ukos
27.04.18, 23:00
Na starcie kampanii opowiada o przyszłych mostach warszawskich te same dyrdymały co swego czasu Lech Kaczyński, który jako jedyny prezydent po 1990 r. nie tylko żadnego mostu nie wybudował, ale nawet nie potrafił przeprowadzić przetargu na jego projekt.
Za te "zasługi" PiSowska kamaryla z udziałem niejakiego Jakiego upamiętniła tego nieudacznika w wyjątkowo groteskowy sposób, a mianowicie nazywając jego imieniem jedną z najważniejszych tras mostowych.
Po tej przeprowadzonej siłą, wbrew samorządowi warszawskiemu, operacji rzekomej dekomunizacji neutralnej nazwy "Trasa Łazienkowska", Warszawa musi znosić niechcianego patrona aż do wyroku sądu administracyjnego (miejmy nadzieję, że zniknie przed końcem kampanii). To daje wyobrażenie, co chciałby wyprawiać w stolicy ten PiSowski namiestnik.