Dodaj do ulubionych

Staniszkis nadal się obawia władzy i ELYT

04.09.04, 10:02
Trzeba uważnie się wczytać w każde słowo, żeby zrozumieć dlaczego po latach,
w "wolnej i demokratycznie rządzanej Polsce " Pani Profesor nie chce mówić
ani o tym, czego wtedy, w stoczni gdańskiej, była naocznym świadkiem ani też
i tego co dzisiaj wie o ELYTACH kierujacych Krajem.
Jakie to szczęście, że nasz, znajacy tajniki polityki, Leszek "wybrzeżowy
łgarz", wytłumaczy forumowiczom, podobnie jak kiedyś Mazowiecki robotnikom,
jak to było i jak to jest naprawdę w naszej Ojczyźnie.

fragment rozmowy z Panią Profesor:

"Jak pani znalazła się wtedy w stoczni?

Kilka miesięcy przed Sierpniem miałam tam wykład dla robotników w kadłubie
budującego się statku, więc mnie znali. A na strajk pojechałam po telefonie
Piotra Kapczyńskiego, jednego z ludzi z kręgu Ruchu Młodej Polski.
Przyjechałam bodaj 19 sierpnia, już po napisaniu 21 postulatów, ale jeszcze
przed negocjacjami z władzą. Nawet nie bardzo chciałam się tam znaleźć, bo
właśnie pisałam o robotniczych protestach i nie chciałam być zbyt blisko. Ale
mnie przekonali. Zresztą już wcześniej Jurek Strzelecki, mój znajomy,
przywiózł mi do Warszawy tekst 21 postulatów. Był w stoczni jako tłumacz.
Pamiętam, jak wsiadłam do tramwaju i dałam je motorniczemu. Powiedziałam:
zawieźcie to na Wolę, o to właśnie walczą w Gdańsku. Wcześniej przepisałam je
na maszynie w kilku kopiach, bo nie miałam dostępu do ksero. A kiedy już
zdecydowałam się pojechać, włożyłam moje najbardziej eleganckie ubranie.
Miałam czarną wąską spódnicę z rozcięciem z boku. Do tego superbotki, które
przywiozłam sobie ze Stanów. I ci robotnicy, a z niektórymi z nich cały czas
się spotykam, pamiętają do dzisiaj nie to, co robiłam jako ekspert, lecz jak
wyglądałam. I do dzisiaj są mi wdzięczni, iż się tak wystroiłam, doceniając,
że to jest święto. A ja tam przez dziesięć dni spałam w tym ubraniu.
Świadomie wybrałam rzeczy w najlepszym gatunku, które się nie gniotły, by
jakoś przetrwać.

Co pani robiła tam jako ekspert?

Pisałam część wystąpień, brałam udział w negocjacjach, buntowałam się, gdy
przyjęto gorszą, niż można było, formułę kierowniczej roli partii. Byli tam
już Mazowiecki, Geremek, którzy dotarli wcześniej. Zresztą ich droga była
zupełnie inna. Ale nie chcę o tym mówić.

Dlaczego?

Bo to małostkowe, nie ma już żadnego znaczenia. Część ekspertów była
zachęcana przez ludzi władzy, by pojechali do stoczni. Nie po to, by byli
konfidentami, lecz dlatego, że mieli podobną wyobraźnię, rozumieli, co to
znaczy niezależny związek zawodowy w kategoriach ideologicznych, znali
ograniczenia władzy. Robotnicy nie rozumieli, że powstanie takiego związku
zawodowego łamie całą konstrukcję komunizmu, zgodnie z którą partia-państwo
musi zastąpić i kapitalistów, i robotników, jest jedynym podmiotem władzy i
jedynym historycznie istotnym podmiotem społecznym.

Mazowiecki, Geremek jechali tam więc, by załagodzić sytuację?

Tak."



www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040904/plus_minus_a_8.html
Obserwuj wątek
    • Gość: jack Re: Staniszkis nadal się obawia władzy i ELYT IP: *.proxy.aol.com 04.09.04, 10:58
      Zupelnie jak wtedy.
      Nie wiadomo, kto tak wlasciwie podjal wtedy decyzje o wpuszczeniu na teren
      zakladu ludzi z zewnatrz, za wyjatkiem przedstawicieli zakladow strajkujacych.
      Prawdopodobnie byl to nacisk Prymasa.
      O dopuszczeniu ze strony strajkujacej stoczni mowy bowiem byc nie moglo.
      Dostep byl tylko dla pracownikow zakladu.
      Przepustki byly sumiennie i szczegolowo sprawdzane.
      Ludzie byli wyczuleni na ewentualna ingerencje bezpieki.
      Nazwiska Mazowieckiego, Geremka nic ludziom nie mowily, nie mowiac o innych.
      Z Kuroniem wtedy NIKT nie chcial miec nic wspolnego.
      • leszek.sopot Ani slowa prawdy 04.09.04, 11:38
        Gość portalu: jack napisał(a):

        > Zupelnie jak wtedy.
        > Nie wiadomo, kto tak wlasciwie podjal wtedy decyzje o wpuszczeniu na teren
        > zakladu ludzi z zewnatrz, za wyjatkiem przedstawicieli zakladow
        strajkujacych.

        Oczywista nieprawda. W ten sam sposob jak na teren stoczni weszli np. Bogdan
        Borusewicz, Bolduan, Olek Hall, Aram Rybicki, Bozena Rybicka, Lech Badkowski,
        Joanna Gwiazda. Wchodzili tez wystepujacy artysci, studenci i dziennikarze.


        > Prawdopodobnie byl to nacisk Prymasa.
        > O dopuszczeniu ze strony strajkujacej stoczni mowy bowiem byc nie moglo.
        > Dostep byl tylko dla pracownikow zakladu.

        Dziwaczny, wrecz nieprawdziwy poglad.

        > Przepustki byly sumiennie i szczegolowo sprawdzane.
        > Ludzie byli wyczuleni na ewentualna ingerencje bezpieki.
        > Nazwiska Mazowieckiego, Geremka nic ludziom nie mowily, nie mowiac o innych.

        Moze i nie mowily, ale na podana przez Walese informacje, ze przybyli do
        stoczni wszyscy na sali BHP wiwatowali.

        > Z Kuroniem wtedy NIKT nie chcial miec nic wspolnego.

        Nieprawda.
        • Gość: jack Re: Ani slowa prawdy IP: *.proxy.aol.com 04.09.04, 11:50
          Ty nawijasz historie, po stworzeniu MZKS.
          On wtedy podejmowal decyzje co do wpuszczania.
          Ja mowie o czasie przed. Wtedy strajk byl wewnetrzna sprawa zakladu.
          Wtedy decyzje musialy byc uznane przez wydzialy stoczni.
          Potem strajkujacy juz o NICZYM nie decydowali.
          I aplauz w sali bhp nie oznaczal automatycznie aplauzu wsrod strajkujacych
          pracownikow stoczni.
          Ty jak czlowiek z autu masz szczatkowe pojecie o pierwszych dniach.
          • leszek.sopot Re: Ani slowa prawdy 04.09.04, 12:00
            Gość portalu: jack napisał(a):

            > Ty nawijasz historie, po stworzeniu MZKS.
            > On wtedy podejmowal decyzje co do wpuszczania.
            > Ja mowie o czasie przed. Wtedy strajk byl wewnetrzna sprawa zakladu.

            Mowisz wiec o trzech pierwszych dniach. Przypominam, ze juz wtedy w stoczni
            byla m.in. Bozena Rybicka, Magda Modzelewska i Joanna Gwiazda, ktore wspolnie z
            Walentynowicz uratowaly strajk, gdy po trzech dniach po podpisaniu porozumien z
            dyrekcja robotnicy chcieli opuscic stocznie.

            > Wtedy decyzje musialy byc uznane przez wydzialy stoczni.
            > Potem strajkujacy juz o NICZYM nie decydowali.
            > I aplauz w sali bhp nie oznaczal automatycznie aplauzu wsrod strajkujacych
            > pracownikow stoczni.
            > Ty jak czlowiek z autu masz szczatkowe pojecie o pierwszych dniach.

            To prawda, bylem w stoczni od niedzieli (3 dzien) i m.in. od Marka Krowki, Ewy
            Ossowskiej, Bozeny i innych wiedzialem dokladnie jak sie zaczelo i co bylo od
            poczatku.
            • Gość: jack Re: Ani slowa prawdy IP: *.proxy.aol.com 04.09.04, 12:24
              Strajk byl od 14.08. Zakonczyl sie w sobote (po 4 dniach) podpisaniem
              porozumienia pracownikow z dyrekcja.
              Walesa oglosil jego zakonczenie po poludniu w sobote.
              Pracownicy opuszczali teren zakladu, gdy po 15min. nagle wlaczyl sie radiowezel
              i Walesa z rozkazem zamkniecia bram zakladu.
              Bylo to jednoznaczne z zerwamiem porouzumienia.
              Przy bramach powstala panika, ludzie chcieli jak najszybciej opuscic stocznie.
              Uciekan nawet przez ten wysoki plot okalajacy stocznie ze strony ul. Jana z
              Kolna.
              Nic nie wiedziano bowiem o wydarzeniach rownoleglych wtedy przy bramie nr.1,
              wlasciwie po terminie konczacym strajk.
              Wymienione przez ciebie osoby przybyly na teren stoczni po ogloszeniu konca
              oficjalnego strajku a nie wczasie jego trwania.
              Na terenie zakladu pozostalo ca.200 osob z zalogi.
              Wtedy powstala idea strajku solidarnosciowego z innymi zakladami Trojmiasta.
              O tym prawie wtedy nikt nie wiedzial na stoczni.
              Pytaniem zasadniczym bylo: czy pracownicy stoczni stawia sie w poniedzialek do
              pracy czy nie i ilu? dalej juz wiesz
              • leszek.sopot Re: Ani slowa prawdy 04.09.04, 12:34
                Gość portalu: jack napisał(a):

