Gość: Oszołom z RM
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
20.09.02, 10:43
Na zaproszenie Stowarzyszenia "Media dla Integracji" pojechałem do Bierunia -
jako eurosceptyk, na dyskusję z p. dr. Janem Olbrychtem, Marszałkiem Śląskim.
Dyskusji patronowała - jak głosiło zaproszenie - katowicka TV, Radi-OK-
atowice i kupa innych mediów. Przy okazji na rynku w Bieruniu Starym miało
się odbyć pra-referendum.
Na miejscu okazało się, że TV interesuje się L*dem Bożym zebranym na rynku, a
nie jakąś głupią dyskusją w Bieruniu-Ścierne w budynku Centrum Informacji
Społecznej. Budynek leży przy szosie, ale z dala i od Starego, i od Nowego
Bierunia - toteż sala była pełna, ale wyłącznie przedstawicieli biznesu i
władz lokalnych. Powstał, oczywiście, z pieniędzy Unii Europejskiej.
Burmistrz pękał z dumy, że dobytek powiększył Mu się o nowoczesną chałupę - a
mnie przypomniał się dowcip śp. Bułata Okudżawy z czasów nieświętej pamięci
ZSRS - o Akadiemgorodku na Syberii, gdzie przewodnik z dumą oprowadza
wycieczkę: "Tu mamy sale wykładowe - szkło, żelazo, beton - a tu biblioteka -
szkło, żelazo, beton - a tu akademiki - szkło, żelazo, beton - a tu
laboratoria, proszę - szkło, żelazo, beton - a tu mieszkania profesorów -
szkło, żelazo, beton - a tu szklarnie doświadczalne - szkło, żelazo, beton; w
tych szklarniach rano sadzimy kartofle - a wieczorem wykopujemy: coś trzeba
jeść...".
Na konferencji prasowej po dyskusji (była to najdziwniejsza konferencja w
moim życiu: żaden z dziennikarzy nie pytał o nic ani mnie, ani p. Olbrychta;
odnosiłem wrażenie, że się boją!!!) starałem się dowiedzieć, ile ten budynek
kosztował, ile kosztuje jego utrzymanie, kto za to płaci. Odpowiedzi nie
otrzymałem: p. Burmistrz twierdził, że dół wynajmie na cele usługowe, a
klitki na piętrze wynajmie prywatnym firmom. Oby tak było - choć wątpię, by
ktoś odnajął pokoik na takim odludziu... Co do finansów, to jedyną wskazówką
była uwaga p. Burmistrza, że "Gmina, jako właściciel terenu, nie musi
oczywiście pobierać za ten budynek podatku od nieruchomości" - co nasuwa
podejrzenie, że gdyby pobierała, to impreza już na pewno nie byłaby opłacalna.
Cóż, mamy w Polsce ustawę o równej konkurencji. Niniejszy felieton proszę
więc traktować jako donos do Regionalnej Izby Obrachunkowej, by zmusiła p.
Burmistrza do nieuszczuplania dochodów gminy, czyli do obciążenia jednak
budynku takim samym podatkiem jak inne. Niech ci w Brukseli, którzy dali na
to pieniądze, dowiedzą się, jak marnowana jest forsa euro-podatnika. I niech
Polacy dowiedzą się, jak to dobrze, że do Unii nie wejdziemy: gdybyśmy
weszli, musielibyśmy dopłacać do budowy takich samych "inkubatorów
przedsiębiorczości" na Ukrainie czy w Rumunii...
Nie wejdziemy - już prawie na pewno. Byłem przekonany, że jak na wszystkich
pra-referendach organizowanych przez euro-entuzjastów wynik będzie 3 : 1 za
Anschlußem - i wszystko będzie na mnie, że nie przekonałem (w rzeczywistości
byłem od Starego Bierunia starannie izolowany - tam z estrady przemawiali
wyłącznie federaści). Tymczasem wyniki były 1 : 1 - co oznacza, że w
rzeczywistości (przynajmniej w Bieruniu...) mamy przewagę ok. 3 : 1, gdyż
euro-sceptycy z zasady rzadko chodzą na imprezy organizowane przez euro-
maniaków.
TV-meni byli tak skwaszeni, że ok. 19.00 pozwolili mi przez 30 sekund
przemówić do Ludu. Powiedziałem krotko: "Zgadzacie się ze mną, że rządzący do
tej pory politycy, to zgraja oszustów, durniów i złodziei?...".
"Zgadzamy się!" - poniosło po rynku, wśród postaci skupionych pod parasolami.
"No, to pamiętajcie, że ONI kłócą się między sobą, ale zgadzają co do
jednego: że trzeba wejść do Unii. A jeśli durnie, oszuści i złodzieje są
jednego zdania - to wyciągnijcie z tego wnioski!".
Tylko tyle. Wystarczy.
Co do samej dyskusji: raz jeszcze okazało się, że euro-entuzjaści nie mają
żadnych argumentów poza: "Unia Europejska jest odpowiedzią na globalizację"
(przy czym nie zdołałem się dowiedzieć, że "odpowiedź" ma polegać na
włączeniu się w globalizację - czy na przeciwstawieniu się globalizacji, jak
głosi euro-entuzjasta, p. Piotr Ikonowicz z PPS) oraz: "Musimy stawić czoła
wyzwaniom przyszłości" - itp. Okazało się przy tym, że p. dr Olbrycht,
skądinąd wiceprzewodniczący Europejskiej Rady Gmin i Miasteczek, nie ma
pojęcia, jak to by było z finansami po ew. Anschlußie. Twierdził, że
wpłacilibyśmy 2,5 mld euro - a otrzymalibyśmy ponad 13 mld. Na pytanie,
dlaczego w takim razie p. Premier i p. Minister SZ latają do Brukseli - i
głośno o tym mówią - by nie dopuścić do tego, by Polska płaciła więcej niż
otrzyma, p. Marszałek odparł: "Proszę o to zapytać p. Cimoszewicza". Wygląda
na to, że Rząd i jego Premier nie mają pojęcia o tym, jaką rzeką złota zaleje
nas Unia; przy najbliższej okazji muszę przekazać im tę radosną wiadomość...
Przyznam, że po prostu żal mi było p. Marszałka - więc nawet nie używałem
najlepszych, wręcz dobijających, argumentów (trzymam je w zanadrzu na Wielkie
Dyskusje przed referendum). Może lepiej byłoby, gdyby powiedział
uczciwie: "Warszawa rządzi Śląskiem tak źle, że niech lepiej rządzi
ktokolwiek inny: Berlin, Bruksela czy Tegucigalpa!" - to byłbym w stanie to
zrozumieć i wybaczyć (co nie znaczy poprzeć!). Ale nie znoszę krętactwa.
Nie można na przykład mówić, że skoro wzięliśmy od nich pieniądze (i
wzięliśmy, rzeczywiście!) to teraz nie możemy już zerwać układów. Możemy!
Narzeczeństwa się czasem zrywa! Oddaje się pierścionek zaręczynowy - ale
innych prezentów nie!! Sytuacja będzie rzeczywiście cokolwiek żenująca - ale
po prostu zmieni się obecną ekipę rządzącą na tych, co niczego nie
obiecywali, więc mają czyste sumienie.
Euro-entuzjasci często mówią, że Unia daje nam teraz pieniądze - np. na
autostrady (dziwnym trafem prowadzące z Ziem Odzyskanych do Berlina) czy na
tę chałupę, w której była dyskusja. O "korzyściach" z tych pieniędzy napiszę
za tydzień - tu tylko chciałem sprzeciwić się tezie popularnej być może i u
niektórych Czytelników "NCz!", że Oni tam w Brukseli zawarli spisek, by
Polaków okraść i upokorzyć. Nie - nie ma żadnego spisku. Unią rządziła Oś
Berlin - Paryż, czyli RFN - GOdP ("Wielki Wschód Francji"), ale Oś pękła,
państwa Osi są "oblężone" przez inne, nie wiadomo, co będzie w Berlinie po
zwycięstwie koalicji CSU-FPD-CDU... Tam nie ma monolitu - tam są interesy.
Jeśli tow.tow. komisarze głosują za daniem nam pieniędzy na rozbudowę dróg,
to jeden robi to, bo chce Ziemie Zachodnie powiązać ściślej z Niemcami, drugi
ma kochankę na Ukrainie i nie chce się zabić po drodze, trzeci uważa, że to
wstyd, iż w Europie są takie drogi, czwarty chce przekupić tym Polskę, by się
przyłączyła (w wyniku czego on zostanie Komisarzem Jeszcze Większej Euro -
może z jeszcze większymi poborami...), piąty, bo drugi obiecał za to głosować
za pieniędzmi na zbiornik retencyjny w jego rodzinnym Piemoncie, a szósty
wziął łapówkę od konsorcjum mającego nadzieję na koncesję na budowę tej
autostrady...
Tak właśnie w d***kracji wygląda realna euro-polityka... I najwyższa pora, by
niektórzy to zrozumieli.