titerlitury
02.06.18, 22:07
Jak Polska długa i szeroka płoną wysypiska śmieci importowanych. Importujemy śmieci na potęgę z Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii, Francji, Australii, Nowej Zelandii, a nawet z Nigerii. Biznes zaczął się pod koniec 2015 roku, kiedy na import odpadów nierecyklingowalnych swój rynek zamknęły Chiny. Kilku Januszy wpadło na pomysł, by importować te śmieci do Polski. Za tonę płacą około 50 euro, trzeba kategorię śmieci z nierecyklingowalnych "podkręcić" na "trudne do recyklingu", importer ma wtedy do 3 lat na przerobienie odpadów na surowce przemysłowe (złom Alu i kolorowy oraz stalowy, makulaturę, granulat polimerowy itp).
Jeśli nie zdoła ma poważny problem - musi zapłacić za składowanie na legalnym wysypisku. No chyba, że jego problem sam zniknie... np spłonie.
Teraz historia się klei? No owszem - właśnie mijają 3 lata od początku hossy śmieciowego importu. Pożary jak ten w Zgierzu będą odtąd codziennością (na tym wysypisku było KILKASET TYSIĘCY TON ODPADÓW! Jeśli ostrożnie założymy, że było ich 200 tys, to 200.000x50×4.30= 43.000.000 polskich złotych, słownie czterdzieści trzy miliony zł).
Od 2015 roku z roku na rok import taki rósł w postępie geometrycznym, samorządy płakały, a wojewódzkie inspektoraty OŚ wydawały pozwolenia jak leci. Prawdopodobnie była to część osobliwej strategii ekologicznej byłego już ministra Szyszki, chroniącego puszczę poprzez rabunkową wycinkę, czy strzelającego do bażantów wypuszczanych z klatek.
Teraz Morawieckie z Brudzińskimi zapowiadają walkę z mafią śmieciową. Teraz? O kilka miliardów ton za pòźno, panowie.