basia.basia
10.01.05, 11:37
Za Rzepą:
Ciąg dalszy sprawy donosu na Jana Rokitę
Szef ABW powiedział za dużo
Andrzej Barcikowski rozpowiadał w zeszłym roku o donosie korupcyjnym na Jana
Rokitę, choć ABW wiedziała, że zarzuty są nieprawdziwe, a donosu nie ma -
ustaliła Prokuratura Apelacyjna w Krakowie. Mimo to nie chce ukarania szefa ABW.
- Takie działania szefa ABW to gra służbami, polityczna prowokacja. Chodziło
najwyraźniej o wypuszczenie w świat informacji podważającej wiarygodność
ugrupowania, które ma szansę wygrać najbliższe wybory - ocenia Konstanty
Miodowicz (PO). Zdaniem posła postępowanie szefa ABW dowodzi, że "osoby, które
mają w kieszeni legitymację partyjną, nie powinny kierować służbami specjalnymi".
Sprawa wyszła na jaw podczas śledztwa, które w kwietniu 2004 r. wszczęła
krakowska prokuratura. Chodziło o ujawnienie tajemnicy państwowej przez szefa
ABW. Media obiegła wówczas wiadomość: jest donos o korupcji dotyczący szefa
Klubu PO Jana Rokity. Informację tę przekazał Rokicie właśnie Andrzej
Barcikowski. I potwierdzał ją w mediach.
Poseł miał pomóc pewnej firmie budowlanej wygrać przetarg, która w zamian
rzekomo postawiła mu dom pod Warszawą. Szef ABW, powołując się także na
anonimową osobę z "kręgu Kancelarii Premiera", powiedział też, że żona Jana
Rokity miała być absolwentką kursu KGB.
Szybko okazało się, że nie było żadnego donosu, a Barcikowski ujawnił
informację z tajnego śledztwa, prowadzonego przez ABW. Zarzuty mające obciążać
Rokitę złożyła osoba ubiegająca się o status świadka incognito.
Działaniem szefa agencji zajęli się prokuratorzy i ustalili kolejne fakty.
Andrzej Barcikowski nie tylko powoływał się na nieistniejący donos, ale też,
wypuszczając informację, wiedział, że zarzuty wobec Rokity są nieprawdziwe.
- Zanim informacja wyciekła z ABW, już dawno wiedziano tam, że zarzuty są
zmyślone, bo je sprawdzono - potwierdza prokurator Włodzimierz Krzywicki z
Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.
Mimo to postępowanie w sprawie ujawnienia tajemnicy przez szefa ABW 30 grudnia
umorzono. Powód - znikoma szkodliwość społeczna czynu. - To są czyny zakazane,
ale uznaliśmy, że ich szkodliwość była niewielka - dodaje prokurator Krzywicki.
- Takie działania prokuratury są żenujące i świadczą o jej głębokiej
zawisłości od polityki. To kompromitacja - ocenia Konstanty Miodowicz.
Kolejną ciekawostką jest linia obrony osób, które ujawniły tajemnicę.
Prokuratura nie chce powiedzieć, ilu funkcjonariuszy ABW obejmowała sprawa.
Jednak ze śledztwa wynika, że nieprawdziwą informację ujawniono w trosce o...
Jana Rokitę. Bo i tak by wyciekła. "Motywacją dla ujawnienia informacji było
m.in. przekonanie o możliwości niekontrolowanego wykorzystania jej" - czytamy
w oświadczeniu prokuratury.
Dorota Kołakowska
Ciekawa jestem co powie Rokita na tę "znikomą szkodliwość społeczną"?
Uważam, że powinien wytoczyć proces cywilny Barcikowskiemu a najlepiej
obydwoje Rokitowie.