janadam59
09.10.21, 11:09
Wspólny rynek to największa korzyść z wejścia do UE, wielokrotnie większa jak bezpośrednie dotacje, mimo, że olbrzymie.
Aby wspólny rynek mógł funkcjonować muszą zachodzić następujące warunki:
- porozumienie uczestników
- równe prawa dla wszystkich uczestników
- w razie konfliktów rozstrzyga arbiter (TSUE) a wszyscy uczestnicy akceptują rozstrzygnięcia.
Konflikty zazwyczaj powstają kiedy jakiś uczestnik wspólnego rynku zaczyna wspomagać jakiś podmiot aby polepszyć jego pozycję, co wywołuje protesty pozostałych i jeśli się sami nie dogadają, wkracza arbiter i rozstrzyga.
Co jednak jak któryś uczestnik nie godzi się z rozstrzygnięciem i oświadcza, że będzie akceptował tylko korzystne dla siebie rozstrzygnięcia?
Pomijając rozwiązania polityczne i prawne - rynek zaczyna reagować sam. Pozostali uczestnicy wliczają w swoje ceny potencjalne koszty ryzyka prowadzenia wymiany gospodarczej z takim uczestnikiem, ( właśnie Brytyjczycy się o tym dowiadują i odczuwają na własnej skórze ).
Taki uczestnik zazwyczaj zaczyna się bronić - mogą to być jakieś szczególne warunki na jego terenie ( np. cła), co wywoła retorsje co w efekcie doprowadzi do kryzysu, ale łamistrajka dotknie on wielokrotnie mocniej. W efekcie mimo formalnego uczestnictwa we wspólnym rynku, faktycznie będzie on wykluczony z tegoż rynku. Będzie i tak ponosił koszty, ale korzyści z tego będzie niewiele.
Konflikt o sądy pomiędzy PL a KE jest właśnie odbierany przez pozostałych uczestników wspólnego rynku jako właśnie próbę stworzenia lepszych warunków dla wybranych polskich podmiotów w działaniu gospodarczym. A krótko mówiąc chodzi o to, że oni uważają, że reforma wymiaru sprawiedliwości ma prowadzić do tego, że nikt nie będzie mógł na drodze sądowej wygrać z władzą, lub bez jej zgody.
Być może obecna władza tego aspektu w ogóle nie brała pod uwagę, być może chodziło tylko o cele polityczne.
W takiej walce zawsze wygrywa większy!