homosovieticus
04.09.04, 10:02
Trzeba uważnie się wczytać w każde słowo, żeby zrozumieć dlaczego po latach,
w "wolnej i demokratycznie rządzanej Polsce " Pani Profesor nie chce mówić
ani o tym, czego wtedy, w stoczni gdańskiej, była naocznym świadkiem ani też
i tego co dzisiaj wie o ELYTACH kierujacych Krajem.
Jakie to szczęście, że nasz, znajacy tajniki polityki, Leszek "wybrzeżowy
łgarz", wytłumaczy forumowiczom, podobnie jak kiedyś Mazowiecki robotnikom,
jak to było i jak to jest naprawdę w naszej Ojczyźnie.
fragment rozmowy z Panią Profesor:
"Jak pani znalazła się wtedy w stoczni?
Kilka miesięcy przed Sierpniem miałam tam wykład dla robotników w kadłubie
budującego się statku, więc mnie znali. A na strajk pojechałam po telefonie
Piotra Kapczyńskiego, jednego z ludzi z kręgu Ruchu Młodej Polski.
Przyjechałam bodaj 19 sierpnia, już po napisaniu 21 postulatów, ale jeszcze
przed negocjacjami z władzą. Nawet nie bardzo chciałam się tam znaleźć, bo
właśnie pisałam o robotniczych protestach i nie chciałam być zbyt blisko. Ale
mnie przekonali. Zresztą już wcześniej Jurek Strzelecki, mój znajomy,
przywiózł mi do Warszawy tekst 21 postulatów. Był w stoczni jako tłumacz.
Pamiętam, jak wsiadłam do tramwaju i dałam je motorniczemu. Powiedziałam:
zawieźcie to na Wolę, o to właśnie walczą w Gdańsku. Wcześniej przepisałam je
na maszynie w kilku kopiach, bo nie miałam dostępu do ksero. A kiedy już
zdecydowałam się pojechać, włożyłam moje najbardziej eleganckie ubranie.
Miałam czarną wąską spódnicę z rozcięciem z boku. Do tego superbotki, które
przywiozłam sobie ze Stanów. I ci robotnicy, a z niektórymi z nich cały czas
się spotykam, pamiętają do dzisiaj nie to, co robiłam jako ekspert, lecz jak
wyglądałam. I do dzisiaj są mi wdzięczni, iż się tak wystroiłam, doceniając,
że to jest święto. A ja tam przez dziesięć dni spałam w tym ubraniu.
Świadomie wybrałam rzeczy w najlepszym gatunku, które się nie gniotły, by
jakoś przetrwać.
Co pani robiła tam jako ekspert?
Pisałam część wystąpień, brałam udział w negocjacjach, buntowałam się, gdy
przyjęto gorszą, niż można było, formułę kierowniczej roli partii. Byli tam
już Mazowiecki, Geremek, którzy dotarli wcześniej. Zresztą ich droga była
zupełnie inna. Ale nie chcę o tym mówić.
Dlaczego?
Bo to małostkowe, nie ma już żadnego znaczenia. Część ekspertów była
zachęcana przez ludzi władzy, by pojechali do stoczni. Nie po to, by byli
konfidentami, lecz dlatego, że mieli podobną wyobraźnię, rozumieli, co to
znaczy niezależny związek zawodowy w kategoriach ideologicznych, znali
ograniczenia władzy. Robotnicy nie rozumieli, że powstanie takiego związku
zawodowego łamie całą konstrukcję komunizmu, zgodnie z którą partia-państwo
musi zastąpić i kapitalistów, i robotników, jest jedynym podmiotem władzy i
jedynym historycznie istotnym podmiotem społecznym.
Mazowiecki, Geremek jechali tam więc, by załagodzić sytuację?
Tak."
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040904/plus_minus_a_8.html