pies.na.czarnych
26.01.17, 16:25
Znany scenariusz. Debesciactwo, spoznienia, brak wyobrazni i poszanowania bezpieczenstwa innych. To jest PiS, caly on.
Szef MON o mało nie spóźnił się na swój wykład w Toruniu, który zaplanowano na godz. 16.
Tego dnia miał napięty grafik. O godz. 13 brał udział w uroczystościach pogrzebowych gen. Janusza Brochwicz-Lewińskiego „Gryfa” na warszawskich Powązkach. O godz. 15.51, kiedy Werner skończył swoją prelekcję, Macierewicza jeszcze nie było w auli WSKSiM.
Prowadząca konferencję zaproponowała, by – w oczekiwaniu na szefa MON – przejść do dyskusji panelowej. Ale niespełna minutę później, przy burzy oklasków, wkroczył na salę Macierewicz.
– O, jest już pan minister! – powiedział o. Tadeusz Rydzyk. – Podziwiam, podziwiamy! Podziwiamy, bo jeszcze niedawno pan premier... o której godzinie? Kochani, pan minister o 14 jeszcze był na Powązkach.
– Nawet o 14.10 – poprawił go Macierewicz. – Ale to są oklaski dla pana Kazimierza i dla całej ochrony, która tak wspaniale jechała, to nie dla mnie.
– Mamy nadzieję, że odrzutowcem? – zapytał o. Rydzyk.
– Nie, nie, nie, ale też nie maybachem – odciął się szef MON.
– To jest błyskotliwość! – odpowiedział redemptorysta i ponownie rozległy się oklaski. A prowadząca konferencję, zapowiadając temat wykładu, dodała, że „po prostu pan minister wie, w którym momencie się pojawić”.
Rekordowy przejazd do Warszawy
Szef MON o „dumie z militarnych dokonań” mówił przez ponad pół godziny. Potem brał jeszcze udział w panelu dyskusyjnym. Sympozjum zakończyło się tuż przed godz. 17.
Macierewicz od razu ruszył w drogę powrotną, bo o godz. 19 w Warszawie musiał być na gali tygodnika „wSieci” w filharmonii przy ulicy Jasnej 5, podczas której wręczano prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu nagrodę Człowieka Wolności.