shanti 03.10.04, 14:22 tygodnikforum.onet.pl/1190729,0,7527,925,artykul.html Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: wlodek Re: LEKTURA PRZYDATNA DLA LEWAKÓW-potrafiacych cz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 15:12 Przede wszystkim, bracie, dla chcacych ! Chcacych! Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Re: LEKTURA PRZYDATNA DLA LEWAKÓW-potrafiacych cz 03.10.04, 15:23 Przypomnij się co za ćwierćinteligent nie zrozumiał przesłania Mistrza i Małgorzaty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wlodek Re: LEKTURA PRZYDATNA DLA LEWAKÓW-potrafiacych cz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 15:25 a jakie to przeslanie, bracie - wg ciebie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LB wymysły i kłamstwa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.04, 18:18 Wymysły i kłamstwa Fragmenty listu otwartego Leopolda Biłozura, prezesa Związku Kombatantów Polskich w Argentynie, do Adama Michnika, redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", w związku z artykułem "Don Kobylański sponsor Rydzyka" ("Duży Format", 28 VI 2004) (...) Zawsze brałem czynny udział w Związku Polskim w Argentynie, mniej więcej w 1955 roku poznałem pana Jana Kobylańskiego, który mieszkał wtedy w Paragwaju. Jan Kobylański miał i ma swoje biura w Buenos Aires. Dla Pańskiej i czytelników informacji podaję, że Jan Kobylański przyjechał do Ameryki Południowej w 1952 roku. Miał podpisany w Mediolanie kontrakt z rządem Paragwaju. Pełnomocnik rządu Paragwaju minister dr R.L. Petit podpisał wtedy umowy z siedmioma różnymi firmami przemysłowymi: w Rzymie z gen. T. Pivonem (jego syn do dziś mieszka w Paragwaju); w Austrii z przemysłowcem mięsnym Fogelem (jego synowie również mieszkają do dziś w Paragwaju) itd. Wszystkie te firmy i osoby otrzymały wizy do Paragwaju, które wydał konsulat Paragwaju w Mediolanie, prezes Kobylański do dzisiaj ma oryginalny paszport z tą wizą. To był okres, kiedy w Paragwaju prezydentem był Federico Chavez, a dr Petit był jego ministrem. Później został szefem policji. Półtora roku później wybuchła rewolucja prowadzona przez gen. Alfredo Stroessnera. W tej rewolucji wziął udział dr Petit, który był wielkim przyjacielem prezesa Kobylańskiego. Prawą ręką dr. Petita był zasłużony bohater z wojny paragwajsko-boliwijskiej Anibal R. Martinez, który był również sekretarzem generalnym urzędu emigracji. Podczas tej rewolucji zabito dr. Petita. Samego prezesa Kobylańskiego poznałem w Buenos Aires przez naszego wspólnego przyjaciela Andrzeja Zarębę, którego ojciec był profesorem we Lwowie. Jak zapewne Panu wiadomo z dokumentacji i artykułów w prasie paragwajskiej (posiadam ich oryginalne kopie), prezes Kobylański nigdy nie poznał osobiście prezydenta Alfredo Stroessnera. Prezes Kobylański miał wiele spółek handlowych, ekonomicznych i był doradcą ministerstwa komunikacji w Paragwaju. Wymysły i kłamstwa, które pisze red. Lizut, starają się powiązać prezesa Kobylańskiego z nazistami i Alfredo Stroessnerem. To jest jakaś mania red. Lizuta, który wszędzie szuka antysemityzmu. (...) Jest komedią czy wręcz groteską wymysł o antysemityzmie prezydenta Stroessnera. Jednym z jego najbliższych przyjaciół - razem jeździli na ryby i polowania - był Żyd Libster. Do dzisiaj ma on największy interes w Paragwaju - sprzedaż zegarków i biżuterii. Zawsze mówiono, że wraz z Alfredo Stroessnerem mają monopol na kontrolę do Paragwaju tych artykułów. Odnotujmy jeszcze żydowskich przyjaciół z Argentyny prezydenta Alfredo Stroessnera, którzy mieli z nim interesy. To m.in. Branssburg-Levi Ruffinelli, który założył dla niego partię. I wielu innych. ��� Analizując sytuację polskiej emi gracji w Argentynie z jednym z członków zarządu razem z prezesem mgr. Ptasznikiem i panem Janem Bielesiem, widząc, jakie trudności ma Związek Polaków w Argentynie, by się utrzymać - zwróciłem się telefonicznie do pana Jana Kobylańskiego, który był w tym czasie na kuracji w Hiszpanii, z propozycją objęcia prezesury Związku Polaków w Argentynie i prosząc go o współpracę. Po dwu dniach prezes Kobylański wyraził zgodę i po jakimś miesiącu przyjechał do Buenos Aires. Wybrano go prawie jednogłośnie na sejmiku, mnie zaś przypadło stanowisko wiceprezesa zarządu. Dziś Związek skupia 32 organizacje polonijne w Argentynie. Prezes Kobylański za własne pieni ądze przebudował Dom Polski, wyremontował budynki innych organizacji. (...) Wielokrotnie towarzyszyłem prezesowi Kobylańskiemu w wyjazdach do Polski jako członek delegacji jadących tam na zaproszenie prezydenta, premierów, ministrów czy marszałków Senatu. (...) ��� Zaczęła się tworzyć wielka rozbieżność w interpretacji historii Polski z punktu widzenia katolickiej uczciwości a układu postkomunistycznego, który zawładnął ekonomią i polityką w naszej Ojczyźnie. Warto, żeby Pan przeczytał wydawany w Buenos Aires "Głos Polski" z ostatnich 10 lat. Szeroko informowaliśmy tam o tych sprawach oraz o Pańskim antypolskim postępowaniu. Pamiętamy, gdy przyjechał Pan do Montevideo. (...) Nieco później, gdy gościł Pan w Domu Polskim w Buenos Aires (prezes Kobylański był wówczas w Europie), podkreślał Pan (...) w odpowiedziach na pytania o Pana polskość, że jest Pan Żydem, który ma polskie obywatelstwo. Nas to oburza, obraża i zaskakuje, że osoba o Pańskiej przeszłości podszywa się dzisiaj pod Polaka. Parokrotnie potem pytaliśmy polskich ambasadorów, jak to jest z interpretacją pederastii, prostytucji, domami publicznymi, publikacjami pornograficznymi itp. w Polsce. Odpowiadano nam, że prawo na to pozwala, że nie jest to karalne. Zdumiewające! Przecież to jest ewidentne niszczenie moralności w narodzie, niszczenie, podkreślam, rodzin polskich. Dlaczego Pan nie pisze nic przeciwko temu? To daje dużo do myślenia. (...) ��� (...) Wiele można by pisać o Waszym niemoralnym artykule. Na przykład o absurdalnym i całkowicie nieprawdziwym zarzucie, że Jan Kobylański miał przyjaciół esesmanów (Kremer). Prezes USOPAŁ znał Kremera z jednego z obozów koncentracyjnych. Kremer był komunistą i socjalistą niemieckim. Jego ucieczka do Szwecji znana była w prasie światowej. Później Hitler ogłosił amnestię, gdy wrócili do Niemiec, posłał ich do obozu koncentracyjnego. Trudno jest wypisywać takie bzdury, jak czyni to red. Lizut. Gdy red. Lizut przyjechał do Buenos Aires i rozpoczął "konsultacje z przyjaciółmi" w Argentynie, poinformowaliśmy Prezesa Kobylańskiego, że niejaki Lizut, podający się za studenta w wieku ponad 30 lat, odgrywa dobrze widoczną rolę agenta 007 polskiej komuny. Prezes Kobylański życzył sobie, abym zaprosił owego osobnika na obiad, którego koszty zdecydował się pokryć. (...) W naszym środowisku nie było, nie ma i nie będzie sekretów. Jesteśmy prawdziwymi Polakami, patriotami, katolikami, którym obce są jakiekolwiek złodziejskie machinacje. Emigrację charakteryzuje nadal patriotyczne umiłowanie Ojczyzny i wiary katolickiej. Udawaliśmy więc, że wierzymy w pseudostudenta Lizuta i - zgodnie z naszym obyczajem - nie robiliśmy przed nim żadnych sekretów. Przykro nam, wszystkim Polakom w Argentynie i Urugwaju, jak wiele ten człowiek nawymyślał nieprawdopodobnych historii, by zniesławiać najuczciwszych ludzi. Doskonale poznał, podobnie jak my, mieszkający w Ameryce Południowej, pomoc materialną, którą okazuje wielu organizacjom polonijnym w tej części świata prezes Kobylański. (...) Nigdy, w żadnym momencie nie było mowy o pomocy czy finansowaniu organizacji społecznych, politycznych czy religijnych poza Ameryką Południową, tzn. w Polsce. Jest ewidentną bzdurą i kłamstwem, że prezes Jan Kobylański pomaga materialnie Radiu Maryja czy jego dyrektorowi o. Tadeuszowi Rydzykowi. (...) ��� Byłem na spotkaniu w Chicago w delegacji razem z Prezesem Kobylańskim i ks. Węgrzynem. Tam wspólnie z prezesem największej organizacji polonijnej Edwardem Moskalem i najbliższymi współpracownikami dyr. Białasiewiczem, adw. Bułatem, dyr. Musielakiem, red. dr. Wierzewskim omawialiśmy, jak zjednoczyć organizacje polonijne z Ameryki Południowej, Australii, Kanady, Ameryki Północnej, sugerując, że przełożonym takiej organizacji powinien zostać Edward Moskal, będąc prezesem największej organizacji w Ameryce Północnej, gdzie żyje ok. 9 mln Polaków. Było dla nas sukcesem, że podczas spotkania w Punta del Este w Urugwaju wydano i podpisano wspólnie rezolucję, która nas wszystkich łączy, a nie dzieli. My, wszyscy Polacy w Ameryce Południowej, życzymy sobie wspólnoty polskiej na bazie patriotycznej i katolickiej. Życzymy sobie zmian w naszej Ojczyźnie. Pragniemy, by prezesi i organiz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LB wymysły i kłamstwa - CD IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.04, 18:20 Wymysły i kłamstwa - CD Fragmenty listu otwartego Leopolda Biłozura, prezesa Związku Kombatantów Polskich w Argentynie, do Adama Michnika, redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", w związku z artykułem "Don Kobylański sponsor Rydzyka" ("Duży Format", 28 VI 2004) ��� Byłem na spotkaniu w Chicago w delegacji razem z Prezesem Kobylańskim i ks. Węgrzynem. Tam wspólnie z prezesem największej organizacji polonijnej Edwardem Moskalem i najbliższymi współpracownikami dyr. Białasiewiczem, adw. Bułatem, dyr. Musielakiem, red. dr. Wierzewskim omawialiśmy, jak zjednoczyć organizacje polonijne z Ameryki Południowej, Australii, Kanady, Ameryki Północnej, sugerując, że przełożonym takiej organizacji powinien zostać Edward Moskal, będąc prezesem największej organizacji w Ameryce Północnej, gdzie żyje ok. 9 mln Polaków. Było dla nas sukcesem, że podczas spotkania w Punta del Este w Urugwaju wydano i podpisano wspólnie rezolucję, która nas wszystkich łączy, a nie dzieli. My, wszyscy Polacy w Ameryce Południowej, życzymy sobie wspólnoty polskiej na bazie patriotycznej i katolickiej. Życzymy sobie zmian w naszej Ojczyźnie. Pragniemy, by prezesi i organizacje, które wymieniłem, mogły się porozumieć i stworzyć jeden głos w sprawie obrony praw Narodu Polskiego, w naszej Ojczyźnie zdominowanej przez obce i wrogie nam, naszej historii i naszej wierze katolickiej ośrodki. ��� (...) W swym obrzydliwym artykule red. Lizut pisze, że mówiłem, iż prezes Kobylański uciekał z różnych krajów. To bzdura i kłamstwo. Prezes Kobylański, wyjeżdżając z jednego kraju do drugiego, czynił to zawsze oficjalnie. Do dzisiaj ma rezydencje w Argentynie, Urugwaju, Paragwaju, Hiszpanii, jak również miał we Włoszech. Posiada też 10-letnią wizę do USA. Nigdy nie był oskarżony przed sądem z powodów politycznych lub handlowych. Ciekaw jestem, czy dzisiaj jest chociaż jeden polityk w rządzie RP, który mógłby powiedzieć to samo. Znamy system polityczny w Polsce, sprawę "kopert", wyprzedaż za bezcen polskiej gospodarki, wykupywania majątku państwowego przez komunistycznych dygnitarzy itp. Pozwolę sobie przypomnieć, że prezes Kobylański otrzymał 6 wysokich odznaczeń od państwa polskiego. Ma ordery olimpijskie od senatu w Argentynie, od ministerstwa w Urugwaju i ponad 100 medali, odznaczeń i dyplomów za jego pracę społeczną. Wśród tych medali 10 proc. to medale przyznane przez Senat, Sejm, rząd i organizacje w Polsce. Nawet prezydent Kwaśniewski wręczył osobiście w Polsce w obecności senatorów z Argentyny Puchar Kryształowy Polskiego Komitetu Olimpijskiego za zasługi na tym polu dla Polski. (...) ��� Jest wielką niegodziwością, Panie Redaktorze Michnik, poniżać i wykorzystywać dla własnych niecnych celów moją osobę, dziś 82-letniego weterana, który wiele przeszedł i wycierpiał dla swojej umiłowanej Ojczyzny, który oddał wszystko dla niej. Pan tego oczywiście nie rozumie. Jako kombatant i były oficer Wojska Polskiego, prezes Związku Kombatantów w Argentynie, członek USOPAL od momentu założenia tej organizacji, mam nadzieję, że Pan wydrukuje tę odpowiedź na Wasz fałszywy artykuł z dnia 28.06.2004 r. (...) Z wyrazami szacunku Leopold Biłozur, prezes Związku Polskich Kombatantów w Argentynie Odpowiedz Link Zgłoś