witek.bis
07.07.16, 09:51
Burzliwa, nocna sesja rady miejskiej Głogowa szczęśliwie zakończyła się kompromisem. Przedmiotem dramatycznej debaty było to, czy pod Pomnikiem Dzieci Głogowskich powinno się odczytywać Apel Poległych Smoleńskich, czy też nie. Zwolennicy ugięcia się pod dyktatem ministra obrony narodowej przypominali, że tak na dobrą sprawę Głogów jeszcze nie całkiem odbudował się po ostatnim oblężeniu, w związku z czym prowokowanie pana Macierewicza wydaje się co najmniej przedwczesne, tym bardziej że nad miastem już od jakiegoś czasu krążą myśliwce bombardujące Głuptak-49. Nie przekonało to jednak wszystkich rajców miejskich. Ci, którzy byli nastawieni najbardziej wojowniczo, przekonywali, że Głogów w dalszym ciągu dysponuje fragmentem fosy oraz resztkami średniowiecznych murów obronnych, co na te żałosne szczątki armii zrujnowanej w ciągu ośmiu lat rządów Platformy w zupełności powinno wystarczyć. Kompromisowa propozycja Prezydenta RP, by zmienić nazwę monumentu na Pomnik Dzieci Smoleńskich i dorobić mu skrzydła oraz parówkę, niestety nie przeszła. Wreszcie około szóstej rano wypracowano rozwiązanie, które wydaje się dawać pewną nadzieję, przynajmniej do południa. Otóż rajcy miejscy postanowili, że pod Pomnikiem Dzieci Głogowskich będzie odczytywany Apel Poległych Smoleńskich, ale tylko wtedy, gdy głogowskie dzieci będą przebywały na wakacjach nad morzem, albo w górach. Wszyscy bowiem zgodzili się co do tego, że dzieciaki - zarówno te głogowskie jak i wszystkie inne - należy trzymać w bezpiecznej odległości od wszelkiej maści maniaków.