                > Strajk byl od 14.08. Zakonczyl sie w sobote (po 4 dniach) podpisaniem
                > porozumienia pracownikow z dyrekcja.
                > Walesa oglosil jego zakonczenie po poludniu w sobote.
                > Pracownicy opuszczali teren zakladu, gdy po 15min. nagle wlaczyl sie
                radiowezel i Walesa z rozkazem zamkniecia bram zakladu.
                > Bylo to jednoznaczne z zerwamiem porouzumienia.
                > Przy bramach powstala panika, ludzie chcieli jak najszybciej opuscic stocznie.
                > Uciekan nawet przez ten wysoki plot okalajacy stocznie ze strony ul. Jana z
                > Kolna.
                > Nic nie wiedziano bowiem o wydarzeniach rownoleglych wtedy przy bramie nr.1,
                > wlasciwie po terminie konczacym strajk.
                > Wymienione przez ciebie osoby przybyly na teren stoczni po ogloszeniu konca
                > oficjalnego strajku a nie wczasie jego trwania.
                > Na terenie zakladu pozostalo ca.200 osob z zalogi.
                > Wtedy powstala idea strajku solidarnosciowego z innymi zakladami Trojmiasta.
                > O tym prawie wtedy nikt nie wiedzial na stoczni.
                > Pytaniem zasadniczym bylo: czy pracownicy stoczni stawia sie w poniedzialek
                do pracy czy nie i ilu? dalej juz wiesz

                Tylko kilka slow dopowiedzenia.
                Od Aliny Pienkowskiej, Bozeny Rybickiej i Ewy Ossowskiej wiem, ze to nie
                Walesa, ale Walentynowicz najpier zatrzymywaly strajkujacych przed wyjsciem
                brama nr 2. Ossowska wlazla na wozek akumulatorowy i krzyczala by zostac w
                zakladzie bo przyjezdzaja delegacje z innych przedsiebiorstw. Walentynowicz z
                Modzelewska polecialy szukac Walese, ktorego poinformowaly, ze przyjechali
                chyba ludzie z Elektromontazu i trzeba dalej strajkowac, bo inni padna.
                Tak to mniej wiecej pamietam, a pozniej to bylo tak jak wszyscy wiedza. No
                tylko nie wiemy jeszcze jednego - jak ten Walesa przeskoczyl mur stoczni.
                Z tego co napisales, to wynika, ze ja bylem od 5 dnia w stoczni. A ty od samego
                poczatku?
                • Gość: jack Re: Ani slowa prawdy IP: *.proxy.aol.com 04.09.04, 13:09
                  Od poczatku do konca. Ten nieszczesny wozek o ktorym piszesz spowodowal wlasnie
                  poploch przed 2 brama.
                  Ludzie odnosili wrazenie, ze te panie nawoluja do rewolty i tak reagowali.
                  Posluch mial bowiem TYLKO Walesa. Dlatego przed 1 brama bylo inaczej.
                  Wiesz, ze newralgiczna byla niedziela. Caly dzien to bylo przekonywanie
                  pracownikow do przyjscia do pracy w poniedzialek.
                  Druga strona sb-cja tez zajmowala sie przekonywaniem o nieprzyjsciu do pracy.
                  Summa sumarum zdecydowana wiekszosc przyszla i zastala nowa sytuacje.
                  W sytuacji okazania solidarnosci dla innych zakladow zdecydowali sie
                  kontynuowac strajk. Wiadomo bowiem bylo, ze upadek strajku oznacza powazne
                  konsekwencje ze strony wladz w stosunku do ludzi z innych zakladow.
                  Przyszli tez wszyscy kierownicy i podkierowncy wydzialow.
                  Nie wiem czy wiesz, ale ich zadaniem bylo wyprowadzenie w nocy z poniedzialek
                  na wtorek i nastepnej jak najwiecej swych pracownikow poza stocznie.
                  Duzo ludzi z tego tez i "skorzystalo". Wlasciwie sytuacja dopiero w srode byla
                  opanowana.
                  • leszek.sopot Re: Ani slowa prawdy 04.09.04, 13:23
                    Gość portalu: jack napisał(a):

                    > Od poczatku do konca. Ten nieszczesny wozek o ktorym piszesz spowodowal
                    wlasnie poploch przed 2 brama.
                    > Ludzie odnosili wrazenie, ze te panie nawoluja do rewolty i tak reagowali.
                    > Posluch mial bowiem TYLKO Walesa. Dlatego przed 1 brama bylo inaczej.
                    > Wiesz, ze newralgiczna byla niedziela. Caly dzien to bylo przekonywanie
                    > pracownikow do przyjscia do pracy w poniedzialek.
                    > Druga strona sb-cja tez zajmowala sie przekonywaniem o nieprzyjsciu do pracy.
                    > Summa sumarum zdecydowana wiekszosc przyszla i zastala nowa sytuacje.
                    > W sytuacji okazania solidarnosci dla innych zakladow zdecydowali sie
                    > kontynuowac strajk. Wiadomo bowiem bylo, ze upadek strajku oznacza powazne
                    > konsekwencje ze strony wladz w stosunku do ludzi z innych zakladow.
                    > Przyszli tez wszyscy kierownicy i podkierowncy wydzialow.
                    > Nie wiem czy wiesz, ale ich zadaniem bylo wyprowadzenie w nocy z poniedzialek
                    > na wtorek i nastepnej jak najwiecej swych pracownikow poza stocznie.
                    > Duzo ludzi z tego tez i "skorzystalo". Wlasciwie sytuacja dopiero w srode
                    byla opanowana.

                    Zapewne znasz chlopakow, ktorzy byli przy pierwszej bramie - od strony kolejki.
                    Ja glownie tamtedy wchodzilem i zaprzyjaznilem sie wowczas z nimi (m.in. z
                    Markiem Krowka, ale juz jesienia gdzies zniknal i z takim chlopakiem -
                    zpaomnialem teraz imienia i nazwiska - ktory mieszkal w tym bloku w ktorym
                    wybuchl gaz, ktos mi mowil, ze wyladowal w psychiatryku)
                    • Gość: jack Re: Ani slowa prawdy IP: *.proxy.aol.com 04.09.04, 13:29
                      Od strony kolejki to chyba byla 2 brama, jesli dobrze pamietam?
                      Akurat tego faceta o ktorym piszesz znalem z widzenia. Byl ok.
                      • leszek.sopot Re: Ani slowa prawdy 04.09.04, 13:32
                        Gość portalu: jack napisał(a):

                        > Od strony kolejki to chyba byla 2 brama, jesli dobrze pamietam?
                        > Akurat tego faceta o ktorym piszesz znalem z widzenia. Byl ok.

                        Glowna brama, to brama nr 2, od Walowej to 3, a od kolejki to pewnie 1 (lub na
                        odwrot z 3).
                        • homosovieticus Re: Ani slowa prawdy bo brak myśli własnej 07.09.04, 19:31
                          leszek.sopot napisał:

                          > Gość portalu: jack napisał(a):
                          >
                          > > Od strony kolejki to chyba byla 2 brama, jesli dobrze pamietam?
                          > > Akurat tego faceta o ktorym piszesz znalem z widzenia. Byl ok.
                          >
                          > Glowna brama, to brama nr 2, od Walowej to 3, a od kolejki to pewnie 1 (lub
                          na
                          > odwrot z 3).
                          Wiele może, z takiej pamięci szczegółów urbanistycznych, wynikać. Leszek -
                          urbanista po Andersie, czy po Kołodziejskim?
                          • leszek.sopot pisze ten co biegal na Okopowa 08.09.04, 19:42
                            Twoja wiedza siega o tamtych dniach jest zerowa, a klamales na forum o tym jak
                            robotnicy na widok doradcow z Warszawy gwizdali i wykrzykiwali niecenzuralne
                            slowa (nie powtorze ich bo sie w przeciwienstwie do ciebie w nie nie lubuje).
                            W czasie strajku z rozrzucano takze esbeckie ulotki. Jest wielce prawdopodobne,
                            ze byles wsrod ich autorow czyli w Wojewodzkim Komitecie Frontu Jednosci
                            Narodu. Lubujesz sie bowiem w opowiadaniu klamstw i szkalowaniu tych, ktorzy
                            uczestniczyli w strajku po stronie robotnikow. Zapewne stales po przeciwnej
                            stronie muru z notesikiem i notowales skrycie, albo podbiegales do jakiejs
                            nyski z informacjami i po polecenia. Wtedy nici z twoich wysilkow wynikly. "S"
                            powstala. Pewnie awansowales i miales kilka lat chwaly i spokoju bo ZOMO
                            wykonywalo twoje rozkazy. Czyzby cie negatyuwnie zweryfikowano? Pewnie tak.
                            Stad teraz tyle jadu i szukanie kazdej okazji by przypiec tym, z ktorymi przez
                            cale zycie walczyles, ktorzy pozbawili cie biurka na Okopowej.
                            Dlatego skumasz sie teraz z kazdym, kto najbardziej bedzie plul i krzyczal na
                            okragly stol, opozycje przedsierpniowa i w stanie wojennym. Kazdy bedzie dobry
                            dla ciebie kto nienawidzi i walczy z twoimi wrogami.
        • homosovieticus różne prawdy? 04.09.04, 11:51
          leszek.sopot napisał:

          > Gość portalu: jack napisał(a):
          >
          > > Zupelnie jak wtedy.
          > > Nie wiadomo, kto tak wlasciwie podjal wtedy decyzje o wpuszczeniu na tere
          > n
          > > zakladu ludzi z zewnatrz, za wyjatkiem przedstawicieli zakladow
          > strajkujacych.
          >
          > Oczywista nieprawda. W ten sam sposob jak na teren stoczni weszli np. Bogdan
          > Borusewicz, Bolduan, Olek Hall, Aram Rybicki, Bozena Rybicka, Lech Badkowski,
          > Joanna Gwiazda. Wchodzili tez wystepujacy artysci, studenci i dziennikarze.
          >

          Nieprawda.Mediatorzy z W-wy w zupełnie inny sposób zostali wpuszczeni na teren
          Stoczni.

