Dodaj do ulubionych

Agory strach przed lusteacją

IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 25.09.04, 21:48
Lustracja dotknęła osobę "z towarzystwa", i "GW" od razu strzela z
największego kalibru. "IPN - bezprawie i absurd" - głosi na jej łamach
Andrzej Romanowski. Oczywiście, że "bezprawie i absurd", skoro Czesio
Kiszczak to "człowiek honoru".
Obserwuj wątek
    • basia.basia Komentarz Rybińskiego w sprawie 27.09.04, 20:21
      Gość portalu: oszolom.z.r.maryja napisał(a):

      > w góre wątek

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040927/publicystyka/publicystyka_a_5.html

      Fragment:

      Atakując podstawy prawne funkcjonowania IPN i jego status, prof. Romanowski,
      jak wszyscy inni przeciwnicy instytutu, nie posuwa się aż tak daleko, aby
      dochodzić, dlaczego są kalekie. A przecież historia powstawania IPN to dzieje
      tworzenia się ustroju politycznego i formowania praktyki politycznej III RP. W
      ogóle IPN powstał cudem. Jest bękartem kompromisu politycznego, którego nie
      udało się w porę usunąć. Ale nic straconego. Jest jeszcze eutanazja. Władza nad
      pamięcią jest wciąż do wzięcia.




    • basia.basia Kto się boi lustracji? 28.09.04, 12:08
      Przedziwna sytuacja, bo GW prowadzi krucjatę przeciwko lustracji od samego
      początku. Ten prof. Romanowski powypisywał bzdury, że aż wstyd. Wygląda to
      na artykuł na zamówienie. Poczytajcie sobie.

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2304357.html
      Wczoraj w nocnym dzienniku TVN24 wystpił Leon Kieres i dawał odpór
      tezom tego artykułu a redakcja jako wstęp do rozmowy Rymanowskiego
      z Kieresem wytłuściła m.in. ten tytuł "IPN - bezprawie i absurd".

      Kieres stwierdził, że artykuł zawiera informacje niezgodne z prawdą.
      Omówił sprawę śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej, sprawę Karkoszy
      oraz wiele innych zarzutów. Mnie najbardziej uderzyło to, że się zarzuca
      IPN, że jest instytucją bezprawną a z drugiej strony, że działa za wolno.

      Mam wrażenie, że powodem artykułu jest sprawa Karkoszy opisana w którymś
      Dużym Formacie. Zarzuca się IPN, że tenże Karkosza czuje się niewinny
      i nie ma się jak bronić natomiast prof. Kieres twierdzi, że to nieprawda,
      bo zgodnie z prawem pan Karkosza może się zwrócić do Instytutu z wnioskiem
      o zbadanie jego sprawy ale dotychczas tego nie zrobił.

      Karkosza został oskarżony po tym jak osoby takie jak Wildstein (osobisty
      wrg Michnika), mające wspólną opozycyjną przeszłość (chyba SKS się to nazywało),
      po obejrzeniu swoich teczek i skonfrontowaniu ich zawartości stwierdziły,
      że to Henryk Karkosza ich sypał!

      Kto wie co jeszcze wyjdzie na jaw kiedy kolejne teczki zostaną przeczytane
      przez zainteresowanych? Z pewnością są tacy, którzy żyją w strachu z tego
      powodu. Są inni, którzy chcieliby nam wmówić, że zawartość teczek została
      zmanipulowana i nie jest wiarygodna i próbują też obrzucać błotem IPN.
      Ale nie da się zawrócić Wisły kijem!
        • basia.basia Re: Kto się boi lustracji? 28.09.04, 14:30
          Gość portalu: Gość który wyszedł napisał(a):

          > Warto przeczytać opinie, które ludzie piszą na temat artykułu prof.
          > Romanowkiego. Wygląda na to, że jego tezy nie znalazły zbyt wielu zwolenników:)
          > Moja wypowiedź jest tu:
          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=16095264&a=16178033

          Pan prof. Andrzej Romanowski jest pracownikiem UJ oraz członkiem
          redakcji Tygodnika Powszechnego i UW (był w Radzie Krajowej UW).
          Z tego artykułu wyziera, moim zdaniem, niepokój jakiegoś opozycyjnego
          środowiska czy środowisk. Być może jestem fantastką ale od pewnego czasu
          sądzę, że Adam Michnik buszując swego czasu przez 3 miesiące w archiwach
          MSW naczytał się różnych rzeczy i wie o sprawach, które radby ukryć
          przed opinią publiczną i stąd ta cała krucjata. Z lektury "Reglamentowanej
          rewolucji" dowiedziałam się, że 10 % pierwotnego składu KO przy Lechu
          Wałęsie to byli agenci - listę ustalali Geremek, Kuroń i Michnik.
          Kuroń się zapiera, że nie ma w tych 10% nikogo z KOR - a skąd on wie?
          Ponadto są dokumenty w IPN, z których wynika, że kontraktowy sejm był
          nafaszerowany agenturą istnieje rozkaz dla SB, by uaktywniła agenturę
          w celu wspomożenia wyboru Jaruzelskiego na prezydenta). To wszytko może
          wyjść na jaw, jeśli ludzie poszkodowani zajrzą do swoich teczek i opowiedzą
          co tam zobaczyli. Nie dziwię się tej nerwowości ale ... prawda musi wyjś
          na jaw i żaden Michnik temu nie zapobiegnie.
          • basia.basia Re: Kto się boi lustracji? 28.09.04, 15:13
            basia.basia napisała:

            > Oczywiście Michnik się zapiera a nie Kuroń!

            , że nie ma w tych 10% nikogo z KOR - a skąd on wie?
            > Ponadto są dokumenty w IPN, z których wynika, że kontraktowy sejm był
            > nafaszerowany agenturą (istnieje rozkaz dla SB, by uaktywniła agenturę
            > w celu wspomożenia wyboru Jaruzelskiego na prezydenta). To wszytko może
            > wyjść na jaw, jeśli ludzie poszkodowani zajrzą do swoich teczek i opowiedzą
            > co tam zobaczyli. Nie dziwię się tej nerwowości ale ... prawda musi wyjść
            > na jaw i żaden Michnik temu nie zapobiegnie.
      • Gość: mimikra Re: Kto się boi lustracji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 14:26
        Mi też się artykuł Romanowskiego nie podobał. Autor posuwa się w swoich ocenach
        bardzo daleko, czasem uderza w ton oskarżycielsko-prowokacyjny i robi to zapewne
        celowo, żeby wywołać dyskusję. I dobrze, bo dyskusja jest potrzebna, ale nie pod
        hasłem "czy IPN ma istnieć", tylko w oparciu o jakie zasady ma działać. Sprawa
        jest skomplikowana, to zadanie przede wszystkim dla prawników i historyków, a
        nie skabotyniałych publicystów takich jak Rybiński. I chyba nie dla ludzi,
        którzy zdają się posiadać szczątkową wiedzę na temat metod działań SB a
        materiały produkowane i gromadzone przez bezpiekę uważają za stuprocentowo
        wiarygodne źródło informacji. Warto czasem wiedzieć o czym się mówi.





    • Gość: Andrzej.A Re: Agory strach przed lusteacją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 14:44
      Dla Agory, a właściwie Adama Michnika, problem lustracji jest problemem
      fundamentalnym. Oczywiście "autorytet moralny" najchętniej zapomniałby o tym
      jak sam bez ograniczeń buszował po archiwach bezpieki. No nie sam, ale było ich
      tam trzech.
      Po tym okazało się, że teczka Geremka liczy jedną lub dwie kartki formatu A4
      niezbyt gęsto zapisane.
      Lustracja mogłaby doprowadzić do tego, że społeczeństwo zapragnęłoby rządu i
      parlamentu całkowicie pozbawionego elementów lewicowych.
      Odsunięcie "starych towarzyszy" od koryta mogłoby zaowocować spadkiem notowań
      Agory na giełdzie (bo przecież ktoś daje te zlecenia na druk ogłoszeń i
      prospektów emisyjnych prywatyzowanych firm).
      Społeczeństwo przestałoby się słuchać "autorytetów moralnych" a nie daj Boże
      zaczęłoby samo myśleć i społeczeństwo mogłoby wymyśleć, że tylko prawicowe
      rządy mogą wyciągnąć nas z bagna, w którym się aktualnie znajdujemy.
      To jest to czego obawia się Adam Michnik.
        • basia.basia Wstrząs! 28.09.04, 16:53
          Gość portalu: t napisał(a):


          > www.czytanki.hox.pl/maleszka.html

          To niesamowite! Coś o tym czytałam, znam tekst Maleszki, w którym
          o wszystkim opowiada i stanowisko GW ale o wypowiedzi Krzysztofa
          Kozłowskiego nie słyszałam. Obrzydliwe!

          Coraz mniej mam szacunku dla ludzi, którym podobno
          tak wiele zawdzięczamy:(((
          • lisekrudy Re: Wstrząs! 28.09.04, 17:11
            basia.basia napisała:

            > ale o wypowiedzi Krzysztofa
            > Kozłowskiego nie słyszałam. Obrzydliwe!

            Teraz Romanowski powtorzyl to samo: donosicielami nie sa ci, ktorzy donosili w
            PRL tajnej policji, ale ci, ktrorzy dzis o nich glosno mowia. Zgadzam sie:
            obrzydliwe!

            L.
            • Gość: t Wstrząs dla systemu IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 28.09.04, 17:45
              Alergia jaką wywołuje w środowisku "GW" lustracja jest zrozumiała.
              Odblokowanie archiwów sprawi (sprawiło?), że obraz PRL-u jaki chcieliby
              wylansować jako "jedyny obowiązujący" będzie nie do utrzymania. Na szczęście
              do "obiegu" wchodzą nowe pokolenia historyków, dla których niewiele znaczą
              stare układy środowiskowo-towarzysko-ideowe. Ciekawe materiały publikują
              krakowskie "Arcana", np. "Krakowscy cisi i gęgacze" Henryka Głębockiego z
              numeru 51/52,z którego zacytuję fragment: "Dokumentacja SB z archiwum IPN (...)
              pokazuje opozycję "od przodu i od tyłu", przypomina sprawy, które pomimo
              czternastu lat od 1989 roku nadal z różnych względów nie są do końca
              wyjaśnione. Jedną z nich są nieoficjalne pertraktacje między przedstawicielami
              KOR i władz PRL, co stało się w latach 70. tych powodem ostrych polemik w łonie
              opozycji. Na ślad jednego z tym związanych epizodów naprowadza nas raport L.
              Maleszki, z sierpnia 1977 r., dotyczący okresu po amnestii, dzięku której,
              wyszli z więzień aresztowani w maju 1977 r, aktywniejsi działacze KOR: "W dn.
              28.7.77 w parku, niedaleko miejsca zamieszkiwania Kuronia obok Cytadeli w godz.
              dopołudniowych spotkali się L. Dorn, S. Kawalec, J. Zemer, L. Maleszka, S.
              Kowalski i J. Kuroń. W trakcie tego spotkania Jacek Kuroń szeroko omawiał
              działalność opozycji w Polsce, m.in. stwierdził, że dzień po zwolnieniu z
              aresztów członków KOR-u do prof (Edwarda) Lipińskiego przyszedł v-ce premier
              Secomski z gorącą prośbą, aby członkowie KOR-u zgodzili się powstrzymać o 3 dni
              z wydaniem oświadczenia nt. ich zwolnienia. Wg. Kuronia prośba ta związana była
              z aktualną wizytą E(dwarda) Gierka w Moskwie. V-ce premier Secomski m/in. miał
              stwierdzić, że o porozumieniu ideologicznym między rządem a opozycją nie ma
              mowy, ale możliwe są realne obustronne kompromisy, które każdemu wyjdą na
              dobre. Dalszy ciąg będzie z nimi prowadził socjolog, Jan (Józef)Szczepański,
              który nie jest z nikim formalnie związany, nie jest oficjalnym przedstawicielem
              rządu, ale może być negocjatorem w tych sprawach. J. Kuroń w dalszej swej
              wypowiedzi przedstawił program działalności opozycji, który ponownie omawiał w
              tym samym dniu w godz. wieczornych na spotkaniu u A. Celińskiego. W wym
              (ienionym) parku ok. godz 13.00 część z tych osób, wraz z Kuroniem udała się do
              Milanówka, jak stwierdzili "na dalsze pertraktacje z przedstawicielami rządu".
              W tym samym dniu ok. godz 20.00 w mieszkaniu A. Celińskiego odbył się bankiet,
              z okazji - jak oświadczyli, zebrani zwycięstwa związanego z faktem uwolnienia
              aresztowanych członków KOR-u. (...). J. Kuroń do Celińskiego przyjechał z
              Milanówka i na wstępie oświadczył zebranym: "...pragnę was wszystkich jak tu
              jesteście, prosić, abyście kategorycznie zapomnieli o tym, że były jakieś
              rozmowy z przedstawicielami rządu, a gdyby ktoś o to pytał, proszę mówić, że
              nic nie wiecie, ponieważ tego wymaga dobro sprawy, jeżeli chcemy, aby te
              rozmowy toczyły się dalej...". Żadnych szczegółów rozmów w Milanówku nie
              ujawnił". Dodajmy, że faktu prowadzenia tych rozmów nie udało się zachować w
              tajemnicy i stało się to powodem ostrej krytyki ROPCIO, zwłaszcza ze strony L.
              Moczulskiego".
              Jak widać Maleszka miałby pewnie wiele do opowiedzenia - gdyby zechciał ....
              • basia.basia Re: Wstrząs dla systemu 28.09.04, 18:07
                Gość portalu: t napisał(a):

                > Alergia jaką wywołuje w środowisku "GW" lustracja jest zrozumiała.
                > Odblokowanie archiwów sprawi (sprawiło?), że obraz PRL-u jaki chcieliby
                > wylansować jako "jedyny obowiązujący" będzie nie do utrzymania. Na szczęście
                > do "obiegu" wchodzą nowe pokolenia historyków, dla których niewiele znaczą
                > stare układy środowiskowo-towarzysko-ideowe. Ciekawe materiały publikują
                > krakowskie "Arcana", np. "Krakowscy cisi i gęgacze" Henryka Głębockiego z
                > numeru 51/52,z którego zacytuję fragment: "Dokumentacja SB z archiwum IPN (...)

                Czy to numer z tego roku? Chętnie sobie poczytam:)
                Ten fragment jest szokujący:(

                Ostatnio ciągle coś czytam o tamtych czasach i to jest jak łamigłówka, której
                części zaczynają się powoli układać. Przedwczoraj (dopiero!) przeczytałam
                słynny artykuł Michnika "Wasz prezydent nasz premier" i popadłam w zdumienie.
                Uświadomiłam sobie, że nigdy go nie czytałam a znałam tylko we fragmentach.
                Podejrzewam, że tak jest z wieloma z nas, bo to był okres wakacji.
                Jak się to czyta teraz to wrażenia są dziwne. Zamierzam wklepać tekst, może
                nawet dzisiaj a teraz muszę kończyć:(

                Pozdrawiam
                • tad9 Re: Wstrząs dla systemu 28.09.04, 18:46
                  basia.basia napisała:

                  > Czy to numer z tego roku? Chętnie sobie poczytam:)

                  To numer z zeszłego roku . "Arcana" nr. 51-52 (3-4/2003). Jest w nim także
                  godny uwagi artykuł "SB wobec I Krajowego Zjazdu Delegatów NZSS "Solidarność".
                  Numery z tego roku też są ciekawe. W ostatnim, są materiały o działaniach SB
                  wobec środowiska "Nowej Fali" (głównie Zagajewskiego)

                  > Ten fragment jest szokujący:(

                  Obawiam się, że to, co mogłoby zaszokować najbardziej, poszło z dymem. Przecież
                  archiwa były czyszczone i to nie raz (chyba, że paru sprytnych generałów
                  zabrało sobie do domu trochę materiałów "na pamiątkę"). Ale i to, co zostało
                  daje do myślenia. Szokujący fragment powiadasz? A co powiesz o tym: "Kolejny
                  problem wzbudzający kontrowersje i będący powodem rozłamów w opozycji
                  przedsierpniowej, łączący się z nieoficjalnymi kontaktami z przywódcami PRL. to
                  stosunek do obozu władzy i ewentualnego prowadzenia politycznej gry z jego
                  skrzydłami, a szczególnie z tym, które aktualnie uznawano za
                  bardziej "liberalne", co zarzucano szczególnie J. Kuroniowi. Przykładem
                  aktualności tego problemu może być kolejny fragment raportu L. Maleszki z
                  sierpnia 1977 r. na gorąco notującego koncepcje Jacka Kuronia, który zachęcał
                  do prowadzenia takiej gry z potencjalnymi partnerami z obozu rządzącego: "Innym
                  elementem wyznaczającym dalsze działania opozycji jest to, że po totalnej
                  klęsce, jaką poniosło państwo wypuszczając zatrzymanych członków KOR-u, nie
                  mając odwagi robić im procesów, po skompromitowaniu się SB w świetle
                  prowadzonych przesłuchań na okoliczność procesów, po tych wszystkich klęskach
                  wydaje się, że w interesie państwa leży przeprowadzenie manewru
                  demokratycznego, który będzie tym trudniejszy, że należy spodziewać się bardzo
                  poważnych przeciwdziałań sił SB i grup partyjnych, opowiadających się za SB w
                  łonie samego rządu. Manewr ten E. Gierek będzie chciał przeprowadzić na przekór
                  całej tej trochę dziwnej strukturze politycznej, jaka istnieje w nasyzm kraju i
                  w tym manewrze opozycja powinna poprzeć go, ale tylko w ten sposób, aby każdy
                  następny krok, dokonywany przez rząd kierunku uzdrownienia sytuacji w kraju, a
                  te kroku są wyraźnie wypunktowane w ostatnim oświadczeniu KOR-u: znieść
                  cenzurę, stworzyć wolne związki zawodowe, stworzyć możliwość powstania
                  swobodnych organizacji itd., aby każdy następny krok był wykorzystywany przez
                  opozycję, jako odskocznia do budowania na tej bazie swojego programu i swoich
                  własnych struktur politycznych. Należy w tej grze w związku z tym aktywnie
                  partycypować, szczególne inicjatywy powinien przejawiać tzw. ruch oddolny, do
                  którego należy zaliczyć SKS-y" (źródło - podany artykuł z "Arcan"-ów.). Wydaje
                  się, to dość ryzykownym, ale możliwym do zrozumienia projektem "gry" z władzą,
                  rzecz w tym, że jednocześnie pojawiły się pomysły zmierzające do
                  monopolizowania opozycji przez KOR, o czym w kolejnym odcinku.

                  > Ostatnio ciągle coś czytam o tamtych czasach i to jest jak łamigłówka, której
                  > części zaczynają się powoli układać. Przedwczoraj (dopiero!) przeczytałam
                  > słynny artykuł Michnika "Wasz prezydent nasz premier" i popadłam w zdumienie.

                  Warto by też poczytać raz jeszcze wspólny artykuł Michnika i Cimoszewicza, czy
                  słynną rozmowę Michnika z Kiszczakiem.


                  > Jak się to czyta teraz to wrażenia są dziwne. Zamierzam wklepać tekst, może
                  > nawet dzisiaj

                  Będę zobowiązany. Stare gazety zwykle się wyrzuca, a mogą się czasem przydać!


                  > Pozdrawiam
                  • basia.basia "Wasz prezydent nasz premier" 28.09.04, 23:42
                    „Gazeta Wyborcza” Nr 40 Poniedziałek 3 lipca 1989
                    „Wasz prezydent nasz premier”

                    W najbliższym czasie przesądzony zostanie kształt układu politycznego w Polsce.
                    Dotychczas największe emocje wzbudza osoba kandydata do urzędu prezydenta. To
                    źle, że w takiej sytuacji górę bierze pamięć i retoryka. Spróbujmy przyjrzeć
                    się sytuacji spokojnie i odpowiedzieć: jaki układ polityczny jest Polsce
                    potrzebny na najbliższe miesiące i lata?

                    Sytuacja gospodarcza jest katastrofalna. Krajowi grożą społeczne wybuchy i
                    niepokoje. Miażdżące zwycięstwo „Solidarności” w wyborach dowodzi, że Polacy
                    opowiadają się za zasadniczą zmianą. Ten sam sens mają powtarzające się głosy
                    na temat ewentualnej kandydatury Lecha Wałęsy do urzędu prezydenta.

                    Cóż odpowiada na to przewodniczący „Solidarności”? Przypomina realia sytuacji
                    międzynarodowej i wewnętrznej. Przypomina o sąsiadach Polski ze wschodu, zachodu
                    i południa: przypomina o dysponentach aparatu przemocy (MSW, MON) w Polsce.
                    Zastanówmy się nad tymi uwarunkowaniami.

                    W naszej części świata trwa ostry konflikt przeciwników totalitarnego komunizmu
                    z jego obrońcami. Jest doniosłym znakiem czasu, że w ZSRR dokonuje się proces
                    destabilizacji. Zachodzące tam przeobrażenia, wynik nacisku sił
                    antytotalitarnych nakazują stwierdzić,
                    że wspólnym celem narodu polskiego i narodów ZSRR jest przezwyciężenie
                    stalinowskiego dziedzictwa i budowa ładu demokratycznego. W ZSRR trwają
                    poszukiwania rynkowego mechanizmu gospodarczego i sposobów dekolektywizacji
                    rolnictwa. Budzą się do życia narodowe kultury i ludzkie aspiracje do wolności
                    i godności.

                    Czyż sens polskich wysiłków nie jest podobny? I czyż nie taka jest płaszczyzna
                    wspólnoty naszych interesów? Dlatego przemiany w Polsce nie godzą w rosyjski
                    interes narodowy Związku Radzieckiego – lecz w system totalitarnego
                    stalinowskiego komunizmu. Głosy upowszechniające dziś w Polsce antyrosyjską
                    fobię – tak starannie rejestrowane przez obserwatorów – są wyrazem
                    dezorientacji lub po prostu prowokacją organizowaną przez przeciwników przemian.
                    Inaczej w NRD i Czechosłowacji. Tam gazety radzieckie są konfiskowane a dążenia
                    reformatorskie tłumione.

                    Czym jest Polska postrzegana z Moskwy? Wielkim i ważnym laboratorium procesu
                    przechodzenia od systemu totalitarnego do demokracji parlamentarnej. Nasza
                    porażka
                    lub sukces wzmocni lub przekreśli tendencje powrotu do stalinizmu w Moskwie.

                    W jaki sposób może ruch demokratyczny zwyciężyć stalinowską nomenklaturę bez
                    rewolucji i przemocy? Twierdzę, że tylko poprzez sojusz demokratycznej opozycji
                    z reformatorskim skrzydłem obozu władzy. Polska stoi w obliczu takiej
                    możliwości. Zważmy: nie jest łatwo wyjść z totalitarnego komunizmu. Dotąd
                    nikomu się to nie udało. Podjąć musimy zatem dzieło bez precedensu.

                    Polsce potrzebny jest teraz silny i wiarygodny układ władzy. Nie wystarczą
                    żadne zmiany fasadowe: zastąpienie jednego drugim spośród kandydatów na
                    prezydenta czy premiera. Dlatego twierdzę: roztrząsanie osobistych przewag
                    generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka
                    jest drogą fałszywą. Obu z nich przez wiele lat publicznie atakowałem. I o obu
                    mógłbym dziś powiedzieć sporo słów pozytywnych. Wszelako rzecz nie w ludziach
                    lecz w mechanizmach.

                    Potrzebny jest układ nowy, możliwy do zaakceptowania przez wszystkie główne
                    siły polityczne. Nowy, ale gwarantujący kontynuację.
                    Takim układem może być porozumienie, na mocy którego prezydentem zostanie
                    wybrany kandydat z PZPR, a teka premiera i misja sformowania rządu powierzona
                    kandydatowi „Solidarności”.
                    Taki prezydent będzie gwarantował ciągłość władzy, umów międzynarodowych
                    i wojskowych sojuszy. Taki rząd będzie miał mandat ogromnej większości Polaków
                    i zagwarantuje konsekwentną zmianę systemu gospodarczego i politycznego. Tylko
                    taki
                    układ władzy może zrealizować w praktyce postulat „wielkiej koalicji” i ma
                    szanse otrzymać odpowiednią pomoc dla odbudowy gospodarczej kraju. I będzie to
                    układ wiarygodny dla Polski i świata.

                    Adam Michnik
                    • Gość: stąd Re: "Wasz prezydent nasz premier" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 01:33
                      Pamiętam dokładnie. Bo był to ważny dzień w moim życiu.
                      Po przeczytaniu tego artykułu nigdy już nie kupiłem Gazety Wyborczej.

                      Michnik napisał:

                      > W najbliższym czasie przesądzony zostanie kształt układu politycznego w
                      Polsce.

                      On już wtedy doskonale wiedział jaki kształt go interesuje i dał wyraz temu w
                      następnych zdaniach.

                      > W jaki sposób może ruch demokratyczny zwyciężyć stalinowską nomenklaturę bez
                      > rewolucji i przemocy? Twierdzę, że tylko poprzez sojusz demokratycznej
                      > opozycji z reformatorskim skrzydłem obozu władzy.
                      ...
                      > Polsce potrzebny jest teraz silny i wiarygodny układ władzy.
                      > Wszelako rzecz nie w ludziach lecz w mechanizmach.
                      > Potrzebny jest układ nowy, (...) ale gwarantujący kontynuację.
                      > Takim układem może być porozumienie, na mocy którego prezydentem zostanie
                      > wybrany kandydat z PZPR, a teka premiera i misja sformowania rządu powierzona
                      > kandydatowi „Solidarności”.
                      > Taki prezydent będzie gwarantował ciągłość władzy, umów międzynarodowych
                      > i wojskowych sojuszy.
                      > Tylko taki układ władzy może zrealizować w praktyce postulat „wielkiej
                      > koalicji".
                      > I będzie to układ wiarygodny dla Polski i świata.

                      Był to okres euforii i mało kto wczytywał w rzeczywisty sens publikowanych
                      wówczas tekstów. Pamiętajmy, że w tamtym czasie GW miała pozycję
                      monopolistyczną po naszej stronie barykady. Tyle, że jak się okazało - Michnik
                      i jego "stronnictwo" siedzieli na tej barykadzie okrakiem.
                      P.S.
                      Ciekawe ile zapisanych kartek zostało w teczce Michnika po jego wizycie w
                      archiwach SB?
                  • Gość: t Re: Wstrząs dla systemu IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 29.09.04, 16:19
                    Podaję obiecany fragment artykułu dotyczący prób monopolizowania opozycji,
                    przez środowisko KOR-owskie: "Kolejny problem, który nawet w szczątkach
                    zachowanych materiałów dotyczących opozycji pojawia się wielokrotnie, to spory
                    i zarzuty o monopolizowanie wpływów wśród opozycji, wyrażający się nie tylko w
                    postaci dostępu do funduszy, ale przede wszystkim w kontrolowaniu kanałów
                    informacji, a także w faktycznym definiowaniu, czym opozycja jest i kto ma
                    prawo do niej przynależeć. Przykładem są pomysły Jacka Kuronia, na gorąco
                    przytoczone w raporcie Maleszki dla SB, z sierpnia 1977, gdy dyskutowano nowy
                    kształt KOR i działań opozycyjnych. Pokazuje to, skąd w środowiskach
                    skonfliktowanych z Kuroniem brały się wysuwane wobec niego zarzuty o próby
                    zachowania pozycji monopolistycznej na scenie opozycji w PRL: "Drugi projekt,
                    który zresztą nie wyklucza pierwszego, to projekt utworzenia, jak stwierdził
                    Kuroń, tzw. "Rady Starców". Chodziłoby tutaj o zaangażowanie do niej ludzi
                    starszych, zaufanych, o bardzo dużym autorytecie społecznym, takich jak prof.
                    Kiebanowski (właść: Jan Kielanowski) czy Lipski. Sens działania takiej rady
                    byłby taki, że mieliby oni niejako pryncypialnie kontrolować od strony
                    ideologii ruchy społeczne, tzn. chodzi o to, aby w obrębie ruchów społecznych
                    nie powstały takie ruchy, które np. mogłyby inspirować SB, a które byłyby
                    zdecydowanie przeciwnymi pryncypialnym zasadom praw człowieka. Do takich ruchóe
                    można zaliczyć m.in. antysemityzm, ruchy, które narzucałyby tępienie
                    komunistów, gdyż nie można dopuścić do fanatycznego antykomunizmu w Polsce,
                    ruchy nacjonalistyczne typu: rewindykować granice Polski na wschodzie sprzed
                    1939 r. zająć Ukrainę i Białoruś jako ziemie polskie itp. W tym celu do
                    kontroli tych ruchów byłaby powołana "Rada Starców". (źródło - cytowany już
                    artykuł z "Arcan"ów). Zarys owych ruchów jest zupełnie fantastyczny. Trudno się
                    spodziewać pojawienia się znaczących ruchów wzywajacych do zajęcia Ukrainy i
                    Białorusi, czy "tępienia komunistów". W praktyce KOR zwalczał konkurencję ze
                    srony np. ROPCiO: "L. Maleszka przedstawiając tło konfliktu nie tylko między
                    KOR a ROPCiO, ale i wewnątrz KOR, między opowiadającym się za pluralizacją
                    opozycji środowiskiem A. Maciarewicza ("Głos") i J. Kuroniem ("Krytyka")
                    zwracał uwagę na zasadnicze przyczyny podziałów, które możnaby operacyjnie
                    wykorzystać: "Wydaje się, że największa nienawiść KOR-u do ROPCiO idzie po
                    linii, że jest to firma konkurencyjna i nie chce się podporządkować KOR-owi
                    taktycznie. Natomiast ideologicznie to tutaj te różnice wyraziście się
                    akcentują i tutaj dochodzi do ataku z furią, szczególnie na tych, co atakują
                    Michnika. ROPCiO określa się, że są to spadkobiercy (Romana) Dmowskiego,
                    antysemitów, moczarowców, degeneratów, (Józefa) Piłsudzkiego itp."
                    • basia.basia Re: Wstrząs dla systemu 30.09.04, 00:04
                      Gość portalu: t napisał(a):

