewne. Amerykańska publiczność - a
              przynajmniej jej hałaśliwa część, która wczoraj oglądała jego dzieło w "Magic
              Johnson Theater" w Los Angeles - odbiera historię ostatnich dwunastu godzin
              męki pańskiej jako typowy film akcji - dobrze przyprawiony horrorem, grozą i
              obowiązkowym hollywoodzkim kiczem.

              Und Regisseur Gibson setzt alle cineastischen Mittel ein, um diesen Eindruck zu
              bestärken: Trockennebel, Donnerhall und, wenn es mal besonders eklig wird,
              Zeitlupe. Der Mann versteht sein Handwerk, immerhin.

              Reżyser Gibson fachowo pogłębia ten odbior wykorzystując wszystkie możliwości
              rzemiosła filmowego: sztuczna mgła, gromy, błyskawice i kiedy na ekranie robi
              się szczególnie obrzydliwie - zwolnione zdjęcia. Co by nie mówić, facet zna
              się na rzeczy.

              Doch sind es nicht die Spezialeffekte, die die Leute an diesem verregneten
              Abend hier in der Stadt der Engel immer tiefer in ihren Sitzen versinken
              lassen, schaudernd, wimmernd, schluchzend. Es ist das beispiellose Gräuel,
              diese ohne gnädige Schnitte präsentierte Blutrünstigkeit, die von der Leinwand
              spritzt und David Denby, den renommierten Filmkritiker des "New Yorker",
              angeekelt zu dem Urteil kommen lässt, "Passion" sei "einer der grausamsten
              Filme der Kinogeschichte" - "ein krank machender Todestrip".

              Ale to nie tylko efekty specjalne sprawiają, że w ten deszczowy wieczor
              publiczność w mieście aniołów jeszcze głebiej wciska się w fotele dygocząc i
              pojękując. Bezlitosna potworność następujących po sobie scen oraz krwawe orgie
              atakujące widza z ekranu sprawiły, że znany krytyk filmowy z "New Yorkera",
              David Denby uznał "Pasję" za "jeden z najpotworniejszych filmów w historii
              kina" - "chorobliwy wykwit nekrofilii".



              Doch diese Warnung schreckt die Kinogänger nicht ab. Im Gegenteil: Die seit
              Wochen tobende US-Debatte, ob "The Passion of the Christ" diffamierend-
              antisemitisch sei oder vielmehr ein erhebendes Meisterwerk, hat ihre Neugier
              nur geweckt - ganz nach Wunsch Gibsons, der diese Debatte durch gut platzierte
              Dementis mitgesteuert hat.

              To ostrzeżenie nie odstrasza jednak widzów. Wręcz przeciwnie. Od tygodni
              narastająca debata, czy "Pasja" jest arcydziełem sztuki filmowej, czy też
              antysemicką propagandą, rozpaliła tylko ich ciekawość. Całkiem po myśli
              Gibsona, który wiedział, jak i kiedy dementować zarzuty.

              Zu Tausenden drängeln sie sich in den Mega-Kinopalast des schwarzen Ex-
              Basketball-Stars Magic Johnson, wo "Passion" gleich auf drei verschiedenen
              Großleinwänden anläuft. Nicht schlecht für einen Film, der anfangs keinen
              Vertrieb fand.


              Teraz publiczność wali tysiącami do megakina czarnej gwiazdy amerykańskiej
              koszykówki Magica Johnsona, gdzie "Pasja" pokazywana jest jednocześnie w trzech
              salach. Nieźle jak na film, który początkowo nie mógł znaleźć dystrybutora.


              Es scheint zunächst ein Kinoabend wie jeder andere. Das Publikum besteht
              überwiegend aus jungen Schwarzen und Latinos, denn Johnson hat das Haus bewusst
              als eine Art Wirtschaftsförderung in den Minderheiten-Stadtteil Crenshaw bauen
              lassen, im armen Brachland zwischen Downtown und Culver City. 15 Einzelkinos
              gibt es in diesem laut-grellen Vergnügungspark der Zuckerwatten-
              Kultur; "Passion" konkurriert da unter anderem mit dem Rührstück "Against the
              Ropes" und den Dumpfkomödien "Confessions of a Teenage Drama Queen", "Eurotrip"
              und "Barbershop 2".

              Z początku wszystko zapowiada, że będzie to wieczór w kinie, jak każdy inny.
              Publiczność składa się głownie z czarnoskórej młodzieży i latynosów. Magic
              Johnson zbudował swoje multikino z myślą o ożywieniu kulturalnym w dzielnicy
              mniejszości etnicznych Crenshow. W kiczowatym parku rozrywki spod znaku waty
              cukrowej jest 15 sal kinowych.

              "Pasja" konkuruje dzisiaj m.in. z wzruszającym "Against the Ropes" i głupawymi
              komedyjkami "Confessions of a Teenage Drama Queen", "Eurotrip" oraz "Barbershop
              2"


              Die 127 Minuten lange Reise von Gethsemane nach Golgotha, die Mel Gibson mit 30
              Millionen Dollar aus eigener Tasche finanziert hat, gibt es an diesem Abend mit
              einem Zusatz-Sonderangebot: zwei Dollar Rabatt für die "Super Value Bucket
              Combo", ein Pappeimer Popcorn mit zwei Colas, drei Dollar Rabatt für den Hot
              Dog im Taco-Bett. Damit sich der Magen später noch besser rumdreht.

              127 minutowa wyprawę na Golgotę, na którą Gibson wydał 30 milionów dolarów z
              własnej kieszeni, jest tego wieczora objęta promocją - dwa dolary rabatu
              za "Super Value Bucket Combo" - papierowy kubełek z prażoną kukurydzą i dwiema
              butelkami coli, względnie 3 dolary rabatu za hot-doga w łódeczce taco, żeby
              później zoładek lepiej wirował.

              O.K. Resztę przetłumaczę może kiedy indziej




              Szene aus "Die Passion Christi": "Grausamster Film der Kinogeschichte"
              Dass es nicht das übliche Fress-Erlebnis werden würde, hätten sich die
              Zuschauer denken können. Ein erstes Omen ist Pastor Earl Middleton, ein
              redseliger Schwarzer, der seinen Klapptisch in der Lobby aufgebaut hat.
              Middleton, Chef der Food For Faith Fellowship ("Kirche für Leute, die sonst
              nicht zur Kirche gehen"), spendet den Kinogängern Seelentrost und beantwortet
              Fragen. Zum Beispiel, ob wirklich nur "die Juden für Jesus' Tod verantwortlich
              waren" - ein Vorwurf, den ja viele in Gibsons Film sehen. Middletons
              Antwort: "Nein, die gesamte Menschheit ist verantwortlich." Zugleich verteilt
              der Pastor Werbebroschüren für seine Gospel-Kirche, die beweise, "dass auch
              Christen Spaß haben können".
              Ein zweites Omen für den grotesken Spaß, der droht, ist der
              Kartenabreißer. "Gott ist gut!", ruft der Teenager jedem Besucher
              entgegen. "Gott ist gut!" Und wie die Schäfchen in die hohe Messe ziehen: ins
              Dunkel des Kinosaals, Kinder im Schlepptau, Babys sogar, die sie sich lachend
              hin- und herreichen.

              "Nervtötendes Spektakel"

              Das Lachen erstirbt schnell. Der Film beginnt wie Michael Jacksons "Thriller"-
              Video: Vollmond, Nebelschwaden, bläuliches Licht, dürres Gesträuch -
              Gethsemane. Dass Gibson "Passion" in den U
              • heretykkk Magic Johnson bucket combo kick the bucket diabeł 06.03.04, 00:53
                Amerykańska publiczność - a
                przynajmniej jej hałaśliwa część, która wczoraj oglądała jego dzieło w "Magic
                Johnson Theater" w Los Angeles - odbiera historię ostatnich dwunastu godzin
                męki pańskiej jako typowy film akcji - dobrze przyprawiony horrorem, grozą i
                obowiązkowym hollywoodzkim kiczem.

                Dokładnie tak jak przewidywałeś.

                Reżyser Gibson fachowo pogłębia ten odbior wykorzystując wszystkie możliwości
                rzemiosła filmowego: sztuczna mgła, gromy, błyskawice i kiedy na ekranie robi
                się szczególnie obrzydliwie - zwolnione zdjęcia. Co by nie mówić, facet zna
                się na rzeczy.

                To jest zapewne ten "realizm".

                artykuł pierwszorzędny: facet właściwie opisuje (realistycznie:) ) to, co
                widzi. Nie trzeba nic więcej.
                Fajnie , że przetłumaczyłeś.

                • Gość: wartburg Re: Magic Johnson bucket combo kick the bucket di IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.03.04, 00:59
                  heretykkk napisał:

                  > > Fajnie , że przetłumaczyłeś


                  Należało Ci się : )
                  • heretykkk kick the bucket 06.03.04, 09:43
                    Gość portalu: wartburg napisał(a):

                    > heretykkk napisał:
                    >
                    > > > Fajnie , że przetłumaczyłeś
                    >
                    >
                    > Należało Ci się : )

                    Wiem:) A teraz mogę pójść i odebrać pieniądze od żydowskiej organizacji, która
                    mnie wynajęła do tej roboty ;)
            • Gość: t1s Re: Re IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 11:43
              heretykkk napisała:


              >
              > Mnie też nie interesuje, jakie miał intencje Gibson, bo z autorami tak jest,
              że
              > czegoś mogą chcieć, a wychodzi im zupełnie co innego. Widz może się odnosić
              > tylko do tego, co widzi albo (jeśli nie widział, jak ja:)) co przypuszcza na
              > podstawie własnej wiedzy, opinii innych etc. Realizm nie jest wadą. Ale wadą,
              > wręcz grzechem artystycznym jest sprzedawanie pod pozorem religijnych treści
              > zupełnie innych albo spłaszczanie wiary. Nie wiem, czy tak jest w przypadku
              > filmu Gibsona, ale szczerze przyznaję, że sądzę, że tak włąśnie jest. Nie
              > rozumiem, jak wiara może się utwierdzić czy pogłębić poprzez obejrzenie
              > detalicznego (jak mówią recenzje) opisu kaźni. No, nie rozumiem i już.


              Nie sądzę by film Gibsona mógł spłycić czyjeś przeżycia religijne. Wiara to
              bardzo osobiste doświadczenie i im mniej nachalnych interpretacji własnych
              reżysera tym lepiej. Takie filmy ogląda się dla samego siebie, nie z ciekawości
              co ktoś chciał powiedzieć. Tylko dla siebie. Więc nie powinno być w takim
              filmie zbyt wiele refleksji twórcy, za to miejsce na refleksje dla widza. I
              jeśli obraz Gibsona ma-jak mówią-charakter reportażu dla mnie jest to zaleta.

              Poza tym Bratku mnie bardziej o co innego niż o sam film chodzi. Nie widziałem
              go, nie wiem jakie sprawi na mnie wrażenie, jakie wrażenie sprawi na innych.
              Wiem natomiast jakie skutki może mieć ta histeryczna nagonka. Nazywanie go
              najbrutalniejszym obrazem w historii kina, oskarżanie o antysemityzm etc.
              Absurd to. Ale cóż z tego? Bo na czym będzie koncentrował się ktoś zarzucony
              takimi "opiniami", gdy już pójdzie do kina? I to, tylko to właśnie może ten
              film spłaszczyć w odbiorze. Dlatego nazywam to paszkwilanctwem.