          > > Prawdopodobnie byl to nacisk Prymasa.
          > > O dopuszczeniu ze strony strajkujacej stoczni mowy bowiem byc nie moglo.
          > > Dostep byl tylko dla pracownikow zakladu.
          >
          > Dziwaczny, wrecz nieprawdziwy poglad.

          Bardzo możliwe.

          >
          > > Przepustki byly sumiennie i szczegolowo sprawdzane.
          > > Ludzie byli wyczuleni na ewentualna ingerencje bezpieki.
          > > Nazwiska Mazowieckiego, Geremka nic ludziom nie mowily, nie mowiac o inny
          > ch.
          >
          > Moze i nie mowily, ale na podana przez Walese informacje, ze przybyli do
          > stoczni wszyscy na sali BHP wiwatowali.

          Bo wierzyli Wałesie.

          >
          > > Z Kuroniem wtedy NIKT nie chcial miec nic wspolnego.
          >
          > Nieprawda.

          Nie wiem czy NIKT, władza pewnie tak, ale robotnicy w Stoczni gdzieś mieli
          Kuronia.Nie interesowali się polityką.Chcieli najogólniej "pracy i
          chleba".Pracę mieli.
          • leszek.sopot Re: różne prawdy? 04.09.04, 12:02
            homosovieticus napisał:
            > Nie wiem czy NIKT, władza pewnie tak, ale robotnicy w Stoczni gdzieś mieli
            > Kuronia.Nie interesowali się polityką.Chcieli najogólniej "pracy i
            > chleba".Pracę mieli.

            Tak bylo przez pierwsze 3 dni strajku. Pozniej juz nie chodzilo tylko o "prace
            i chleb" - tak twierdzila propaganda partyjna.
            • homosovieticus Czego i dlaczego wciąż boi się Jadzia? 04.09.04, 12:09
              Pomyśl lepiej skąd ta rozmowa , żle ukrywane obawy Pani Profesor i czy to
              przypadkiem nie początek końca medialnego chóru a capella ELYT pod batutą
              Michnika?
              • leszek.sopot czuje sie niedoceniona 04.09.04, 12:14
                Mowi tak bo caly czas czuje sie nie doceniona - to bardzo kobiece i
                profesorskie. Smieszy mnie troche to, ze tak duzo miejsca w jej pamieci zajelo
                wspomnienie o tym jak byla ubrana. Ja na Boga nie pamietam czy bylem w koszuli
                w kratke, niebieskiej czy podkoszulku.
                • homosovieticus czuje sie niedoceniona -zależy przez kogo? 04.09.04, 12:32
                  leszek.sopot napisał:

                  > Mowi tak bo caly czas czuje sie nie doceniona - to bardzo kobiece i
                  > profesorskie.
                  Ejże! "łgarzu wybrzeżowy",gotowym pomyśleć żeś sam i kobietą i profesorem.Wiele
                  postów wskazuje ,że tak jest a ten ostatni dowodem koronnym może być .Na SO
                  oczywiscie!
                  Nie rób uników i nie podawaj tez Ostapa Bendera.Pani Profesor zgodziła się na
                  rozmowę w określonym czasie politycznym, rozumie uwarunkowania rozliczne a
                  pomimo tego mówi i mruga okiem.Tak to widzę 1/4inteligencie z Muzeum Erotyki.


                  Smieszy mnie troche to, ze tak duzo miejsca w jej pamieci zajelo
                  > wspomnienie o tym jak byla ubrana.

                  Bo ubierała się z premedytacją.Przecież wyrażnie o tym pisze. Czyżby "czytanie
                  ze zrozumieniem tekstu" to rzecz obca Słonej Wyroczni ?


                  Ja na Boga nie pamietam czy bylem w koszuli
                  > w kratke, niebieskiej czy podkoszulku.

                  Byłeś drogi Leszku po cywilnemu, w koszuli niebieskiej w kratkę, nałożonej na
                  czerwony podkoszulek.
                  Doskonale pamietam.
                  Ukłony od Bożeny Ptak. :))
      • homosovieticus Re: Staniszkis nadal się obawia władzy i ELYT 04.09.04, 12:02
        Proponuję Jacku ,żeby "pobawić" się w odgadywanie co politycznie może oznaczać
        obawa Pani Profesor przed ujawnieniem wszystkiego co wie o tamtych dniach a
        także, czy ta rozmowa ma jakiś zwiazek z odejsciem Naczelnego i czy to oznacza
        przygotowywanie wymiany ELYT postokragłowostołowych, przez "Rzepę"?
        OK?
        • Gość: jack Re: Staniszkis nadal się obawia władzy i ELYT IP: *.proxy.aol.com 04.09.04, 12:41
          Staniszkis od 92r bardzo krytycznie ocenia ELYTY. Wie wiele wiecej niz mowi.
          Polska nie jest krajem demokratycznym czego jest swiadoma.
          W sumie niewielu wie w istocie co sie odgrywalo zakulisowo w ostatnim tygodniu
          strajku. Staniszkis w ostatnich miesiacach sie zaktywizowala w mediach.
          Jest ona jednak poza kregiem wladzy.
          Wymiane elyt sobie nie wyobrazam, gdyz na kogo.
          Od tamtych dni uplynelo lat 24. Ludzie z tamtych dni nie wchodza w gre.
          Wyraznie jednak Michnik traci grunt pod nogami i resztki wiarygodnosci.
          Na co Agora predzej czy pozniej zareaguje.
          • homosovieticus Re: Staniszkis nadal się obawia władzy i ELYT 04.09.04, 13:06
            A ja sobie tak kombinuję;)
            1-odszedł Naczelny "Rzepy", co zwykle oznacza zmianę politycznego kursu.
            2-ukazała się rozmowa ze Staniszkis, w której Pani Profesor "akcentuje"
            zakłamanie i słuzalczość, wobec PZPR, środowisk UD.Ciekawa rzecz ,że tych
            środowisk nie cenił także Leszek Premier a ceni Olek Prezydent.
            3-Olek Prezydent wszystkich Polaków, wyznaczył "pieciu wspaniałych" godnych do
            robienia kupy w Prezydenckiej wygódce. Wsród nich nie ma nikogo z
            drugiej "strony okrąłego stołu"
            4-w "Rzepie" brylująa marki niemieckie. Dolary są w niełasce.Resztę dośpiewaj
            sobie sam.
            5-Jakie sympatie polityczne ma Pani Jadwiga, czy wiesz?
            • Gość: . Alez te "marki" nie sa jeszcze CHADECKIE... IP: *.range81-156.btcentralplus.com 05.09.04, 05:25
              • homosovieticus jeszcze nie! i to ma być pociechą? 05.09.04, 08:33
    • homosovieticus Kto się boi się Bożeny P.? 04.09.04, 14:47
      Była delegatem.Wiersze pisała.Leszka nie znała!
    • homosovieticus Prowokator odporny na prowokacje jest 04.09.04, 18:23
      Ani Bożenki, ani własnego sumienia, sprzedajny bywalec sopockiej knajpy nad
      morzem, nie boi się i z uporem wciska ,że tak WŁASNIE BYŁO JAK ON TO OPISUJE PO
      LATACH.Zupełnie podobnie rozumują wszyscy Korowcy, no może bez Naimskiego i
      Macierowicza.
      • Gość: marynat Konia kują, prowok homoś śmierdzacą gicz podstawia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 00:26
        A to było tak:
        Ciotka samogwałcącej się rewolucji, prof. Staniszkis, udzieliła Rzepie wywiadu
        o wydarzeniach sprzed 20 lat. W wywiadzie siebie przedstawiła jako atrakcyjną i
        odsztyftowaną Passionarię Plater, zagrzewającą do boju bojowców, a
        Mazowieckiego i Geremka jako bojacych się "geopolityki" cykorów, podejrzanie
        agitujacych za wiernopoddańczym uznaniem "kierowniczej roli PZPR".
        Jak ten półmózg homoś to zobaczył, to natychmiast zrobił to, co jedynie
        potrafi - czyli wykopiował fragment i go tu wkleił. Na plus można mu zapisać
        jedynie, że tym razem podał link do tekstu źródłowego. Świadczy to, ze tych
        kilka zwojów, które w homosiowej głowinie bełczą się w Kaprze - czegoś się
        jednak nauczyło po kilku solidnych opierdolach, jakie homoś ostatnio zebrał za
        podszywanie się pod różnych autorów i plagiaty.
        Co ciekawego miał homoś do powiedzenia od siebie, co uzasadniałoby
        zainicjowanie przezeń wątku? Nic. (słownie: n i c).
        Czepił się Leszka, a pośrednio i Jack'a - którzy byli uczestnikami, a
        przynajmniej - naocznymi świadkami - owych wydarzeń sprzed 24 lat i wiedli tu
        interesujacy spór o istotne szczegóły.
        Swymi głupawymi uwagami tylko im przeszkadzał.
        Potem o prof. Staniszkis napisał protekcjonalnie "Jadzia" jakby ją osobiście
        znał na gruncie towarzyskim. W co watpię (ale gdy ją spotkam - to zapytam czy
        zna jakiegoś Mariana vel "homosovieticusa", podajacego się za osobę duchowną z
        Gdyni). I dał do zrozumienia, że lepiej od niej wie co ona powinna powiedzieć -
        gdyby sie nie bała "władzy i elyt". Przy czym - z charakterystyczna dlań
        wyższością dał do zrozumienia - że ona nawet bać sie dobrze nie umie i robi
        to "żle". Skąd wniosek, że to własnie nasz "bojowy" homoś jest mistrzem bania
        się! To by tłumaczyło, czemu tak tajemniczo milczy o swym udziale w
        sierpniowych wydarzeniach, które jednak wymagały sporo odwagi (bo ludowa władza
        czasem strzelała, ZOMO biło, milicja robiła "ścieżki zdrowia", a SB, jak sie
        zawzięło, to "nieznani sprawcy" potrafiliby takiemu homosiowi nogi z dupy
        powyrywać i w uszy powkręcać).
        Dla homosia były premier don Millerone to "Leszek", prezydent Kwachu -
        to "Olek".
        I, choć zapodaje się homoś za ważną osobę, to tym sie różni różni od tych
        dupkowatych VIP-ów, o ktorych sie tak familiarnie wyraża - że oni nie wiedzą o
        jego prowincjonalnym istnieniu nawet tyle, co ja o komarze, który mi wczoraj
        bzyknął koło dupy i został utłuczony jednym klapnięciem, mimochodem, bez
        patrzenia...