                      > Podaję obiecany fragment artykułu dotyczący prób monopolizowania opozycji,
                      > przez środowisko KOR-owskie: ...

                      Bardzo dziękuję:) Kupię sobie ten egzemplarz Arcanów, bo wiem gdzie mają
                      w sprzedaży stare egzemplarze. Pisałam już, że się to wszystko powoli
                      układa jak puzzle. To co wklepałeś przypomina mi opowieść samego Michnika
                      na temat rozłamu w KOR w "Między panem a plebanem". Wygląda na to, że tam
                      po prostu usiłował ukryć, że jest to podział najprostszy z możliwych tzn.
                      na lewicę i prawicę. Wyczytałam gdzieś, że było takie posiedzenie OKP,
                      gdzie ktoś w czasie gorącej dyskusji użył pod adresem Michnika i jego
                      stronnictwa określenia "lewica laicka" (to zresztą jego patent) a on
                      wtedy wybuchnął i powiedział coś takiego: "jak ja jestem lewica laicka
                      to wy jesteście świnie". A potem jął zacierać ślady ze zdwojoną siłą,
                      bo wiele sobie trudu zadał w różnych artykułach, by wmówić ludziom,
                      że podziały na lewicę i prawicę są bez sensu. To skutkowało m.in. tym,
                      że potem z kolei w UW bardzo się starano udawać, że tam wszyscy mają
                      jednakowe poglądy i o żadnych sporach światopoglądowych mowy nie ma.
                      Wydaje mi się, że jest jeszcze inna, nie mniej ważna płaszczyzna. Adam
                      Michnik jest niewolnikiem wychowania w środowisku komunistycznym oraz
                      pochodzenia. On przecież walczył o "socjalizm z ludzką twarzą" i za to
                      wysiadywał w tych więzieniach a część jego kolegów z KOR walczyła o wolną
                      Polskę a nie "kontynuację + stopniowa demokratyzacja". Ja uważam, że
                      on nie rozumie demokracji. Ma umysł skażony tym całym "heglowskim ukąszeniem"
                      i daje dowody na to jeszcze dzisiaj. On się tak zapętlił po tych wszystkich
                      woltach, które wykonał, że nie ma już dla niego wyjścia z tej sytuacji.
                      Kuroń przynajmniej przyznał, że się mylił i obarczał się winą za różne
                      rzeczy, którym nie zapobiegł czy w nich uczestniczył - w tych ostatnich
                      latach dokonywał rozrachunków i był wobec siebie uczciwy. Michnik się
                      nigdy na nic podobnego nie zdobędzie:(

                      Pozdrawiam
                      B.


                      • Gość: oz Re: Wstrząs dla systemu IP: *.avenel01.nj.comcast.net 02.10.04, 21:33
                        no to jesteś blisko prawdy, ale o prawdę się jeszcze nie oparłaś. trocki moje
                        kochanie też był wysłany przez nowojorskie środowiska bankierskie. jego
                        intencją nie była rewolucja marksistowska tylko pogrążenie kleru i zdobycie
                        kontroli nad gospodarką rosyjską. ale zaczynasz wysuwać wnioski. to początek.
                    • Gość: t Re: Wstrząs dla systemu IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 03.10.04, 18:34
                      Jeszcze trochę o monopolizowaniu opozycji przez KOR:
                      "Problem monopolu na reprezentowanie opozycji, zwłaszcza na zewnątrz PRL,
                      dotyczył także związanego ściśle i zdawałoby się blisko współpracujacego z
                      Kuroniem środowiska SKS-ów. Kolejny raport L. Maleszki przypomina jeden z
                      epizodów pokazujących "na gorąco" rywalizację o wpływy i wskazuje pośrednio na
                      możliwość wykorzystywania tego rodzaju konfliktów do gier operacyjnych
                      SB: "Teraz jak na to wszystko nakłada się sprawa wrocławska. Jest to sprawa
                      skomplikowana, bo tutaj nakłada się kilka historii. Jest to z grubsza biorąc
                      tak: Opozycja KORowska straciła wszelkie monopole w stosunku do Ruchu Obrony.
                      Za to posiada jeszcze jeden największy monopol w stosunku do opozycji
                      studenckiej. Jest to problem w ogóle niezależności ruchu, jego niezależności
                      również od KOR-u. Tym monopolem jest monopol informacji. Kuroń co prawda w
                      swych tekstach występuje przeciwko monopolowi informacji, ale sytuacja w tej
                      chwili wygląda tak, że monopol informacji posiada ten, kto posiada samodzielne
                      kontakty informacyjne na Zachód i kto może swobodnie przekazywać "Wolnej
                      Europie" to, co chce przekazać. Tu istnieje pełna pula możliwości Kuronia. Nie
                      ma już jednak monopolu poligraficznego, bo Wrocław poligrafię posiada, a Kraków
                      takie możliwości będzie posiadał. Ten monopol się ewidentnie rozwiał. Nie ma
                      monopolu na informację wewnętrzną, istnieje natomiast monopolna informację
                      zewnętrzną. Z tym, że informacja zewnętrzna jest ważniejsza, bo "Wolnej Europy"
                      słucha więcej ludzi, a wydawanych nielegalnie materiałów czyta w zasadzie
                      niewielki krąg ludzi w kraju. W związku z tym konflikt powstał już miesiąc
                      temu, po kolegiach karnych jakie odbyły się we Wrocławiu. Wrocław przekazał
                      Kuroniowi swoje oświadczenie o wypadkach i swoje oświadczenie o funduszu. I
                      teraz Kuroń robi coś takiego: to oświadczenie o wypadkach pcha na Zachód, a
                      oświadczenie o funduszu w ogóle nie przekazuje. Dlaczego? Wprost Kuroń na to
                      nie odpowie. Niemniej ja rozmawiałem z Kuroniem i wiem o co jemu chodziło. Jemu
                      chodziło o to, że powstanie drugiego funduszu obrony prowadzi do takiej
                      sytuacji, że pieniądze, które przepływają z Zachodu zostają rozdzielone na
                      Zachodzie na ten fundusz, który powstaje we Wrocławiu i fundusz samoobrony
                      społecznej, który jest bazą ekonomiczną KOR-u. W związku z tym, Kuroń wyszedł z
                      założenia, że KOR nie powinien płacić ludziom, którzy zostali skazani przez
                      kolegia, nie dlatego że nie ma na to, tylko dlatego, że jeśli się im zapłaci,
                      to oni nie będą nic robić. Natomiast jeżeli im się nie zapłaci, to się ich
                      zmusi do zbierania pieniędzy, a jeżeli będą zbierać pieniądze, to dochodzi do
                      demonstracji, a o to chodzi Kuroniowi. Natomiast powstanie niezależnego,
                      drugiego funduszu, wg Kuronia jest nonsensem, bo powstaje inicjatywa niezależna
                      od KOR-u. Dla niego jest to sprawa bardzo ważna, bo dąży do wmanewrowania SKS-
                      ów w ruch KOR-owski. Dlatego w ostatnim Biuletynie KOR-owskim napisali, że
                      fundusz, który powstał we Wrocławiu jest tylko przeznaczony na pokrycie
                      grzywien, przez tych, co zostali skazani, co jest nieprawdą, ale im tak było
                      wygodnie napisać. Sprawa wrocławska przybrała taki finał."
    • iza.bella.iza Czego się boi Michnik 29.09.04, 00:32
      Może, tego:

      "W rozpracowywaniu Romaszewskiego brał udział, między innymi, Andrzej
      Anklewicz, oficer SB, a za rządów SLD szef Urzędu Ochrony Państwa. - To on w
      jednym z dokumentów na mój temat wydał polecenie: "Nie dopuścić do napisania
      doktoratu". Jak widać, nie udało mu się to, bo w końcu doktorat obroniłem -
      mówi Romaszewski. Interesujące było też to, komu w latach 80. dostarczano
      informacje, wyciągi z akt Romaszewskiego. - Otóż byli wśród nich: Miller,
      Oleksy, Kwaśniewski i Reykowski.

      - Z teczek można się sporo dowiedzieć na temat drugiej strony - podkreśla
      senator. - Bezpieka była dość inteligentna. Jednak dokumenty są raczej
      jednostronne, pisane pod jednym kątem. Esbeków interesowały konflikty,
      sprzeczki, różnice w poglądach opozycji. Wszystko po to, by te konflikty
      podsycać, skłócać ludzi ze sobą i łatwiej ich kontrolować. Takie było, między
      innymi, zadanie agentury."

      www.nowe-panstwo.pl/006_2004_miesiecznik/006_2004_dossier.htm
      • basia.basia Re: Czego się boi Michnik 29.09.04, 00:52
        iza.bella.iza napisała:

        >
        > www.nowe-panstwo.pl/006_2004_miesiecznik/006_2004_dossier.htm

        Przeczytałam Twój link. Robi się ostatnio coraz goręcej.
        To niesłychanie ciekawe. Ja trafiłam na taki kawałek (to
        jest z artykułu w GW dotyczącym konferencji w Ann Arbour):

        "Adam Michnik: Któregoś dnia prof. Andrzej Paczkowski w obecności kilkunastu
        osób spytał mnie: Czy wiesz, że gen. Kiszczak opowiada, że ukradłeś z archiwów
        MSW dokumenty na swój temat? Odparłem, że trudno mi w to uwierzyć. Wtedy
        Paczkowski powołał się na historyka Petera Rainę, który siedział obok - ten zaś
        potwierdził słowa Paczkowskiego.
        Gen. Czesław Kiszczak: Pomysł, iżby Adam Michnik wyniósł z archiwów MSW swoją
        teczkę, to całkowity wymysł. Bzdura. Wiosną 1990 r. specjalna komisja, której
        członkiem był Michnik, badała zasoby archiwum. Członkowie komisji nie mogli
        niczego przepisywać, kopiować, ani wynosić. Cały czas byli pilnowani przez
        funkcjonariuszy Biura C, któremu podlegały archiwa. Zresztą nawet fizycznie
        Michnik nie byłby w stanie wynieść swoich akt. Jego teczki rozpracowania -
        czyli to, co SB nazbierała na niego przez wszystkie te lata - to grube, opasłe
        tomiszcza, których sam nie potrafiłby ani unieść, ani tym bardziej zabrać.
        Peter Raina nigdy nie pytał mnie o teczki Michnika; nie przypominam sobie
        nawet, byśmy kiedykolwiek rozmawiali o działalności komisji do badania archiwów
        MSW."


        Grube, opasłe tomiszcza! Potrzebował chyba 3 miesięcy, żeby sobie
        poczytać. Co o tym myślisz? Jakich sekretów broni?

        pzdr
        B.
        • iza.bella.iza Re: Czego się boi Michnik 29.09.04, 01:22
          basia.basia napisała:

          > Grube, opasłe tomiszcza! Potrzebował chyba 3 miesięcy, żeby sobie
          > poczytać. Co o tym myślisz? Jakich sekretów broni?

          Myślę, że mimo wszystko nie swoich własnych, ale raczej ludzi, z którymi
          pracował i pracuje przez lata i z którymi jest związny poprzez politykę i
          interesy ekonomiczne.

          > pzdr
          > B.

          Ja też:)
    • iza.bella.iza O sprawie Karkoszy i niedoskonałościach IPN 29.09.04, 00:37
      Porównajcie jak rożnie można pisać o tym samym problemie.

      "Latem tego roku "Tygodnik Powszechny" opublikował fragmenty pracy
      magisterskiej o rozpracowaniu przez SB środowiska SKS w Krakowie, pisanej na
      uczelni peerelowskiego MSW przez oficera SB. W tekście jako źródło informacji
      wymieniano tajnego współpracownika SB o pseudonimie "Ketman". Postać o tym
      kryptonimie pojawia się też m.in. w materiałach, związanych z inwigilacją przez
      SB tragicznie zmarłego - prawdopodobnie pobitego na śmierć przez ludzi SB -
      krakowskiego opozycjonisty Stanisława Pyjasa. Na podstawie zawartych w pracy
      magisterskiej szczegółów dawni działacze SKS skojarzyli tę postać z
      Maleszką. "Zapytałem go wprost; przyznał mi się, że "Ketman" to on" - mówił PAP
      Bronisław Wildstein, jeden z sygnatariuszy listu".

      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1183124&MP=1
    • basia.basia IPN przystępuje do obrony ... 30.09.04, 23:10
      po ataku prof. Andrzeja Romanowskiego:

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040930/publicystyka/publicystyka_a_8.html
      Fragmenty:

      "Teczki i ponura rzeczywistość policyjnej PRL
      IPN na celowniku

      ANTONI DUDEK
      PAWEŁ MACHCEWICZ

      Od początku było jasne, że te potyczki stanowią tylko przygrywkę do głównej
      batalii, z jaką przyjdzie się zmierzyć tym wszystkim, którzy - mimo licznych
      ostrzeżeń o sezonowości tej pracy - zdecydowali się na zatrudnienie w IPN.
      Batalii dotyczącej teczek i wyłaniającej się z nich ponurej rzeczywistości
      policyjnego państwa, jakim była PRL.

      Kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy statystyki opracowane w Biurze "C" MSW, z
      których wynikało, że w latach osiemdziesiątych liczba tajnych współpracowników
      SB wzrosła z 30 do około 100 tysięcy, jasne stało się dla nas, że - mimo
      zniszczeń dokonanych w archiwach w latach 1989 - 1990 - rozpoczęcie
      kompleksowych badań nad archiwami bezpieki musi wywołać opór niespotykany w
      przypadku jakichkolwiek innych tematów ze współczesnej historii Polski. Tym
      bardziej że system archiwalny MSW - o czym przed 1989 r. wiedzieli tylko
      nieliczni - został zbudowany w ten sposób, że zniszczenie wszystkich informacji
      zgromadzonych na temat danej osoby było niezwykle trudne.
      (...)

      Presja na badaczy

      W rzeczywistości mamy bowiem do czynienia z olbrzymią presją wywieraną na
      badaczy, którzy mają świadomość, że ujawnianie konfidentów bezpieki wywoła
      lawinę oskarżeń o prowadzenie tzw. dzikiej lustracji czy też działania na
      polityczne zamówienie. Pierwszą głośną sprawą było ujawnienie roli, jaką w
      krakowskim podziemiu odgrywał przez długie lata Lesław Maleszka, w latach 90.
      redaktor "Gazety Wyborczej". Maleszka przyznał się publicznie do współpracy z
      SB, co przecięło rozpoczynającą się dyskusję. Gdyby zaprzeczał, przybrałaby ona
      zapewne taki kształt, jak obecny spór wokół Henryka Karkoszy, podziemnego
      wydawcy, po 1989 r. szefa legalnie już działającej Oficyny Literackiej. Teraz,
      kiedy grupa działaczy krakowskiego Studenckiego Komitetu Solidarności, która
      wcześniej zdemaskowała Maleszkę, oskarżyła Karkoszę, opierając się na
      dokumentach ujawnionych przez IPN, do ataku ruszył prof. Andrzej Romanowski.
      (...)

      Tajne są też materiały, którym służby specjalne przedłużyły tzw. klauzulę
      tajności, a także dane identyfikujące agentów zwerbowanych przez SB po lipcu
      1983 r., kiedy to gen. Kiszczak przeprowadził przez Sejm PRL ustawę o MSW,
      pierwszy raz w dziejach PRL upoważniającą bezpiekę do tego typu działań.
      (...)

      Takich strzałów kulą w płot jest w tekście profesora Romanowskiego mnóstwo.
      Zarzuca on na przykład IPN uniemożliwianie obrony Henrykowi Karkoszy, ponieważ
      ten nie ma dostępu do akt SB na swój temat. Skoro jednak Karkosza czuje się
      pomówiony o współpracę, to dlaczego od kilku miesięcy zwleka ze wstąpieniem na
      drogę sądową przeciwko autorom listu otwartego do "Karty" (gdzie pierwszy raz
      publicznie określono go jako TW "Monika") oraz IPN, który udostępnił dokumenty
      umożliwiające takie oskarżenie? IPN nie może udostępniać dokumentów byłym
      agentom, ponieważ zakazuje mu tego ustawa regulująca jego działalność. Godziłoby
      to też w ustawę lustracyjną, stanowiącą część porządku prawnego III
      Rzeczypospolitej. Może jednak byłoby lepiej, gdyby prof. Romanowski wprost
      podniósł postulat likwidacji lustracji? Wtedy dyskusja byłaby bardziej przejrzysta.

      Profesorowi Romanowskiemu nie podoba się też, że IPN zajmuje się przestępczą
      działalnością bezpieki do 31 grudnia 1989 r., a zatem okresem, który obejmuje
      również pierwsze miesiące istnienia rządu Mazowieckiego. Tak się składa, że w
      tym właśnie okresie, a także w pierwszych miesiącach 1990 r., SB nie tylko w
      błyskawicznym tempie zacierała ślady swej zbrodniczej działalności, niszcząc na
      wielką skalę dokumenty (za co notabene nikt nie poniósł odpowiedzialności), ale
      w dalszym ciągu energicznie rozpracowywała "ekstremistów" z KPN, Solidarności
      Walczącej i innych organizacji.

      Agenci nie są najważniejsi

      Najbardziej zdumiewający fragment artykułu prof. Romanowskiego brzmi
      następująco: "Czyżby po 1989 r., a przed powstaniem IPN, historycy nie
      korzystali z tajnych akt? Ależ korzystali, jak najbardziej! Uwzględniali
      procedury, zwracali się z oficjalną prośbą o odtajnienie, otrzymywali zgodę -
      pracowali". Tak się składa, że jako historycy specjalizujący się w dziejach PRL
      obaj mieliśmy okazję skorzystać w pierwszej połowie lat 90. z archiwów UOP,
      których dostępność tak zachwala niezorientowanym czytelnikom prof. Romanowski.
      Jeden z nas dostąpił nawet przy tej okazji zaszczytu osobistego kontaktu z
      oficerem UOP (zesłanym za sprawą bezlitosnej weryfikacji ministra Krzysztofa
      Kozłowskiego do archiwum), który - jak się okazało po latach dzięki lekturze
      dokumentów w IPN - należał do wyróżniających się funkcjonariuszy z komórki SB
      zajmującej się tzw. dezintegracją Kościoła.
      (...)

      Równe zasady

      Andrzej Romanowski uznaje zarówno potrzebę badania historii najnowszej, jak i
      ścigania zbrodni objętych ustawą o IPN, a także udostępniania historykom
      dokumentów aparatu bezpieczeństwa. "Czy jednak wolno godzić się na instytucję,
      która łącząc rozmaite porządki, tworzy prawnego i naukowego potworka?" - pyta
      retorycznie w zakończeniu swojej filipiki. Podobne wątpliwości co do zasadności
      istnienia IPN nie były podnoszone w ciągu tych dwóch lat, kiedy Instytut
      zajmował się zbrodnią w Jedwabnem. Oczywiście wyłączając te środowiska, które
      głosiły, że zbrodni tej dokonali Niemcy bez znaczącego udziału Polaków.

      Tymczasem bez bliskiej współpracy prokuratorów, archiwistów i historyków nie
      byłoby możliwe tak szybkie zbadanie zbrodni na Żydach dokonanych nie tylko w
      Jedwabnem, ale i Radziłowie, Wąsoszu oraz kilkunastu innych miejscowościach
      Łomżyńskiego i Białostocczyzny. Tak otwarty i rzetelny sposób rozliczenia się z
      trudną przeszłością został doceniony przez światową opinię publiczną,
      współtworzy pozytywny wizerunek Polski, przyczynił się walnie do tego, że
      stosunki polsko-żydowskie są w tej chwili lepsze niż kiedykolwiek w ciągu
      ostatnich kilkudziesięciu lat.

      Ale czy prawda ma być traktowana w sposób selektywny? Czy inne zasady powinny
      obowiązywać przy ujawnianiu zbrodni dokonanych w czasie wojny na Żydach, inne
      zaś przy poruszaniu bolesnych tematów z czasów komunistycznych, do których
      niewątpliwie należy współpraca agenturalna? Byłby to przejaw hipokryzji,
      odbierający wiarygodność zarówno badaczom, jak i instytucji.
      (...)

      • lisekrudy IPN broni sie nadal... 01.10.04, 11:11
        Wywiad prof. Leona Kieresa, w ktorym odpiera absurdalne zarzuty prof.
        Romanowskiego o lamanie prawa przez IPN:

        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041001/publicystyka/publicystyka_a_14.html
    • Gość: Andrzej.A Re: Agory strach przed lusteacją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 10:16
      Interpretacja i zrozumienie zdarzeń politycznych w naszym kraju jest podobna do
      interpretacji i zrozumienia tego co działo się przed II Wojną Światową, a
      zwłaszcza do dziłalności Stalina.
      Wszyscy lub prawie wszyscy mówią i mówili o nieprzygotowaniu ZSRR do wojny,
      oraz o "ewidentnie widocznej" paranoii jaką "widać gołym okiem" u Stalina.
      Ale znalazł się jeden czyli Wiktor Suworow, który o tym napisał i
      zinterpretował znane historyczne zjawiska inaczej. I nagle się okazuje, że
      powoli ta inna interpretacja a nie ta, którą wtłaczano nam do głów przez 50 lat
      jest równie prawdopodobna.
      Podobnie GW w chwili obecnej usiłuje poprzez swoją monopolistyczną pozycję
      i "autorytet moralny" narzucić nam taki ogląd spraw i wydarzeń lat 1989-2000
      ale i wcześniejszych, jaki jest dla nich wygodny.
      Oczywiście GW nie dysponuje aparatem NKWD tak jak Stalin ale z pozycji prawie
      monopolisty informacyjnego jest w stanie narzucić dużej części społeczeństwa
      swoją wersję.
      Na szczęście ukazało się już parę publikacji, które w oczywisty sposób
      zaprzeczają temu co GW usiłuje sprzedać społeczeństwu jako "świętą prawdę".
      Awantura wokół IPN-u jest po prostu kolejnym przejawem walki o "rząd dusz" i
      możliwość interpretacji najnowszej historii dla własnych potrzeb.
    • basia.basia Agory strach przed lustracją - cd. 11.10.04, 01:07
      Po artykułach Antoniego Pawlaka i Andrzeja Romanowskiego
      rozwinęła się dyskusja - w Rzepie Wildstein dał odpór
      obydwu panom a w ostatnim "puls minus" znowu do siebie piszą:)
      Oczywiście każdy pozostaje przy swoim zdaniu. Mnie najbardziej
      śmieszy jak to Pawlak określa tych, którzy zaglądają do swoich
      teczek jako frustratów znajdujących niezdrową przyjemność
      w babaraniu się w ... czy jakoś tak. Idiotyczny zarzut!
      Czy pan Pawlak, krakowski poeta nie wie o tym, że Adam Zagajewski
      przeczytał swoją teczkę i opowiedział co tam znalazł? "Arcana"
      opublikowały dokumenty z jego teczki w wakacyjnym wydaniu.
      Czytałam i myszę stwierdzić, że to jest niesamowita lektura.
      Nie dostałam wypieków ani nie doznałam brudnej satysfakcji.
      Ogarnęło mnie obrzydzenie kiedy zobaczyłam do jakiego stopnia
      tamten system ingerował w osobiste życie ludzi, którzy nie zgadzali
      się uczestniczyć w tym parszywstwie.

      Czy Pan Romanowski oraz pan Pawlak wiedzą jak złamany został
      Maciej Kozłowski, brat Krzysztofa Kozłowskiego? Czy czytali
      materiały z teczki "taterników"? Tutaj również nie dostawałam
      niezdrowych rumieńców! Czytałam o haniebnych metodach bezpieki
      i przekonałam się, że dotąd miałam tzw. blade pojęcie o tym
      jak to się robi.
      Tytułem wyjaśnienia, żeby nie było nieporozumień - Maciej
      Kozłowski miał w celi towarzysza podającego się za przyjaciela,
      który donosił zwierzchności o jego nastrojach, kondycji i dawał
      rady jak i kiedy go przycinąć (najlepiej przesłuchiwać na okrągło
      z małymi przerwami, by nie miał czasu zebrać siły do oporu) a poza
      tym wmawiał mu, że to czego nie chce powiedzieć dawno jest już wiadome.

      To nad takimi ludźmi jak ten wredny kumpel Kozłowskiego albo
      "przyjaciele" Adama ZAgajewskiego roztkliwiają się Romanowski
      i Pawlak. Na dodatek jeszcze oni dobrze wiedzą pewnie, że jednym
      z "opozycyjnych kumpli" Zagajewskiego był ten sam sławny Maleszka,
      który donosił na kolegów z SKS.

      • Gość: wqurwiony Re: Agory strach przed lustracją - cd. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 08:08
        > To nad takimi ludźmi jak ten wredny kumpel Kozłowskiego albo
        > "przyjaciele" Adama ZAgajewskiego roztkliwiają się Romanowski
        > i Pawlak. Na dodatek jeszcze oni dobrze wiedzą pewnie, że jednym
        > z "opozycyjnych kumpli" Zagajewskiego był ten sam sławny Maleszka,
        > który donosił na kolegów z SKS.

        A Kto pisał o "roztkliwianiu się"? Nie umiesz czytać głupia kobieto, zacznij od
        początku:
        www.elementarz.pl/
        • basia.basia Głupia kobieta odpowiada... 11.10.04, 11:10
          "Źródłem zła jest ustawa o Instytucie Pamięci Narodowej. Uchwalona przez Sejm 18
          grudnia 1998, znowelizowana 9 kwietnia 1999, powiada w art. 32: "Jeżeli w
          istniejących i dostępnych dokumentach, w które pokrzywdzony miał wgląd lub
          otrzymał ich kopie, znajdują się nazwiska funkcjonariuszy, pracowników lub
          kryptonimy współpracowników organów bezpieczeństwa państwa, którzy zbierali lub
          oceniali dane o nim, lub tych, którzy prowadzili tych współpracowników, to - na
          żądanie pokrzywdzonego - należy mu podać nazwiska oraz dalsze dane osobowe tych
          funkcjonariuszy, pracowników i współpracowników".

          Brzmi to tak niewinnie, że budzi wręcz odruch aprobaty - jako realizacja zasady
          sprawiedliwości. Faktycznie jednak znaczy to tyle, że NIC NIE JEST TAJNE. Że
          każdy, kto niegdyś został skrzywdzony przez UB bądź SB, może dziś czytać akta w
          IPN, wyciągać wnioski, poznawać wszelkie nazwiska. I bynajmniej nie ma zakazu
          przekazywania dalej tych nazwisk - art. 54 mówi wprost, że dane osobowe
          obywatela mogą być ujawniane bez jego zgody. A skoro tak, to jesteśmy w
          konflikcie z aż dwoma aktami prawnymi - z ustawą z 29 sierpnia 1997 o ochronie
          danych osobowych oraz ustawą z 22 stycznia 1999 o ochronie informacji niejawnych."

          Pan prof. Romanowski martwi się, że ludzie skrzywdzeni przez komunę
          ujawnią nazwiska swoich prześladowców a to jest niezgodne z ustawą
          o ochronie informacji niejawnych. Zgodnie z takim rozumowaniem te
          parenaście osób, które podpisały list otwarty w sprawie agenta
          Maleszki, złamały prawo.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka