Dodaj do ulubionych

Spowiednik Tysiąclecia

18.08.02, 07:04
Ciekawe Co Prymas Tysiaclecia By Na To Powiedzial
Autor: Gość: krzys52 IP: *.proxy.aol.com
Data: 12-08-2002 00:51
Gwiazdor Zbigniew Zamachowski w filmie "Prymas ? trzy
lata z tysiąclecia"
kreował postać świętego niemal człowieka. Poczytajcie
opowieść o tym
bohaterze Kościoła i filmu. Dowiecie się o tym, czego
nie pokazano w kinie.
...Był to człowiek gorącej wiary, niemal uczuciowej
modlitwy, kochający
Kościół święty, oddany mu całym życiem. Ksiądz miał
wybitne powołanie
kapłańskie, które kochał całą duszą. Poziom duchowy
księdza był o wiele
wyższy od wysokiego.
...Jeszcze dobrze komży nie ściągnąłeś, już za jaja cię
trzymał, już
wiedział, kogo będzie brał pierwszego, w tej no...
zakrystii. Nieraz jak z
tacą przyszedł z kościoła, nie, to zawsze nas wołał,
wysypywał pieniądze na
stół. Taca pieniędzy cała, kurwa, papierowe sobie, te
wyjebał i my grali w
karty. I tak każdego sobie wybierał, po kolei.
Normalnie sadzał na krześle,
majtki ściągał i normalnie walił. Walił i chuj.
...Czy to możliwe, żeby obie te ? jakże różne ?
charakterystyki dotyczyły tej
samej osoby?
...Możliwe. Pierwsza pochodzi od samego Prymasa
Tysiąclecia, druga to
wspomnienia prostego chłopaka z Lubaczowa, byłego
ministranta. Obie dotyczą
księdza kanonika Stanisława Skorodeckiego, spowiednika
Stefana Wyszyńskiego i
przyjaciela Jana Pawła II.
...Pojechaliśmy do Lubaczowa, by porozmawiać o księdzu
Skorodeckim.
...? Małe gówniarze wołały za księdzem na ulicy:
"pedał". On nawet się nie
oglądał, tylko prosto do chałupy szedł. Skorodecki nie
miał daru do kobiet w
ogóle. Tylko chłopcy i tyle. Pogłaskał po głowie,
pogłaskał i wio ?
wspominają w Lubaczowie. Z zażenowaniem, ale bez
przejęcia, bo tajemnica
żadna. To wszyscy wiedzieli. Mówili tylko "a, ten
pedał" ? opowiada nasz
rozmówca. Nazwijmy go Piotrem.
...Piotr był ministrantem u Skorodeckiego przez siedem
lat. Od trzeciej klasy
podstawówki do ósmej. Rachunek się nie zgadza, bo dwa
razy nie zdał. Ósmej
klasy nie dosłużył do końca, zabrakło mu odwagi.
...? Raz w tej kanciapie u księdza nie było zamknięte.
Wszedłem tam po coś,
już nie pamiętam, i widziałem jak Zenek Ryszewski jebie
księdza.
On był pochylony, a ten z tyłu za nim. Uciekłem.
...Do służenia Bogu u boku księdza Skorodeckiego
chłopców zachęcali starsi
koledzy ministranci. Oni byli jego pupilami i
werbownikami. Mieli klucze do
jego domu, dostawali pieniądze. Wieść niesie, że ich
zabawy z księdzem
przybierały wymiar mniej delikatny niż petting, czyli
pieszczoty ręką.
...? Kozioł to non stop był tam u niego, non stop. On
go w dupę walił jak
nic. Ten to miał kutasa, nich go krew zaleje, ze
trzydzieści centymetrów albo
lepiej. On takich właśnie szukał, który ma większego.
...? Ale który którego walił?
...? Kozioł księdza. W dupę. A Zbyszek Kot to był drugi
jego pupilek. On
normalnie brał chuja w pysk i mu druta ciągnął.
...? Komu, księdzu?
? No a jak? Normalnie brał picia w pysk i ciągnął jak w
burdelu, kurwa.
? Pan to widział?
? Ojej, nieraz...
...Wielebny starannie dobierał ministrantów. Prawie
wszyscy byli z
wielodzietnych rodzin, z najbiedniejszej ulicy w
Lubaczowie. Ksiądz zawsze
miał 8?10 chłopaków w wieku od
9 do kilkunastu lat.
? On miał jednego takiego stałego klienta, cały czas,
cały czas mu walił. To
tamten mnie namówił na ministranta. Jak przyszedł
świeży, to brał osobno. I
za jaja... I do siebie do kanciapy. Nieraz człowiek
normalnie się spuścił w
majtki, zanim on kurwa, ten...
? Cały czas mówimy o księdzu Skorodeckim?
? O Skorodeckim, o Skorodeckim.
...Ulubieńcy księdza Skorodeckiego nie mieli źle. Po
niedzielnej mszy
wysypywał na stół drobne pieniądze z tacy. Banknoty
zabierał, monety
zostawiał. Dawał dzieciakom karty i grali.
...? W oko. Kasa była, cukierki były, my mieli
wszystko, co tylko było. Jak
my szli po pieniądze, to mało się nie pozabijali. Każdy