        A teraz zagadka. Jak miał na nazwisko poeta, który wieszczo przewidział intrygi
        homosia, czyli swoistej inkarnacji podmiotu lirycznego. Dla ułatwienia podam,
        ze ja tam nie wim, a tu wim.

        Śmierdziel


        Przyszedł śmierdziel do ogrodu
        I stwierdził,
        Że się ktoś dopuścił smrodu,
        Bo śmierdzi.

        Stanął śmierdziel, żeby fakt ten
        Ustalić
        I cos w związku z tym nietaktem
        Uchwalić.

        Więc się śmierdziel zebrał licznie
        W drzew cieniu,
        Protestując energicznie
        W imieniu.

        Potem ruszył po ogrodzie
        Pochodem,
        Krzycząc: "Hańba! Precz, narodzie,
        Ze smrodem!"

        Krzyczał, ryczał, ducha sławił
        (Nie ciało),
        Ale gdzie się tylko zjawił -
        Śmierdziało.

        Z tego morał się wywodzi
        Dla wielu:
        Nie protestuj, gdy sam smrodzisz,
        Śmierdzielu.
        • homosovieticus generalski przydupas uczy homosia savoir-viwre 05.09.04, 09:04
          i robi to, jak zwykle, z wdziękiem różowego słonia w składzie porcelany
          bośniackiej, popisując się przy okazji znajomością klozetowych rymowanek w
          układaniu, których osiagnął poziom starszego szeregowca Bluma z kartuskiej
          kompanii ZOMO.

          .
          • Gość: marynat zatroskany Wielebny homoś w niedzielny ranek coś zbyt łaskawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.04, 12:45
            Czemuż to, ach czemuż dziś jestem dla o. Mariana, czyli "kruchcianej żerdki
            obsikiwanej przez przydrożne kundelki" tylko "generalskim przydupasem"? A gdzie
            standardowy w ustach gdyńskiej osoby duchownej zestaw
            epitetów: "baran", "cymbał", "błazen", "nakręcony gówniarz"? I tych cięższych
            obelg: "oświeceniowy pozytywista" i "krzykliwy humanista"? Gdzie freudowskie
            zwierzenia o klasztornych uciechach fizjologicznych forumowego sutannowca
            (cytuję): "sram", "leję ciepłym moczem"? Gdzie marzycielskie: "dałeś dupy"?
            Gdzie pełne zazdrości: "kto za toba stoi"?
            Mam nadzieję, Marianku postsowiecki, że Ci to chwilowe przyhamowanie emocji nie
            zaszkodzi ani na układ sercowo-naczyniowy, ani na osrodkowy układ nerwowy.
            że od tego nie seświrujesz i nie odbije Ci jeszcze bardziej...
            Moja rada:
            Wyluzuj się homosiu, daj upust swej naturze i bluźnij, albo ugryź kąśliwym
            słowem, bądź sflekuj - a wrócą Ci te przyjemne, atawistyczne odczucia, które
            nasilają się wówczas, gdy (z Bożej woli wszak) kierująca Twoimi poczynaniami
            (podobnie jak to ma miejsce u innych ssaków) zwierzęca motywacja doprowadzi do
            przezwyciężenia frustracji i wyładowania nagromadzonych emocji. Niestety mozesz
            to, biedaku, oficjalnie zrobić jedynie w sposób werbalny. A to jest, niestety,
            płóśrodek nie pozwalający na osiągnięcie w pełni zoologicznie określonego celu,
            jakim jest zdobycie i wybzykanie partnera płci przeciwnej... Ale wiem, że wy
            sobie tam, chłopaki, jakos radzicie. Więc napij się swego ulubionego Kapra,
            zjedz coś smacznego, a potem siądź przy kompie i, choćby wirtualnie, doprowadź
            do zaspokojenia swych potrzeb...

            • homosovieticus pokochaj kreaturę a mocniejszym moralnie będziesz 05.09.04, 13:04
              Ot!... i cała tajemnica mojego dzisiejszego zachowania.Nie od rzeczy będzie
              dodać ,że mam dzisiaj urodziny.I miłym tak dla całego otoczenia.:))))
              ps
              Panną jezdem ale za Ciebie się nie wydam.Nie wydam i.. już.Choćby mi zaróść
              miało!
              • Gość: Ciekawy a tobie co klecho do zarastania u starych dziewic IP: *.hawaii.rr.com 07.09.04, 10:26
                • homosovieticus czytaj ze ZROZUMIENIEM tekstu nieboraku! 07.09.04, 10:32
    • homosovieticus .."jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku"- .. 05.09.04, 14:45
      A było to rok temu.Dokładnie we wrzesniu!


      "Pożegnanie z Polską

      Politycy niepotrzebnie wrócili z wakacji, bo i tak od dawna już nie rządzą. A
      my wszyscy zacznijmy myśleć, jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku - ostrzega
      profesor Jadwiga Staniszkis w rozmowie z Piotrem Najsztubem.
      fragment:

      "Piotr Najsztub: W jakim więc żyjemy systemie?

      Jadwiga Staniszkis: Funkcjonalnej patologii. Korupcja czy szara strefa między
      państwem i rynkiem jest naszym systemem, normą. I to jest po prostu taka figura
      tragedii greckiej, że kolejny błąd systemowy jest właściwie sposobem, który
      może temu wszystkiemu nadać sens.

      Piotr Najsztub: Jak?

      Jadwiga Staniszkis: Balcerowicz rozumie tę logikę i przyśpieszył demontaż tego,
      co było, uważając, że w tym stadium globalizacji nie ma sensu w ogóle myśleć w
      kategoriach czegoś, co się nazywa gospodarką narodową. Jestem zwolenniczką
      takiego neobismarckowskiego projektu integracji Europy, to znaczy tak, jak to
      robił Bismarck - zintegrować administrację, stworzyć Europę jako jednolity
      organizm administracyjny, tak jak to chce kanclerz Niemiec czy szef MSZ tego
      kraju Joschka Fischer.

      Piotr Najsztub: Czyli trzeba szybciej się poddać? A czy my w Unii Europejskiej
      nie spowodujemy chaosu, czy ta struktura jest na tyle silna, żeby nas
      przełknąć?

      Jadwiga Staniszkis: Dziś jesteśmy łatwiejsi do strawienia, bo nie jesteśmy już
      systemem, poszczególne elementy działają jak gdyby w różnych skalach i nie ma
      praktycznie pomiędzy nimi sprzężeń. Mamy taki kapitalizm państwowy bez
      państwa. "

      całośc:
      wiadomosci.wp.pl/prasaWiadomosc.html?wid=1388615&kat=9811&_err=1&ticket=47975660941325888ZWt1vf9aw76A8wkDiUsZqyoFCjcS
      Oz4zHyLwzYHDoHxoaSNrGJpNQzv0gcnKDDCMJ0wQ60MibM8rSiqU7o36DRk7O0i7OQudKIpxTUVsC6rK
      4l7tZzt%2F4UirVIjURE7
      • Gość: marynat Re: .."jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku"- IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 01:43
        Homoś, znowu wkleiłeś tekst bez uzasadnienia... Czemu uznałeś, że warto do
        niego wrócić po roku? No chyba nie z powodu prostej zbieżności: prof.
        Staniszkis...w Rzepie...mówi krytycznie o politykach...o ich braku
        wyobraźni...o przegrywaniu polskiej szansy... A może jednak z tego powodu?
        Czemu nie przedstawiłeś swojej opinii? Wkleiłeś tekst ciekawy, ale wątek sie
        zatkał. Bo nie ma Z KIM dyskutować! Z Tobą sie nie da, bo nie napisałeś, choćby
        krótkiego zagajenia, w którym wyłożyłbyś swe stanowisko. A zaocznie z prof.
        Staniszkis? Po roku? Jaki to ma sens?
        A, ponadto, wybrałeś - moim zdaniem - fragment dotyczący problemów wtórnych.
        Pominąłeś diagnozę w kwestii znacznie ważniejszej, fundamentalnej:

        "Jadwiga Staniszkis: Polska jest takim turlającym się kłębkiem puchu z mlecza.
        Przedmiotem, a nie podmiotem. Potyczki prawicy z lewicą są śmieszne w swoim
        niedostrzeganiu mechanizmu naszego chaosu. Polityka w tym sensie jest jałowa i
        denerwująca, bo jej język już nie pasuje. Naszym atutem jest żywotność,
        natomiast nie istniejemy jako intelektualna część Europy, świata. W naszym
        państwie nie ma miejsca, w którym się myśli. W większości państw są takie
        miejsca. Ameryka ma niesłychanie sprawne centrum zarządzania kryzysowego, gdy
        kryzysem jest po prostu zahamowanie ekspansji - ale nie terytorialnej, tylko
        ekspansji myśli. A ilość pieniędzy, która jest kierowana na badania publiczne,
        skoncentrowana w kilkunastu dobrych miejscach, najlepszych uniwersytetach?
        Ameryka jest liderem i dlatego w tej chwili największe korporacje europejskie
        dyscyplinują swoje rządy, żeby nie powiększały konfliktu ze Stanami, bo tam
        leży źródło wspólnej dynamiki, w tych "miejscach do myślenia". Coś podobnego, w
        mniejszym zakresie, istnieje w Europie Zachodniej, a u nas jest pustynia."