              > Przy okazji, musimy koniecznie ustalić wspólną definicję realizmu, bo inaczej
              > może będziemy gadać o różnych sprawach. Dzisiaj jakiś ksiądz powiedział,
              > że "film jest realistyczny, wręcz naturalistyczny". Czy "realistyczny"
              > oznacza "jak mogło wyglądać", "jak wyglądało naprawdę" czy jeszcze co innego.
              > Jeden z gfragmentów , które zacytowałem na początku, o używaniu
              > języka "oryginalnego" świadczy, że pod tym względem Gibson zrobił fuszerkę.
              > Użył łaciny i aramejskiego tylko na pokaz, żeby dać widzom wrażenie, że film
              > jest bardziej autentyczny. Ale jeśli, tak jak mówi ten krytyk, wkładał rózne
              > języki w gęby ludzi, którzy w czasach Chrystusa NIE MOGLI tymi językami
              gadać,
              > no to jest albo niechlujstwo, albo oszustwo.


              To nie jest oszustwo, bo film nie jest podręcznikiem. To jest jak z dekoracją,
              niech da wrażenie widzowi, z drugiej strony nie musi być przecież pomalowana.
              Ale u Gibsona nie ma niedomalowań, są drobne uchybienia tylko. Kto je zauważy,
              kto zna aramajski i komu będzie to przeszkadzało? Nikomu, pod warunkiem, że z
              tych lekkich niedociągnięć nie zrobi się afery. Krew też nie jest prawdziwa,
              gwożdzie też nie są wbijane naprawdę. Szkoda, że z tego nie zrobiono jeszcze
              zarzutu.


              Nie chodzi mi o to, że to może
              > przesądzać o wartości filmu, ale po co odstawiać chałturę? Niech lepiej juz
              > wszyscy mówią po angielsku (byle nie z południowym akcentem), skoro autorzy
              > filmu nie są w stanie zrobić tego lepiej. To jak z filmem "Tańcząc z
              wilkami",
              > gdzie indiańskich aktorów nauczono kwestii w języku lakota, tyle że
              > nauczycielką była kobieta. A kobiety u Lakotów mówią inaczej niż mężczyźni.
              > Więc ci widzowie-Lakoci, którzy znają język, śmieli się podczas seansów
              > słuchając, jak bohaterowie: mężczyźni (grani przez Indian z innych plemion)
              > mówili jak kobiety. Ale wspominałem chyba o tym przy innej okazji. Tutaj też
              > Costner odwalił fuszerkę.


              Wspominałeś, ale ja lubię jak dokładasz Costnerowi więc z przyjemnością
              przeczytałem jeszcze raz:)


              >
              > ...Wyobraźnia mi służy:)...
              >
              > Dziękuję ;)

              Bardzo proszę:)


              > ....A ja pójdę na film......
              >
              > No niech Cię!:) Wypowiadałeś się tak stanowczo, że byłem pewien, że film
              > widziałeś.

              Wpowiadałem się tak, bo niektóre ataki na film mają taki charakter, że nie
              trzeba iść do kina by nazwać je nieuprawnionymi i niesprawiedliwymi.


              To mnie krytykują za zdecydowane wypowiedzi, chociaż nie oglądałem
              > filmu, ale ja cały czas zaznaczałem, że mówię o własnych podejrzeniach lub
              > cytowałem innych.
              >
              >
              > pzdr


              pozdrawiam
              • homosovieticus Re: Re polecam wsiem do czytania 06.03.04, 11:54
                Gość portalu: t1s napisał(a):
                Madry , tekst.
                Gratuluję !!
                ps
                nie ma wynikać ,że skoro nazywam mą....
                ;)
                pss chciałem prosić jeszcze sów parę do mikrofonu na temat jak Wy Towarzyszu
                pierwszy sekretarzu rozumiecie wyrażenie ARCYDZIEŁO SZTUKI oczywiscie.
                Świetnie bowiem,szyscy wiemy, że do arcydzieł sztuki polemicznej, należą posty
                heretykkka.

                POLECANY TEKST
                Gość portalu: t1s napisał(a):

                > heretykkk napisała:
                >
                >
                > >
                > > Mnie też nie interesuje, jakie miał intencje Gibson, bo z autorami tak jes
                > t,
                > że
                > > czegoś mogą chcieć, a wychodzi im zupełnie co innego. Widz może się odnosi
                > ć
                > > tylko do tego, co widzi albo (jeśli nie widział, jak ja:)) co przypuszcza
                > na
                > > podstawie własnej wiedzy, opinii innych etc. Realizm nie jest wadą. Ale wa
                > dą,
                > > wręcz grzechem artystycznym jest sprzedawanie pod pozorem religijnych treś
                > ci
                > > zupełnie innych albo spłaszczanie wiary. Nie wiem, czy tak jest w przypadk
                > u
                > > filmu Gibsona, ale szczerze przyznaję, że sądzę, że tak włąśnie jest. Nie
                > > rozumiem, jak wiara może się utwierdzić czy pogłębić poprzez obejrzenie
                > > detalicznego (jak mówią recenzje) opisu kaźni. No, nie rozumiem i już.
                >
                >
                > Nie sądzę by film Gibsona mógł spłycić czyjeś przeżycia religijne. Wiara to
                > bardzo osobiste doświadczenie i im mniej nachalnych interpretacji własnych
                > reżysera tym lepiej. Takie filmy ogląda się dla samego siebie, nie z
                ciekawości
                >
                > co ktoś chciał powiedzieć. Tylko dla siebie. Więc nie powinno być w takim
                > filmie zbyt wiele refleksji twórcy, za to miejsce na refleksje dla widza. I
                > jeśli obraz Gibsona ma-jak mówią-charakter reportażu dla mnie jest to zaleta.
                >
                > Poza tym Bratku mnie bardziej o co innego niż o sam film chodzi. Nie
                widziałem
                > go, nie wiem jakie sprawi na mnie wrażenie, jakie wrażenie sprawi na innych.
                > Wiem natomiast jakie skutki może mieć ta histeryczna nagonka. Nazywanie go
                > najbrutalniejszym obrazem w historii kina, oskarżanie o antysemityzm etc.
                > Absurd to. Ale cóż z tego? Bo na czym będzie koncentrował się ktoś zarzucony
                > takimi "opiniami", gdy już pójdzie do kina? I to, tylko to właśnie może ten
                > film spłaszczyć w odbiorze. Dlatego nazywam to paszkwilanctwem.
                >
                >
                >
                > > Przy okazji, musimy koniecznie ustalić wspólną definicję realizmu, bo inac
                > zej
                > > może będziemy gadać o różnych sprawach. Dzisiaj jakiś ksiądz powiedział,
                > > że "film jest realistyczny, wręcz naturalistyczny". Czy "realistyczny"
                > > oznacza "jak mogło wyglądać", "jak wyglądało naprawdę" czy jeszcze co inne
                > go.
                > > Jeden z gfragmentów , które zacytowałem na początku, o używaniu
                > > języka "oryginalnego" świadczy, że pod tym względem Gibson zrobił fuszerkę
                > .
                > > Użył łaciny i aramejskiego tylko na pokaz, żeby dać widzom wrażenie, że fi
                > lm
                > > jest bardziej autentyczny. Ale jeśli, tak jak mówi ten krytyk, wkładał róz
                > ne
                > > języki w gęby ludzi, którzy w czasach Chrystusa NIE MOGLI tymi językami
                > gadać,
                > > no to jest albo niechlujstwo, albo oszustwo.
                >
                >
                > To nie jest oszustwo, bo film nie jest podręcznikiem. To jest jak z
                dekoracją,
                > niech da wrażenie widzowi, z drugiej strony nie musi być przecież pomalowana.
                > Ale u Gibsona nie ma niedomalowań, są drobne uchybienia tylko. Kto je
                zauważy,
                > kto zna aramajski i komu będzie to przeszkadzało? Nikomu, pod warunkiem, że z
                > tych lekkich niedociągnięć nie zrobi się afery. Krew też nie jest prawdziwa,
                > gwożdzie też nie są wbijane naprawdę. Szkoda, że z tego nie zrobiono jeszcze
                > zarzutu.
                >
                >
                > Nie chodzi mi o to, że to może
                > > przesądzać o wartości filmu, ale po co odstawiać chałturę? Niech lepiej ju
                > z
                > > wszyscy mówią po angielsku (byle nie z południowym akcentem), skoro autorz
                > y
                > > filmu nie są w stanie zrobić tego lepiej. To jak z filmem "Tańcząc z
                > wilkami",
                > > gdzie indiańskich aktorów nauczono kwestii w języku lakota, tyle że
                > > nauczycielką była kobieta. A kobiety u Lakotów mówią inaczej niż mężczyźni
                > .
                > > Więc ci widzowie-Lakoci, którzy znają język, śmieli się podczas seansów
                > > słuchając, jak bohaterowie: mężczyźni (grani przez Indian z innych plemion
                > )
                > > mówili jak kobiety. Ale wspominałem chyba o tym przy innej okazji. Tutaj t
                > eż
                > > Costner odwalił fuszerkę.
                >
                >
                > Wspominałeś, ale ja lubię jak dokładasz Costnerowi więc z przyjemnością
                > przeczytałem jeszcze raz:)
                >
                >
                > >
                > > ...Wyobraźnia mi służy:)...
                > >
                > > Dziękuję ;)
                >
                > Bardzo proszę:)
                >
                >
                > > ....A ja pójdę na film......
                > >
                > > No niech Cię!:) Wypowiadałeś się tak stanowczo, że byłem pewien, że film
                > > widziałeś.
                >
                > Wpowiadałem się tak, bo niektóre ataki na film mają taki charakter, że nie
                > trzeba iść do kina by nazwać je nieuprawnionymi i niesprawiedliwymi.
                >
                >
                > To mnie krytykują za zdecydowane wypowiedzi, chociaż nie oglądałem
                > > filmu, ale ja cały czas zaznaczałem, że mówię o własnych podejrzeniach lub
                >
                > > cytowałem innych.
                > >
                > >
                > > pzdr
                >
                >
                > pozdrawiam






                --------------------------------------------------------------------------------
                • Gość: t1s Re: Re polecam wsiem do czytania IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 12:13
                  Dla mnie arcydziełem sztuki jest coś na co mogę, chcę gapić się, słuchać czy
                  czytać tyiące razy i każdy ten powrót będzie nowym doświadczeniem a pozostawi
                  mnie w pewności, że wyszedłem z niego mniej głupi.
                  :)
                  • homosovieticus Re: Re polecam wsiem do czytania 06.03.04, 12:46
                    Gość portalu: t1s napisał(a):

                    > Dla mnie arcydziełem sztuki jest coś na co mogę, chcę gapić się, słuchać czy
                    > czytać tyiące razy i każdy ten powrót będzie nowym doświadczeniem a pozostawi
                    > mnie w pewności, że wyszedłem z niego mniej głupi.
                    > :)

                    Powstaje pewien problem. POPULARNOŚĆ = Arcydzieło.Zyćie uczy ,że nie.

                    Mianowicie ,jeśli zaliczasz się do elity wsród znawców sztuki to wyrażasz jakby
                    dokładnie pogląd Stagiryty.I właściwie i mój.

