Gość: Ramzes
IP: *.proxy.aol.com
05.05.02, 17:43
Sekskomunika
Amerykańscy biskupi wymówili posłuszeństwo papieżowi?
Statystyki dotyczące pedofilii są niezbyt jasne...", "prawie wszystkie sytuacje
dotyczyły nastolatków i dlatego nie było wypadków prawdziwej pedofilii". To
kluczowy fragment jednego z najbardziej zaskakujących i - zdaniem wielu
obserwatorów - skandalicznych dokumentów kościelnych ostatnich dziesięcioleci.
Podpisało go trzynastu kardynałów amerykańskich, którzy przybyli do Rzymu, by
szukać rozwiązania najcięższego kryzysu w historii amerykańskiego Kościoła
katolickiego. Poszukiwali go nadaremnie, nic więc dziwnego, że po powrocie za
ocean powitały ich gniewne demonstracje.
Pedofilia "udowodniona, seryjna i napastliwa"
- Sprawy zaszły zbyt daleko, by się ociągać z ich rozwiązaniem - mówi "Wprost"
Chester Gillis, profesor teologii z Uniwersytetu Georgetown. - Tak zagmatwanych
i delikatnych problemów nie można jednak załatwiać w pośpiechu. Ostrzejszych
słów użyła Mary McGrory, komentatorka "The Washington Post": "Dlaczego
hierarchowie pozwalają wiarołomcom nosić sutannę? Czy dlatego, że uważają, iż
księży jest tak niewielu, że muszą się trzymać razem i chronić tych
zdeprawowanych, chociaż wtedy narażają się na ryzyko tego, czego boją się
najbardziej - skandalu w Kościele? Czy też dlatego, że molestowanie dzieci nie
jest dla nich poważnym problemem, a tylko czymś głupim albo pomyłką?".
Oczekiwania, że amerykańscy kardynałowie wspólnie z szefami sześciu
watykańskich resortów znajdą rozwiązanie tak dramatycznego problemu, były tym
większe, że borykają się z nim również Kościoły Meksyku, Irlandii, Kanady,
Australii, Polski, a zapewne i innych krajów. Tymczasem decyzje podjęte w
Watykanie nie załatwiają niczego, a co gorsza - proponowane rozwiązania nie
dają gwarancji, że w przyszłości podobne skandale się nie powtórzą.
Po pierwsze, Kościół w USA będzie relegował ze stanu kapłańskiego tylko tych,
którzy w przyszłości dopuszczą się "prawdziwej" pedofilii - "udowodnionej,
seryjnej i napastliwej". To oznacza pobłażliwość dla księży, którzy już
popełnili takie czyny. Po drugie, biskup będzie mógł relegować księży, którym
pedofilii "nie udowodniono", wtedy gdy uzna, że należy to zrobić dla dobra
młodocianych. Interpretacja tego zapisu dokumentu nie jest jasna: nie wiadomo,
czy oznacza to, że Watykan nie będzie już zatwierdzał decyzji biskupów. Po
trzecie, Watykan przeprowadzi wizytacje w seminariach i szkołach katolickich w
USA. Nie ma pewności, czy punkt ten ma związek z wypowiedzią przewodniczącego
konferencji biskupów USA kardynała Wiltona Gregoryego, że dużo seminariów
zdominowanych jest przez homoseksualistów, co odstrasza od Kościoła młodych
ludzi.
Ciche mea culpa
Prasa amerykańska i środowiska katolickie oczekiwały dymisji biskupów, którzy
tuszowali dotychczasowe afery, a zwłaszcza arcybiskupa Bostonu kardynała
Bernarda Lawa. Tymczasem Law i inni duchowni pozostali na swoich stanowiskach,
a jedyne, na co zdobyli się kardynałowie, to słowa: "Przepraszamy, że episkopat
nie zdołał uchronić Kościoła od tego skandalu". Nadzieje, że zwycięży zasada
one strike and youre out (jeden błąd i wylatujesz) - jak podsumował opinie
większości Amerykanów ks. Francis Maniscalco, rzecznik konferencji episkopatu
USA - okazały się płonne. - "Jestem przekonany, że należy dać szansę
rehabilitacji wszystkim" - odpowiedział mu jeden z najbardziej wpływowych
kardynałów, arcybiskup Waszyngtonu Theodor McCarrick i ta jego opinia, wsparta
przez kurialnych ministrów, przeważyła. Co gorsza, istnieje uzasadnione
podejrzenie, że decyzje podjęte na spotkaniu w Rzymie tylko częściowo
odpowiadają oczekiwaniom papieża. Wszak dzień wcześniej powiedział: "W życiu
kapłańskim i zakonnym nie ma miejsca dla ludzi, którzy mogą skrzywdzić
młodych". Tymczasem okazało się, że jest. "Wypadków prawdziwej pedofilii w USA
nie było" - czytamy w dokumencie. Nie pomogła nawet reprymenda Jana Pawła II,
niezadowolonego z pierwszej wersji oświadczenia. Siedem kolejnych godzin
poświęconych na redagowanie dokumentu przyniosło tylko kilka odniesień do słów
papieża. Ogłoszono też narodowy dzień modlitwy i pokuty za grzechy kapłanów.
Amerykańscy biskupi przyznali się do winy za niedociągnięcia... Nie zdobyli się
jednak na to, czego Jan Paweł II oczekiwał - na oczyszczenie Kościoła w oczach
wiernych. Rozdźwięk między wolą papieża a czynami kurii staje się
z dnia na dzień coraz bardziej widoczny.
Księża wyłączyli budzik
Zarówno w amerykańskich mediach, jak i w społeczności katolików zapanowała
konsternacja. - Konkretne postanowienia powinny zapaść podczas czerwcowego
spotkania biskupów w Dallas - mówi prof. Gillis. - Moim zdaniem, największą
szansę na przyjęcie ma propozycja biskupa Wiltona Gregoryego, przewodniczącego
konferencji biskupów USA. Zgodnie z nią, sprawy księży pedofilów miałyby być
rozpatrywane przez specjalną komisję indywidualnie w każdej parafii. Zdaniem
prof. Gillisa, ta propozycja jest jednak niepełna, nie określa bowiem metod
współpracy amerykańskiego Kościoła z organami ścigania ani ewentualnych kar dla
księży dopuszczających się molestowania.
- Rozległ się dzwonek alarmowy. Kościół powinien go usłyszeć - mówi Rodney
Ford, który złożył w sądzie pozew przeciwko księdzu Paulowi Shanleyowi,
oskarżając go o molestowanie swojego syna. - Mam wrażenie, że amerykańscy
księża wyłączyli budzik i dalej śpią, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje.
Jacek Pałasiński
Rzym
Agnieszka Pukniel
Waszyngton
Pedofilia w opinii przecietnego katolika jest obrzydliwa zbrodnia.
Minimalizowanie jej przez hierarchie Koscielna jest policzkiem wymierzonym
kazdemu znich, zamachem na ich wiare. Dokonuja tego ci, ktorzy ponoc maja wiare
szerzyc i bronic jej. Falszywi straznicy moralnosci, tak tolerancyjni dla
siebie samych i bezwstydni w swoim zaklamaniu.