piq
31.01.19, 19:02
...i zmiana faktycznego ustroju państwa byłaby prawdziwym pomnikiem tawariszcza Jara i jego brata - dla jego brata. Oraz politycznym majstersztykiem, zgubnym dla Rzeczypospolitej, gdyby nie niespodziewana mobilizacja lemingow w wyborach w Warszawie po niefortunnych chlapnięciach jęzorem nieświadomych planu prezesa PiSich harcowników oraz inne nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, m.in. niekorzystny rozwój afery reprywatyzacyjnej i działalność ruchów miejskich w sprawach zabudowy miast. Pan Bóg czuwał nad Polską. Nawet oddany szczegółom paranoik Prezessimus nie ma pod kontrolą wszystkiego.
Będzie długo, ale nie nudno. Plan tawariszcza prezessimusa był gotowy już w momencie wygranej w wyborach w 2015 roku.
Pierwszym niezbędnym elementem było opanowanie dużego banku z wystarczającym kapitałem, nie kojarzonego bezpośrednio z PiSem. Już dawno wybór padł na własność w Polsce przeżywającego klopoty Unicredito, czyli Pekao SA. Przy użyciu publicznych pieniędzy pod pozorem medialnym dla gawiedzi "repolonizacji banków" Prezes otrzymał to, co chciał. Był to dostęp do bardzo, bardzo dużych pieniędzy nie pochodzących i nie związanych z PiSem. Kasa nie mogła pochodzić ani z zasobów Srebrnej (zresztą Srebrna nie ma aż takich pieniędzy), ani ze SKOKów, ani ze złodziejstwa w SKOKach. Musiała być czysta politycznie.
Drugim elementem było wyczyszczenie kwestii własnościowych działki Srebrna róg Towarowej. Był koleś, który miał się tym zająć, nazwiskiem Jakub Rudnicki, działający pod kontrolą służb Mariusza Kamińskiego, którego to ministra jednak Prezes nie wprowadził w tajniki planu (lepiej zawsze, żeby siłowicy nie wiedzieli za dużo), co potem miało mieć katastrofalne skutki.
Trzecia część to obsadzenie swoimi ludźmi rady miasta Warszawy, która przyjmuje plany zagospodarowania przestrzennego. Sondaże sugerowały, że jest to prawdopodobne przy umiejętnej kampanii. Wyznaczony jako Duda Bis Patryk Jaki całkiem sobie dobrze radził jako kadydat na prezydenta, poparcie rosło, a on ciągnął za sobą całą listę PiSu.
Przyjmując, że wszystko się powiedzie, Prezes przystąpił do realizacji trzeciej części planu: przygotowania inwestycji w budowę Dwóch Wież, które symbolicznie czcząc wielkość Bliźniaków miały mu dać nieograniczoną władzę nad Państwem Polskim.
Szczegoły i poufność wszystkiego Państwo znacie. Koszt inwestycji miał wynosić 1,3 mld zł. Trzeba liczyć, że przychody z niej musiałyby wynosić rocznie ok. 5% WARTOŚCI budynku, która byłaby gigantyczna sądząc z nakładów inwestycyjnych. Żagiel Liebeskinda Złota 44 miał budżet 700 mln zł, Rondo 1 ok. 900 mln. Ale Dwie Wieże miały być znacznie większe, to ok. 100 tys. m2 powierzchni do wynajęcia lub sprzedania. Licząc wynajem choćby na biura w wysokości 30 euro za m2 całość dawałaby ok. 12 mln miesięcznie, czyli 144 mln rocznie, a to jest minimum zysków, które ewentualny Brexit podniósłby do niebotycznych wysokości, bo firmy wynoszące się z prowincjonalizującego się Londynu szukałyby biur (dlatego to, że Tusk sprytnie uniemożliwia Brexit, potwornie musi Prezesa wkurzać). Nawet licząc tę minimalną stawkę zysku i mnożąc razy 20 lat (bo tak się liczy zwrot z inwestycji w nieruchomości) wartość rynkowa budynku po ukończeniu wyniosłaby zapewne w okolicach 3 mld zł, a jeśli byłby już powynajmowany - Bóg sam raczy wiedzieć. Dużo. Bardzo dużo.
Wszystko jedno, czy wynajmując, czy nawet sprzedając gotowy budynek Kaczyński poprzez inwestora i Srebrną miałby kolosalne możliwości finansowe.
