basia.basia
09.04.04, 13:22
Gorbaczow pod stołem
Tygodnik "Wprost", Nr 1115 (11 kwietnia 2004)
Kreml w 1989 roku prowadził poufne rozmowy z opozycją antykomunistyczną w
Polsce na temat przejęcia przez nią władzy
Antoni Dudek
Historyk i politolog, pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego i IPN. Autor
książki o kulisach upadku PRL "Reglamentowana rewolucja"
Nie można brać ich na swój kark. Główny powód to gospodarka" - tak o
satelitach ZSRR w Europie Środkowej mówił Michaił Gorbaczow w lipcu 1986 r.
na posiedzeniu Biura Politycznego KC KPZR. Ta opinia twórcy pierestrojki i
głasnosti w Związku Sowieckim łączy się ściśle z kulisami i przebiegiem obrad
słynnego na cały świat polskiego "okrągłego stołu" sprzed piętnastu lat. To
domniemanie w pełni potwierdzają ustalenia Grupy Operacyjnej Wisła, placówki
polskiego kontrwywiadu działającej w Moskwie na podstawie porozumienia z KGB -
do tych ustaleń dotarł "Wprost".
Wisła informacji
Grupa Wisła powstała na podstawie porozumienia zawartego przez MSW z KGB w
styczniu 1957 r., po dojściu do władzy Władysława Gomułki, który odesłał do
Moskwy sowieckich doradców nadzorujących pracę polskiego aparatu
bezpieczeństwa. Przez długie lata kilku oficerów Departamentu II MSW
(kontrwywiad), tworzących grupę Wisła, zajmowało się głównie inwigilowaniem -
oczywiście we współpracy z KGB - polskich obywateli przebywających w ZSRR. Po
dojściu do władzy Gorbaczowa Wisła otrzymała jednak nowe zadanie. Jej
szefowie dzięki własnej sieci agenturalnej i bezpośrednim kontaktom z
funkcjonariuszami KGB oraz pracownikami Komitetu Centralnego KPZR zdobywali
informacje o kulisach pierestrojki i nastrojach panujących w sowieckim
aparacie władzy. Dla generała Wojciecha Jaruzelskiego, który - inaczej niż
Gustáv Husák czy Erich Honecker - od początku opowiedział się po stronie
Gorbaczowa, informacje o rozwoju sytuacji w ZSRR miały pierwszoplanowe
znaczenie. Dlatego jeszcze w grudniu 1985 r., a zatem w niespełna rok po
dojściu Gorbaczowa do władzy, odwołał ze stanowiska ambasadora PRL w Moskwie
Stanisława Kociołka - jednego z najbardziej znanych partyjnych dogmatyków,
przekonującego w dyplomatycznych raportach, że dni Gorbaczowa są policzone.
W drugiej połowie lat 80. grupa Wisła stała się dla ekipy Jaruzelskiego
jednym z najważniejszych źródeł informacji o tym, co dzieje się na wschodzie.
Z typowo policyjnej placówki łącznikowej stała się stopniowo komórką
realizującą również zadania z zakresu wywiadu politycznego. Wśród nich
szczególnie istotne było rejestrowanie reakcji ludzi z sowieckiego
establishmentu na kolejne wydarzenia zachodzące w Polsce. Jaruzelski i jego
współpracownicy niezwykle uważnie analizowali syg-nały płynące z Kremla.
Szczególnie od chwili, kiedy zorientowali się, że zagrożenie może dla nich
stanowić nie tylko upadek Gorbaczowa, ale również podejmowane przez jego
podwładnych co najmniej od przełomu lat 1987 i 1988 próby nawiązania kontaktu
z niektórymi wpływowymi przedstawicielami polskiej opozycji.
W szyfrogramach kierowanych w styczniu 1989 r. przez szefa grupy Wisła,
używającego pseudonimu Żarski, relacjonowano oceny ludzi z radzieckiego
aparatu partyjnego oraz służb specjalnych, według których "w najbliższych
latach Polska nie może liczyć na radziecką pomoc lub ułatwienia gospodarcze
ze względu na krytyczną dla pierestrojki sytuację". Co więcej, podkreślano,
że "z uwagi na uwarunkowania zewnętrzne (dialog z USA) radzieckie poparcie
polityczne dla Polski zawęzi się do solidarności systemowej". Syg-nalizowano
w związku z tym, że w radzieckich mediach "będą przybliżane społeczeństwu
poglądy tak zwanej konstruktywnej i liberalnej opozycji w Polsce".
Utrzymać Polskę!
"Kontakty niektórych pracowników ambasady radzieckiej z opozycją nie były dla
nas tajemnicą" - zauważył w swoich wspomnieniach Mieczysław F. Rakowski,
pisząc o roku 1988. Nie sprecyzował jednak, o kogo chodziło. Analiza
nielicznych sowieckich dokumentów z końca lat 80., które trafiły do rąk
historyków, wskazuje, że na Kremlu obawiano się pogorszenia sytua-cji w
Polsce i zagrożenia dla utrzymania jej w sowieckiej strefie wpływów. Kiedy
Gorbaczow w obliczu olbrzymich trudności wewnętrznych ZSRR i trwającej wojny
w Afganistanie proklamował odejście od doktryny Breżniewa, w Moskwie uznano
za konieczne podjęcie walki o utrzymanie wpływów metodami klasycznej
dyplomacji. Rosjanie zdawali sobie sprawę, że newralgiczne znaczenie dla
utrzymania kontroli nad sytuacją w całym regionie będzie miał rozwój wydarzeń
w Polsce. Gorbaczow miał pełną świadomość, że w wypadku Europy Środkowej
obowiązuje tzw. zasada domina, bowiem na jednym z posiedzeń Biura
Politycznego w 1986 r. trzeźwo skonstatował: "Jeśli nie utrzymamy Polski, to
nie zdołamy też utrzymać NRD".
Walka o "utrzymanie Polski" oznaczała przede wszystkim bój o utrzymanie w
niej przy władzy Jaruzelskiego, który aż do połowy 1989 r. pozostawał głównym
partnerem Kremla w Warszawie. Dlatego Rosjanie zaczęli wykonywać rozmaite
gesty, których celem była stopniowa zmiana dotychczasowych relacji we
wzajemnych stosunkach, polegająca na odejściu od dominującego dotychczas
ostrzegania i komenderowania. Zmiana klimatu dotyczyła również służb
specjalnych. W styczniu 1987 r. odbyła się w Warszawie narada zastępców
szefów wywiadów wojskowych państw Układu Warszawskiego. Po niej - co
podkreślano w dokumentach Zarządu II Sztabu Generalnego WP - "Główny Zarząd
Wywiadu Armii Radzieckiej zaczął po raz pierwszy w historii wzajemnych
stosunków przekazywać Polakom materiały na zasadzie równego partnerstwa". W
kwietniu został podpisany plan rozwoju współpracy na lata 1987-1991 między
zajmującymi się kontrwywiadem Departamentem II MSW oraz Zarządem IV KGB.
Pułkownik Janusz Sereda i generał lejtnant Jurij Storożew deklarowali w nim
m.in. ścisłą koordynację działań w "rozpracowaniu obiektów wzajemnego
zainteresowania" oraz "organizacji gier operacyjnych i podstawiania [ludzi]
celem przenikania do sieci agenturalnej przeciwnika".
W 1989 r. Rosjanie zgodzili się wpuścić oficerów polskiej SB do archiwum
swoich służb specjalnych. W pierwszych dniach lipca tego roku, a zatem już po
przegranych przez PZPR wyborach parlamentarnych, delegacja polskiego MSW
złożyła wizytę w X Oddziale KGB (kontrwywiad) i w XV Oddziale I Głównego
Zarządu KGB (wywiad). "Realizowanie podstawowych zadań z zakresu ewidencji
jest zbliżone w obu naszych resortach" - pisał w sprawozdaniu szef polskiej
delegacji pułkownik Kazimierz Piotrowski.
Gra na drugim fortepianie
Wspomniane gesty sprawiły, że przedstawiciele państw satelickich (szczególnie
Polacy i Węgrzy) zaczęli sobie coraz śmielej poczynać w kontaktach z
wydającymi dotychczas głównie polecenia Rosjanami. Przykładem tego był
przebieg narady szefów zarządów wywiadu wojskowego państw Układu
Warszawskiego. Odbyła się ona w połowie maja 1989 r. W jej trakcie
przedstawiciele służb polskich i węgierskich odrzucili zaproponowane przez
Rosjan zasady współdziałania, gdyż dawały one "jednostronne korzyści GRU"
oraz świadczyły o utrzymywaniu się "dominującej roli radzieckich organów
kierowania wywiadem". Jak pisał w meldunku dla ministra obrony generał Roman
Misztal, szef polskiego wywiadu wojskowego, "w nowej sytuacji towarzysze
radzieccy zobowiązali się do opracowania nowego projektu dokumentu i
uzgodnienia z pozostałymi państwami UW jego treści do lipca 1989 r.".
W ekipie Jaruzelskiego zdawano sobie jednak sprawę, że poparcie Kremla jest
uzależnione od kontrolowania przez nią sytuacji w kraju i że w wypadku
poważnych niepokojów społecznych może się powtórzyć scenariusz z 1970 r. i
1980 r., kiedy to zakulisowa gra ZSRR miała istotne znaczenie w zastąpieniu
Gomułki Gierkiem, a dziesięć lat później tego drugiego Stanisławem Kanią.
Różnica polegała jednak na tym, że tym razem stawka była znacznie wyższa,
bowiem potencjalni następc