basia.basia
22.06.04, 13:39
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040622/publicystyka/publicystyka_a_12.html
Fragment:
Symbole kosztem realnych interesów
JĘDRZEJ BIELECKI
Gdy Polska podpisywała list poparcia dla amerykańskiej interwencji w Iraku,
prezydent Jacques Chirac uznał, że "przegapiliśmy dobrą okazję, aby się
zamknąć". Podczas piątkowego szczytu w Brukseli słowa francuskiego przywódcy
znów mogły zranić Polaków. Przyznał, że konstytucja jest Unii potrzebna, bo
nowe kraje członkowskie nie nauczyły się jeszcze "europejskiej kultury".
Oburzenia w naszej ekipie negocjacyjnej jednak nie było. A po powrocie do
Warszawy premier Marek Belka przyznawał "Rz": - Nauczyłem się przez te kilka
tygodni bardzo wiele. Trzeba tłumaczyć, dlaczego ma się taką pozycję, że to
nie jest zła wola albo warcholstwo. "Kultura europejska" to uznanie, że
interesy naszych adwersarzy są warte uwzględnienia.
Pod słowami premiera nie podpisałoby się jednak wielu polskich polityków. To
spowodowało, że podczas minionego szczytu Marek Belka musiał walczyć przede
wszystkim o symbole, a nie realne interesy. Ucierpiała na tym pozycja Polski
we Wspólnocie.