                    Jeśli natomiast jesteś sympatycznym niewątpliwie Edkiem i lubisz "Tango"
                    tańczyć, to nie zgadzam się z Tobą i odsyłam przed "Szał".
                    Gdzie spotkasz mnie przed ulubioną "Introdukcją"
                    ONUC
                    :)
                    • Gość: t1s Re: Re polecam wsiem do czytania IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 14:00
                      Nie śmiałbym zaliczyć siebie do elity znawców sztuki ale powiem, że popularność
                      jakiegoś dzieła wręcz mnie do niego zniechęca.
                      • heretykkk Re: Re polecam wsiem do czytania 06.03.04, 14:30
                        Ale na "Pasję" jednak pójdziesz? :)
                        • Gość: homoś Re: Re polecam wsiem do czytania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 14:41
                          Wartburg był dwa razy.
                          Pierwszy raz fim obejrzał w ciemnych okularach, pożyczonych.
                          Za drugim razem film tak nim wstrzanął itd....
                          :)
              • Gość: wartburg w czyim interesie? IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.03.04, 11:56
                Gość portalu: t1s napisał(a):

                > nie wiem jakie sprawi na mnie wrażenie, jakie wrażenie sprawi na innych.
                > Wiem natomiast jakie skutki może mieć ta histeryczna nagonka. Nazywanie go
                > najbrutalniejszym obrazem w historii kina, oskarżanie o antysemityzm etc.
                > Absurd to. Ale cóż z tego? Bo na czym będzie koncentrował się ktoś zarzucony
                > takimi "opiniami", gdy już pójdzie do kina? I to, tylko to właśnie może ten
                > film spłaszczyć w odbiorze. Dlatego nazywam to paszkwilanctwem.
                >

                Jedna uwaga. Korespondent "Spiegla" wyraźnie zwraca uwagę, że owa histeryczna
                nagonka jest jak najbardziej w interesie Gibsona, sugeruje nawet, że celowo ją
                sprowokował... Jeśli o mnie chodzi, to wydaję mi się, że ta interpretacja jest
                b. prawdopodobna.
                >
                • Gość: t1s Re: w czyim interesie? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 12:37
                  Gość portalu: wartburg napisał(a):


                  >
                  > Jedna uwaga. Korespondent "Spiegla" wyraźnie zwraca uwagę, że owa histeryczna
                  > nagonka jest jak najbardziej w interesie Gibsona, sugeruje nawet, że celowo

                  > sprowokował... Jeśli o mnie chodzi, to wydaję mi się, że ta interpretacja jest
                  >
                  > b. prawdopodobna.


                  Załóżmy, że Gibsonowi zalezy tylko na popularności filmu. Prowokuje więc. I
                  teraz trzeba byłoby założyć bezgraniczną, denną wręcz głupotę tych, którzy
                  urządzają tą nagonkę. Dziecko bowiem wie, że takie ataki powodują tylko większe
                  zainteresowanie filmem.
                  To teraz zostawmy Gibsona i załóżmy, że ci hucpiarze nie są jednak
                  niewyobrażalnie głupi. Co więc chcą osiągnąć? Będzie ta nagonka w interesie
                  Gibsona ale nie będzie w interesie widzów o czym już pisałem.
                  Co jest bardziej prawdopodobne? To, że paszkwilanci są na poziomie
                  neandertalczyka czy to, że mają złą wolę? Odpowiedż na to pytanie jest
                  odpowiedzią także na to czy to Mel Gibson sprowokował tą aferę.
                  • Gość: wartburg Re: w czyim interesie? IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.03.04, 13:07
                    Gość portalu: t1s napisał(a):

                    >
                    >
                    > Załóżmy, że Gibsonowi zalezy tylko na popularności filmu. Prowokuje więc. I
                    > teraz trzeba byłoby założyć bezgraniczną, denną wręcz głupotę tych, którzy
                    > urządzają tą nagonkę.

                    Nie znam szczegółów tych ataków ani argumentów wysuwanych przez przeciwników
                    Gibsona i chociażby z tego powodu nie będę z góry zakładał, że cechuje
                    je "bezgraniczna, denna wręcz głupota".

                    Na jakiej podstawie wysuwasz takie wnioski? Gdyż zakładasz, że film, którego
                    jeszcze nie widziałeś, musi być arcydziełem? W takim razie nie musisz nawet
                    iść do kina. I tak wiesz, że to arcydzieło. Tak przy okazji - wszystkie
                    opinie osób znających się kinie, jakie do tej pory zdołałem zarejestrować, były
                    negatywne, bądź wymijające. Dlatego uważam, że jednk powinieneś sie na ten
                    film wybrać...

                    > Dziecko bowiem wie, że takie ataki powodują tylko większe zainteresowanie
                    > filmem.

                    A czy tak trudno sobie wyobrazić, że tym, którzy zaatakowali Gibsona, mogło
                    chodzić o coś innego i że dystrybucja jego filmu interesowała ich najmniej .
                    Przecież to był przede wszystkim jego, a nie ich interes. Chyba się trochę
                    zapędziłeś.

                    Takich samych argumentów (z góry przepraszam za porównanie, ale nic innego nie
                    przychodzi mi akurat do głowy) używają niemieccy neonaziści, którzy chcą
                    dowieść za wszelką cenę, że to Polska wywołała drugą wojnę światową, a Hitler
                    tylko się bronił...


                    > To teraz zostawmy Gibsona i załóżmy, że ci hucpiarze nie są jednak
                    > niewyobrażalnie głupi. Co więc chcą osiągnąć? Będzie ta nagonka w interesie
                    > Gibsona ale nie będzie w interesie widzów o czym już pisałem.
                    > Co jest bardziej prawdopodobne? To, że paszkwilanci są na poziomie
                    > neandertalczyka czy to, że mają złą wolę? Odpowiedż na to pytanie jest
                    > odpowiedzią także na to czy to Mel Gibson sprowokował tą aferę.

                    Oj Towarzyszu Pierwszy Sekretarzu... Wpadacie w ton tego Waszego alter ego, no
                    tego, jak mu tam było - Wiesława? :)
                    • Gość: t1s Re: w czyim interesie? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 13:53
                      Gość portalu: wartburg napisał(a):

                      > Gość portalu: t1s napisał(a):
                      >
                      > >
                      > >
                      > > Załóżmy, że Gibsonowi zalezy tylko na popularności filmu. Prowokuje więc.
                      > I
                      > > teraz trzeba byłoby założyć bezgraniczną, denną wręcz głupotę tych, którzy
                      >
                      > > urządzają tą nagonkę.
                      >
                      > Nie znam szczegółów tych ataków ani argumentów wysuwanych przez przeciwników
                      > Gibsona i chociażby z tego powodu nie będę z góry zakładał, że cechuje
                      > je "bezgraniczna, denna wręcz głupota".

                      Jeśli przeczytasz uważnie to co napisałem zorientujesz się, że jak też tego nie
                      zakładam. Ale właśnie dlatego, że tego nie robię, wchodzi mi, że te ataki
                      powodowane są złą wolą.


                      > Na jakiej podstawie wysuwasz takie wnioski? Gdyż zakładasz, że film, którego
                      > jeszcze nie widziałeś, musi być arcydziełem? W takim razie nie musisz nawet
                      > iść do kina. I tak wiesz, że to arcydzieło. Tak przy okazji - wszystkie
                      > opinie osób znających się kinie, jakie do tej pory zdołałem zarejestrować,
                      były
                      >
                      > negatywne, bądź wymijające. Dlatego uważam, że jednk powinieneś sie na ten
                      > film wybrać...


                      Nie zakładam, że jest arcydziełem. Obraz Gibsona nie ma tu nic do rzeczy. Ważna
                      jest reakcja na niego. Różne hucpiarskie protesty a czy ktoś napisał, że film
                      zły bo reżyseria słaba, bo operator sie nie spisał, bo aktorzy zawalili? Nie,
                      przeważa tylko dziki, histeryczny jazgot.


                      > > Dziecko bowiem wie, że takie ataki powodują tylko większe zainteresowanie
                      >
                      > > filmem.
                      >
                      > A czy tak trudno sobie wyobrazić, że tym, którzy zaatakowali Gibsona, mogło
                      > chodzić o coś innego i że dystrybucja jego filmu interesowała ich najmniej .
                      > Przecież to był przede wszystkim jego, a nie ich interes. Chyba się trochę
                      > zapędziłeś.


                      Wyraźnie napisałem, że najpewniej chodzi właśnie o coś innego.


                      > Takich samych argumentów (z góry przepraszam za porównanie, ale nic innego
                      nie
                      > przychodzi mi akurat do głowy) używają niemieccy neonaziści, którzy chcą
                      > dowieść za wszelką cenę, że to Polska wywołała drugą wojnę światową, a Hitler
                      > tylko się bronił...

                      To jest bardzo dobre porównanie, tylko, że że w drugą stronę:)
                      Ci, którzy po prostu mogli film zignorować, naskakują na niego w niepojęty
                      sposób i bezczelnie nazywają to obroną.
                      Czy Der Spigel także wini Polaków za wojnę?



                      > > To teraz zostawmy Gibsona i załóżmy, że ci hucpiarze nie są jednak
                      > > niewyobrażalnie głupi. Co więc chcą osiągnąć? Będzie ta nagonka w interesi
                      > e
                      > > Gibsona ale nie będzie w interesie widzów o czym już pisałem.
                      > > Co jest bardziej prawdopodobne? To, że paszkwilanci są na poziomie
                      > > neandertalczyka czy to, że mają złą wolę? Odpowiedż na to pytanie jest
                      > > odpowiedzią także na to czy to Mel Gibson sprowokował tą aferę.
                      >
                      > Oj Towarzyszu Pierwszy Sekretarzu... Wpadacie w ton tego Waszego alter ego,
                      no
                      > tego, jak mu tam było - Wiesława? :)


                      Skoro przez niektórych film Gibsona może być uważany za atak to i ja mogę robić
                      za Wiesława. A co mi tam:)
                      • Gość: wartburg "Der Spiegel" IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.03.04, 14:50
                        Towarzyszu. Pora skończyć tę dyskusję, bo kręcimy się w kółko. Wy macie swój
                        pogląd i ja swój. Powiem tylko odnośnie "Spiegla", że jest to najlepszy
                        tygodnik, jaki znam. Pewnie z polskiej perspektywy nie jest to łatwe do
                        zrozumienia, bo w Polsce nigdy takiego fenomenu nie było. Żadne pismo na
                        świecie nie ujawniło takiej ilości skandali i nie połamało tylu karier
                        politycznych, co "Der Spiegel". Do dzisiaj klasa polityczna w Niemczech
                        najbardziej obawia się poniedziałku, kiedy ukazuje się "Spiegel"

                        Jest to jedna z najbardziej wpływowych instytucji w Niemczech zatrudniająca
                        najlepsze pióra, jakich konkurencja może jej tylko pozazdrościć. Na pewno jest
                        najlepszym pismem obszaru niemieckojęzycznego, a myślę, że gdyby istniał jakiś
                        ranking światowy, to znalezłby się na samej górze. Z pewnością w pierwszej
                        trójce. Swoją pozycję "Der Spiegel" zawdzięcza w pierwszym rzędzie
                        obiektywizmowi połączonemu z dociekliwością oraz niespotykanej gdzie indziej
                        odpowiedzialności za słowo. Dużo bym dał, żeby taki tygodnik pojawił się
                        wreszcie w Polsce.