Jakie to dawaloby skutki? Mając roczny przychód w wysokości nieosiągalnej dla jakiejkolwiek innej partii politycznej w Polsce Prezessius uzyskując powszechny aplauz - "bo do polityki nie idzie się dla pieniędzy" - zmieniłby Ustawę o partiach politycznych likwidując finansowanie partii z budżetu. W przeciągu dwóch lat wszyscy konkurenci polityczni PiSu wymarliby "z głodu" śmiercią naturalną bez kasy na działalność, a jeżeli nawet nie, to w starciu z naoliwioną ogromną kasą machiną PiSowskich kampanii wyborczych cieszyliby się jak dzieci, gdyby udało się im wejść do sejmu przekraczając próg 5% głosów. Krótko mówiąc: nastąpiłaby władza monopartii, która mając dodatkowo dostęp do spółek skarbu państwa, możliwości ustawodawcze i trzymając w garści rzesze ludzi (w tym na przykład koncesjonując przedsiębiorców) oraz mając monopol na przekaz informacyjno-propagandowy kontrolowałaby państwo polskie bez ograniczeń. Ba, mając wyczyszczone przedpole do reinwestowania zysków pomnażałaby majątek i dochody oraz wladzę aż do usranej śmierci - czyli rozpuknięcia się od wewnątrz albo siłowej rewolucji w wykonaniu ulicy i zagranicy.
W istocie osiągnęlibyśmy jako państwo model rosyjski czy chiński, tyle że znacznie ulepszony, bo w pełni "demokratyczny" pod nieograniczoną władzą jednego człowieka poprzez jego monopartię. Czyż nie byłby to najwspanialszy pomnik Braci Karaluchow?
Niestety, wskutek Bożej ingerencji (inaczej nie da się tego wytłumaczyć, bo to zbyt wielki zbieg okoliczności) Polska została uratowana. Gazeta Wyborcza ujawniła aferę reprywatyzacyjną i człowiek do sprawy wyczyszczenia hipoteki działki przy Srebrnej Jakub Rudnicki został spalony, a na dodatek działając nieświadomie na niekorzyść szefa silowicy Kamińskiego zamknęli Kubusia szybciutko, bo byli umoczeni w znajomość prywatną z nim, a może i w drobne interesiki na lewo. Śpiewak i inne ruchy miejscie zabrały się za problem zabudowy miast ku rozpaczy zarówno tej półinteligentki Gronkiewicz-Walc, która potrafiła się dziwić, że skwerek między budynkami nie jest działką budowlaną, misiów w typie Majchrowskiego i ich deweloperów, jak i tawariszcza prezessimusa. Na koniec harcownicy PiSowscy wzięli na poważnie antyunijne kampanie własnej partii. To, że typy w rodzaju Pawłowiczowej bredziły coś po tłitterach, to był pikuś. Niedorajda Duda wygłosił gromkim głosem, że "Unia Europejska to wyimaginowana wspólnota, z której nic dla nas nie wynika", co spowodowało ogromne poruszenie wśród nawet tych niezaangażowanych politycznie. Sam prezessiumus z drabinki (myślę, że swoim pejczykiem później się za to sam wysmagał w sraczyku) we wrześniu chlapnął, że "zostaniemy w Europie sami". Hurma ludzi poszła do wyborów głosować przeciwko PiSowi i rada Warszawy wymsknęła się z rąk.
Teraz mamy zaledwie żałosny powidok tego usiłowania. Plan był tak tajny, że Srebrna nie zawierała żadnych umów, a wydatki wynajętego do zrobienia spółki-słupa i niezbędnych prac sięgnęly sporych kwot. On chce wynagrodzenie. Srebrna być może nie ma takich pieniędzy w żywej gotówce. Kredyt bankowy poszedł się paść. I tawariszcz prezessimus nie spodziewał się, że sfrustrowany i pokrzywdzony Austriak po prostu go nagra jak dziecko.
A zatem, podsumowując, kluczowe dla planu było wyjęcie z Pekao SA (spolonizowanego, czyli w rękach PiSu) CAŁOŚCi kosztów inwestycji i zrobienie za nieswoje pieniądze gigantycznego interesu finansowo-politycznego.
Czyli był to plan "od Ziobra do bobra", pardą, nie miało być tu niczego zdrożnego, oczywiście od zera do bohatera. Czyli korzystając z kasy ludzi, którzy powierzyli ją bankowi, prezes chcial zbudować absolutną władzę.
Założę się, że Kaczyński chciał spłacić kredyt z Pekao, bo rąbnięcie 1,3 mld zł jest ryzykowne politycznie nawet, gdy ma się w garści prokuraturę, a poza tym co to jest 1,3 mld zł z odsetkami w świetle samych dochodów z Dwóch Wież, a już na pewno gdy ma się duże państwo w środku Europy na prywatną własność.
I tyle na razie. Miłej lektury.