        Pamiętasz, jakiś rok temu, może więcej - proponowałem, byśmy tu na Forum
        spróbowali, czy możliwe jest zbiorowe myślenie transgresywne, coś w
        rodzaju "burzy mózgów", która wspólnym wysiłkiem prowadzi dalej niż prosta suma
        myśleń indywidualnych. Uzasadniałem, że teoretycznie na necie to powinno być
        możliwe... Próbowałem Cię namówić by cos w tej sprawie poeksperymentować.
        Okazało się, że nie jesteś otwarty na konstruktywne myślenie. Jakoś mnie tam
        zbyłeś, chyba tez wykpiłeś... I to jest właśnie najważniejszy polski problem.
        40 milionów złośliwych homosiów, gotowych w każdej chwili na konfrontację,
        leniwych intelektualnie, skłonnych zdusić w zarodku każdy konstruktywny pomysł
        i programowo przeciwnych WSPÓLNEMU MYSLENIU POLAKÓW! Zaczyna sie od tego, że
        łatwiej kliknąć i wkleić cudzego gotowca niż napisać włsny tekst! W skali
        gospodarki - łatwiej kupić licencję i know-how niż samemu cos skonstruować,
        łatwiej oddać banki obcemu kapitałowi niż samemu je prowadzić, łatwiej
        sprowadzić wielkie siecie supermarketów niż rozwinąć polski handel.
        A potem, już z ręka w nocniku - podnosić lament, ze wszystkiemu są winni Żydzi,
        masoni i dziennikarze, a nie totalna bezmyślność swojskich frajerów, którzy
        dobrowolnie zdegradowali się z homosapiensów na homosovieticusów, że sie tak,
        za przeproszeniem, wyrażę.
        To jest główna przyczyna tego, że na wielkiej, światowej liście wynalazków,
        które przyczyniły się do cywilizacyjnego rozwoju ludzkosci, od zarania dziejów
        po dzień dzisiejszy, jest tylko jeden Polak - Ignacy Łukasiewicz, który w 1853
        roku skonstruował lampę naftową.
        I dlatego ma chyba rację profesor Jadwiga Staniszkis, gdy ostrzega: "A my
        wszyscy zacznijmy myśleć, jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku!".


        • homosovieticus Re: .."jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku"- 07.09.04, 08:52
          pracuje cały czas nad odpowiedziom,ktora Cie zadowoli jak mnie sąsiadka o
          oczach jak Bajkał.
        • homosovieticus A wiesz Marynacie jak to było z tym wynalazkiem? 07.09.04, 10:18
          Ignacy Łukasiewicz z Zadusznik, przyszedł na świat równoczesnie z pierwszym
          tomikiem Mickiewicza.Studiował na zniemczonym uniwersytecie lwowskim.Gdy
          rozpoczął praktykę w aptece Mikolascha pewien pachciarz z okolic Drohobycza
          zaproponował mu spółke z o.o.w wyrobie leków z oleju skalnego uzywanego od
          dawna przez chłopów.Łukasiewiczjął czynić najrozmaitrze doswiadczenia z
          próbkami...ale z myśla, czy w bliskiej już walce wyzwoleńczej nie przyda się
          ten specyfik jako środek ataku.Gotował wiec i smazył całymi wieczorami.A gdy
          raz zgasła ostatnia łojówka , tajemniczy wywar olejowy okazał się znakomitym
          źródłem światła.Długo pracował Ignaś nad przerobieniem dawnej lampy olejnej
          na "kamfimową" taka była bowiem pierwotna nazwa nafty.Wynalazca o gołebim sercu
          nie zadbał o zabezpieczenie praw do swego odkrycia.Rozpowszechnił je
          przedsiębiorca wiedeńskiDitmar, a Prusacy zaopatrzyli lampę łukasiewicza w
          praktyczniejsze palniki i szkiełka.Wymagały one jednak czujności,kopeć
          filujących lamp pokrywał sadzą twarze, białe rekawiczki Pań i.. firanki.
          Potem, w 1855r. powstała amerykańska lampa naftowa niejakiego Sillimana a
          Łukasiewicz zajął się wyłacznie eksploatacją ropy, stając się twórcą przemysłu
          naftowego w Polsce. Prowadził destylację ropy w prymitywnych gorzelniach pod
          Krosnem z płytkich zaskórnych odkrywek. Z austriackimi kolejami zawarł umowę
          na oświetlenie "kamfiną" wagonów kolejowych.Łożąc wiele na cele narodowe,
          majątku nie zrobił.Zupełnie podobnie jak Gudzowaty lub Kulczyk.
          Homoś też pracuję nad pewnym olejem. Nazywam go główowym, bo do głów
          forumowiczów chciałbym go wlewać żeby to Oni mysleli.Ja nie
          potrafię.Homosovieticusem jestem. :((
          • Gość: Ciekawy oprocz spamowania cos potrafisz,zarozumialy klecho IP: 5.4R* / 62.240.110.* 07.09.04, 10:21
            • homosovieticus potrafię wypić 10 butelek KAPRA i stanąć na rękach 07.09.04, 10:30
              A TY?
              • lupus.lupus Re: potrafię wypić 10 butelek KAPRA i stanąć na r 07.09.04, 10:31
                :)))))))))))
        • panidalloway Re: .."jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku"- 07.09.04, 10:55
          A jeśli chcemy ? Jeśli śmietnik nas urządza? Jesteśmy przecież łebscy
          spryciarze i świetnie w takim właśnie środowisku sobie radzimy. A to sobie
          luksusowego śmiecia wyszabrujemy, a to tłustą, choć nieco śmierdzącą rybkę w
          mętnej wodzie złowimy. Jak się takie zdobycze podleje sosem patetyczno-
          patriotycznym, grubym dowcipem przyozdobi, stają się miłe niejednemu polskiemu
          podniebieniu.

          „Miejsce do myślenia” to dość zabawne określenie. Kojarzy Ci się z forum?

          Uwagi prof. Staniszkis na temat Balcerowicza i bismarckowskiej Europy świadczą
          chyba o tym, iż jest ona uczoną nieustraszoną i wszelkie podejrzenia o to, że
          się czegoś lub kogoś boi, są nie na miejscu.

          Co do transgenii, to choć nie byłam zapraszana, śpieszę przeprosić. Nie czuję
          się na siłach.

          Kiedy zaczynałam pisywać na forum, też wiązałam z tym pewne nadzieje. Nie
          wyobrażałam sobie, co prawda, że uda się na nim wspólnymi siłami wielką myśl
          zrodzić, ale że możliwe jest stworzenie opisu rzeczywistości w jakiej żyjemy,
          że z różnych zatroskanych obserwacji złoży się coś na kształt diagnozy. Jako
          mama czwórki dzieci i przez kilka lat nauczycielka szkół różnych stopni,
          próbowałam zainteresować uczestników forum moimi obserwacjami na temat szkoły,
          wychowania i rodziny. Dość szybko uznałam ten pomysł za nierealny.
          Cóż pozostaje ? Swojska ciemnica i szklanica.
          Pozdrowienia.
          • homosovieticus Re: .."jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku"- 07.09.04, 11:12
            Witam serdecznie Panią :))
            Piszesz Pani, w łaskawosci swojej, " A jeśli chcemy?"
            Pozwolisz zatem ,że zapytam, kto chce?
            ps
            wybaczysz mi Pani zapewne ten ton ale przyspasabiam się do roli kulturalnego
            pana, w której obsadził mnie , ku nieskrywanej mojej radosci , Pan Marynat.
            Ponieważ robię to samotnie, bez nauczyciela, więc efekty są jak narazie
            mizerne.Ale som.
            Rączki całuję.
            • panidalloway Wielce Szanowny Panie. 07.09.04, 11:56
              No właśnie niewiadomo. Jedni chcemy to, a drudzy co innego. Jedni wyobrażamy
              sobie, że lepiej będzie się nam żyło w porządnie zorganizowanej ojczyźnie,
              skromnie ale uczciwie i poczciwie, a innym nam jakby na tym nie zależy. Nas
              tych innych kuszą właśnie możliwości wynikające z totalnego bałaganu i
              pomieszania, także umysłów. Nie wiadomo, jakie tendencje zwyciężą. Ale na
              razie wydaje się, że właśnie te drugie mają przewagę.

              W pytaniu „Jeśli nie chcemy?” i w pytaniu „Jeśli chcemy” chodzi o podzbiory
              społeczności polskiej, których istnienia się domyślamy, ale które niezwykle
              trudno zdefiniować i rozgraniczyć.

              Mimo podziwu dla pańskich wysiłków, więcej z Szanownym Panem rozmawiać nie
              będę , o czym z góry, niezwykle uprzejmie uprzedzam.
              • homosovieticus Wielce Szanowna Pani 07.09.04, 12:04
                Dziękuję.
                Rozumiem.
                Żałuję.
                Ubolewam.
          • Gość: wartburg miejsce do myślenia IP: *.b.dial.de.ignite.net 07.09.04, 15:48
            panidalloway napisała:

            >

            >
            > „Miejsce do myślenia” to dość zabawne określenie. Kojarzy Ci się z
            > forum?

            > Kiedy zaczynałam pisywać na forum, też wiązałam z tym pewne nadzieje. Nie
            > wyobrażałam sobie, co prawda, że uda się na nim wspólnymi siłami wielką myśl
            > zrodzić, ale że możliwe jest stworzenie opisu rzeczywistości w jakiej żyjemy,
            > że z różnych zatroskanych obserwacji złoży się coś na kształt diagnozy.



            „Miejsce do myślenia”, że powtórzę za Steinbeckiem, jest w głowie.

            W głowie najczęściej samotnej, uwolnionej od zgiełku codzienności i nigdy
            kolektywnej. Czy myślenie zbiorowe jest w ogóle możliwe? Chyba tylko w rzadkich
            przypadkach. Chwile twórczego rozbłysku, zrozumienia sensu rzeczy są dostępne
            tylko jednostkom. Są doznaniami indywidualnymi, nigdy grupowymi.

            „Człowiek może spędzić życie w mroku. Otaczający go świat, ziemię i drzewa
            postrzegać w szarzyźnie i ciemności. Wydarzenia, nawet te najbardziej znaczące,
            mogą przesuwać się obok niego wyprane z indywidualnych rysów i znaczenia. Aż
            dostrzeże smugę światła. Śpiew świerszcza zabrzmi w jego uszach jak najsłodsza
            muzyka, zapach ziemi upoi jego nozdrza, a oczy zachwycą tańczące plamy światła
            na trawie pod drzewem. Wówczas jego myśli popędzą jak rwący potok nie tracąc
            przy tym energii. Znaczenie i wagę ludzkiego istnienia można mierzyć jakością
            oraz częstotliwością takich przeżyć. Z reguły samotnych, mimo iż kształtujących
            nasze stosunki ze światem. To one są źródłem inspiracji twórczych dostępnych
            tylko jednostkom, które oddaliły się od zbiorowiska (...) To prawda, że dwóch
            mężczyzn uniesie większy kamień niż jeden. Tak jak i prawdą jest, że grupa
            robotników szybciej i lepiej zbuduje auto od jednego i że chleb wyprodukowany w
            fabryce będzie tańszy i lepiej wypieczony (...) Jednak jedynym narzędziem
            mogącym wyzwolić siły twórcze naszego gatunku jest indywidualizm. Jeszcze nigdy
            nic nie zostało stworzone przez dwóch ludzi. Twórcza współpraca nie istnieje w
            muzyce, ani w matematyce, nie ma jej w sztukach plastycznych ani w poezji, nie
            wspominając już o filozofii. Jeśli doszło już do cudu stworzenia, to grupa może
            go co najwyżej powielać albo rozbudowywać, nigdy jednak nie dokona odkrycia.
            To może tylko jednostka.”

            Uwagi Steinbecka są radykalne, choć może i nie do końca prawdziwe – np. w
            odniesieniu do sztuki filmowej. Ale w kontekście chaosu panującego na tym forum
            chyba dość trafne. Tym bardziej, że nie brak tutaj specjalistów od kolektywnego
            myślenia w rodzaju homosia z Gdyni, którzy nie szczędzą wysiłków, aby ten chaos
            powiększać.

            • Gość: Kolektyw z Gdyni Steinbecka "miejsce do myślenia" i graba zwiędła IP: *.gdynia.mm.pl 07.09.04, 17:35
              Zaczynasz kumać o co chodzi w tej grze.Grze o homointelect(usa)
              Przepraszam Ciebie za moje poprzednie zachowanie. Takim mnie Bóg stworzył,
              takim się WYUCYŁEM. Ale maturę zrobię, żebym skisł.A studia też, żeby mnie
              zamarynowano.
              Graba?

              www.steinbeck.org/MainFrame.html
            • homosovieticus miejsce do myślenia - nawet forum Kraj 08.09.04, 00:27
              I o to chodzi.Do myślenia a nie do propagowania płytkich i często kłamliwych
              opinii.To, Twoim zdaniem, dobre dla "Myszy i Ludzi"?
              Nie myślę tak.Dla myszy może i dobre ale dla ludzi zabójcze.
            • panidalloway Re: miejsce do myślenia 08.09.04, 00:34

              Ja najchętniej oddaje się rozmyślaniom przy obieraniu ziemniaków i tym
              podobnych kuchennych czynnościach, podczas których jestem z reguły całkowicie
              sama, bo domownicy albo są poza domem, albo udają, że ich w domu nie ma. Ale
              nawet, kiedy jestem samotna, moje myśli mają towarzystwo. Rodzą się i często
              czym prędzej umierają w mojej głowie, wypełnionej myślami innych ludzi,
              które udało mi się poznać i zapamiętać, a być może także tych, które
              zepchnęłam do podświadomości, lub mylnie uważam za swoje własne.
              Moje „rozumienie sensu rzeczy” ma swoich współautorów, chociaż możliwe, że Ci
              gdyby je znali, nie czuliby się zaszczyceni.
              Współcześni mędrcy (to już oczywiście nie o mnie) nie zaszywają się w
              pustelniach, ale w bibliotekach, gdzie żmudnie współpracują z tymi, którzy
              spisali swoje przemyślenia. Stąd może często występująca trudność wydobycia
              spośród zestawiaczy, porównywaczy, omawiaczy, czy wręcz przepisywaczy tych
              myślicieli, którzy doznali „twórczego rozbłysku” i pozostawili po sobie jakąś
              myśl naprawdę oryginalną. I chociaż Steinbeck opisuje moment narodzin takiej
              myśli pięknie i przekonująco, to chyba nie zauważa, że wszystko, co może się w
              ten sposób narodzić, to tylko małe ogniwo w wielkim łańcuchu nieustającej
              współpracy.
              Pozdrawiam.

              • Gość: marynat z pamięci, biblioteki, albo z interaktywnej sieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.04, 03:59
                Ponad miliard dokumentów i i miliardy połączeń ... czy internet jest morzem
                chaosu, czy, być może - te wszystkie interakcje w nim nie są tak całkiem
                przypadkowe, a topologia tej sieci ma jakieś cechy wspólne z budową systemu
                nerwowego i funkcjonowaniem inteligencji?
                Czy Wartburg, za Stenibeckiem - mają rację, że myślenie twórcze jest aktem
                realizującym sie jedynie w kameralnej sieci połączeń między komórkami w obrębie
                mózgu? I to wyłacznie indywidualnego? Indywidualistycznego? Nigdy kolektywnego?
                Wszak PaniD.słusznie zwróciła uwagę, że ten softwarowy farszyk w naszych
                głowach ma pochodzenie społeczne, jest skutkiem edukacji, wychowania i tkwiacej
                w naszej pamięci ogromnej bazy danych zgromadzonych, przeanalizowanych,
                zwartościowanych i posegregowanych przez inne osoby. Nasza samotność jest
                iluzoryczną "samotnością w tłumie". A popatrzcie dalej - co sie dzieje choćby
                tu na Forum. Ile osób, działa wedle homosiowej zasady "czego nie mam w głowie,
                lub podręcznej biblioteczce, a wydaje mi się ciekawe, albo "na temat" - to
                ściągnę z netu i wkleję". Z takiego kolażu tworzy się przecież też jakaś nowa
                jakość,... nawet jeśli procedurze wklejania cytatów nie towarzyszy twórcza
                obróbka - to, choć jest to, chyba, jedynie spamerska "bylejakość", czy, w
                najlepszym wypadku "jakość pozorna" to jednak i wówczas następuje jakis
                przepływ mysli i emocji. Coś na takiej zasadzie jak kiedyś była gra w "flirt
                towarzyski", dająca szansę qasikonwersacji osobom nie potrafiącym samodzielnie
                sklecić zdania... Wręczały partnerowi lub partnerce kartę i mówiły "trzy" ,
                albo "osiem" - informując, które z gotowych zdań ma sobie przeczytać...
                Ale mnie nie chodzi o wymianę słów, lecz o wymianę mysli. Większość forumowych
                destruktorów nie odróżnia pojęć od ich nazw. Budują puste treściowo konstrukcje
                ze słów. Czasem aż chce sie poprosić - powiedz to samo przy użyciu innych
                wyrazów, albo - zmień konstrukcję wypowiedzi, zachowując treść - daj szansę
                zrozumieć o co ci chodzi. Gdy sie to napisze - wtedy "cytatowicze" głupieją i
                się obrażają... Bo np. posługują się nie zinternalizowaną definicją opartą na
                autorytecie jej autora, powszechności przekonania, że tak właśnie można trafnie
                objasnia jakis fragment rzeczywistości... i nie czują się kompetentni by
                cokolwiek w niej zmieniać, albo czegokolwiek dowodzić. Mogą co najwyżej
                próbować scholastycznej egzegezy tekstu. Ale, niezależnie od takich mielizn,
                które trzeba omijać, jest kilka trudnosci rzeczywistych, przeszkadzających w
                mysleniu twórczym:
                Pierwsza - bierze się z fundamentalnego założenia naszej oświaty, że dobra
                odpowiedź polega na dokładnym powtórzeniu tego, co mówił wykładowca, lub co
                jest w podręczniku. A przecież to czasami jest bez sensu. Myslenie twórcze
                przecież polega na szukaniu takiej odpowiedzi, na którą dotychczas nikt nie
                wpadł. Tak własnie powstają rozwiazania nowatorskie i wynalazki... Szkoła
                represjonuje myslenie twórcze.
                Druga - bierze się z przeświadczenia, że tym sie rozni działaność artystyczna
                od naukowej, że:
                artysta, chcąc stworzyć coś nowego, musi sobie powiedzieć - "wszyscy moi
                poprzednicy, choć genialni w tym co robili, to jołopy, odrzucam ich, stworzę
                coś zupełnie innego, nowego, najgenialniejszego"...
                Naukowiec natomiast, powinien z pietyzmem studiować wyniki poprzedników,
                gromadzić te cegiełki, układać w różnych konfiguracjach, uzupełniać o własne
                badania i prace koncepcyjne - aż z ich sumy powstanie nowa jakość.
                A przecież wcale tak być nie musi. Jak sie jedzie z Warszawy do Kazimierza, to
                najpierw szosą na Lublin, ale w ktorymś momencie trzeba z niej zjechać w prawo,
                bo tamta wygodna droga nas nie doprowadzi do celu. W naukach, np. społecznych,
                jest wiele takich szlaków i szkół myslenia, które kiedyś wytyczono, ale nikogo
                już dziś nie insoirują (poza historykami mysli społecznej) i nie należy im
                poświęcać zbytniej uwagi - bo wiodą nie tam dokad chcemy dotrzeć. Jeśli tak do
                sprawy podejść - dla zrozumienia współczesności trzeba rozwalić gmach nauki i
                zanegować dorobek poprzedników. Podobne zjawiska zachodzą też w technice - że
                wraca sie do poczatku dróg i od nowa bada odrzucone niegdyś ścieżki, ktore
                kiedys nie rokowały, a dziś - przy nowych technologiach i materiałach - okazują
                sie obiecujące. Granice między artystycznym i naukowym mysleniem twórczym
                zacierają się.
                Trzecia bierze sie stąd, że funkcjonując wśród czynnosci codziennych i działań
                nawykowych, stereotypowych i powtarzalnych - nie rozwijamy w sobie ani
                potrzeby, ani umiejetnosci działań twórczych, innowacyjnych i ekspansywnych.
                Wiele osób godzi się z tym i nawet nie próbuje wychodzic poza obrys
                dotychczasowych doświadczeń i osiagnięć. (Takie widzą świata koło, jakie tępymi
                zakreślą oczy). A przecież - jako dzieci wielokrotnie robiliśmy coś po raz
                pierwszy i wykonywalismy czynnosci, których nas nikt nie nauczył, odkrywalismy
                nowe mozliwosci...
                Otóż stawiam tezę, że kazdą z trzech wymienionych przeszkód w mysleniu twórczym
                i transgresywnym (to znaczy przekraczającym nasz osobisty życiowy rekord) -
                łatwiej przezwycieżyć współpracujac z innymi osobami niż borykajac sie samotnie.
                Wydaje mi się, że własnie w sieci - grupa moze dysponować zwielokrotnioną
                wiedzą, zdolnością operacyjną, wielopłasczyznowym doświadczeniem, a więc tymi
                elementami, ktore ułatwiają myslenie kreatywne. Oczywiście - warunkiem jest
                chęć współdziałania, twórczych dyskusji, sporów O COŚ, a nie PRZECIW SOBIE. To
                jest też kwestia osobowości. Jedni sie do takiej zabawy nadają i mogą mieć z
                niej satysfakcję - inni nie...