                        Dlatego uważam wypowiedzi insynuujące, jakoby "Der Spiegel", jako pismo
                        niemieckie, zamierzał rewidować kwestie odpowiedzialności za wrzesień 1939,
                        nawet jeśli podawane są w tonie żartobliwym, za niepoważne, żeby nie powiedzieć
                        niesmaczne. Przykro mi, ale ja się z tego śmiać nie mogę.

                        Akurat "Der Spiegel" na takie przytyki sobie nie zasłużył.
                        • Gość: homoś Re: "Der Spiegel" "polak-katolik" Warburg IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 15:43
                          Gość portalu: wartburg napisał(a):

                          > Towarzyszu. Pora skończyć tę dyskusję, bo kręcimy się w kółko. Wy macie swój
                          > pogląd i ja swój.
                          DOPIERO TERAZ TO ZAUWAŻYŁES ,że kręcisz się dookoła własnego ogona mieląc
                          ozorem niestrudzenie a czasami zupełnie bez sensu.I to, nie dla żartów.Nie
                          kiedy żartujesz.To wtedy kiedy nie starcza Ci argumentów.Dam Ci radę.Rysyj
                          wtedy proste kreski , jak znajmy Ostapa Bendera - mędrzęc PONIAKOWSKI

                          Nie potrafisz krytycznie spojrzeć na własny światopogląd.To zrozumiałe.To
                          niełatwe.A wiesz dlaczego?
                          Boś prawdziwy HOMO SOVIETICUS.Ten od Hellera.Podobnie jak Heretykkk.Raczej
                          UCIECZKA niż powiedzenie "masz rację"
                          pzdr

                          SPÓJRZ!
                          Było o "Pasji" a kończysz na "Spieglu"
                          Powiem tylko odnośnie "Spiegla", że jest to najlepszy
                          > tygodnik, jaki znam. Pewnie z polskiej perspektywy nie jest to łatwe do
                          > zrozumienia, bo w Polsce nigdy takiego fenomenu nie było. Żadne pismo na
                          > świecie nie ujawniło takiej ilości skandali i nie połamało tylu karier
                          > politycznych, co "Der Spiegel".

                          I żadne inne poważne pismo na świecie nie nie uważa nas tak naprawde za
                          podludzi.

                          Do dzisiaj klasa polityczna w Niemczech
                          > najbardziej obawia się poniedziałku, kiedy ukazuje się "Spiegel"
                          >
                          > Jest to jedna z najbardziej wpływowych instytucji w Niemczech zatrudniająca
                          > najlepsze pióra, jakich konkurencja może jej tylko pozazdrościć. Na pewno jest
                          >
                          > najlepszym pismem obszaru niemieckojęzycznego, a myślę, że gdyby istniał
                          jakiś
                          > ranking światowy, to znalezłby się na samej górze. Z pewnością w pierwszej
                          > trójce. Swoją pozycję "Der Spiegel" zawdzięcza w pierwszym rzędzie
                          > obiektywizmowi połączonemu z dociekliwością oraz niespotykanej gdzie indziej
                          > odpowiedzialności za słowo. Dużo bym dał, żeby taki tygodnik pojawił się
                          > wreszcie w Polsce.
                          >
                          > Dlatego uważam wypowiedzi insynuujące, jakoby "Der Spiegel", jako pismo
                          > niemieckie, zamierzał rewidować kwestie odpowiedzialności za wrzesień 1939,
                          > nawet jeśli podawane są w tonie żartobliwym, za niepoważne, żeby nie
                          powiedzieć
                          >
                          > niesmaczne. Przykro mi, ale ja się z tego śmiać nie mogę.
                          >
                          > Akurat "Der Spiegel" na takie przytyki sobie nie zasłużył.
                        • heretykkk Alcest 06.03.04, 16:00
                          Wartburgu, znasz "Mikołajki" Goscinnego? Przednia lektura. jest tam fragment,
                          jak chłopcy handlują znaczkami. Wśród nich jest Alcest, co zawsze dużo je i ma
                          zatłuszczone ręce. Oferuje na wymianę swoje znaczki, ale nikt ich nie chce, bo
                          są brudne od tłustych rąk Alcesta. Koledzy dyskutują między sobą, a on co
                          chwila się wtrąca odpowiadając na pytania, których nikt mu nie zadał. Na
                          przykład Maksencjusz pyta Euzebiusza, czy wymieni swoje trzy znaczki na jego
                          dwie kulki do gry, a Alcest odpowiada: "zgoda, wymienię swoje trzy znaczki na
                          twoje dwie kulki". Oczywiście, nadal nikt nie zwraca na niego uwagi. W końcu
                          Alcest się denerwuje i obwieszcza, że jesli nie chcą jego znaczków, to on je
                          porwie. I rwie swoje tłuste znaczki.
                          Oczywiście porównanie nie do końca adekwatne, bo ignorowany Alcest swój wybuch
                          kieruje przeciwko sobie, a nie tryska chamstwem na innych. Umie zachować się
                          honorowo.


                          • Gość: wartburg człowiek z lochu IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.03.04, 16:23
                            heretykkk napisała:

                            > Wartburgu, znasz "Mikołajki" Goscinnego? Przednia lektura. jest tam fragment,
                            > jak chłopcy handlują znaczkami. Wśród nich jest Alcest, co zawsze dużo je i
                            ma
                            > zatłuszczone ręce. Oferuje na wymianę swoje znaczki, ale nikt ich nie chce,
                            bo
                            > są brudne od tłustych rąk Alcesta. Koledzy dyskutują między sobą, a on co
                            > chwila się wtrąca odpowiadając na pytania, których nikt mu nie zadał. Na
                            > przykład Maksencjusz pyta Euzebiusza, czy wymieni swoje trzy znaczki na jego
                            > dwie kulki do gry, a Alcest odpowiada: "zgoda, wymienię swoje trzy znaczki na
                            > twoje dwie kulki". Oczywiście, nadal nikt nie zwraca na niego uwagi. W końcu
                            > Alcest się denerwuje i obwieszcza, że jesli nie chcą jego znaczków, to on je
                            > porwie. I rwie swoje tłuste znaczki.
                            > Oczywiście porównanie nie do końca adekwatne, bo ignorowany Alcest swój
                            wybuch
                            > kieruje przeciwko sobie, a nie tryska chamstwem na innych. Umie zachować się
                            > honorowo.

                            Nie czytałem Goscinnego, ale Alcest coś mi przypomina. "Notatki z podziemia".
                            Ich bohater, "człowiek z podziemia" zwany także niekiedy "człowiekiem z lochu"
                            zachowuje się podobnie. Wprasza się do knajpy, w której jego dawni koledzy
                            szkolni chcą świętować jakąś uroczystość. Dają mu parokrotnie do zrozumienia,
                            że jego obecność nie będzie mile widziana, ale przychodzi. Właśnie dlatego, że
                            go nie chcą i żeby im popsuć zabawę. Jedna z najbardziej groteskowych scen u
                            Dostojewskiego. Oni siedzą przy stole w osobnej salce (w Rosji takich knajp
                            było dużo), jedzą, wznoszą toasty i rozmawiają, a on przechadza się od ściany
                            do pieca i od pieca do ściany demonstrując swoje lekceważnie i mszcząc się w
                            ten sposób w swoim własnym wyobrażeniu za to, że go nie zaprosili. Chodzi tak
                            w kółko przez parę godzin, a oni bardzo szybko przestają go zauważać.

                            To były narodziny tzw. bohatera Dostojewskiego - czyli mrocznego, miotanego
                            kompleksami niższości osobnika, w którego psychice i zachowaniu otwierają się
                            otchłanie moralnego upadku. Z tego właśnie powodu "człowiek z lochu"
                            fascynował egzystencjalistów.
                            >
                            >
                            • homosovieticus Re: człowiek z lochu 06.03.04, 17:22
                              Gość portalu: wartburg napisał(a):

                              > heretykkk napisała:
                              >
                              > > Wartburgu, znasz "Mikołajki" Goscinnego? Przednia lektura. jest tam fragme
                              > nt,
                              > > jak chłopcy handlują znaczkami. Wśród nich jest Alcest, co zawsze dużo je
                              > i
                              > ma
                              > > zatłuszczone ręce. Oferuje na wymianę swoje znaczki, ale nikt ich nie chce
                              > ,
                              > bo
                              > > są brudne od tłustych rąk Alcesta. Koledzy dyskutują między sobą, a on co
                              > > chwila się wtrąca odpowiadając na pytania, których nikt mu nie zadał. Na
                              > > przykład Maksencjusz pyta Euzebiusza, czy wymieni swoje trzy znaczki na je
                              > go
                              > > dwie kulki do gry, a Alcest odpowiada: "zgoda, wymienię swoje trzy znaczki
                              > na
                              > > twoje dwie kulki". Oczywiście, nadal nikt nie zwraca na niego uwagi. W koń
                              > cu
                              > > Alcest się denerwuje i obwieszcza, że jesli nie chcą jego znaczków, to on
                              > je
                              > > porwie. I rwie swoje tłuste znaczki.
                              > > Oczywiście porównanie nie do końca adekwatne, bo ignorowany Alcest swój
                              > wybuch
                              > > kieruje przeciwko sobie, a nie tryska chamstwem na innych. Umie zachować s
                              > ię
                              > > honorowo.
                              >
                              > Nie czytałem Goscinnego, ale Alcest coś mi przypomina. "Notatki z
                              podziemia".
                              > Ich bohater, "człowiek z podziemia" zwany także niekiedy "człowiekiem z
                              lochu"
                              > zachowuje się podobnie. Wprasza się do knajpy, w której jego dawni koledzy
                              > szkolni chcą świętować jakąś uroczystość. Dają mu parokrotnie do
                              zrozumienia,
                              > że jego obecność nie będzie mile widziana, ale przychodzi. Właśnie dlatego,
                              że
                              >
                              > go nie chcą i żeby im popsuć zabawę. Jedna z najbardziej groteskowych scen u
                              > Dostojewskiego. Oni siedzą przy stole w osobnej salce (w Rosji takich knajp
                              > było dużo), jedzą, wznoszą toasty i rozmawiają, a on przechadza się od ściany
                              > do pieca i od pieca do ściany demonstrując swoje lekceważnie i mszcząc się w
                              > ten sposób w swoim własnym wyobrażeniu za to, że go nie zaprosili. Chodzi
                              tak
                              > w kółko przez parę godzin, a oni bardzo szybko przestają go zauważać.
                              >
                              > To były narodziny tzw. bohatera Dostojewskiego - czyli mrocznego, miotanego
                              > kompleksami niższości osobnika, w którego psychice i zachowaniu otwierają się
                              > otchłanie moralnego upadku. Z tego właśnie powodu "człowiek z lochu"
                              > fascynował egzystencjalistów.
                              > >
                              >

                              Wartburgu
                              Jeśli tyle zrozumiałes z "Czeławieka spod polia" to szkoda ,żeś sie czytania
                              uczył i zupełnie nie rozumiem skad zdobyłes sobie pozucje "kulturnowo
                              czeławieka" na tym forum.
                              Wybitne pozycje swiatowej literatury w wiekszosci -tak wynika logicznie z
                              Twoich możliwosci odbioru tekstu pisanego - są dla Ciebie niedostępne.
                          • homosovieticus Re: Papkin czy Heretyk, a może dwoje w jednym 06.03.04, 17:58
                            heretykkk napisała:

