katarsis
17.03.04, 22:47
Uśmiałam się do łez. Zapraszam do lektury:
'Jeden z trzech najwyższych urzędników państwowych w III RP uznał półtora
roku temu, że wiadomość o pewnej korupcyjnej propozycji to po prostu absurd.
Miał wprawdzie możliwość zapoznania się z nagraniem magnetofonowym usłyszenia
rozmowy dwóch panów, w czasie której to rozmowy ta propozycja korupcyjna
padła, ale w dalszym ciągu uważał, że to absurd i nic takiego zdarzyć się nie
mogło. Do tego stopnia było to dla tego urzędnika absurdalne, iż nawet nie
zawiadomił (ot, dla porządku) jakiegoś prokuratora, aby się tą sprawą
zainteresował ewentualnie. Ostatnio wyszło szydło z worka, że szefowa jego
gabinetu (tego urzędnika znaczy) nakłamała pod przysięgą, iż mówi prawdę. Dla
pewności, żeby się nie wydało, skasowała nawet dysk, ale głupio skasowała i
odczytali. Słowem-łgarstwo i krzywoprzysięga. l ta pani nadal kieruje
kancelarią tegoż urzędnika. Któż to taki ten urzędnik? - krzykniecie
zdziwieni. Nie powiem. To tajemnica. Gdyby się ta tajemnica wydała, to
urzędnik poleciałby raz dwa ze stanowiska, razem z szefową swego gabinetu, a
tego nie chcę. Zachwiałoby to strukturami państwa tuż przed naszym wejściem
do Unii. Po co nam to?
Z tą nierozwiązaną zagadką, o kim piszę powyżej, zostawiam moich Czytelników
i informuję jednocześnie, że tym felietonem zakończyłem jakiekolwiek pisanie
o formacji, która ma w nazwie słowa „sojusz", „lewica" i „demokracja". Te
słowa to zasłona dymna dla działań nagannych i przeciwko ludziom, Zdobycie
władzy trzy lata temu rozjuszyło tzw. polityków tej formacji do tego stopnia,
że zatracili instynkt samozachowawczy. Lewicę realizowali przez szemraną
lewiznę i tak właśnie skończyli -jako rozjusz lewizny. O demokracji nie
wspominajmy. Jeśli już „demo", to raczej w stawie „demoralizacja"
albo „demolowanie". Samych siebie, na szczęście, też zdemolowali. Żegnam ich
z pogardą. Nie jest to miłe ani budujące, ale odpłacam taką monetą, jaką
wprowadzili do powszechnego obiegu. Żegnam ich z pogardą i poczuciem wielkiej
krzywdy, jaką wyrządzili milionom ludzi w tym kraju.
Cerowałaś mi skarpetki, by nie uwierały buty, Kiedy będę szedł w podkutych,
na dalekie
wsie.
Półgodziny od kolei, zagubione wśród kolein dróg piaszczystych,
rozjeżdżonych, krętych polskich dróg.
Szedłem potem od zebrania do zebrania, niosłem kilka cienkich broszur o
radach i o skupie, z tamtych broszur i z twojego cerowania wyrastała moja
duma, kiedy szydzili: głupiec.'
Pan Stanisław nadal w znakomitej formie. To cieszy, choć zasmuca fakt, że
tematów mu nie ubywa i polska absurdalna rzeczywistość nowe dopisuje wciąż ;)