27.09.01, 20:33
Jest to ciąg dalszy wątku "SEKTY-EKSPANSJA ZŁA"
Obserwuj wątek
    • samsaranathanal Re: SEKTY 27.09.01, 20:35
      Treść listu pana Lecha pt "kolejne świadectwo"Gość portalu: Lech napisał(a):

      > Rodzinę założyłem mając 25 lat. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 6 lat.
      > Żona urodziła dwoje dzieci, nie pracowała zawodowo.
      >
      > Sytuacja zmieniła się, kiedy to żona poznała nowych "przyjaciół", którzy
      > preferowali zdrowy styl życia. Wegetarianizm, pokojowa postawa wobec życia
      > teoretycznie była pozytywna. Nie znając wewnętrznych zasad uważałem ich za
      > niegroźnych dziwaków. Pod wpływem tych ludzi żona zmieniła się nie do
      poznania.
      >
      > Początkowo myślałem, że jest to w wyniku kryzysu małżeńskiego, szukałem winy
      w
      > sobie.
      >
      > W domu pojawiali się "siostry i bracia duchowi" z sekty "Hare Kryszna". Żona
      > zachowywała się jak nawiedzona. W smrodzie kadzideł od godz. 4:00 uprawiała
      > swoje praktyki. Odsunęła się od bliskich, rodziny, przestała być żoną, matką -

      > zaniedbywała dzieci. Nazywała nas ludźmi III kategorii czyli "demonami"
      > i "karmitami" Dzieciom zabraniała jeść mięso mówiąc, że to trupy. Nie wolno
      > było jadać również ryb, jajek, czosnku, cebuli... Wprowadzała dziwne posty i
      > głodówki. Dzieci bardzo źle znosiły tę zmianę. Były osłabione i wystraszone.
      > Przeciążone obowiązkami sekciarskimi niechętnie uczyły się, z ledwością
      > przechodziły do następnej klasy. Wiele razy zamiast chodzić do szkoły
      > wyjeżdżały z żoną w góry do farmy i miejsca kultu. Praktyki, w których
      > uczestniczyły dzieci (bez mojej zgody!), doprowadziły do kłopotów
      zdrowotnych.
      > Syn cofał się w rozwoju. Córka czyniła próby odebrania sobie życia. Żona, nie
      > bacząc na problemy, realizowała program sekty - "udoskonalała się". Żyła i
      > pracowała dla sekty.
      >
      > Żona emocjonalnie dla nas nie istniała, byliśmy dla niej przeszkodą
      > w "samorealizacji", mówiła o nas "słupy soli". Potrafiła zostawić dzieci bez
      > opieki i wyjechać w góry na farmę w celu "oczyszczania się". Okradała nas,
      > popadała w długi aby mieć pieniądze dla sekty. Twierdziła, że dla Kryszny
      > należy się wyzbyć dóbr materialnych. Musiałem sprzedać samochód by spłacić
      jej
      > długi.
      >
      > Ażeby pojąć i zrozumieć ten problem zacząłem uczestniczyć w spotkaniach
      sekty.
      > Dobrze poznałem zasady i formy ich działania. Co innego głoszą oficjalnie, a
      co
      >
      > innego dzieje się wewnątrz grupy. Działają w wyrafinowany sposób. Mają
      dobrych
      > psychologów i prawników na własny użytek. Umieją manipulować nie tylko
      > młodzieżą, ale i dojrzałymi ludźmi. Ośmieszają (wulgarnie) wszystkie
      autorytety
      >
      > (władze, szkołę, Kościół itp.). Jedynym celem liderów sekty jest całkowite
      > podporządkowanie mojej żony (w zamiarze całej rodziny) sobie i materialny
      zysk.
      >
      >
      > O patologii sekty "Hare Kryszna", ich wewnętrznym życiu, które poznałem z
      > autopsji powiadomiłem policję, prokuraturę. Według naszych władz nie miałem
      > wystarczających dowodów na przestępstwa sekty, a za zniszczenie psychiki
      > ludzkiej paragrafu jeszcze nie wymyślono.
      >
      > Po 7 latach pobytu mojej żony w sekcie mam zrujnowane życie. Działalność
      sekty
      > uważam za przestępczą. Jesteśmy rodziną rozbitą, skrzywdzoną moralnie i
      > okradzioną z dóbr materialnych - bez perspektyw na lepszą przyszłość. Stawiam
      > sobie pytanie: Czy moje dzieci mają szansę zasilić normalne społeczeństwo?
      > Jestem w swoim kraju i powinienem mieć zagwarantowane środki prawne aby
      bronić
      > rodzinę przed patologią jaką jest sekta.
      >
      > Istnieje pilna potrzeba zmiany zbyt liberalnego prawa w stosunku do sekt,
      które
      >
      > powinno przeciwdziałać zjawiskom patologicznym jak:
      >
      > a.. społecznej i zawodowej dezintegracji osób ulegających wpływom sekty, w
      > tym rozbijaniu rodzin,
      > b.. werbowaniu nieletnich do sekty i przymuszaniu ich do praktyk kultowych
      > szkodzących zdrowiu fizycznemu i psychicznemu,
      > c.. odciąganiu dzieci i młodzieży od nauki,
      > d.. wyłudzaniu pieniędzy, zwłaszcza od nieletnich i młodzieży,
      > e.. przymuszaniu członków sekty do darmowej pracy i pozbawianiu ich
      > zabezpieczenia socjalnego.
      > Ponadto należy uruchomić środki prawne umożliwiające:
      >
      > a.. wprowadzenie obowiązku rozliczania się sekty z działalności finansowej
      w
      > celu przeciwdziałania nielegalnemu handlowi, przestępstwom podatkowym i innym
      > nadużyciom,
      > b.. sprawdzanie członków sekty co do ich faktycznego źródła utrzymania,
      > zabezpieczenia emerytalnego, świadczeń socjalnych w zakresie ochrony zdrowia
      > itp., oraz wymuszenie stosownych uregulowań zapewniających tym osobom należne
      > świadczenia,
      > c.. prowadzenie badań odnośnie wpływu na ludzką psychikę środków,
      > prawdopodobnie halucynogennych, które używają w przesadnie nadmiernych
      > ilościach (kadzidełka, nieznane przyprawy, wielogodzinne powtarzanie tych
      > samych słów), szkodliwości stosowanej diety itp.
      >
      > Sławomir W.

