Gość: maja
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.08.04, 11:16
Po wojnie Miłosz zadeklarował się jednoznacznie po stronie sowietyzmu - i to w
czasie, gdy kilkadziesiąt tysięcy młodych Polaków umierało w walce z systemem.
Gdy jeszcze wszystko było możliwe, jeszcze przed sfałszowanymi wyborami roku
1947. Jego możnym protektorem był sam Benjamin Goldberg, znany jako Jerzy
Borejsza - szara eminencja, "administrator" od kultury pierwszych lat
sowieckiego panowania w Polsce.
Już w 1945 r. Miłosz wyjechał na placówkę dyplomatyczną. Jego koledzy z Wilna
siedzieli wtedy po więzieniach. W biografii Miłosza, autorstwa Andrzeja Zawady
(Wydawnictwo Dolnośląskie 1995), czytam na stronie 118: "Po wakacjach 1950 r.
poeta został przeniesiony do ambasady w Paryżu, na stanowisko I sekretarza.
Zanim to nastąpiło, rozważał już ewentualność pozostania na emigracji. Nosił w
kieszeni list polecający do amerykańskich masonów, który w 1945 r. otrzymał od
Stanisława Stempowskiego" (wielkiego mistrza masonerii - przyp. Sz.S.).
Czy on sam był "wtajemniczony"? Wiele mówią jego obsesyjne wręcz
zainteresowania gnozą i manicheizmem, przy równoczesnej nienawiści do
katolicyzmu... Dlatego tym bardziej nie godzi się go chować w miejscu dla nas
świętym, a dla niego zupełnie obojętnym, wręcz obcym. Niech Skałka pozostanie
Skałką, a nie turystyczną "atrakcją", z sarkofagiem Miłosza jako "elementem
promocji miasta". Bo nie wszystko jest na sprzedaż. Szczepan Surdy
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040826&id=my11.txt