                • homosovieticus Re: z pamięci, biblioteki, albo z interaktywnej 08.09.04, 11:21

                  Myślę,że równie interesującym będzie posłuchanie profesjonalisty.

                  fragment:

                  "AM: I ostatnie pytanie: jaka jest wg Pana perspektywa stworzenia
                  inteligentnego Internetu?

                  AB: Będą się zapewne pojawiać coraz bardziej inteligentne wyszukiwarki
                  informacji na zadany temat, będą pewnie kiedyś wnioskować a nie tylko
                  dopasowywać hasła do tekstu. Nie widzę perspektyw dla idei sieci światowej jako
                  gigantycznego mózgu - po prostu obowiązkiem administratora serwera jest ochrona
                  danych, które mu powierzyli właściciele kont. Dlatego żaden administrator nie
                  pozwoli, aby w jego serwerze działy się jakieś rzeczy, których on nie
                  kontroluje.

                  AM: Dziękuję za rozmowę

                  Anna Meller"

                  www.cromedia.qs.pl/si_beta/wywiady_akt.php?cat=6&pplik=wengine/wywiady/buller.dat
                • Gość: wartburg Re: z pamięci, biblioteki, albo z interaktywnej IP: *.tnt1.ber2.deu.da.uu.net 08.09.04, 17:48
                  Ja nie do końca zgadzam się ze Steinbeckiem, czemu dałem wyraz już wcześniej.
                  Też uważam, że bez wymiany myśli twórcza interpretacja otaczającego świata,
                  byłaby niedoskonała. Uwagi i przemyślenia innych bywają inspirujące. Skąd
                  wzięłyby się takie pojęcia jak "burza mózgów"?

                  Choć z drugiej strony te myśli rzeczywiście istotne - nazwijmy je górnolotnie
                  kopernikańskimi - mogą być szlifowane w jakichś sprawnych kółkach dyskusyjnych,
                  ale spływają na nas, tak jak opisał to Steinbeck, w przebłysku transcendencji.
                  Są misterium, którego przeżycie jest chyba jednak możliwe tylko w pojedynkę.
                  Twórcza synteza przemyśleń i doświadczeń jest procesem indywidualnym. Tak go
                  zrozumiałem i coś mi mówi, że ma rację. Zbiorowo można co najwyżej osądzać,
                  przekonywać albo poddawać pod głosowanie. Nie wyobrażam sobie Newtona,
                  Kopernika albo Einsteina, którzy dokonywaliby swoich odkryć w asyście innych.
                  Choć nie wykluczam, że każdy z nich mógł mieć kogoś, komu tłumaczył swoje
                  teorie i kto nic z tego nie rozumiał...

                  Czy internet jest w stanie zmienić w tym cokolwiek? Nie wydaje mi się. Mimo iż
                  tutaj też pojawiają się bardzo interesujące przemyślenia. Często jednak byłem
                  świadkiem, jak te perły gubiły się w morzu wypowiedzi trywialnych, głupkowatych
                  i nie na temat. Nie wywołując dyskusji, tylko grobowe milczenie. Jest to bardzo
                  przykre, jako że wysiłek pozbierania i wyselekcjonowania tych liczących się
                  wypowiedzi byłby b. żmudny i przekraczałby chyba możliwości każdego z nas. Ja
                  w każdym razie bym się takiego nie podjął...

                  Całkowicie natomiast zgadzam się z Tobą, Marynacie, odnośnie tego, co piszesz o
                  forumowych destruktorach. Ich zgiełk i natręctwo są nieznośne. Homoś i inni
                  torpedują każdą zapowiadającą się w miarę ciekawie wymianę myśli. Paraliżują
                  komunikację nawet na najniższych poziomach. Za każdym razem, kiedy natykam się
                  na wpisy tego kabotyna, przechodzi mi ochota na dyskusję. Jest niemal regułą,
                  że ilekroć pojawi się coś Twojego albo Pani Dallaway, przybiega tam jak pies z
                  zadartym ogonem. Jakby musiał obsikać płot po to, aby zaznaczyć granice swojego
                  urojonego terytorium. Pies. Zwyczajny pies. Przecież także wklejanie cudzych
                  tekstów, które mu wciąż wypominasz, jest przejawem tego samego zachowania.
                  Jakby walczył o poprawę swojej pozycji w stadzie. Jeśli już sam nie może być
                  wilkiem alfa, to chce przynajmniej być blisko.

                  Mam nieco inne wspomnienia szkolne od Twoich. Może dlatego, że chodziłem do
                  bardzo dobrego liceum, w owym czasie najlepszego w Polsce, w którym uczyli
                  naprawdę mądrzy ludzie. Niektorzy byli autorami podręczników i nauczycielami
                  akademickimi. Byli takimi samymi nonkonformistami jak my. Zachęcali nas, a
                  nawet przymuszali do intelektualnej samodzielności. Matematyk zabrał nam np.
                  podręczniki. Dowody algebraiczne i geometryczne musieliśmy przeprowadzać na
                  własną rękę, a kto zrobił to najszybciej, dostawał w nagrodę cukierka albo
                  ptasie mleczko. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, żeby ściągać. Każdy
                  chciał udowodnić, że sam jest w stanie podołać tym zadaniom.

                  Podręczniki zarekwirował nam także historyk. Żebyśmy nie nasiąkli nagromadzonym
                  tam kłamstwem. Kiedyś przyszedł do klasy w dniu nauczyciela i powiedział - Mam
                  dwa bilety do teatru na sztukę pisarza radzieckiego "Droga przez mękę". Może
                  ktoś z was wybierze się na nią?

                  Zapanowała konsternacja. Wcisnęliśmy się w ławki unikając jego wzroku. - Bo mi
                  nba tych biletach nie zależy - powiedział. - Swoją drogę przez mękę już
                  przeszedłem i drugi raz nie mam ochoty.

                  W klasie maturalnej zrezygnował z wykładów. Zamiast tego czytał nam na głos
                  opowiadania Mrożka, a świetnie to robił, my natomiast musieliśmy wygłaszać
                  referaty, wedle których wpoystawiał nam oceny końcowe. - Na temat historii po
                  1918 publicznie nie będę się wypowiadał. Pewnie juz długo nie pożyję, ale to
                  chyba jeszcze nie powód, żeby tracić pracę - wyjaśnił. - Radźcie sobie sami.

                  Był bardzo stary i schorowany. Absolwent naszego liceum jeszcze sprzed wojny.
                  Brał udział w powstaniu. Miał w swoim dorobku dwa fakultety, tytuł doktora i
                  parę napisanych książek, ale ze względu na niejasną postawę polityczną nie mógł
                  być wychowawcą klasy. Nie ufano mu. A swoją klasę miał nawet wspinający się
                  błyskawicznie po szczeblach kariery partyjnej nauczyciel wf po paru semestrach
                  AWF. Jedna z najbardziej znienawidzonych postaci w szkole.
                  • homosovieticus Re: z pamięci, biblioteki, albo z interaktywnej 08.09.04, 18:14
                    To było dobre liceum i gimnazjum ale przed 39-tym. Po wojnie poszczycić się
                    może jedynie jednym, znaczącym dla kultury polskiej absolwentem, Prof.Klemensem
                    Szaniawskim.
                    Reszta to głównie dzieci warszawskich komunistycznych dygnitarzy średniego
                    szczebla.Oczyma wyobraźni, wsród nich, widzę Wartburga.
                    Prawda ,że się nie mylę?
                    pozdrawiam prymusa pychy i nudy zarazem.
                    Kabotyn i pies .Dwa w jednym. Pewnie dlatego wiecznie żywy.
                    Książe siedmiogrodzki byłby dumny z Wartburga .
                • homosovieticus Tabula rasa umarła już dawno 08.09.04, 22:40
                  Przeczytałem.Zrozumiałem, że chciałbyś nauczyć się twórczo myśleć a nawet uczyć
                  innych.Mam złe wiadomości.Zarówno Naukowcem jak i Artystą człowiek się
                  rodzi.Tabula rasa to wynik pozytywistycznego-zabobonnego myślenia a nie
                  rzetelnych badań. Cały naukowy świat już to zaakceptował.Homoś urodził się
                  durniem i wie o tym doskonale.W przeciwieństwie do Ciebie.Życzę powodzenia w
                  rozwijaniu kreatywności.Weź za partnera Wartburga, absolwenta najlepszego w
                  Polsce ogólniaka. Tuza , że się tak wyrażę , wsród poszukiwaczy miejsc do
                  myślenia.Przyjaciela amerykańskiego myśliciela Johna Steinbecka i kandydata
                  do Nobla w dziedzinie intelektualnej magii.Powodzenia.Stopienia szarych komórek
                  wypadałoby życzyć.Wiec życzę.:))
                  • Gość: marynat zatroskany Homoś, przypuśćmy, że wierzę, iz przeczytałeś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.04, 03:41
                    ...ale, że zrozumiałeś? No dobra, Ty żartujesz, ja mogę udawać, ze biorę za
                    dobrą monetę to co... homosovieticus napisał:

                    > Przeczytałem. Zrozumiałem,

                    Ale serio. Nie wiem czy to spostrzegłeś, ale wkleiłeś sowiekutasku wiadomość
                    dla Ciebie bardzo przykrą. Nie będzie (przynajmniej za Twego życia) w
                    internecie sztucznej inteligencji. Nie masz więc szans ani na transplant, ani
                    na protezę...
                    Z drugiej strony - trzeba dodać, że choć pan doktor inżynier A. Buller, docenił
                    Twą wyszukiwawczą aktywność, to jednak nie rokuje Ci trwałej pozycji i obawia
                    się, że możesz zostać wyrolowany, gdyż - jak pisze:
                    "...Będą się zapewne pojawiać coraz bardziej inteligentne wyszukiwarki
                    informacji na zadany temat, będą pewnie kiedyś wnioskować a nie tylko
                    dopasowywać hasła do tekstu..."
                    A kiedy już maszyny zaczną WNIOSKOWAĆ, to se Lepper weźmie kredyt na wieczne
                    nieoddanie i kupi taką maszynkę, a Ciebie, biedaku, spuści na bezrobotkę... Juz
                    to widzę, jak z populisty stajesz się neoluddystą i ganiasz z młotkiem za
                    inteligencją...
                    Aż wyginiesz z powodu "trwałego oddzielenia przyjemności seksualnej od
                    reprodukcji" co nieuchronnie spowoduje u Ciebie "stopniowy zanik popędu
                    płciowego na rzecz narastającej potrzeby coraz silniejszej stymulacji różnymi
                    perwersjami"...
                    A tyle razy Cię namawiałem - zanim wkleisz jakiś tekscik - NAPRAWDĘ przeczytaj
                    go, homosiu, i staraj sie zrozumieć...
                    • homosovieticus Wódz i Przeor uśmieli się do łez z Twego tekstu 10.09.04, 12:12
                      Też byłem bardzo zadowolony, ponieważ Wódz przyznał mi nadzwyczajną premię -
                      trzy dni w exluzywnym pensjonacie na Bora-Bora z Panią co miewa kurwiki w
                      oczach - w ramach programu badawczego ,którego celem jest trwałe oddzielenia
                      przyjemności seksualnej od niepożadanej reprodukcji.Wyobraż sobie ,że
                      zawdzięczam to wyłącznie Tobie , ponieważ w otoczeniu Wodza krążyły plotki,że
                      moja forumowa działalność nie przynosi znaczacego odzewu.Twoje ostatnie posty
                      są dowodem,że takie opinie są mocno przesadzone i nie znajdują pokrycia w
                      faktach. Mogę nawet awansować na głównego doradce zespołu ds.naturalnej i
                      sztucznej inteligencji w ośrodku naukowym naszej Partii.;))Jeśli tak się
                      stanie, to dołożę usilnych starań, żeby jeszcze w tym roku kalendarzowym,
                      uruchomić program badawczy nad problemem zdalnej amplifikacji dynamiki Wzgórza
                      Renana, którego szczątki, udało Ci się, jak wskazują na to Twoje posty,jakimś
                      cudem zachować.Wspomniane Wzgórze - w przeciwieństwie do łonowego-
                      odpowiedzialne jest i stymuluje dowcip osobników z przerosnietym EGO.Podobno
                      towarzyszyć mają nam doświadczeni experci, którzy przed laty
                      nadzowali ,pierwszy w Kraju program badawczy nad wzmacnianiem naturalnej
                      inteligencji i poczucia humoru u jakiegoś osobnika z Wartburgu, w dawnej NRD-
                      e.Program zakończył się czesciowym sukcesem.Ów osobnik nauczył się pisać.Bądź
                      więc dobrej myśli i pozostań przy matce nadziei.
                      ps
                      Przeor pobłogosławił nagrodę i zawiesił, tymczasowo oczywiście, mój celibat.
                      • Gość: marynat Re: Homoś - z historii pała, z geografii dwója IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.04, 13:51
                        Nasz wielce uczony homosovieticus napisał:
                        >... u jakiegoś osobnika z Wartburgu, w dawnej NRD-e

                        Gdyby homoś napisał: osobnik z "wartburga" - mogłoby to oznaczać kierowcę lub
                        pasażera NRD-owskiej limuzyny, takiego ciut lepszego odpowiednika PRL-
                        owskiej "syrenki".
                        Ale "osobnik z Wartburgu" - dziś nic nie znaczy, ponieważ takiej miejscowości
                        nie ma. A co jest? Piekny, 1000-letni zamek, z muzeum i hotelem, w pobliżu Lasu
                        Turyńskiego, opodal miejscowości Eisenach (w której mieściła sie fabryka
                        wspomnianych aut). Owszem, mieszkał niegdyś w zamku Wartburg (w latach 1521-22)
                        pewien znany osobnik - Marcin Luter. Ale wtedy nie było jeszcze NRD i było zbyt
                        dawno, by ów "osobnik" mógł pisywać na tut. forum.
                        www.wartburg-eisenach.de/frame_sts.htm
                        Jest jeszcze jeden Wartburg - luterański koledż w Waverly, w stanie Iowa, USA.
                        Ale skąd taki homoś, albo jego "wódz" mógliby o tym wiedzieć? Ale, ze przeor
                        tez w ciemię bity? No, no...
                        www.wartburg.edu/about/
                        • homosovieticus Nie przesadzaj z tą uczonością.Habilitacja to .. 10.09.04, 18:14
                          "Pierwszy krok w chmurach", niezaspokojonej ludzkiej ciekawości.Z Warburgiem
                          masz tyle racji co z jedyną moralnością.Wartburgów, mój przeor -nie bity w
                          ciemię jak Ty - zna setki.Sam wychował się w tym Wartburgu:
                          www.tnvacation.com/mapquest.php?city=Wartburg&state=TN&streetaddress=415%20N.%20Kingston%20St.&zip=37887

                          Z kolei nasz osobnik, forumowy Wartburg, musi mieć gniazdo rodzinne w znanym na
                          świecie zamku.Dla wszystkich chyba to oczywiste.Świadczy o tym nie tylko jego
                          wyrafinowana delikatność w nazywaniu zjawisk nas otaczających ale także pewna
                          szchetność mowy i gustów.Dr Wartburg - bo o nim myslałem - niewątpliwie
                          pochodzi z zamku Wartbur.Pisanie, że jest z Wartburgu jest moim zdaniem
                          własciwe.Końcówka "u" jest domyślnie wymienna z końcówką "a" lub "e". Dzieje
                          się tak w wielu uzasadnionych przypadkach. Np możemy powiedzieć "a pocałuj Ty
                          mnię w d...pu lub w d...ę. Obie formy sa dopuszczalne w rozmowach kulturalnych
                          Panów.Zapytaj dr Bratka albo profesora Bralczyka.Niechybnie obaj potwierdzą.
              • Gość: GT cytacik trochę na temat IP: *.biaman.pl / 217.153.182.* 17.09.04, 00:34
                > Ja najchętniej oddaje się rozmyślaniom przy obieraniu ziemniaków i tym
                > podobnych kuchennych czynnościach, podczas których jestem z reguły całkowicie
                > sama, bo domownicy albo są poza domem, albo udają, że ich w domu nie ma. Ale
                > nawet, kiedy jestem samotna, moje myśli mają towarzystwo

                "Ja, jesli sie czegos nauczylem w szkole, to raczej na pauzach od kolegow, gdy
                mnie tłukli... poza tym kształciłem sie na czytaniu książek, zwłaszcza
                zakazanych, a także na nic nierobieniu - bo swobodnie błądząca myśl próżniaka
                jest tym, co najbardziej rozwija inteligencję".

                I pozdrawiam przy okazji.

        • jowoj Re: .."jeśli nie chcemy wylądować na śmietniku"- 08.09.04, 04:38
          Czapka z głowy przed Tobą
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka