erte2
16.10.16, 00:04
Tak przynajmniej relacjonował jego wnuk na Jasnej Górze...:
Pracował na dwóch piętrach (...) na pierwszym piętrze przyjmował porody i był mistrzem, ratował dzieci. Po czym, jak była taka potrzeba, schodził na dół i tam usuwał niechciane ciąże. I tak przez 20 lat. Miał też prywatną praktykę, w której przyjmował pacjentki, które nie chciały tego robić oficjalnie
Według przemawiającego, grzech wynikający z „tysięcy zabitych dzieci” otworzył jego rodzinę na „całe inne zło”. - W mojej rodzinie nie było miłości, było wiele grzechów - ubolewał. Opowiadał też o tym, jak dziadek się nawrócił - dostał wylewu, a pewnej nocy „przyszła do niego jakaś postać, która stanęła przy jego łóżku, pobłogosławiła go i został uzdrowiony”. Przez kolejne lata dziadek modlił się, ale były to lata wielkiego cierpienia. - Chorował, łamały mu się kończyny, miał odleżyny, umierał w strasznych cierpieniach - mówił mężczyzna.
"Dzieci nienarodzone, błagam was..."
Po śmierci dziadka wnuk miał zobaczyć jego zdjęcie pokryte pleśnią w całości, poza okiem.
Ciekawe tylko czy zrzekł się spadku po dziadku zarobionego na "fabrykowaniu aniołków".