pgpg1
28.04.05, 15:14
W 1989 r. postanowiliśmy podać sobie nawzajem ręce przy Okrągłym Stole.
Podać sobie ręce, przebaczyć, żyć dalej zgodnie.
Co to oznacza?
Żeby przebaczyć, trzeba wiedzieć, komu. I trzeba wiedzieć, co.
W tym celu konieczna była lustracja.
Mamy ustawę o IPN. Nieważne, jaką. Fakt, że ją mamy. Szacunek dla własnego
prawodawstwa wymaga postępowania zgodnie z nią.
Mamy prof. Kieresa - abstrahując od tego, czy byli lepsi od niego, czy nie,
nikt nie kwestionuje faktu, iż wybrany został zgodnie z prawem, i
kwalifikacje
też miał ku temu odpowiednie.
Ustawa daje prezesowi (przewodniczącemu?) IPN możliwość ujawnienia danych
donosicieli w szczególnie istotnych przypadkach.
O tym, kiedy dany przypadek jest szczególnie istotnym, decyduje
przewodniczący
IPN. Czyli kto? Właśnie prof. KIERES!
Prof. Kieres jako przewodniczący IPN uznał, że jest to przypadek szczególnie
istotny. Zgodnie z ustawą był uprawniony do tego. Dlatego POSTĄPIŁ ZGODNIE Z
PRAWEM.
Można nie zgadzać się z tym, czy był to przypadek szczególnie istotny, czy
też
nie, ale nie podlega dyskusji, że to KIERES był uprawniony do odpowiedniej
kwalifikacji przypadku o. Hejmo, i że takiej kwalifikacji dokonał.
Dlatego sam fakt poinformowania opinii publicznej o o. Hejmo jest zgodny z
prawem.
Polskie społeczeństwo uznało poprzez Sejm i poprzez przyjęcie ustawy o IPN,
iż
PRAWDA jest wartością nadrzędną, skoro w ustawie znalazł się zapis
przyznający
prezesowi IPN uprawnienie do poinformowania opinii publicznej.
I tak się stało. Koniec i Kropka.
Teraz trzeba dać wypowiedzieć się i o. Hejmo, i IPN-owi. A dopiero później
ferować wyroki.
Jeżeli o. Hejmo zaprzecza, kolejnym krokiem jest obszerne przedstawienie
przez
IPN wiarygodnych dowodów. Jak A, to i B. Jak B, to i C.
Jeżeli okaże się jednak, że Hejmo był świadomym donosicielem, nie przekreśla
go
to jako człowieka. Każdy ma prawo popełniać błędy. ("kto widzi drzazgę w oku
innego, a sam belki we własnym oku nie dostrzega....") wszyscy to znamy, tylu
u
nas katolików. Nakaz ewangelii brzmi - PRZEBACZAĆ.
I przypuszczam, że b. trudno przebaczać, jeżeli ktoś idzie w zaparte. Ale i
tak
trzeba PRZEBACZAĆ. Ale przebaczyć można tylko po poznaniu prawdy. I - mam
nadzieję - to się dzieje.
Ja osobiście nie wierzę w możliwość sfabrykowania 700 stron oskarżeń na bądź
co
bądź drugorzędnego duchownego. Nikt sensownie myślący w to nie uwierzy. Gdyby
to było na Glempa lub Macharskiego, to można byłoby się zastanawiać nad
prowokacją. Ale Hejmo nie był nikim wielkim ...
Dziwi mnie tylko, dlaczego Wyborcza jest taka przeciwna lustracji?
My, Polacy, przecież i tak im wybaczymy, bośmy katolicy....
Albo Wyborcza trzyma stronę tych, co współpracowali.
Albo My, Polacy-Katolicy, nie jesteśmy godni określać się mianem katolików.
W Niemczech - kraju bądź co bądź o znacznie szerszych tradycjach morderczych -
nikt nikogo nie pozabijał. Zrobili szybko lustrację, był szok, było
oczyszczenie.
Dlaczego u nas tak nie zrobiono?
Dlaczego Wyborcza - która bardzo szanuję z innych względów za obiektywizm -
tak
oponuje przeciwko lustracji, i tym samym przeciwko prawdzie?
Prawda przecież wyzwala.