Gość: Karol
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.07.04, 14:31
Lepper w systemie argentyńskim
Rafał A. Ziemkiewicz ziemkiew@hub.wp-sa.pl
O Samoobronie pisano już wiele razy, ale bodaj nikt jeszcze nie wpadł na
pomysł, żeby spojrzeć na partię Leppera jak na piramidę finansową. A
zasługuje ona na takie miano. Piramida finansowa, jak wiemy z licznych
przykładów polskich i zagranicznych, funkcjonuje tak długo, dopóki
zaangażowani w jej finansowanie leszcze wierzą w przyszłe zyski. Kiedy
nastąpi coś, co wiarą tą zachwieje, i znajdą się pierwsi, którzy usiłują
wycofać się z interesu, wychodzi na jaw, że pieniędzy nie da się odzyskać. To
wprawia w panikę następnych, skłaniając ich z kolei do próby wycofania tego,
co zainwestowali, a dalej idzie już lawinowo. Balon pęka z hukiem,
organizatorzy znikają z kasą w południowej Ameryce lub na egzotycznych
wyspach, pozostawiając na żer rozwścieczonym ludziom zapłakane sekretarki, a
media pławią się we współczuciu dla ofiar oszustów i usiłują nas wzruszyć,
pokazując obficie wylewane łzy. W moim wypadku, mówiąc nawiasem, zwykle
nieskutecznie. Większość z tego typu przewałów jest bowiem tak prymitywna, że
aby się na nie załapać, trzeba być albo ostatnim durniem (a za głupotę trzeba
płacić), albo nędznym cwaniaczkiem, który dobrze wie, że to interes
polegający na okradaniu naiwnych, ale liczy, że dzięki swemu cwaniactwu zdąży
się nachapać zanim nastąpi to, co nieuniknione.
Samoobrona, odkąd jej sondażowy słupek zaczął się niepowstrzymanie piąć w
górę, przyciągnęła całą rzeszę ludzi liczących, że dzięki niej załapią się na
pańskie życie jako posłowie, ministrowie, a choćby tylko radni. Sam Lepper
robił wiele, aby takich właśnie pozyskiwać. Zamknąwszy wyborami
parlamentarnymi pionierski, nazwijmy to, heroiczny okres istnienia swej
organizacji, stanął przed koniecznością pozbycia się różnych nawiedzonych,
którzy dobrzy byli do blokad i bijatyk, ale w politycznych grach bardzo by
przeszkadzali. Kto miałby czas i chęć przyjrzeć się temu, co się w ciągu
ostatnich dwóch lat w terenowych ogniwach Samoobrony działo, nie może nie
przyznać, że tę robotę przewodniczący i grupa jego pomagierów wykonali na
piątkę. Ideowi frajerzy praktycznie zniknęli z funkcji, ich miejsca
pozajmowali ludzie pokroju samego Leppera - cyniczni cwaniacy. Wśród nich
zwłaszcza dwa typy: podejrzanej konduity biznesmeni, często po wyrokach, oraz
młodzi absolwenci wydziałów politologii prowincjonalnych szkół wyższych.
Jedni i drudzy głęboko przekonani, że się załapią. Ponieważ niektórzy
rzeczywiście się załapywali, chętnych przybywało. Sto tysięcy, którymi się
Samoobrona chełpiła, to pewnie nieprawda, ale gołym okiem widać, że
kandydatów do partycypowania w kolejnym dojeniu Rzeczypospolitej było dużo.
Co, skądinąd, nie świadczy dobrze o polactwie, ale dlaczegóż niby miałoby ono
być inne, mając piętnaście lat takich, a nie innych doświadczeń z demokracją,
a w pamięci Partię (zawsze pisaną wtedy dużą literą), bez należenia do której
nie można było marzyć o dyrektorowaniu nawet we wsiowym młynie.
Można Leppera zrozumieć, że chciał mieć takich właśnie funkcyjnych -
wiedział, że będą mu posłuszni. Może nawet i zdawał sobie sprawę, że może na
posłuszeństwo liczyć tylko tak długo, jak długo będzie trwała wiara w to, że
Samoobrona rozdawać będzie intratne stołki, ale uznał, że nie ma zagrożenia,
aby ta wiara się załamała. Dlatego poszedł o krok dalej niż którakolwiek inna
partia - zaczął od swoich ludzi brać kasę. Chcesz być posłem, ministrem,
radnym? Samoobrona ci to da, jak zabulisz. Kariera w organizacji kosztuje.
Miejsce na liście kosztuje. Zwłaszcza miejsce na liście do europarlametu,
gdzie w powszechnym mniemaniu dostaje się górę kasy za nic.
Do pewnego momentu każdego, kto śmiał zapytać przewodniczącego, co właściwie
z tą kasą robi, mógł Lepper wylać jak Witaszka. Ale klapa w eurowyborach
chyba przebrała miarkę. Tak mi się przynajmniej wydaje po lekturze prasowych
doniesień o wzbierającym w Samoobronie gniewie niedoszłych
europarlamentarzystów, którzy na konto Strasburga wpłacili setki tysięcy, a
na jeszcze grubsze sumy wystawili Lepperowi weksle, i mają z tego guzik z
pętelką. Wielu ponoć wzięło na ten cel kredyty z banku, i ci pewnie najmniej
się martwią, bo wiadomo, że członkowie Samoobrony kredytów nie spłacają z
zasady.
Proszę kolegów dziennikarzy o poświęcenie tej kwestii większej uwagi. Chętnie
poczytam, jak osobnicy, którzy mieli się za cwaniaków, a okazali leszczami,
będą teraz starali się swoje pieniądze od Leppera odzyskać.