jureek
03.09.22, 20:42
Przy okazji rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej co roku słyszymy o Polsce jako pierwszej ofierze i o dwóch mocarstwach totalitarnych, które nas zaatakowały. Natomiast prawie w ogóle nie mówi się o faszystowskiej Słowacji, która zaatakowała nas w sile 50 tys. żołnierzy i dodatkowo udostępniła swoje terytorium hitlerowskim wojskom. Ciekawe, kto z czytających ten wątek słyszał na lekcjach historii w szkole o słowackiej paradzie zwycięstwa w Zakopanem. Dlaczego jest to przemilczane? Powodów jest wiele. Jednym z nich może być to, że do martyrologicznej narracji nie bardzo pasuje przegrana z takim malutkim kraikiem. Co innego być ofiarą przeważającej siły wroga, a co innego przegrać starcie ze Słowacją. Ponadto trzeba by wtedy też opowiedzieć, że wcześniej to my wspólnie z Hitlerem zajęliśmy kawałki słowackiego państwa (Spisz i Orawa), więc księżulek Tiso miał motywację do wsparcia Hitlera, gdy nadarzyła się okazja, żeby odzyskać z nawiązką to, co mu wcześniej zabraliśmy. Najważniejszym jednak powodem przemilczania jest to, że trzeba by powiedzieć, że nasz kraj został zaatakowany przez katolickiego księdza. Księdza, którego Watykan wspierał do ostatnich chwil jego życia, gdy powieszono go m. in. za wydanie Hitlerowi na śmierć własnych obywateli żydowskiego pochodzenia.
A co Wy sądzicie? Dlaczego pomija się w historycznej narracji tego trzeciego agresora?