                            > Wartburgu, znasz "Mikołajki" Goscinnego? Przednia lektura. jest tam fragment,
                            > jak chłopcy handlują znaczkami. Wśród nich jest Alcest, co zawsze dużo je i
                            ma
                            > zatłuszczone ręce. Oferuje na wymianę swoje znaczki, ale nikt ich nie chce,
                            bo
                            > są brudne od tłustych rąk Alcesta. Koledzy dyskutują między sobą, a on co
                            > chwila się wtrąca odpowiadając na pytania, których nikt mu nie zadał. Na
                            > przykład Maksencjusz pyta Euzebiusza, czy wymieni swoje trzy znaczki na jego
                            > dwie kulki do gry, a Alcest odpowiada: "zgoda, wymienię swoje trzy znaczki na
                            > twoje dwie kulki". Oczywiście, nadal nikt nie zwraca na niego uwagi. W końcu
                            > Alcest się denerwuje i obwieszcza, że jesli nie chcą jego znaczków, to on je
                            > porwie. I rwie swoje tłuste znaczki.
                            > Oczywiście porównanie nie do końca adekwatne, bo ignorowany Alcest swój
                            wybuch
                            > kieruje przeciwko sobie, a nie tryska chamstwem na innych. Umie zachować się
                            > honorowo.
                            >
                            >
                            Heretykkku!
                            O wartości znaczka unikalność jego zaświadcza.Mógłbyś chociaż i to wiedzieć.
                            I przypominam ,że nie czystość rąk swiadczy o naszym myśleniu ale zdobyta wśród
                            różnych nauczycieli -wiedza.
                            Ty miałes nauczycieli stanowczo za mało.
                            Możesz to zmienić.
                            Ale się nie leń ,rusz dupę i pójdź do biblioteki.Z samego internetu, tygodników
                            TV i gazet,przy Twojej lotnosci umysłu obawiam się , że nie nauczysz się
                            niczego wartosciowego intelektualnie, nawet gdybyś codziennie, po kilka
                            godzin, rozmawiał z Wartburgiem.
                            Ja Was staram się nie obrażać, czasami jestem może zbyt niegrzeczny, wiem o tym
                            i przepraszam wtedy, ale ponieważ wyrażacie publicznie swoje opinie, to ja mam
                            prawo również poblicznie z nimi polemizować , zupełnie niezależnie od Waszej
                            woli.I robię to bo tak chcę.Podobnie bardzo jak Wy to robicie.Mam różny od Was
                            światopogląd, bo taki sobie wybrałem.Wykażcie jego błędy, fałsze a nie
                            starajcie się mowić żem "rudy" lub niechluj w pisaniu.Bo to was czyni
                            małostkowymi.
                        • Gość: t1s Re: "Der Spiegel" IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.03.04, 23:36
                          Wartburgu, ja nic nie chciałem insynuuować. Nie ja wrzuciłem to porównanie do
                          naszej piaskownicy, ja tylko ustawiłem je tak jak ono pasowało. Nie po to by
                          kogokolwiek obrażać ale po to byś zrozumiał jakie ono brzydkie jest i-że użyje
                          Twojego określenia-niesmaczne, nawet gdy użyte "za przeproszeniem".

                          pzdr

              • heretykkk popcorn i sztuka filmowa 06.03.04, 12:15
                postaram sie krotko, bo juz i tak za duzo powiedzialem na temat filmu, ktorego
                nie widzialem.
                Napisales:
                "...Tylko dla siebie. Więc nie powinno być w takim
                filmie zbyt wiele refleksji twórcy, za to miejsce na refleksje dla widza. I
                jeśli obraz Gibsona ma-jak mówią-charakter reportażu dla mnie jest to zaleta."

                Po kolei: zgadzam sie, ze jaki mial artysta zamysl, nie ma znaczenia. Jak pisal
                na poczatku "Ferdydurke" Gombrowicz, pisarz moze planowac napisac dramat, w
                wychodzi mu komedia - wszystko przez Forme, ktorej sie bezwiednie poddaje. To
                samo dotyczy takze sztuki filmowej. Moglo byc tak, ze Gibson chcial dac wyraz
                swojej glebokiej wierze, a wyszedł mu kicz i krwawa jatka w stylu filmów gotyk.
                Być może, nie mówię, że tak jest. Ale nie pójdę, żeby to sprawdzać, bo mi się
                nie chce.

                2. Jezeli w filmie nie jest wyraźny zamysł twórcy, jeżeli on od początku nie
                realizuje jakiegoś b. konkrentego pomysłu, szukając do niego konkretnych
                środków wyrazu, to znaczy, że nie wie, o co mu chodzi i zmuszony jest do
                wykorzystywania pierwszych lepszych schematów, które są dostępne. Hollywood
                schematów ma od groma, więc zawsze coś sklecić się da. Tak więc nie broniłbym
                filmu Gibsona w ten sposób. Lepiej sądzić, że jednak coś chciał powiedzieć.

                3. co wcale nie znaczy, że należy wykładać idee łopatą, tak jak ja to teraz
                czynię (głównie na użytek homo, który rozpaczliwie próbuje coś z naszej
                dyskusji zrozumieć). Można opowiadać po żołniersku: patrzcie, było tak i tak
                (jednak sądząc po opisie ze "Spiegla" z reportażem ten film nie ma nic
                wspólnego), można dodać do tego sztafaż w postaci mgiełek, potoków keczapu,
                kiczowatej pompatycznej muzyki (zdziwiłbym się, gdyby tego zabrakło w "Pasji")
                typu Preissner czy Bernstein. A można subtelnie.

                4. Przykład z jęz. aramejskim i łaciną jest zupełnie inny niż podane przez
                Ciebie gwoździe i keczap. Jak rozumiem, Gibson starał się o uzyskanie efektu
                autentyczności poprzez maksymalną zgodność filmu ze szczegółami historycznymi.
                Ale jeżeli żołdacy rzymscy nigdy nie mówili łaciną, a on im każe nią mówić, to
                co to jest? Byliby równie autentyczni, gdyby mówili po angielsku. Co robili tam
                ta łacina? To jest taki sprytny sygnał dla widzów, z których większość i tak
                nie ma pojęcia: oni mówią w starożytnym języku, takim prawdziwym, jak się
                mówiło za czasów Chrystusa. Choć w rzeczywistości się nie mówiło. Dokładnie tak
                jak mężczyźni Lakota mówiący jak kobiety Lakota - fuszerka. Nie sądzę, aby ktoś
                z tego zabiegu czysto hollywoodzkiego robił aferę, ale nie najlepiej swiadczy
                on o autorach filmu.
                Mnie bardziej wzburza oglądanie takiego filmu z prażoną kukurydzą w gębie i
                wybuchy śmiechu na sali oraz globalna reklama, jaką się filmowi robi. to jest
                tak jakby zapraszać miliony ludzi na jakieś show, gdzie główną atrakcję będzie
                odsłonięty biust Janet Jackson lub obsceniczne gesty Madonny.

                5. Jednak wyszło przydługo. Obiecuję, że więcej nie będzie.


                • Gość: t1s Re: popcorn i sztuka filmowa IP: *.aster.pl / *.acn.pl 06.03.04, 13:20
                  heretykkk napisała:

                  > postaram sie krotko, bo juz i tak za duzo powiedzialem na temat filmu,
                  ktorego
                  > nie widzialem.
                  > Napisales:
                  > "...Tylko dla siebie. Więc nie powinno być w takim
                  > filmie zbyt wiele refleksji twórcy, za to miejsce na refleksje dla widza. I
                  > jeśli obraz Gibsona ma-jak mówią-charakter reportażu dla mnie jest to zaleta."
                  >
                  > Po kolei: zgadzam sie, ze jaki mial artysta zamysl, nie ma znaczenia. Jak
                  pisal
                  >
                  > na poczatku "Ferdydurke" Gombrowicz, pisarz moze planowac napisac dramat, w
                  > wychodzi mu komedia - wszystko przez Forme, ktorej sie bezwiednie poddaje. To
                  > samo dotyczy takze sztuki filmowej. Moglo byc tak, ze Gibson chcial dac wyraz
                  > swojej glebokiej wierze, a wyszedł mu kicz i krwawa jatka w stylu filmów
                  gotyk.
                  >
                  > Być może, nie mówię, że tak jest. Ale nie pójdę, żeby to sprawdzać, bo mi się
                  > nie chce.
                  >
                  > 2. Jezeli w filmie nie jest wyraźny zamysł twórcy, jeżeli on od początku nie
                  > realizuje jakiegoś b. konkrentego pomysłu, szukając do niego konkretnych
                  > środków wyrazu, to znaczy, że nie wie, o co mu chodzi i zmuszony jest do
                  > wykorzystywania pierwszych lepszych schematów, które są dostępne. Hollywood
                  > schematów ma od groma, więc zawsze coś sklecić się da. Tak więc nie broniłbym
                  > filmu Gibsona w ten sposób. Lepiej sądzić, że jednak coś chciał powiedzieć.

                  Zamysłem może być poświęcenie się dla zrobienia filmu. Zrobienia tak, by widz
                  mógł odkryć w nim to co sam chce. Pompowanie w film religijny własnych odczuć i
                  przeżyć zalatywałoby ekshibicjonizmem duchowym. A ja zaglądając do czyjejś
                  wiary poczułbym się nieswojo.
                  Schematów hollywoodzkich nie polecałbym stosować nawet do Kubusia Puchatka:)


                  > 3. co wcale nie znaczy, że należy wykładać idee łopatą, tak jak ja to teraz
                  > czynię (głównie na użytek homo, który rozpaczliwie próbuje coś z naszej
                  > dyskusji zrozumieć). Można opowiadać po żołniersku: patrzcie, było tak i tak
                  > (jednak sądząc po opisie ze "Spiegla" z reportażem ten film nie ma nic
                  > wspólnego), można dodać do tego sztafaż w postaci mgiełek, potoków keczapu,
                  > kiczowatej pompatycznej muzyki (zdziwiłbym się, gdyby tego zabrakło
                  w "Pasji")
                  > typu Preissner czy Bernstein. A można subtelnie.


                  Jeśli odbierasz temu filmowi subtelności rozumiem, że chodzi Ci o subtelność
                  filozoficznego kazania czy katechezy. Więc odpowiem-Msze Święte są codziennie.
                  Jeśli z kina zrobi się religijny wykład efekt będzie żaden. A wstrząs pobudza
                  do myślenia.


                  > 4. Przykład z jęz. aramejskim i łaciną jest zupełnie inny niż podane przez
                  > Ciebie gwoździe i keczap. Jak rozumiem, Gibson starał się o uzyskanie efektu
                  > autentyczności poprzez maksymalną zgodność filmu ze szczegółami
                  historycznymi.
                  > Ale jeżeli żołdacy rzymscy nigdy nie mówili łaciną, a on im każe nią mówić,
                  to
                  > co to jest? Byliby równie autentyczni, gdyby mówili po angielsku. Co robili
                  tam
                  >
                  > ta łacina? To jest taki sprytny sygnał dla widzów, z których większość i tak
                  > nie ma pojęcia: oni mówią w starożytnym języku, takim prawdziwym, jak się
                  > mówiło za czasów Chrystusa.

