Gość: Irek
IP: *.proxy.aol.com
01.04.01, 04:12
PRZYZNAJE sie. Nie widze powodu, dla ktorego mialbym to ukrywac -
jestem antysemita. Bo wlasciwie dlaczego mialbym sie wstydzic tego, ze nie
lubie Zydow? Czy to sprzeczne z prawem? Komunistow wolno nie lubic, a Zydow
nie? A taki komunista, to nie czlowiek?
Przez wiele lat to nawet nie wiedzialem, ze wyssalem ten moj swojski,
polski antysemityzm z mlekiem matki, ktora tez, zreszta, nie wiedziala o
tym - i nadal nie wie - iz jest antysemitka. Bo i skad mielibysmy o tym
wiedziec, skoro oboje urodzilismy sie na Pomorzu, a tam, na odcinku Zydow
do dzisiaj wystepuje dokuczliwy deficyt. Nie bylo wiec kogo ganiac po
ulicach, szarpac za pejsy etc., w zwiazku z czym dziecinstwo i mlodosc
uplynely mi w poczuciu przerazliwej nudy. Wine za to ponosza naturalnie
Zydzi (bo ich perfidnie nie bylo). Na tak jalowej glebie moje naturalne
przymioty charakteru nie mogly stosownie - i we wlasciwym czasie -
rozkwitnac.
Potem, kiedy znalazlem sie w W-wie pojawilo sie w mojej okolicy paru Zydow,
ale nie potrafilem tej okolicznosci wlasciwie spozytkowac, nie wiedzac
ciagle o ukrytej we mnie zalecie charakteru. Przeciwnie - sadzilem nawet,
ze lubie Zydow i na fali tego glupiego zacietrzewienia zostalem jednym z
"prowodyrow" w tzw. wypadkach marcowych 68 r.(po stronie Zydow), co mi sie
do dzisiaj "nie oplaca" (w przeciwienstwie do owczesnych Zydow). Ten moj
pozalowania godny "filosemityzm" nawet umacnial sie we mnie z czasem, bo
zaczalem przejawiac niezdrowe zainteresowanie kultura (a zwlaszcza
literatura) zydowska; mozna mnie bylo spotkac takze w Zydowskim Instytucie
Historycznym. W koncu zaczalem podejrzewac, ze jestem Zydem..? Za pomoca
literatury zydowskiej - jak twierdzili moi zlosliwi koledzy - podstepnie
dostalem sie na studia w warszawskiej PWST (jakis tajemny powod musial
istniec, skoro poprzednio ukonczylem Politechnike..?). Pozniej wydalo sie
jednak, ze Zydem nie jestem, co kosztowalo mnie utrate co najmniej polowy
talentu...
KIEDY dotarlo wreszcie do mnie, ze jestem urodzonym antysemita, przez
pewien czas irytowal mnie ten "filosemicki" epizod w mojej biografii. Pare
lat temu Michnik objasnil mi jedno, ze filosemityzm jest takze
antysemityzmem, tyle ze w wydaniu "krypto". No to sie uspokoilem i wreszcie
moglem stanac mocno na nogach, czerpiac satysfakcje z faktu, ze dzieki
podswiadomemu wczesniej (wyssanemu z mlekiem matki) antysemityzmowi
wyprowadzilem w pole cwanych - rzekomo - Zydow, udajac balwochwalcze
uwielbienie dla literatury zydowskiej. W poszukiwaniu dalszych zrodel
inspiracji dla mojego antysemityzmu odbylem kilkuletnia podroz w
przeszlosc, a w miare zaawansowania badan historycznych - wzrastal moj
podziw dla wyzszosci intelektualnej (sprytu?, smykalki do interesow?) rasy
polskiej nad zydowska (a takze niemiecka, francuska etc.). Jak wiadomo -
potocznie rozpowszechnia sie teze odwrotna nie znajdujaca zadnego
potwierdzenia w zrodlach historycznych.
W tym miejscu nie moge nie wspomniec o politowaniu, jakie wzbudza we mnie
tzw. dialog prowadzony przez malych duchem Polakow (moze nie tylko duch
maly, ale takze "p"?), ktorzy przysiegaja sie, ze nie sa antysemitami (a
przeciez wyssali?), lub przepraszaja za antysemityzm - dajmy na to - takich
jak ja wspolziomkow. Czynia to z ogromnym samozaparciem w "Tygodniku
Powszechnym", "Gazecie Wyborczej" i innych postepowych tytulach, nie
zawazajac na dawno juz zdretwiale i pelne nagniotkow kolana... A czegoz
mamy sie wstydzic? Ze potrafilismy wykolegowac Zydow..? No to moze woleliby
oglosic, ze to Zydzi nas wykolowali..?
MOJE badania dobiegaja konca i "Najwyzszy Czas, aby udostepnic ich efekty
opinii - przepraszam za wyrazenie - publicznej. Bardzo prosze Szanownego
Redaktora, aby nie zwlekal z publikacja tego eseju, bo moglby mnie ktorys
Zyd uprzedzic, a w koncu Nagroda No... - no nie chcialbym zapeszac - to nie
byle co (na wszelki jednak wypadek - wyniki moich badan zlozylem w Urzedzie
Patentowym PRL). Moje obawy nie sa bezpodstawne, gdyz Zydzi z "New York
Times", "Time" et consortes dokonali juz - niezaleznie - niektorych odkryc,
jak chocby: udzial Polakow w Waffen SS czy polskie komory gazowe (a po co
by Polacy latem 39 r. cwiczyli tak zawziecie poslugiwanie sie maska
gazowa?), z ktorych to komor wielu Zydom udalo sie po 13. wrzesnia zbiec do
komisariatow NKWD, dzieki czemu scigany i scigajacy - jak w zabawie w berka
- zamienili sie rolami... Inny badacz - Stefek Spielberg - odkryl, ze
nieslawna, dwutygodniowa kampania wrzesniowa, zainscenizowana zostala dla
niepoznaki...
Mozna wiec podejrzewac, ze sa juz na tzw. tropie; nie udalo im sie jeszcze
jednak sformulowac globalnej syntezy poszczegolnych faktow historycznych.
Ja takiej syntezy dokonalem i jako antysemita nie zycze sobie, aby jakis
Zyd ubiegl mnie w ujawnieniu genialnego planu naszych praojcow,
realizowanego z zelazna konsekwencja przez wiele stuleci. A oto jak rzeczy
sie mialy (w duzym skrocie):
ZYDZI pojawili sie w Polsce pod koniec pierwszego tysiaclecia. Poniewaz
nasi pradziadowie modlili sie wowczas do roznych kamieni, drzewek itp.,
wiec w tych okolicznosciach Zydzi niczym szczegolnym sie nie wyrozniali.
Sukcesami ekonomicznymi rowniez. W miare wzrostu powszechnego dobrobytu za
panowania Piastow, zaczela sie turystyka zagraniczna naszych przodkow.
Odwiedzajac tzw. Zachod zauwazyli oni, ze Zydow jest tam znacznie wiecej,
zyje im sie lepiej, natomiast tamtejsze tepe mieszczanstwo, wprawdzie ich
przesladuje prawnie, ale zupelnie nie potrafi spozytkowac ekonomicznie. I
wowczas - gdzies za panowania Kazimierza Wielkiego - narodzil sie ow
makiaweliczny plan, z niezrozumialych powodow wciaz ukrywany... Mowi sie ze
Kazimierz zastal Polske drewniana, a zostawil murowana...
No dobra, ale czy ktos sie zastanowil nad tym, co dokladnie kryje sie pod
tym eufemistycznym powiedzonkiem? Dlaczego mianowicie Polska wzrosla w
sile, a ludziom zylo sie dostatniej? Za co?... Powiada sie, ze Kazimierz W.
zbudowal 23 murowanych grodow, ale o pierwszym murowanym getcie (i
nastepnych), zwanym - nomen omen - Kazimierzem w Krakowie nieslusznie sie
milczy...? Wiec niech mi nikt nie wmawia, ze to Niemcy wymyslili
Theresienstadt; to byla tylko nedzna kopia naszego pomyslu sprzed 600 lat!
W 1348 r. wyslal Kazimierz - w najwiekszej tajemnicy - swoich emisariuszy
na Zachod, w celu podrzucenia tam kilku tlustych zarazkow cholery,
wyhodowanych w supertajnych polskich laboratoriach. Znajac strachliwosc
Zydow - trafnie przewidzial jeden ze skutkow zarazy "czarnej smierci",
ktora Polske - naturalnie! - ominela... Tym sposobem zwabilismy do siebie
pierwsza wielka fale uchodzcow zydowskich, ktorych umiescilismy w zawczasu
przygotowanych gettach (z tamtych czasow wlasnie pochodzi znane polskie
porzekadlo: "cholernie dobry interes"). Zydzi, zachwyceni murowanym
Kazimierzem (na razie dalismy im spokoj, aby mogli sie rozwinac) zaczeli
sciagac do Polski pozostalych pobratymcow i o to wlasnie chodzilo.
Necilismy ich rowniez dwuznacznymi prawami, majacymi skutkowac polozeniem
zwanym dla niepoznaki "tolerancja religijna". Nawet polski Kosciol (w
odroznieniu od zachodnich) nie nawracal Zydow mieczem, w mysl slusznego
spostrzezenia, ze nie zarzyna sie kury, znoszacej zlote jaja.
W ten sposob - nie wdajac sie w dalsze szczegoly - dorobilismy sie juz w
XVI w. najwiekszej spolecznosci zydowskiej w Europie, ktorej odsetek
wynosil ok. 10% calej polskiej populacji. Kiedy okazalo sie, ze dynamika
wzrostu tego odsetka spada - przystapilismy bez dalszej zwloki i na szeroka
skale (dyskretnie czyniono to juz wczesniej) do zaplanowanej wczesniej
eksploatacji wspomnianych 10%. Dzieki temu juz wkrotce Polska Jagiellonow i
Wazow uzyskala status poteznego mocarstwa europejskiego (kazdy wie, ze
wojny zaborcze kosztuja niemalo).
WIELE, wiele lat pozniej - gdzies w XVIII w. - panstwa zachodnie
zorientowaly sie (poniewczasie, jak zwykle, gdy chodzi o polityke wobec
wschodniego mocarstwa),