jabbaryt
02.11.14, 09:53
Chciałbym ten temat rozwinąć i na dwóch konkretnych przykładach opisać efektywność peowskich managerów zarządzających polską gospodarką no i podsumować ile kosztuje nas ich ‘fachowość’. Trudno jest mi jest w liczbach ocenić sprawność naszej biurokracji bo nie prowadzi ona działalności ekonomicznej. Znacznie łatwiej zobaczyć to patrząc na wyniki ekonomiczne polskich przedsiębiorstw zarządzanych przez partyjnych ‘fachowców’.
Zacznijmy of PKN Orlen największej polskiej firmy która, w międzynarodowym rankingu (ICIS rok 2011) firm chemicznych pod względem wielkości sprzedaży (około 5 mld USD) znajduje się na 79 miejscu . Orlen jak wiemy ma nowoczesną rafinerie jeszcze z czasów komuny, sieć stacji benzynowych. Jest więc praktycznym monopolistą na rynku i ma przewagę konkurencyjną w postaci renty geograficznej czyli bliskości do rynków zbytu. Dla porównania ja osobiście pracuję w amerykańskiej firmie chemicznej, która ma znacznie mniejszą sprzedaż bo tylko 2,5 mld usd a wszelkie przewagi konkurencyjne musi sobie sama wypracować. A jaka jest główna, różnica między obydwiema firmami? A taka że Orlen miał w 2013 zysk około 30 mln USD a firma w której pracuje miała zysku około 360 mln USD. Czyli efektywność jednej z wielu firmy amerykańskiej jest około 24 razy większa od efektywności flagowego okrętu polskiego przemysłu, zarządzanego przez peowskich fachowców. A jak wyglądają inne firmy naftowe? W tym samym zestawieniu firma BP ma dwa razy większą sprzedaż niż Orlen i 40 razy większe zyski. W w/w rankingu firma Orlen jest jedną z najgorszych firm chemicznych jeżeli chodzi stosunek zysk do obrotów. Śmiać mi się chce gdy przypominam sobie peany bonzów z Orlenu na cześć własnej fachowości nagrane podczas konsumpcji ośmiorniczek w restauracji „Sowa i przyjaciele”. Fachowo zarządzany Orlen powinien wypracowywać nie 30 ale jakieś 700 mld USD (2,1 mld PLN) i kwotą tą zasilać budżet państwa i akcjonariuszy.
Jeżeli , ktoś uważa, że ten przykład jest jednostkowy i nieprawdziwy to służę kolejnym jeszcze bardziej drastycznym. Chodzi o nasze linie kolejowe a konkretnie firmę PKP PLK, zajmującą się przynajmniej w teorii utrzymaniem torów i całej infrastruktury kolejowej. Piszę w teorii bo w rzeczywistości od 1989 do dnia dzisiejszego około 30% długości torów w Polsce uległo degradacji i rozbiórce. Reszta jest w fatalnym stanie o czym świadczy fakt, że średnia szybkość przejazdów towarowych w Polsce wynosi zaledwie 20 km/h. PKP PLK jeżeli remontuje tory to głównie za dotacje unijne. Po za likwidacją kolejnych odcinków trakcji, PKP PLK, kasuje ogromne pieniądze od przewoźników kolejowych. PKP PLK od wszystkich pociągów pobiera opłaty za przejazd, czyli tzw. dostęp do torów. Porównując wysokość opłat okazuje się że, dostęp na tory w Polsce, jest mniej więcej dwa razy większy niż w Niemczech i około 9 razy większy, niż w krajach skandynawskich. Dla przewoźników kolejowych czy to pasażerskich czy osobowych głównym kosztem są właśnie opłaty za tory, które wynoszą około 30% ich kosztów. Pytanie: Co się dzieje z tymi ogromnymi pieniędzmi, które ten monopolista zdziera z przewoźników? Czy firma ta płaci przynajmniej dywidendy dla skarbu państwa aby zasilić budżet? Otóż nie. Firma nie płaci żadnych dywidend bo jak może płacić dywidendy skoro miała około 700 mln strat w roku 2013…Co się więc dzieje z tymi pieniędzmi? Wskazówką może być fakt że PKP PLK zatrudnia około 36 tys pracowników, głównie urzędników zatrudnionych po linii.
Przytoczyłem akurat dwa konkretne przykłady bo tymi firmami się zainteresowałem ale myślę, że nietrudno będzie znaleźć kolejne setki przykładów ekonomicznych cudów ekipy Tuska i managerskiej sprawności jego cyngli.