                  A jak myślisz w jakim języku tym żołdakom wydawano rozkazy? Ja myślę, że w
                  łacinie. Czy w Legii Cudzoziemskiej najemnicy mogą zacząć mówić do siebie po
                  francusku? Od biedy mogą. A po aramejsku? Chyba nie, więc i nie wydaje mi się,
                  że rzymscy żołdacy byliby równie autentyczni gdyby gadali po angielsku:)


                  Choć w rzeczywistości się nie mówiło. Dokładnie tak
                  >
                  > jak mężczyźni Lakota mówiący jak kobiety Lakota - fuszerka. Nie sądzę, aby
                  ktoś
                  >
                  > z tego zabiegu czysto hollywoodzkiego robił aferę, ale nie najlepiej swiadczy
                  > on o autorach filmu.
                  > Mnie bardziej wzburza oglądanie takiego filmu z prażoną kukurydzą w gębie i
                  > wybuchy śmiechu na sali oraz globalna reklama, jaką się filmowi robi. to jest
                  > tak jakby zapraszać miliony ludzi na jakieś show, gdzie główną atrakcję
                  będzie
                  > odsłonięty biust Janet Jackson lub obsceniczne gesty Madonny.


                  Tym, którzy film atakują właśnie zależy na tym, by kukurydzy podczas seansu
                  było jak najwięcej. Sądze, że Gibsonowi zależało na czymś zupełnie przeciwnym.
                  I ja bardziej kieruję się opiniami np. prof.Religi niż tych, którzy mi ten
                  kubek z kukurydzą ordynarnie wpychają.


                  > 5. Jednak wyszło przydługo. Obiecuję, że więcej nie będzie.


                • Gość: homos Re: Herezje głosi Heretykkk nadal na stos z nim :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 13:30
                  heretykkk napisała:

                  > postaram sie krotko,> Po kolei: zgadzam sie, ze jaki mial artysta zamysl, nie
                  ma znaczenia. Jak pisal
                  >
                  > na poczatku "Ferdydurke" Gombrowicz, pisarz moze planowac napisac dramat, w
                  > wychodzi mu komedia - wszystko przez Forme, ktorej sie bezwiednie poddaje. To
                  > samo dotyczy takze sztuki filmowej. Moglo byc tak, ze Gibson chcial dac wyraz
                  > swojej glebokiej wierze, a wyszedł mu kicz i krwawa jatka w stylu filmów
                  gotyk.
                  >
                  CO TO ZNACZY "wyszło mu". cHCESZ POWIEDZIEĆ ŻE ARTYSTA NIE PONUJE DOSKONALE
                  NAD AKTEM TWORZENIA.
                  trzeba raczej mówić, że czytelnicy, bądz widzowie, inerpretują inaczej jak
                  CHCIAŁ ARTYSTA.


                  > Być może, nie mówię, że tak jest. Ale nie pójdę, żeby to sprawdzać, bo mi się
                  > nie chce.

                  To może być prawdą, ale film OBEJRZYSZ chociaż możesz się do tego nie przyznać,
                  moj wrogu wyrafinowany niesłychanie.Takie oświadczenie złożyłeś!!! Jeśliś
                  Bratek.
                  Przy okazji ; wielcy twórcy zmuszeni do powiedzenie czegoś bardzo dla nich
                  ważnego, dobierają formę w zależności od odbiorcy.Ewangelia jest przeznaczona
                  dla maluczkich.Więć Gibson użył formy ogólnieodczytywalnej w USA.
                  Taki najprawdopodobniej był jego zamysł filmu, bo tak gadał.
                  Nabokow do pisania był molestowany przez zupełnie innego ducha.Też o tym sam
                  gadał.Swoje przesłanie ukrywał w powieściaćh i opowiadaniach bardzo głęboko
                  wsród fabuły.Mało tego podrzucał dla "średnaków" intelektualnych ,a przecież
                  nie wiedział ,że istniejesz,fałszywe choć interesujace tropy.Sam gadał o tym.
                  Instytuty powstały do badania jego twórczosci.Sam pisał, że to czytelnik, wsród
                  fabuły ma znaleźć te kilka myśli, które były powodem powstania powieści lub
                  opowiadania.To dla takich czytelników pisza ARTYSCI jak np. Nabokow.
                  A Gibson chce powidzieć coś wszystkim ludziom.Jestem człowiekiem i
                  podejdę ,żeby posłuchać co mówi.
                  A Ty siedź przy kompie i wymyślaj kryteria argumenty i oceny puste, bo nie z
                  ŻYCIA brane.
                  I to by było na tyle w tym poście.

                  :)
      • heretykkk Taniec Słońca 05.03.04, 19:03
        dwa lata temu miałem okazję oglądać wyjątkowo okrutny rytuał Siuksów w
        Południowej Dakocie, w rezerwacie Rosebud. Taniec Słońca. Byłem podekscytowany
        możliwością zobaczenia tego na własne oczy. Dla tradycyjnych Siuksów Taniec
        Słońca to jak dla nas Wielkanoc. Facet stamtąd, z którym byłem umówiony, że
        mnie zabierze na ceremonię, dziwnie się ociągał. Kiedy moje zniecierpliwienie
        było już nie do zniesienia, wytłumaczył mi, w czym problem. Powiedział, że
        organizatorzy akurat tego Tańca Słońca pozwalają białym uczestniczyć w tańcu i
        wprowadzają elementy, których tradycyjni liderzy nie akceptują. Taniec Słońca
        jest wydarzeniem - tłumaczył dalej - w którym wyzwala się olbrzymia moc. "A ja
        boję się, jeżeli nie wiem, jak ona jest używana. Nie mówię, że oni robią coś
        złego, ale po prostu nie chcę tego doświadczać, gdy nie wiem, co to jest".
        Wtedy byłem zdziwiony i zawiedziony jego postawą. Oczywiście, odnalazłem drogę
        i pojechałem sam. I zrozumiałem, dlaczego warto czasem się powstrzymać od
        pewnych rzeczy. Nie bałem się mocy, tak jak on, ale odstręczała mnie
        profanacja: oprócz "tańczących" Indian (jednym z elementów tańca jest wieszanie
        na drzewie ludzi za pomocą rzemieni przytwierdzonych do patyków przebijających
        skórę na piersiach i przeciągniętych ponad gałęzią drzewa) byli tam i biali.
        przedstawiciele kompletnie innej kultury, którzy za wszelką cenę chcieli stać
        się Indianami i dostąpić zaszczytu przekłucia ich skór i bliżej nieokreślonego
        wtajemniczenia. Uznałem ich zachowanie za odrażające.
        Nie wiem, ile tamto przeżycie ma wspólnego z "Pasją", ale czułbym się nieswojo,
        gdybym miał przyglądać się, jak ktoś za pomocą łopaty próbuje dotknąć
        tajemnicy. Jakoś Mel Gibson z zamiarem "odtworzenia męki Chrystusa" kojarzy mi
        się z tymi głupimi białasami włażącymi z ciężkimi buciorami w nieswoją religię.






    • Gość: ich1 Głos w dyskusji (dla niemieckojęzycznych) IP: *.ists.pl / *.crowley.pl 05.03.04, 18:33
      www.spiegel.de/kultur/kino/0,1518,288029,00.html
      Film chętnie obejrzę, żeby wyrobić sobie zdanie samemu.
      Mam niejasne wrażenie, że żaden z dyskutantów jeszcze go nie widział, dlatego
      proponuję spojrzenie bez polskiej histerii.
      • heretykkk Re: Głos w dyskusji (dla niemieckojęzycznych) 05.03.04, 18:37
        Nie jestem niemieckojęzyczny, więc sie nie dowiem, jaki to głos. Ale też
        uważam, że umiar jest pożądany.
        • Gość: ich1 Re: Głos w dyskusji (dla niemieckojęzycznych) IP: *.ists.pl / *.crowley.pl 05.03.04, 18:50
          Znowu w dyskusji stosowane jest dziwne kryterium: Podobało ci się? To proszę,
          tu jest świadectwo prawomyślności dla ciebie. Nie podobało ci się? To się
          lepiej nad sobą zastanów. I jeszcze ten koronny argument "Papież powiedział, że
          tak było..." Zupełnie mi się to nie podoba. Film to film, a wszelki emocjonalny
          szantaż jest zbyteczny. Nie jestem pewien, czy zbliżenia na gwoździe wbijane w
          dłoń to dobry sposób na przybliżanie treści Biblii, jakby nie było
          najważniejszego tekstu w historii cywilizacji. Ale może będę mądrzejszy po
          filmie.
          A pomysł, żeby zabierać na Pasję uczniów z gimnazjum jest zupełnie
          niedorzeczny.
          • heretykkk nareszcie 05.03.04, 19:06
            Dziękuję. Dokładnie o to mi szło. Już myślałem, że piszę w jakimś obcym języku,
            którego nikt nie rozumie. Okazuje się, że mozna jednak się porozumieć na
            odległość, nie znając się przy tym wcale.
          • homosovieticus Ludzie o czym wy rozmawiacie? To paranoja jakaś!! 05.03.04, 19:33
            Nakręcono film fabularny..
            Scenariusz powstał w oparciu o wizję stygmatyczki i interpretację ksiąg, które
            kościoły chrzescijańskie uważają za święte.
            Film to przede wszystkim sztuka obrazu.Zadaniem reżysera jest zbudowanie
            takiego obrazu, który JEGO zdaniem trafić powinien z przesłaniem do
            najszerszego grona widzów; widza matoła, widza średniaka i tzw. inteligenta.
            Jesli mu się uda dokonać choć częściowo takiej sztuki , to taki film nazywamy
            arcydziełem.
            Żeby stwierdzić, jakim filmem jest "Pasja",to jak najpierw, jak najwieksza
            ilośc ludzi powinna ją obejrzeć, a potem, po zebraniu jak największej ilosci
            opini, możemy pokusić się o ustalenie czy mieliśmy do czynienia z kiczem czy
            arcydziełem.
            Wszelkie dyskusje o historycznosci scen i ich tragizmie przed obejrzeniem filmu
            dowodzą moim zdaniem ,że dyskutujacy mają jakieś ukryte cele propagandowe.
            • kasia-ptasia Re 05.03.04, 19:35
              "liczba" ludzi, nie "ilość". Ludzie to nie mąka, rybko.
              • homosovieticus Re:moja rybko lepiej brzmi... 05.03.04, 20:03
                kasia-ptasia napisała:

                > "liczba" ludzi, nie "ilość". Ludzie to nie mąka, rybko.

                To jak rozumiem jedyna Twoja poważna uwaga.Nie wiem czy słusznie mnie karcisz
                bo takie zestawienie liczebnika nieokreślonego z rzeczownikiem spotkać można
                często w literaturze faktu i statystycznych opracowaniach.Sprawdzę .Dzięki.
                "Moja rybko" - znacznie lepiej brzmi.
                :)
            • kasia-ptasia To paranoja jak 05.03.04, 19:39
              Swoją drogą, oryginalna definicja arcydzieła.
              Wnioskowanie Marianowe przebiega więc tak:
              1. Więcej ludzi czyta "Harry'ego Pottera" niż "Zbrodnię i karę".
              2. "Harry'ego Pottera" czyta baaardzo wielu ludzi.
              3. "Harry Potter" jest arcydziełem.
              • Gość: marcee Re: To paranoja , niekoniecznie IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 05.03.04, 19:47
                homosovieticus poniekad ma racje
                trudno abym opierala sie na tym ze Pan Boniecki z hanuszkiewizcem uwazaja ze to
                arcydzielo, slkowo sie rzeklo, kobylka u plota i to jest arcydzielo
                a Ksiadz boniecki to autorytet


                ps.
                kasia ptasia czy ty jestes bratek-kwiatek?
                • Gość: ich1 Re: To paranoja , niekoniecznie IP: *.ists.pl / *.crowley.pl 05.03.04, 19:58
                  Akurat Boniecki o Pasji wypowiedział się dość krytycznie.
                  A arcydziełem jest to, co każdy za arcydzieło uważa. Jem co mi smakuje, a
                  sąsiadowi w talerz nie zaglądam.
                  Milionom podobał się też np. Władca pierścieni - powrót króla, który akurat
                  moim zdaniem był gniotem. I co? Mam się tego wstydzić?
                  • heretykkk Re: 05.03.04, 20:08
                    Ich1, Ty wiesz, kto ja jestem i nie gniewasz się za ciągłe zmiany nicków,
                    prawda? Po prostu trudno mi się przyzwyczaić do jednego.
                    Kasia-Ptasia :)

                    p.s. Marcee, musisz doczytać Bonieckiego. Może wtedy stanie się dla Ciebie
                    autorytetem.
                    • homosovieticus Re: 05.03.04, 20:13
                      heretykkk napisała:

                      > Ich1, Ty wiesz, kto ja jestem i nie gniewasz się za ciągłe zmiany nicków,
                      > prawda? Po prostu trudno mi się przyzwyczaić do jednego.
                      > Kasia-Ptasia :)
                      >
                      > p.s. Marcee, musisz doczytać Bonieckiego. Może wtedy stanie się dla Ciebie
                      > autorytetem.
                      Twierdzić ,że Boniecki jest autorytetem w sztuce filmowej, to klasyczny zabobon
                      bezwzględny.
                      • Gość: ich1 A twoje autorytety mogą moim buty czyścić IP: *.ists.pl / *.crowley.pl 05.03.04, 20:23
                        Tytuł posta jerst oczywiście prowokacją i nikogo nie mam zamiaru obrażać.
                        A teraz zaczyna się licytacja: a X powiedział, że to dobry film, a wszyscy
                        wiemy, że X to naprawdę mądry facet. Z kolei Z uważa, że to kicz, czyli trzeba
                        zobaczyć i powiedzieć, że mi si się podobało bo Z to palant jakich mało.
                        Czy każdy boi się samodzielnie myśleć? Pójdę i będę wiedział, a co powiedział
                        Boniecki, Hanuszkiewicz, Pietrasik, Kot czy kto tam jeszcze mało mnie obchodzi.
                        Arcydziełem jest to sam uważam za arcydzieło.
                        • heretykkk niedokładnie tak 05.03.04, 20:32
                          Zauważ wszakże, że decyzja o nieoglądaniu filmu może być również decyzją
                          samodzielną i niezależną. Może zależeć od autorytetu, z którym się utożsamiasz,
                          ale też wynikać ze zdrowego rozsądku, albo z intuicji. Nie muszę iść na film ze
                          Stevenem Seagalem, żeby się dowiedzieć, czy przypadkiem po dziesięciu gniotach
                          przypadkiem zrobił arcydzieło. Wiem z góry, że to niemożliwe. Nawet jeśli X lub
                          Y napisze, że arcydzieło to jest. Tym bardziej gdy napisze to homosovieticus.
                    • Gość: ich1 To trochę męczące, ale można się przyzwyczaić IP: *.ists.pl / *.crowley.pl 05.03.04, 20:16
                      A co do meritum:
                      wg definicji Homosovieticusa, żadna z książek, które oceniam jako arcydzieło,
                      arcydziełem nie jest, bo zazwyczaj nie trafia do większości ludzi, których
                      znam. Na prykład Pani Bovary dla wielu to jakieś nudnawe czytadło o babie,
                      którą mąż nudził, więc się puszczała.
                      A w tym niemieckim tekście jest przedstawione, jak Pasja trafia dla widzów w
                      Ameryce: taka tam opowieść trochę w stylu Władcy pierścieni o którą jest dużo
                      szumu, bo się Żydzi czepiają.
                      • w.daniek ;) 05.03.04, 20:20
                        "Władcy pierścieni", poza pierwszą częśćią, nie widziałem. Nie widziałem
                        dalszych części właśnie dlatego, że widziałem pierwszą i więcej nie potrzebuję.
                        Ciekawa uwaga w tym artykule: i pewnie o to Gibsonowi chodziło. Uciekam, bo
                        zaraz zaczyna się "Mały Wielki Człowiek".
                        • homosovieticus Re: ;) 05.03.04, 20:26
                          w.daniek napisała:

                          > "Władcy pierścieni", poza pierwszą częśćią, nie widziałem. Nie widziałem
                          > dalszych części właśnie dlatego, że widziałem pierwszą i więcej nie
                          potrzebuję.
                          > Ciekawa uwaga w tym artykule: i pewnie o to Gibsonowi chodziło. Uciekam, bo
                          > zaraz zaczyna się "Mały Wielki Człowiek".
                          Film moim zdaniem znacznie lepszy jak książka, dzieki Dustinowi.
                          • heretykkk Re: ;) 05.03.04, 20:34
                            Bardzo mało istotne jest to zdanie dla mnie. Zupełnie nie wiem, czemu.
                  • homosovieticus Re: To paranoja , niekoniecznie 05.03.04, 20:11
                    Gość portalu: ich1 napisał(a):

                    > Akurat Boniecki o Pasji wypowiedział się dość krytycznie.
                    > A arcydziełem jest to, co każdy za arcydzieło uważa. Jem co mi smakuje, a
                    > sąsiadowi w talerz nie zaglądam.
                    > Milionom podobał się też np. Władca pierścieni - powrót króla, który akurat
                    > moim zdaniem był gniotem. I co? Mam się tego wstydzić?
                    Twoja definicja arcydzieła mówi ;że nie ma arcydzieła.A arcydzieła sztuki
                    filmowej są przecież.
              • homosovieticus Re: To paranoja jak 05.03.04, 20:08
                kasia-ptasia napisała:

                > Swoją drogą, oryginalna definicja arcydzieła.
                > Wnioskowanie Marianowe przebiega więc tak:
                > 1. Więcej ludzi czyta "Harry'ego Pottera" niż "Zbrodnię i karę".
                > 2. "Harry'ego Pottera" czyta baaardzo wielu ludzi.
                > 3. "Harry Potter" jest arcydziełem.

                Mataczysz ptaszyno:
                Moje rozumowanie tak wygladało:
                "Zadaniem reżysera jest zbudowanie
                takiego obrazu, który JEGO zdaniem trafić powinien z przesłaniem do
                najszerszego grona widzów; widza matoła, widza średniaka i tzw. inteligenta.
                Jesli mu się uda dokonać choć częściowo takiej sztuki , to taki film nazywamy
                arcydziełem."
                Nie wygląda ono na głupie, a przedstawione przez Ciebie - wyglada moim zdaniem.
                :)
              • heretykkk Re: To paranoja jak 05.03.04, 20:12
                Zgadzam się z kasią-ptasią w stu procentach :)
                • homosovieticus Re: To paranoja jak 05.03.04, 20:14
                  heretykkk napisała:

                  > Zgadzam się z kasią-ptasią w stu procentach :)
                  A więc oboje mataczycie moimi zdaniami i racji nie macie.
                  :))
    • basia.basia Inne spojrzenie 06.03.04, 15:42
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040306/plus_minus_a_11.html
      • homosovieticus Inne spojrzenie, bo znał NT, widział film i myśli 06.03.04, 17:12
        Czytajcie link w poscie basi.basi
      • Gość: t1s Re: Inne spojrzenie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.03.04, 23:19
        Dzięki za link, świetny tekst.
        • basia.basia Re: Inne spojrzenie 07.03.04, 00:39
          Gość portalu: t1s napisał(a):

          > Dzięki za link, świetny tekst.

          Mnie się wydaje, że z tego wszystkiego co czytałam na temat
          filmu ten właśnie artykuł jest najbardziej rzetelny. Bardzo
          ciekawy dla mnie także i dlatego, że nie miałam pojęcia
          o niektórych sprawach tam poruszonych. Ale lepiej już chyba dać
          spokój z dyskutowaniem o filmie, którego się nie widziało:)
          Mam nadzieję, że napiszesz o swoich wrażeniach jak zobaczysz
          a ja zrobię to samo.

          Pozdrawiam
          B.
          • Gość: t1s Re: Inne spojrzenie IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.03.04, 01:04
            basia.basia napisała:

            > Gość portalu: t1s napisał(a):
            >
            > > Dzięki za link, świetny tekst.
            >
            > Mnie się wydaje, że z tego wszystkiego co czytałam na temat
            > filmu ten właśnie artykuł jest najbardziej rzetelny. Bardzo
            > ciekawy dla mnie także i dlatego, że nie miałam pojęcia
            > o niektórych sprawach tam poruszonych. Ale lepiej już chyba dać
            > spokój z dyskutowaniem o filmie, którego się nie widziało:)
            > Mam nadzieję, że napiszesz o swoich wrażeniach jak zobaczysz
            > a ja zrobię to samo.
            >
            > Pozdrawiam
            > B.



            Napiszę. To w przyszłości a teraz pozdrawiam:)
    • Gość: marcee NIEWIERNOSC I O BISKUPIE FIOLKOWYM IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 07.03.04, 08:06
      No wlasnie. Najlepiej jest obejrzec i powiedziec sobie samemu i nam przy okazji
      co ten film wniosl do mojego zycia. Po co on byl w ogole potrzebny?
      Na marginesie chce dodac ze smieszy mnie gdzies przeczytane zdanie (ts1 lub w
      linku BAsi) o zarzutach dotyczacych niewiernego tlumazcenia ST czy NT przez
      wspolczesna czy miniona doktryne koscielna.
      Dla heretykkka ktory jest milosnikiem i znawca Ksiedza Bonieckiego to nie
      problem. Jemu wystarczy autorytet Slowa Powszechnego.
      Dla takiego fana gazetki niemieckiej jak Wartburg to juz zarzut kiedy w filmie
      mowi sie po aramensku a nie w innym jezyku i kiedy przybija sie Syna Bozego do
      krzyza mlotkiem zamiast uwzcesnego tasaka.
      A to wszystko zwykla mitologia!
      Co za roznica czy aramenski czy szata w bialym czy zielonym kolorze?
      Ci ktorzy zarzucaja falszerstwa teologom sa jeszcze bardziej naiwni. Mysla ze
      odkryta prawda w ajkis sposob przyczyni sie do ich lepszego poznania. Moze
      odkryja wreszcie Boga? Tak naprawde to tylko tesknota do tego aby male
      falszerstwa teologow Kosciola okazaly sie ni mniej ni wiecej generalnie
      prawda. No byly male odstepstwa ale mamy za to dowod na istnienie Boga.
      Ja tam wole Imie rozy zamiast Pasji.
      Dazenie do poznania prawdy bez wzgledu na to po jakiej stronie sie stoi i w co
      sie wierzy tak naprawde. I ten film sie powinno na lekcjach katechezy promowac
      a nie zdanie Ksiedza Bonieckiego. Ksiadz Boniecki nie moze mowic nic wiecej co
      mogloby zagrozic interesom Kosciola.
      No wiec jak sie ma na imie roza to sie lubi biskupa fiolkowego.
      Dla mnie katolicyzm ze swoimi mitami to tylko subtelny i urokliwy zwyczaj. W
      gruncie rzeczy cos jak poganstwo.
      Ide sobie na jakies tam misterium, wokol stzrelisty gotyk Dominikanow ktory
      powala pieknem, patrze na kleche ubranego w fiolety, slucham choru a potem
      przechodze przez kruzganki, dotykam sprzed stuleci plyt nagrobnych w scianach.
      Kto to byl ten wielmoza w plaszczu? Albo ten rycerz w kolpaku?
      A potem w znakomitym nastroju ide na ciacho. Lub przejrzec sie w lustrze wody
      po stopnialym sniegu na plycie rynkowej razem z wiezami mariackimi
      Pasja Gibsona nic w moim zyciu nie zmieni.
      Czy Syn Bozy umiera na krzyzu czy pod toporem, dla mnie to zadna roznica.
      Europie ten film w ogole nie byl potrezbny i ja sie blisko ukladam do snu obok
      recenzji wartburgowej. Zwykly kicz.
      A po co ten film byl potrzebny Ameryce?
      Bo ze Gibson na nim zarobi nawet gdyby nie chciano go ogladac to ja jestem
      pewna. Juz sam temat bez ogladania jest GLOSNY co widac po powyzszych postach a
      SŁAWA to bez watpienia realne bogactwo.
      • heretykkk takie tam 07.03.04, 10:32
        Śmieszny zarzut z ks. Bonieckim, bo ja w żadnym momencie się na nie go nie
        powoływałem. Co więcej, Boniecki nie wyraża bezkrytycznego zachwytu nad filmem,
        jakby mogło wynikać z twojego postu. Nie wiem, co to "Słowo Powszechne", w
        życiu tego w ręku nie miałem.
        Zarzut o niewłaściwym języku bierze się tylko i wyłącznie stąd, że film jest
        reklamowany jako "autentyczny", "realistyczny". Prosty przykład z językiem
        pokazuje, że ten "realizm" jest hollywoodzki, czyli żaden. Ale to przecież nie
        jest główny zarzut do filmu - gdybyś uwazniej czytała tą rozmowę, to byś
        zauważyła, że nikt nie robi z tego wielkiej sprawy.
        Co do reszty - mniej więcej zgoda. Na pewno "Imię Róży" jest lepsze, a każdy
        film nt. Chrytusa będzie mitologią. Dla jednych próbą podzielenia się własną
        wizją wiary, dla innych, jak dla Gibsona, hucpą, która przyniesie mu dużo kasy
        i poparcie pobożnych widzów.

        I jeszcze słowo o Bonieckim. Poczytaj jego teskty i totalną krytykę ze strony
        Kościoła, wtedy zrozumiesz, że on, chociaż redaktor naczelny katolickiego
        czasopisma, ma pozycję outsidera w swoim własnym kościele. To niezwykła i
        trudna sytuacja: zabójcza, bo różne oszołomy z radia maryja i homciesovietikusy
        gotowe go zjeść za to żywcem, ale z drugiej strony pozwala mu mówić to, co
        myśli.


        • Gość: Rebeka Re: bla,bla IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.04, 11:21
          Żytku , ty jesteś oszołomem z lewackiego ciembnogrodu!
          Czemu zaśmiecasz "internet" tymi swoimi miernego lotu wypocinami?
          Nie wnosisz nic mądrego do dyskusji!
    • heretykkk wspomnienie "Uprzedzałem Barbarę..." 12.03.04, 11:33
      A jednak! Mówiłem jej: uważaj, będzie brutalnie i kiczowato. Ale chciała pójść.
      I poszła. Od tego czasu słuch o niej zaginął.


      "sztuczna mgła, gromy, błyskawice i kiedy na ekranie robi się szczególnie
      obrzydliwie - zwolnione zdjęcia. Co by nie mówić, facet zna się na rzeczy".

      ----
      A tymczasem "tej nocy zdarzyło się, że była pełnia".
      • basia.basia Re: wspomnienie "Uprzedzałem Barbarę..." 12.03.04, 11:43
        Żyję i mam się dobrze:)
        Na "Pasji" jeszcze nie byłam ale tylko dlatego,
        że mój tytan pracy nie ma czasu:) Może pod koniec
        przyszłego tygodnia uda nam się pójść. Na pewno
        dam relację, tym bardziej że liczę na wymianę
        opinii z t1s:) Twoją wszak znam:)

        ps
        W międzyczasie zaliczyłam "Dziewczyny z kalendarza"
        i "Między słowami", który zrobił na mnie wielkie
        wrażenie, nie tylko dlatego, że znalazłam w nim
        kawałek mojej własnej historii:)
        • heretykkk Re: wspomnienie "Uprzedzałem Barbarę..." 12.03.04, 11:48
          basia.basia napisała:

          > Żyję i mam się dobrze:)
          > Na "Pasji" jeszcze nie byłam

          To własnie dlatego masz się dobrze.

          Na pewno
          > dam relację, tym bardziej że liczę na wymianę
          > opinii z t1s:) Twoją wszak znam:)

          Ja zaś chętnie przeczytam Twoją. Mam nadzieję, że nie będzie uwarunkowana
          wyłącznie niechęcią i przekorą wobec mojej opinii.


          > ps
          > W międzyczasie zaliczyłam "Dziewczyny z kalendarza"
          > i "Między słowami", który zrobił na mnie wielkie
          > wrażenie, nie tylko dlatego, że znalazłam w nim
          > kawałek mojej własnej historii:)

          Widzę, że milczeniem wspominasz "Dziewczyny z kalendarza", zatem moje
          przeiwdywania były słuszne.
          B. się cieszę, że podobał Ci się "Lost in translation". Nie wiedziałem, że też
          byłaś w Japonii :) Moim zdaniem takie filmy powinny zgarniać nagrody, a nie
          bajki fantasy o hobbitach czy Jezusie Chrystusie.
          Widziałaś też może "Inwazję barbarzyńców"? Też trzeba koniecznie.
        • Gość: marcee Re: wspomnienie "Uprzedzałem Barbarę..." IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 12.03.04, 11:51
          no gdyby Tytan Pracy nie harowal trzebaby samemu wziac sie do roboty a tak
          mozna se popytlowac na forum z heretykkiem
          • heretykkk Re: wspomnienie "Uprzedzałem Barbarę..." 12.03.04, 11:53
            Gość portalu: marcee napisał(a):

            > no gdyby Tytan Pracy nie harowal trzebaby samemu wziac sie do roboty a tak
            > mozna se popytlowac na forum z heretykkiem

            Jak mawia Madra Księga: ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś.
          • basia.basia Re: wspomnienie "Uprzedzałem Barbarę..." 12.03.04, 12:24
            Gość portalu: marcee napisał(a):

            > no gdyby Tytan Pracy nie harowal trzebaby samemu wziac sie do roboty a tak
            > mozna se popytlowac na forum z heretykkiem

            Oj Marcee!
            Pracowałam 20 lat za marne grosze, dając z siebie wszystko. Naprawdę.
            Mój tytan pracował nade mną latami, żeby mnie przekonać, że marnuję
            czas. Żałuję, że tak długo zwlekałam z decyzją. Teraz po prostu dbam
            o nasze wspólne interesy z bardzo dobrym skutkiem i mam dość czasu na
            forumowanie, co uwielbiam:) Jesli wpadnę w przesadę to mam taką jedną
            zaprzyjaźnioną "psiapsiółkę", która zajmie się stosowną terapią:)
        • heretykkk p.s. Przed "Pasją" 12.03.04, 11:51
          Pamiętaj, żeby zawczasu zarezerwować bilet na imprezę, no i duży zapas
          popcornu:). U nas ludzie wykupili bilety na kilka dni naprzód (wiem z opowiadań
          kolegi, który, biedny, kupował bilety na film. Zdaje się już obejrzał, bo od
          tego czasu też nie daje znaku życia).
      • basia.basia ps2 12.03.04, 11:48
        Jak wreszcie pójdę to potem założę osobny wątek,
        bo tutaj jest jeden post, który bardzo mi się nie
        spodobał (Twój, gdzie się zarzekałeś, że porzucasz
        ten wątek, bo ...).

        Mówią, że kobieta zmienną jest ale to samo da się
        powiedzieć o kasi.ptasi, basi.ptasi i wielu innych
        Twoich wcieleniach.

        ps3
        Z czystej ciekawości zapytam o to jak się to robi;
        czy za każdym razem zakładasz nową skrzynkę?
        • heretykkk nie znam tej etyki 12.03.04, 12:03
          Rozumiem, że czytałaś posty homka-przyjaciela Rosji i LePeRa, w których
          popisywał się chamstwem nt różnych ludzi na tym forum i że te posty Ci się
          podobały, bo nie raczyłaś ich skomentować odpowiednio. Ja zaś z chamem
          faktycznie nie mam ochoty mieć do czynienia, ale to jest mój wątek -
          przynajmniej dopóki cham go nie rozwali.
          W związku z tym Twój komentarz do mojego wpisu, pokazuje - nie obraź się - że
          jesteś dwulicowa. Doprawdy trudno mi jest odgadnąć, dlaczego tak to z Tobą
          jest.
          • basia.basia Re: nie znam tej etyki 12.03.04, 12:17
            heretykkk napisała:

            > Rozumiem, że czytałaś posty homka-przyjaciela Rosji i LePeRa, w których
            > popisywał się chamstwem nt różnych ludzi na tym forum i że te posty Ci się
            > podobały, bo nie raczyłaś ich skomentować odpowiednio. Ja zaś z chamem
            > faktycznie nie mam ochoty mieć do czynienia, ale to jest mój wątek -
            > przynajmniej dopóki cham go nie rozwali.
            > W związku z tym Twój komentarz do mojego wpisu, pokazuje - nie obraź się - że
            > jesteś dwulicowa.

            Re: Nieoczekiwana zmiana zdań?
            heretykkk 05.03.2004 18:03 odpowiedz na list odpowiedz cytując


            To chyba już sobie w tym miejscu nie pogadamy. Jak widzisz, zrobiło się tu za
            bardzo radiomaryjnie i gnojówkowato. Tak czy owak jestem ciekaw Twojej opinii o
            filmie.

            Doprawdy trudno mi jest odgadnąć, dlaczego tak to z Tobą
            > jest.

            Twoja definicja dwulicowości jest zadziwiająca.
            Powiedzenie o kimś, że jest dwulicowy jest obraźliwy
            i ja się obrażam ninieszym!

            Dodam tylko, że ja zabieram głos wtedy kiedy mam ochotę,
            nic Ci do tego!

            • Gość: b "jestem sprawiedliwa, kiedy mam ochotę" IP: 82.139.129.* 12.03.04, 13:13
              w jakim celu przytoczyłaś mój post? czy to czemus zaprzecza albo coś potwierdza?
              Właśnie dlatego, że uznajesz za stosowne krytykować moje wpisy, podczas gdy nie
              zauważasz znacznie bardziej obraźliwych wpisów innych świadczy, że jesteś
              dwulicowa. Wybieraj sobie tak dalej, to nie jest mój problem. Ja w każdym razie
              nie znam tej etyki.

            • Gość: b masz rację IP: 82.139.129.* 12.03.04, 13:22
              ...Powiedzenie o kimś, że jest dwulicowy jest obraźliwy...

              Przynajmniej cieszę się, że w tej kwestii się zgadzamy, Basiu o Krótkiej
              Pamięci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka