cronny
22.05.16, 17:09
Podobno taka jest wola NARODU że to niby on, Kaczyński, ma być tu suwerennym jedynowładcą, który jednoosobowo włada Polską i Polakami. Ale przecież - tak naprawdę - nikt go w glosowaniu powszechnym nie wybrał do pełnienia funkcji ober szefa państwa, czyli 3w1: głowy sejmu, rządu i państwa.
Formalnie jest jednym z 460 posłów. I nie sprawuje żadnej funkcji w administracji państwowej.
Dostał w Warszawie ok. 202 424 glosy (o ok. 30 tysięcy mniej niż Ewa Kopacz).
Prezydent Duda dostał w I turze 5 179 092, w II turze 8 630 627 głosów.
Czemu akurat Jarosław Kaczyński, z tymi swoimi 200 tysiącami, jest ważniejszy od prezydenta? Bo co? Bo jest szefem PiS? Ale cały PiS dostał w wyborach 5 711 687 głosów. Czyli prawie 3,5 miliona mniej niż Andrzej Duda osobiście w II turze.
Beata Szydło, jako premier, reprezentuje Sejm RP. Czyli 15 mln 200 tys. 671 wyborców A przynajmniej PiS-owską większość sejmową, czyli 5 711 687 wyborców.
To czemu zachowuje się tak, jakby reprezentowała tylko Kaczyńskiego i i stojące za nim 200 tysięcy wyborców?
Jak się nazywa taki ustrój? Czy takie coś, co ma bardzo wątpliwa legitymizacje wyborczą można nazwać demokracją? Ale też - czy poprawne jest nazywanie takiej mieszaniny wiernopoddaństwa, lizusostwa i uzurpacji jakąś formą dyktatury?
A to lekceważenie demokratycznych struktur państwa i prawa (z Konstytucją w pierwszym rzędzie) oraz demokratycznych instytucji i procedur?
Co to jest? Czy dla takiej legitymacji i formy władzy jest jakaś nazwa? Autorytaryzm? Totalitaryzm? Autokracja? Despotia? Tyrania?
Czy trzeba wymyślić coś jakąś nowa nazwę ustroju, oddającą istotę i specyfikę tego konkretnego przypadku?
Ma ktoś jakiś pomysł?