Gość: Oszołom z RM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
04.09.02, 17:59
Cały liberalno-lewicowy światek ucieszył się bardzo na wieść o dekrecie
Prymasa dotyczącym biur Radia Maryja w diecezji warszawskiej. W pierwszym
rzędzie wysunięto na scenę dyżurnego bpa Pieronka, którego wypowiedzi miały
przeinaczyć wymowę dekretu i pogłębić wszystkie te jego akcenty, które można
by odczytywać w kontekście negatywnym dla Radia Maryja oraz wyznaczyć pewną
instrukcję postępowania dla wszystkich tych, których zadaniem jest „mieszać”
i „jątrzyć”.
Bp Pieronek w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” wydrukowanej w dniu 30.08.02
i zatytułowanej „Emanacja lepperyzmu w Kościele” wytoczył najcięższą możliwą
artylerię. Oto pierwsze zdania jego wypowiedzi:
„Od samego początku Radio Maryja nie chciało się nikomu podporządkować.
Problem jest bardzo poważny, bo ruch społeczny wokół tej rozgłośni przypomina
sektę skupioną wokół guru. To swoista emanacja lepperyzmu w Kościele. Polega
to na ignorowaniu prawnego porządku. Samoobrona blokuje drogi i sejmową
mównicę, zaś Radio Maryja tupie na Episkopat Polski.”
Co zdanie to nieprawda lub obraźliwa, pełna negatywnych emocji zniewaga.
Nieprawdą jest, że radio Maryja nie chciało się nikomu podporządkować. Działa
ono zgodnie z prawem kanonicznym w strukturach Kościoła, i zgodnie z nim
zachowuje zależności i podległości właściwe dla instytucji zakonnej
pozostając też w faktycznej i formalnej więzi z Episkopatem Polski, więzi,
którą określa podpisana 18.11.1994 r., zresztą właśnie przez bpa Pieronka
jako ówczesnego sekretarza Episkopatu, umowa pomiędzy Episkopatem a
prowincjałem warszawskiej prowincji redemptorystów.
Radio Maryja podpisało też stosowne umowy z tymi ordynariuszami, którzy tego
sobie życzyli.
Radio Maryja nie podlegało natomiast tym naciskom niektórych środowisk
kościelnych, które zmierzały do tego, by podporządkowało się ono im we
wszystkich tych sprawach, w których miało prawo zachować autonomię. Chodziło
tu zresztą, w istocie, wyłącznie o sprawy polityczne lub dotykające w taki
czy inny sposób, polityki.
W Polskim Kościele występuje, po czasach PRL-u, prawomocna wtedy, a nie
uprawniona dziś tendencja do takiego postępowania, które ma być podejmowane
po szczegółowej konsultacji i po otrzymaniu dyrektyw. Funkcjonowanie tej
tendencji powoduje ubezwłasnowolnienie wielu wspólnot i ruchów katolickich w
takim stopniu, że stają się one tylko bezwolnymi mechanizmami poruszanymi z
zewnątrz. Dobrym chyba przykładem może tu być większość struktur Akcji
Katolickiej, która z założenia i w świetle nauki Kościoła miała być
autonomicznym ruchem świeckich rozwiązującym problemy leżące w ich
kompetencjach i pozostających w łączności z hierarchią poprzez asystentów
kościelnych. Stała się zaś w wielu miejscach ruchem zarządzanym przez tych
asystentów, ruchem, którego członkowie nie mogą nawet kiwnąć palcem bez
zgody, a jeszcze lepiej ich polecenia. Dużą rolę w nadaniu Akcji Katolickiej
takiego kształtu odegrał bp Jarecki.
Radio Maryja nie chciało i nie zgodziło się (do czego posiadało pełne prawo)
funkcjonować tak jak Akcja Katolicka.
„Ruch społeczny tej rozgłośni – powiedział bp. Pieronek – przypomina sektę
skupioną wokół guru”. Interesujący jest tu fakt, że bp Pieronek nie widzi
sekciarstwa pojawiającego się w wielu ruchach kościelnych, sekciarstwa, które
rzuca się w oczy i które prowadzi do tego, że wspólnoty te opuszczają Kościół
i rejestrują się jako odrębne „kościoły”. Użycie słowa sekta jest w Polsce
wielką obrazą. Zdarzały się procesy wygrane przez „organizacje religijne”
odwołujące się do duchowości Wschodu , które czuły się obrażone użyciem w
stosunku do nich tego słowa. Bp Pieronek nie widzi jednak powodu, by się tu
hamować. Wali z grubej rury w sposób obraźliwy, oszczerczy, pozbawiony
kultury. Oto przykład cywilizacyjnej pozycji euroentuzjastów.
Mówiąc językiem bpa Pieronka Radio Maryja ma swojego „guru”. Jest nim Matka
Boża. To Jej starają się słuchać wszyscy ci, którzy związani są z Radiem.
Może to tak denerwuje bpa Pieronka.
„To swoista emanacja lepperyzmu w Kościele”. Cóż to za język? Jest to
propagandowy język „Gazety Wyborczej”, której liderzy pobierali nauki w
najlepszych szkołach propagandowych komunistycznego PZPR. Jeśli wpadniesz
między wrony musisz krakać tak jak one. Mówiąc tym językiem odbijmy piłeczkę
nazywając bpa Pieronka niespełnionym Balcerowiczem katolicyzmu. Bp Pieronek
nie powinien czuć się urażony, że przyrównuję go do Balcerowicza bo, o ile
wiem bardzo go ceni. A cóż w istocie zrobił Balcerowicz?
Otworzył polską gospodarkę na liberalizm. Oddał ją we władanie jego „praw”
i „wartości” i działając na rzecz obcych i wrogich Polsce sił doprowadził do
tego, że zaczęła przemieniać się w pustynię, na której istnieją tylko oazy
zachodnich koncernów.
Gdyby bp Pieronek miał taką władzę w Kościele jak Balcerowicz w gospodarce
otworzył by, jak wszystko na to wskazuje, Kościół polski na liberalizm, oddał
go we władanie jego „praw” i wartości” i działając, w istocie, na rzecz
obcych i wrogich Kościołowi sił przekształcił, by go w Kościół typu
zachodniego najbardziej, zapewne, podobny do holenderskiego.
Bp Pieronek twierdzi, że działanie Radia Maryja polega „na ignorowaniu
prawnego porządku”. Chyba opowiada tu swój sen, jakieś niespełnione marzenia.
Pisze też: „Samoobrona blokuje drogi i sejmową mównicę, zaś Radio Maryja
tupie na Episkopat Polski.”
Kiepskie porównanie, całkowicie nieadekwatne. Porównanie „tupania” na
Episkopat i blokad dróg to jak porównywanie piernika i wiatraka.
Czy Radio Maryja „tupie” na Episkopat? Cóż to za określenie? Cóż ono oznacza?
Załóżmy, że bp Pieronkowi chodzi o jakąś formę krytyki, którą Radio Maryja
miałoby odnosić do działań Episkopatu. Nigdy, ale to przenigdy taka krytyka
nie miała miejsca. Nie można nawet mówić, aby wypowiedzi pojawiające się w
Radio Maryja były w jakimś sensie sprzeczne z wypowiedziami Episkopatu. Weźmy
choćby jako przykład list Episkopatu w sprawie integracji europejskiej. Są
tam wyrażone pewne niepokoje i wskazane pewne zagrożenia. Radio Maryja mówi o
tym tylko głośniej i wyraźniej.
Myśl wyrażona tu przez bpa Pieronka nie licuje z doktryną, którą on głosi,
lub przynajmniej publicznie akceptuje, doktryną wolności i dialogu. W PRL-u
prawomocne było, ze względu na sytuację, założenie, że katolicy nie krytykują
niczego w Kościele. Kościół był przedmiotem nieustannego ataku i „krytyki” ze
strony komunistów. Był jednolity, jednoznaczny i zwarty w obronie i
realizacji swojej misji. Dziś czasy się zmieniły. Teraz są czasy dyskusji,
dialogu, czasy również uwag krytycznych. Uwagi takie są zawsze na miejscu
jeżeli przyświeca im idea służby Kościołowi. Są na miejscu tym bardziej
wtedy, gdy w Kościele pojawiają się działania niezrozumiałe z punktu widzenia
tej misji lub nawet sprzeczne z nią. Bp Pieronek krzycząc o wolności i
wygłaszając swoje pochlebne uwagi o liberalizmie uznaje tę wolność i
wszystkie te liberalne zasady tylko w odniesieniu do grupy, którą
reprezentuje i w odniesieniu do tych, którzy traktują Kościół jako przeszkodę
w budowaniu „nowego, wspaniałego świata”.
Powinniśmy dyskutować o Kościele, szczególnie o tym, co jest kontrowersyjne w
świetle Ewangelii, o tym, co nas boli, gorszy, przeraża, czego nie rozumiemy.
Bp Pieronek proponuje tuby katolewicy i liberalnemu katolicyzmowi, a kneble
wszystkim pozostałym. I to niestety ma miejsce. „Tygodnik Powszechny” może
sobie pozwolić na wszystko. „Gość Niedzielny” nie jest w żaden sposób
ograniczany. Wolno krytykować „polski katolicyzm”, kpić sobie z ortodoksji, a
nie wolno pow