brał jak najwięcej,
żeby grać.
? Graliście na pieniądze i kto wygrywał, ten zabierał?
? No a jak. Ten zabierał. Nie żeby jemu wrócić, tylko
do kieszeni i do domu.
? Ksiądz nie chciał, abyście mu zwracali?
? Nie, nigdy w życiu, absolutnie. On brał tylko grube
pieniądze, a reszta
drobnych na stół.
...Gdy ministranci rozgrywali partyjki, ksiądz dosiadał
się do nich i
wybranemu małolatowi wkładał ręce w majtki, targał za
jaja. Czasem dwóm
chłopcom naraz. Reszta udawała, że nic nie widzi.
Potem wybierał jednego i szli do drugiego pokoju.
? Guziki w sutannie tylko rozpinał, a tych guzików od
chuja było, guzik obok
guzika. Nie miał slipów, tylko takie rajtki, długie po
kolana jak
spodenki.... Nieraz picek tak puchł, że aż piekł, niech
go krew zaleje.
Nieraz jak od niego wychodzili z kanciapy, to tak, o,
się za jaja trzymali.
? Jak wziął takiego jednego małolata do drugiego
pokoju, to pół godziny
trzymał. Wypuszczał i szukał drugiego przy stole.
...Wszystko odbywało się w parterowym drewnianym domu
przy ulicy
Świerczewskiego 14, dziś ulicy Prymasa Wyszyńskiego.
Ksiądz mieszkał tu przez
kilka lat po wyprowadzce z plebanii.
...U swego spowiednika prymas Wyszyński bywał w
Lubaczowie ? oficjalnie i
prywatnie. Widziano, że witał się z ks. Skorodeckim
wylewnie.
...Ksiądz miał wideo. Puszczał im ? jak mówi Piotr ?
"pornusy".
? On tych kaset miał, Boże. Siedziało dziesięciu w
pokoju, on brał jednego i
do drugiego pokoju, a reszta oglądała normalnie.
Ciastka nam dawał,
cukierki...
? Czy ksiądz wam jakoś tłumaczył swoje zachowanie?
? Mówił tylko, żeby nic nie gadać.
? Nie tłumaczył, dlaczego łapie za jaja?
? Nie.
...Ministranci z góry wiedzieli, że co najmniej jeden
będzie musiał się
zabawiać z księdzem przy okazji niedzielnego spotkania.
Godzili się na to.
Dawał im przecież słodycze, jedzenie i kasę. Ich
rodziny dostawały mąkę,
olej, cukier, konserwy i co tylko wtedy przychodziło z
darów. Jeździli po to
wózkami w wyznaczone dni. Mogli sobie wybrać po parze
butów. To były lata
80., Kościół dysponował darami. W niektórych rodzinach
ministrantów mąkę
świnie żarły, a psy i koty ? konserwy.
? Tak dobrze im się żyło ze Skorodeckim ? zapewnia
jeden z rozmówców.
...Było tak: w nocy jechał ktoś wyznaczony przez
księdza do chałupy
naprzeciwko jego domu przy Świerczewskiego (tam pewna
pani prowadziła
księżowski skład z darami) ciągnikiem z przyczepką, a
później wracał do
stodoły i dzielił te dary. Ci, co się ociągali z
obciąganiem księdzu, darów
nie oglądali. W kolejkę po dary zapisywał ksiądz.
...Aktywna miłość bliźniego ks. Skorodeckiego trwała do
1986 r. Skandal
zrobił się dopiero wówczas, gdy kanonik dobrał się do
nie dość dyskretnego
chłopaka. Początkujący ministrant poskarżył się w domu.
Matka wpadła do
kościoła po mszy.
? Ty pedale, ty chuju ? krzyczała ? co z ciebie za
ksiądz?! ? On uciekł i
zamknął się w domu. To było w dzień. Widziało to wiele
ludzi.
...Zbyt wielu. Niedługo potem biskup Marian Jaworski
pogonił Skorodeckiego na
drugi koniec Polski ? do Szczecina. Dalej się nie dało.
Kilku z dawnych ministrantów Skorodeckiego ma dziś
pojebane życie i problemy
ze sobą. Dwaj dawniejsi parobcy księdza to teraz
alkoholicy, którzy czasem
lubią się zabawiać z facetami na łące nad rzeką.
Niektórzy problemów nie
mają. Były przełożony ministrantów mieszka i pracuje we
Włoszech. Jego ciotka
jest tam zakonnicą.
? Spotkałem tego jednego, co we Włoszech jest.
Zapytałem: "Co, pedałku?".
Odwrócił się i poszedł. Nawet papierosem nie poczęstował.
...Skorodecki to w Lubaczowie postać niemal święta,
mimo że ludzie wiedzą, iż
ksiądz molestował seksualnie ministrantów. Plotkują
też, że był
współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. W Lubaczowie
można usłyszeć, że miał
pseudonim "Wanda" i był jednym z najlepszych TW w
dawnym województwie
przemyskim.
...Gdy do Lubaczowa przybył w 1991 r.


Obserwuj wątek
    • ania_z_belgii Re: Spowiednik Tysiąclecia (2) 18.08.02, 07:05
      Spowiednik Tysiąclecia______dok.

      Skorodecki to w Lubaczowie postać niemal święta, mimo że
      ludzie wiedzą, iż
      ksiądz molestował seksualnie ministrantów. Plotkują też,
      że był
      współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. W Lubaczowie
      można usłyszeć, że miał
      pseudonim "Wanda" i był jednym z najlepszych TW w dawnym
      województwie
      przemyskim.
      ...Gdy do Lubaczowa przybył w 1991 r. papież, ks.
      Skorodecki przyjechał aż ze
      Szczecina, aby długo i publicznie na oczach tłumów
      obściskiwać się z Głową
      Kościoła.
      ...Do Szczecina, gdzie obecnie 83-letni kanonik mieszka i
      uczy łaciny w jednym
      z liceów, roz-mawiać z Wielkim Człowiekiem przyjeżdżają
      dziennikarze, filmowcy,
      młodzież, przedstawiciele władzy. 14 listopada 1999 r.
      ks. Skorodecki obchodził
      80. urodziny na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie.
      Życzenia przysłały
      kancelarie Sejmu i Senatu, Prezesa Rady Ministrów, MSW,
      MSZ, władze Szczecina i
      województwa. Księdzu kanonikowi Skorodeckiemu hołdy
      składały również
      osoby prywatne i niezliczone organizacje. Podczas tego
      spotkania burmistrz
      Lubaczowa, człowiek z SLD, wręczył Skorodeckiemu akt
      nadania tytułu Honorowego
      Obywatela Miasta.
      ...Pytam dawnego ministranta u księdza-pedofila:
      ? Chodzi pan do kościoła?
      ? Nie. W Boga wierzę, pacierz mówię, ale nie chodzę. W
      chuja księdza nie wierzę.
      ? Jak by pan dziś spotkał ks. Skorodeckiego, to co by pan
      mu powiedział?
      ? Nic. Pochwalony i już. Ja się normalnie wstydzę.
      ...Pedofilię księży papież gromko ganił, Kościół
      przepraszał. Ministrantom z
      Lubaczowa nikt nie przekazał przeprosin.
      ...Stanisław Skorodecki został księdzem 6 stycznia 1945
      r. Święcenia przyjął z
      rąk metropolity krakowskiego, księcia kardynała Adama
      Stefana Sapiehy. Najpierw
      trafił do Mielca, gdzie był prefektem diecezjalnego
      internatu, a następnie do
      Ropczyc pod Rzeszowem. Tu UB oskarżyło go o to, że
      przewodził zbrojnej bandzie
      ministrantów, dążąc do obalenia ustroju siłą.Został
      aresztowany podczas kolędy
      na początku lat 50. i skazany na 10 lat. Trafił najpierw
      do Rawicza, później do
      Stoczka Warmińskiego, a następnie do Prudnika Śląskiego.
      Był współwięźniem i
      powiernikiem prymasa Wyszyńskiego.
      ...W jednej z wielu rozmów, które odbył z dziennikarzami
      "Gazety Wyborczej",
      wspominał, że bał się, aby prymas nie uznał go za szpicla
      nasłanego przez UB.
      Każdy, kto choć trochę orientuje się, jak działał tamten
      system, może zresztą
      się domyślić, że kardynał podejrzewał, po co
      Skorodeckiego uczyniono jego
      współtowarzyszem uwięzienia.
      ...Kardynał wyspowiadał Skorodeckiego i odtąd siedzieli
      sobie razem kilka lat.
      Ksiądz Skorodecki stał się "opanowanym i silnym duchowo
      kapłanem, spowiednikiem
      i przyjacielem kardynała, jego największym uczniem,
      ostoją i wzorem dla
      współwięźniów". Tak napisał o nim prymas Wyszyński w
      swoich "Zapiskach
      więziennych". Kilka lat temu ks. Skorodecki napisał
      książkę "Byłem świadkiem".
      ...Wypuszczono go na wolność 28 października 1956 r.
      Trafił do Tarnowa (był
      katechetą i instruktorem harcerskim), a następnie do
      arcyważnej placówki dla
      Kościoła w ówczesnych latach ? do Archidiecezji
      Lwowskiej, czyli do Lubaczowa.
      Działał tu 20 lat ? w latach 1966?1986. Najpierw w
      parafii św. Stanisława, a
      następnie u św. Mikołaja. Był proboszczem i dziekanem
      lubaczowskim. W 1972 r.
      został też kanonikiem kapituły w Lubaczowie. Pełnił ważne
      funkcje w Kurii
      Arcybiskupiej. Dziś jest emerytem, ale naucza w liceum.

      Autor : Tomasz Żeleźny


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka