homosovieticus
19.10.05, 05:50
Oglądając wczoraj dziennik telewizyjny i widząc zadowolone twarze Donalda
Tuska i Lecha Kaczyńskiego, mój wzrok w pewnym momencie zboczył na półkę z
książkami, gdzie stoi słynna praca Jose Beneyto „Apokalipsa nowoczesności”
traktująca o życiu i filozofii politycznej hiszpańskiego kontrrewolucjonisty
Juana Donoso Cortesa, który był tym w prawicowej refleksji politycznej dla
Wiosny Ludów, czym Joseph de Maistre i Edmund Burke dla Rewolucji roku 1789.
Cechą charakteryzującą pisarstwo Donosa jest pewien nastrój apokaliptyczny,
ufundowany na pewności, że zbliża się straszliwa rewolucja, która zmiecie z
powierzchni stary świat. Co warte podkreślenia, nastrój apokaliptyczny Donosa
nasila się nie wtedy gdy rewolucja triumfuje w roku 1848, lecz wtedy, gdy
została już ugaszona.
Donoso rozumiał, że zwycięstwo jest chwilowe. Lewica została odparta, ale
tylko po to, aby za kilka lat powrócić z jeszcze większą siłą. I to jest
myśl, której nie dostrzega większość współczesnych komentatorów politycznych,
szczególnie tych, którzy dużo dziś radują się z przyszłych rządów POPiSu.
Ta koalicja nie uratuje Polski. Ta koalicja nie ma żadnego programu, a pewne
wizje, które posiada stoją we wzajemnej sprzeczności. „Pisiaki” zablokują
niskopodatkowe plany PO; „platformersi” plany dekomunizacyjne PiS. Czekają
nas długie i ciężkie cztery lata wzajemnych kłótni, jakie znaliśmy z czasów
koalicji UW-AWS. Nie łudźmy się, przyszłość nie należy do POPiSu. Za cztery
lata wyborcy zmiotą tę koalicję z powierzchni ziemi, tak jak zmietli AWS-UW i
SLD.
A wtedy nadejdą czasy apokaliptyczne. Do władzy wróci lewica. Ale to już nie
będzie stare, pragmatyczne i technokratyczne SLD, które znamy. To już nie
będzie cyniczne SLD Leszka Millera i Józefa Oleksego, które było dla Polski
wielką udręką, ale nie katastrofą. Nowe SLD Wojciecha Olejniczaka nie
przyjdzie aby dokonać „dekaczyzacji”, czyli wymienić ludzi z PiS i PO
na „rzetelnych” i „nieskompromitowanych”, czyli posiadających legitymacje
partyjne w kolorze czerwonym.
Będziemy jeszcze z rozrzewnieniem wspominali „starych towarzyszy” z betonu
postkomunistycznego, tych pragmatyków, którzy nie wierzyli w absolutnie nic i
dlatego niczego nie chcieli zmieniać. Przez cztery lata Olejniczak,
Aleksander Kwaśniewski, Marek Borowski i resztki z Partii Demokratycznej
stworzą monstrum, politycznego potwora w postaci „Europejskiej Lewicy”.
Z tej perspektywy zwycięski dziś „Kaczor Donald” - czyli koalicja dwóch braci
Kaczyńskich i jednego Donalda - okaże się niczym innym, niż tylko
zapowiadanymi przez „Apokalipsę” trzema jeźdźcami. A po czteroletnim
mignięciu trzech jeźdźców przyjdzie ten, którego imię brzmi Wojciech
Olejniczak, „a liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (13, 18).
„Europejska Lewica” jest opisana w „Apokalipsie”: „I ujrzałem Bestię
wychodzącą z morza, mającą dziesięć rogów i siedem głów, a na rogach jej
dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze” (13, 1). IMIONA
BLUŹNIERCZE! Tu jest istota problemu. To nie będzie „stare dobre” SLD, lecz
otworzą się wrota piekielne i z naszego świata nie zostanie kamień na
kamieniu.
Przyjdzie lewica, która unicestwi cały nasz świat wyobrażeń moralnych,
uchwali aborcję na żądanie, małżeństwa homoseksualne (nie wykluczone, że
nawet z prawem do adopcji dzieci), szereg ustaw wymierzonych w Matkę naszą
Kościół katolicki; to będzie lewica, która przegłosuje każdy projekt
integracji europejskiej; która będzie na kolanach przed Berlinem i Brukselą.
Słowem, to nie będzie lewica broniąca status quo, lecz lewica piekielna,
sfanatyzowana, zideologizowana, która nie zostawi z naszego świata kamienia
na kamieniu.
Czeka mnie los Donosa – on też wołał, że rewolucja nie została pobita, a
jedynie chwilowo zatrzymana; i jego także nikt nie słuchał. Nie czas nam już
myśleć o rządach POPiSu, lecz o zatrzymaniu apokaliptycznej lewicy
Olejniczaka.
Rzecz w tym, że dziś nikt tego nie rozumie. Jedni cieszą się, że przez cztery
lata będą mieli rządowy „full-wypas” (jakby to powiedział ex-poseł Pęczak) i
nie dociera do nich profetyczna wizja Apokalipsy; inni zamknęli się we
własnym getcie i zamiast jednoczyć środowiska na prawo od POPiSu, poszerzać
okopy prawicy, mają skłonność do przerabiania swego okopu w bunkier; zamiast
rozbudowywać pozycje, idą na wzmacnianie grubości ich ścian.
A Olejniczak właśnie czeka na takie błędy, czeka cztery lata, a potem „biada
ziemi i biada morzu – bo zstąpi do was diabeł, pałając wielkim gniewem” (12,
12).
Adam Wielomski
www.konserwatyzm.pl/