tadeusz.4
24.01.13, 23:38
Dzisiaj u Pospieszalskiego na tapecie była śmierć prymasa Glempa. Mimo powagi chwili, obśmiałem się jak norka: trzydziestoletnia panienka (niemająca pojęcia o realiach stanu wojennego) opowiadała, w jakich okolicznościach powstało kazanie na początku stanu wojennego. Jak wiadomo, kazanie z 13 grudnia zostało odebrane jako bardzo ugodowe - aby uczynić z nieboszczyka kardynała postać mimo to bojową i walczącą na pierwszej linii frontu, słodka panienka ogłosiła, że tekst kazania był nie tylko konsultowany z wszystkimi biskupami, ale także z przedstawicielami "S". Umknął jej przy tym jeden fakt: 13 grudnia nikt z władz "S" nie był dostępny dla księdza prymasa w celu konsultacji, bo albo już siedział, albo jeszcze się ukrywał. Chyba że chodziło o pewnego młodzieńca, zaproszonego do Pałacu Mostowskich na herbatkę i pączki - to by dużo wyjaśniało, dlaczego kazanie było tak ugodowe i strachliwe, a ów gość z Pałacu Mostowskich dopisuje sobie dzisiaj do życiorysu karty więzienne, wojenne, powstańcze...