Gość: tete
IP: w3cache.* / *.2-0.pl
01.08.04, 20:58
Wszyscy jesteśmy pedofilami
Tekst: Kinga Dunin 31-07-2004, Przy okazji sprawy Andrzeja S. podniesiono
kilka pobocznych problemów - a to jakości moralnej polskiego środowiska
psychoterapeutycznego, a to standardów obowiązujących w mediach. Mało komu
jednak przyszło do głowy, żeby rozejrzeć się wokół siebie, a może nawet
spojrzeć w lustro
Wystarczy włączyć na chwilę telewizor, żeby na którymś kanale zobaczyć parkę
kilkuletnich dzieci przebranych za pana i panią albo raczej za dziwkę i
macho, prężących się w erotycznym tańcu lub wyśpiewujących teksty wcale nie o
misiach i pajacykach, tylko o gorączkowym poszukiwaniu partnera miłosnych
uciech. Małe dziewczynki wystawia się w konkursach małych miss piękności,
które niewiele różnią się od tych dla dorosłych, czytaj: bardzo młodych
kobiet. W reklamach czternastki udające dwunastki namiętnymi wargami domagają
się czegóż by? Oczywiście czekoladki! Modelki są coraz młodsze, a dojrzałość
coraz bardziej zakazana. Dzieci prawie od niemowlęctwa uczone są podkreślania
seksualnych walorów swojej płci. Firmy kosmetyczne przygotowują specjalne
zestawy kosmetyków dla lolitek. Komentatorzy sportowi ślinią się na widok nie
tyle pięknego serwu, ile zupełnie innych zalet młodziutkich tenisistek. Już
nie tylko młodość i coraz bardziej młodość, ale dziecięcy seksualizm staje
się elementem wabiącym, ważnym wymiarem kultury, z którą obcujemy na co
dzień. A corocznie parę tysięcy dziewczynek w wieku od 12 do 15 lat rodzi
dzieci. Według polskiego prawa sprawcy owych ciąż są przestępcami. A jeśli to
rówieśnicy młodocianych mamuś? To znaczy, że dziewczynki też złamały prawo.
Krótko mówiąc, żyjemy w kulturze pedofilskiej, która tylko lekko przesłania
swoje skłonności. A jednocześnie udajemy, że do 15. roku życia dziecko jest
naczyniem czystości.
I tu wołami chciałabym napisać: nie postuluję zmiany tej prawnej granicy.
Jakaś powinna być. Ale nie może to być granica naszego myślenia, a w pogoni
za pedofilem nie powinniśmy wcale czuć się tacy szlachetni i niewinni. Można
oczywiście z pedofila uczynić symbol całego zła tego świata i podniecać się
własnym oburzeniem moralnym. Szkoda tylko, że wówczas przestajemy widzieć, co
się dzieje wokół nas.
Przy okazji sprawy Andrzeja S. podniesiono kilka pobocznych problemów - a to
jakości moralnej polskiego środowiska psychoterapeutycznego, a to standardów
obowiązujących w mediach. Mało komu jednak przyszło do głowy, żeby rozejrzeć
się wokół siebie, a może nawet spojrzeć w lustro.
A można też zadać sobie pytanie, czemu w istocie służą przyrządzane w
pikantny sposób i wciąż podgrzewane historyjki o pedofilach. Mówię tu
szczególnie o sposobie, w jaki korzysta z nich prasa brukowa, która - jak
wiadomo - daje ludziom to, czego chcą. Andrzej S. twierdził podobno, że
pornograficzne zdjęcia dzieci służyły mu do pracy naukowej. I jakoś nikt mu
nie chce uwierzyć. Redakcji "Faktu" rzecz jasna nie wierzymy, że chodzi jej
tylko i wyłącznie o dobro dzieci, bo wiadomo, że chodzi o skandal i kasę. A
czytelnikom - o co chodzi? Po prostu o informacje? Skąd ta przyjemność -
jakże przyjemnie wpływająca na nakład - zapoznawania się z takimi właśnie
informacjami? Tyle równie ważnych rzeczy dzieje się dookoła i nawet można
sobie o nich poczytać - ale to nie ten dreszczyk, prawda?
Krótko mówiąc wy cholerni krytycy Samsona - nie jesteście wcale lepsi!!