warka_strong
25.09.04, 22:07
Lewicowa lewizna, robiąca lewe przekręty mimo wszystko utrzymuje ryje przy
korytach. Prawa prawica współtowarzyszy im w tej grze, uprawiając pozorną
walkę z komuchami. Ptactwo wodne lawirujące pomiędzy prawem i
sprawiedliwościa, z których obydwie jak do tej pory w tym kraju są nieobecne
[i nic nie wskazuje na ich rychłe przybycie]. Pięknokrawatni spod szyldu
ju-jitsu wprowadzili [dzięki swej nazwie] nieco "drugiej Japonii". Ligowe
rozgrywki drużyny Giertycha, dzięki swemu wdziękowi zniechęcają do udziału w
cyrku wyborczym. Żenujące spektakle towarzystwa z Wiejskiej uzasadniają
pytanie, czy legalnym jest pobieranie przez TV [prowładzową, ale publiczną]
abonamentu za serwowanie takiej "rozrywki". Wszystko to buja się na
platformie, niczym gibbon na linach. Linach podtrzymywanych niewidzialną ręką
baronów polskiego biznesu.
Do którejkolwiek z gazet nie zajrzeć znaleźć można rywalizację o to, kto
więcej afer pomieści na kolumnach redakcyjnych; kto bardziej "przyłoży" [i
oczywiście komu].
Wódz wszystkich polaków [wszechpolak ani chybi] bez skrupułów kopiujący wzorce
minonycch czasów, gdyśmy kochali ZSRR zawzięcie [a oni nas zażarcie]. Dziś
pokłony kieruje w inną zgoła świata stronę. Niegdyś jego zwierzchnicy wraz z
bratnimi sąsiadami uprawiali z lubością turystykę w Czechach. Dziś uprawiamy
busz w Iraku [w imię diabli wiedzą jakich korzyści]. Nasz wszechpolak obnosi
się z dumą przystojącą pawiowi, żeśmy tacy demokratyczni, że demokrację innym
siłą zalecamy. Niegdyś jego idole widzieli nas jako którąś tam Republikę. Dziś
prawieśmy którymś tam Stanem. Ważne, że w swej karierze zdążył już [wraz z
przecudnej urody małżonką] papieskie pierścienie fałszywie obślinić.
Niejaka lewica zlewiznowała swoje poglądy, waląc co i rusz poddańcze hołdy
czarnym. W ramach wzajemności nie są nadmiernie często besztani z ambony.
Co zostało z kraju, w którym już i tak niewiele funkcjonuje? Piszę niewiele,
gdyż jedynym sprawnym mechanizmem jest taśmociąg z kasą, dostarczający ją do
560. kieszeni naszych wybrańców [członków rodzin i innej maści przybocznych
policzyć nie sposób]. O rurociągu nie wspomnę, tym pompującym nasze pieniądze
do kieszeni elity rodzimego biznesu i bractw czarnej sutanny. Nie tak dawno
dowiedzieliśmy się, co z kraju tego zostaje. Hiroszima, którą z wdziękiem
zagrało upadłe przedsiębiorstwo. Hiroszima głupoty władz, niezależnie od ich
barw i idei. Hiroszima bezdennej chciwości i megalomanii elit panoszących się
przy żłobach, niczym konie w zamku Krzyżtopórskim, marmurowych. Hiroszima
egoizmu i politycznej ślepoty; szlacheckiego sobiepaństwa i saskiej rozpusty
tych, którym zawierzamy nasz byt narodowy. Obraz upadku wszelkich autorytetów
i wiary w prawdziwość czegokolwiek. Hiroszima...
Chciałbym szczerze kochać ten skrawek globu. Lecz jak kochać coś, co nie jest
wartością równą dla wszystkich? Jak kochać coś, gdy równiejsi są i ledwie równi?
Hiroszima... jednak nie do końca moja miłość.