erte2
14.11.12, 13:14
Pamiętacie Wojciecha D., obozowicza sprzed gdańskiego magistratu, "bohatera walki o wolność i niepodległość", idoloa różnych Gapoli, radia z Torunia, podziemnego drukarza, więźnia politycznego, wykładowcę, docenta doktora habilitowanego, gdańskiego konserwatora zabytków prześladowanego przez platformiany reżim ? I jego mecenasów - rydzyka, sakiewicza, guzikiewicza a nawet samego panaprezesa ?
Zmarło się biedakowi niedawno (szkoda, zawszeć to człowiek) ale po krótkiej eskalacji oskarżeń władzy za tę śmierć jakoś wszystlko nagle ucichło - a przecież wg pisowskich reguł powinno się te zwłoki wyssać do ostatniej kropelki. A tu jakoś dzioby w ciup, woda w otwór gębowy...
A sprawa jest prosta - wyszło bowiem (nomen omen) szydło z worka. Bo Wojciech D. owszem, siedział, ale niezbyt długo w latach siedemdziesiątych za jakieś drobne grzeszki w rodzinnym Wąbrzeźnie. Konserwacja zabytków - coś było na rzeczy (sklep ze starociami w Gdańsku) - tyle że w związku z tym "konserwowaniem" prawdopodobnie w latach '80. musiał dać nogę z Polski bo ścigali go ci którzy dawali mu zaliczki na zabytkowe meble i nie zobaczyli ani mebli, ani pieniędzy...Były również dość uzasadnione podejrzenia że miał coś wpólnego z kradzieżą sarkofagu św. Wojciecha (!) w Gnieźnie.
No i z tymi tytułami chyba tak do końca nie jest prawda bowiem "doc. dr hab." Wojciech D. zakończył swoją edukację na ...ostatniej klasie szkoły podstawowej. Ładne ?
Więcej: Dzisiejsza "Polityka" nr 46 z 14. listopada 2012.