      Moja odpowiedź za chwilę
      • samsaranathanal Kilka pytań do Pana Lecha 27.09.01, 20:59
        Szanowny Panie Lechu

        Z dużym zainteresowaniem przeczytałem historię, którą pan przesłał. Dziękuję.
        Nie mniej w czasie lektury zauważyłem, że mam pewne wątpliwości co do
        przedstawionej relacji. Jestem pewien, że zechce je Pan rozwiać. (od razu
        przepraszam, że nie zamieszczam pełnych cytatów - nie starczyłoby miejsca na
        uwagi. Jeśli gdzieś zacytowałem nieumiejętnie, zmieniając sens wypowiedzi -
        bardzo proszę o wskazówki)

        > Rodzinę założyłem mając 25 lat. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 6 lat.
        > Żona urodziła dwoje dzieci, nie pracowała zawodowo.

        Czy zastanawiał sie Pan nad tym, że ta kobieta mogła jednak nie być szczęśliwa?
        Skąd pewność, że tak było? To, że pan Sławomir tak twierdzi, jeszcze nie
        dowodzi, że tak było, prawda? (Nb. niedawno przeżyłem rozstanie z kobietą. Mnie
        też się wydawało, że jest wszystko w porządku - a nie było...)

        > Okradała nas

        To dlaczego pan Sławomir nie powiadomił prokuratury? Skoro żona była złodziejką
        ( a ten kto kradnie jest złodziejem), to być może należało postąpić jak ze
        złodziejką. Niektórzy praktycy zwalczania narkomanii twierdzą, że największą
        przeszkodą w "leczeniu" jest wyjątkowe traktowanie bliskich...

        >Twierdziła, że dla Kryszny należy się wyzbyć dóbr materialnych.

        " - co mam zrobić aby być doskonałym?
        - idź i sprzedaj cały swój majątek i rozdaj biednym" (cytat jest na pewno
        niedoskonały, ale chyba sens udało mi się zachować.

        Panie Lech, czyj to jest nakaz?

        > Ażeby pojąć i zrozumieć ten problem zacząłem uczestniczyć w spotkaniach
        sekty.
        > Dobrze poznałem zasady i formy ich działania. Co innego głoszą oficjalnie, a
        co
        > innego dzieje się wewnątrz grupy.

        Na czym polegają te różnice? W których miejscach kłamią? Proszę o konkretne
        przykłady.

        >Działają w wyrafinowany sposób. Mają dobrych
        > psychologów i prawników na własny użytek. Umieją manipulować nie tylko
        > młodzieżą, ale i dojrzałymi ludźmi.

        Skoro Pan napisał, że umieją, to na pewno umieją. Ale ja chciałbym się
        dowiedzieć jak konkretnie manipulują? Po czym Pan poznaje manipulację?

        > Według naszych władz nie miałem wystarczających dowodów na przestępstwa
        sekty, >a za zniszczenie psychiki ludzkiej paragrafu jeszcze nie wymyślono.

        A czy pan Sławomir miał te dowody? To ważne, bo jeśli policja je zlekceważyła,
        to popełniła przestępstwo i należy o tym poinformować prokuraturę. Służę
        pomocą - mam znajomych prawników. Też są dobrzy.

        > Działalność sekty uważam za przestępczą.

        I ja przyjmuję do wiadomości, że tak uważa pan Sławomir. Nie mniej przestępstwo
        to poważne naruszenie prawa: jakie prawo naruszyli krysznici?

        > Jesteśmy rodziną rozbitą, skrzywdzoną moralnie i okradzioną z dóbr
        materialnych - bez perspektyw na lepszą przyszłość.

        Ja też pochodzę z rodziny rozbitej chociaż moi rodzice nie należeli do żadnej
        sekty. Być może zastanawiał się pan już nad tym: czy ten związek nie rozpadłby
        się nawet gdyby nie Hare Kriszna. (Przyszła mi do głowy taka, absurdalna myśl:
        a może ten związek przetrwał tak długo właśnie dzięki krysznitom?)

        > Stawiam sobie pytanie: Czy moje dzieci mają szansę zasilić normalne
        łeczeństwo?

        Czy już się Pan zastanawiał, co by się stało, gdyby pan Sławomir zostawił żonę,
        pozbawił ją praw rodzicielskich i razem z dzećmi, o które tak się troszczy
        wyjechał do inego miasta? Może to jest trochę tak, że za los dzieci
        odpowiadają rodzice? Obydwoje rodzice?


        > Jestem w swoim kraju i powinienem mieć zagwarantowane środki prawne aby
        bronić
        > rodzinę przed patologią jaką jest sekta.

        Nie wiem, co Pan o tym sądzi, ale coś mi się wydaje, jeśli się mylę to na pewno
        Pan mi o tym napisze, ale sekciarze też są w swoim kraju. Być może nawet
        chcieliby mieć zagwarantowan środki prawne do ochrony swojego kultu? Być może
        powinni mieć takie gwarancje?


        > Istnieje pilna potrzeba zmiany zbyt liberalnego prawa w stosunku do sekt,
        które
        > powinno przeciwdziałać zjawiskom patologicznym jak:

        > a.. społecznej i zawodowej dezintegracji osób ulegających wpływom sekty, w
        > tym rozbijaniu rodzin,
        > b.. werbowaniu nieletnich do sekty i przymuszaniu ich do praktyk kultowych
        > szkodzących zdrowiu fizycznemu i psychicznemu,
        > c.. odciąganiu dzieci i młodzieży od nauki,
        > d.. wyłudzaniu pieniędzy, zwłaszcza od nieletnich i młodzieży,
        > e.. przymuszaniu członków sekty do darmowej pracy i pozbawianiu ich
        > zabezpieczenia socjalnego.

        Ma Pan moje pełne poparcie jeśli chodzi o punkty: b. i c. także uważam, że
        takie praktyki powinny być zabronione - chyba, że prawni opiekunowie wyrażają
        zgodę.

        Postulat z punktu d. i e. jest już spełniony: polskie prawo nakazuje karać
        wyłudzenia i pracę niewolniczą. Nie widzę potrzeby zmiany prawa. Wyłudzli? To
        do więzienia ich!

        Co do punktó a. mam bardzo poważne wątpliwości - a Pan być może zechce je
        rozwiać.

        Po czym poznać, że dezintegracja osobowości nastpiła z winy sekty? Czy gdyby
        mój ojciec, kiedy od nas odchodził należał do sekty (a nie należał) to ta sekta
        mogłaby być ukarana? Czy jeśli ja mam ochotę na dezintegrację mojej osobowości
        to Pan ma prawo mi tego zabronić? Kto będzie określał, że dezintegracja
        nastąpiła pod wpływem sekty a nie z jakichś innych przyczyn?

        To są BARDZO WAŻNE dla mnie pytania. Dopóki nie otrzymam jasnej odpowiedzi,
        poprzeć tego nie mogę.


        Bardzo liczę na Pana, i na to, że rozproszy Pan moje wątpliwości. Może Pan się
        nie spieszyć z odpowiedzią - zależy mi na tym, żeby była rzeczowa i możliwie
        wyczerpująca.

        serdecznie pozdrawiam

        • Gość: Lech Re: Kilka pytań do Pana Lecha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 07:49
          Szanowny Dyskutancie!

          Czytając Pana posty czasami chce mi się śmiać a czasami ogarnia mnie zdumienie
          brakiem zrozumienia sedna sprawy. Abyśmy się dobrze zrozumieli: W swojej pracy
          mam na co dzień styczność z przepisami prawa i dość dobrze znam istniejące w
          naszym państwie prawo. Stanowi ono, iż za czyny odpowiada ten, kto je popełnił.
          Pamiętając zatem, iż nie ma odpowiedzialności zbiorowej doskonale wiem, że nie
          możemy domagać się odgórnego zakazu działalności niektórych ruchów (i to
          zarówno sekt jak i subkultur młodzieżowych).
          Uważam jednak, że trzeba zachować szczególną rozwagę przy przekazywaniu
          subsydiów społecznych, aby nie trafiały one do grup parareligijnych szerzących
          szkodliwe społecznie ideologie i uprawiających niebezpieczne praktyki kultowe.
          Takim ograniczeniem dla tych grup może być np. odmowa wpisu do rejestru
          kościołów i związków wyznaniowych. Można również ograniczyć ich wpływy (dotyczy
          to także grup zarejestrowanych) poprzez szeroko zakrojoną działalność
          informacyjno - edukacyjną. To niniejszym czynię mieszcząc się w granicach
          wolności słowa. Szanuję też inne poglądy i zachowania o ile i na ile nie
          wykraczają one poza granice zdrowego rozsądku i nie naruszają prawa i zasad
          dobrego współżycia społecznego. Czytaj Pan te moje informacje, a zwłaszcza
          świadectwa ludzi pokrzywdzonych przez sekty i wyciągaj z tego stosowne wnioski.
          Przeczytasz fakty o patologicznych zachowaniach wyznawców kultów i o tym, jakie
          nieszczęścia przez to sekty sprowadzają na ich bliskich: rodziców, przyjaciół,
          współmałżonków, małe dzieci.. To wszystko.
          Z poważaniem

          Lech Rugała

          PS. Nie mogę odpowiedzieć na Pańskie pytania, ponieważ nie jestem Sławomirem
          W., Piotrem R. itp. Są to autentyczne relacje z listów i pism, które posiadam w
          swoim "archiwum". Może więc je Pan interpretować zupełnie odwrotnie niż to
          wynika z przedstawionych tam faktów. Zamiast dostrzec oczywistą przyczynę
          rozbicia małżeństwa w wynaturzonych praktykach kultowych jednego z małżonków,
          może Pan doszukiwać się tych przyczyn z fusów po kawie lub z plam na słońcu. To
          Pański problem. Uważny i zdrowo myślący czytelnik nie będzie miał jednak
          żadnych wątpliwości.

          Przykład 1 (z pozwu o rozwód):

          Rozkład naszego związku nastąpił w wyniku przynależności mojej żony do
          sekty "Hare Kryszna".

          Żona jest nie tylko członkiem ale fanatykiem ww. grupy kultowej.

          Bezkrytycznie i ślepo wypełnia ich polecenia, zakazy, nakazy. Zasady
          obowiązujące w sekcie są tak patologiczne, że mimo mojej tolerancji nie możemy
          stanowić prawidłowo funkcjonującego małżeństwa.

          Żona moja odsunęła się od rodziny, przestała być żoną i matką. Rolę swoją
          ogranicza do brania pieniędzy. Obowiązki wobec dziecka traktuje jako zło
          konieczne. Jesteśmy dla niej ludźmi III kategorii. Twierdzi, że dla Kryszny
          należy wyzbyć się wszelkich uczuć i dóbr materialnych.

          Stosuje sekciarski wegetarianizm: nie je mięsa, ryb, jajek, czosnku, cebuli.
          Często stosuje dziwne posty i głodówki. Uprawia praktyki wyniszczające ją
          psychicznie i fizycznie.

          Zabrania dziecku jeść mięso, obrzydzając je. Dziecko jest źle żywione,
          zaniedbane, często choruje. Jest zmuszane do uczestnictwa w spotkaniach
          sekciarskich. "Rytuały" w smrodzie kadzideł dziecko bardzo źle znosi. Jest
          nerwowe, smętne, apatyczne, często narzeka na bóle głowy. Żona nie uznaje
          autorytetów medycznych. Jest przekonana, że modlitwa do Kryszny uzdrawia.
          Wszelkie perswazje traktuje jako atak na nią i jej "społeczność".

          Zachowuje się jak nawiedzona. Uważa, że przeszkadzamy jej w "samodoskonaleniu"
          gdyż jemy mięso. Chce żyć i pracować dla Kryszny. Autorytetami dla niej
          są: "guru" i liderzy sekty.

          Kłamie i uczy dziecko kłamstwa - jak twierdzi - dla dobra Kryszny.

          Zachowaniem swoim demoralizuje dziecko. Współżyje z "braćmi duchowymi" - nazywa
          to "oczyszczaniem ze złej karmy".

          Nie mam już siły funkcjonować w tak patologicznym związku. Kocham dziecko i
          chciałbym ażeby miało szansę funkcjonowania w normalnym społeczeństwie. Pragnę
          też mieć wpływ na jego życie i wychowanie.

          W związku z powyższym proszę Sąd o:

          a.. zakazanie uczestnictwa dziecka w spotkaniach sekciarskich,
          b.. ograniczenie praw rodzicielskich dla żony,
          c.. przyznanie nam Kuratora Sądowego,
          Pragnę ratować dziecko od destrukcji panującej w sekcie i ich wewnętrznym życiu.

          Do pozwu dołączam:

          a.. opinia z przedszkola,
          b.. zaświadczenie lekarskie dziecka,
          c.. pismo żony od "guru",
          d.. świadectwo przynależności żony do sekty.
          Piotr R.

          Przykład 2
          (ze skargi do Administracji Budynków Komunalnych)

          My, lokatorzy, nie zgadzamy się na użytkowanie mieszkania prywatnego nr 8 przez
          sektę "Hare Kryszna" (jest to ich centrum, tzw. ISKCON).

          Funkcjonują oni bez przestrzegania podstawowych zasad współżycia w
          społeczeństwie, są dla nas uciążliwi, zakłócają ład, porządek i spokój.

          W ww. mieszkaniu mieszka ok. 10 osób (w ciągu dnia więcej:

          a.. zajmują lokal bez meldunku,
          b.. zakłócają spokój już od godz. 4 nad ranem (kłamią mówiąc, że są
          studentami),
          c.. prowadzą stołówkę (prawdopodobnie bez zezwolenia), co powoduje, że
          zapachy wydobywające się z mieszkania są nie do wytrzymania,
          d.. na niedzielne spotkania sekty werbowane jest niepełnoletnia młodzież.
          Matki, które odnalazły swoje dzieci pod ww. adresem są okłamywane i nie są
          wpuszczane do środka.
          Prosimy o zainteresowanie się tą sprawą i pozbawienie nas problemów z tym
          związanych.

          Z poważaniem

          Lokatorzy (podpisy 11 osób)
        • Gość: Lech Re: Kilka pytań do Pana Lecha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 10:00
          NIE BĘDĘ Z PANEM DALEJ DYSKUTOWAŁ NA FORUM, CO NIE ZNACZY ŻE NIE BĘDĘ NADAL SIĘ
          TU UDZIELAŁ I PRZEKAZYWAŁ INFORMACJE O SEKTACH. ZAUWAŻYŁEM, ŻE PANA SPOSÓB
          DIALOGU DALEKO WYKRACZA POZA GRANICE DOBREGO OBYCZAJU. NIE MOGĘ WIĘC TRAKTOWAĆ
          POWAŻNIE KOGOŚ, KTO W TAK CYNICZNY I NAIWNY SPOSÓB ODPOWIADA NA PYTANIA:

          PO PIEWSZE, NA FORUM:

          Re: SEKTY - EKSPANSJA ZŁA adres: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl
          Gość portalu: Zofia 26-09-2001 09:26

          Czy "Samsaranathanal" to imię duchowe członka organizacji
          kultowej, może Hare Kryszna? Czekam na odpowiedź.

          ? odpowiadam adres: *.starogard.dialup.inetia.pl
          samsaranathanal@poczta.gazeta.pl 26-09-2001 20:47

          Nie.

          ? Odpowiadam Cz II adres: *.starogard.dialup.inetia.pl
          samsaranathanal@poczta.gazeta.pl 26-09-2001 21:04

          Tak

          ? Odpowiadam cz III adres: *.starogard.dialup.inetia.pl
          samsaranathanal@poczta.gazeta.pl 26-09-2001 21:05

          Być może

          PO DRUGIE, NA POCZCIE ELEKTRONICZNEJ:

          2001-09-26 09:12
          Temat: Imię duchowe?

          // Czy "Samsaranathanal" to imię duchowe członka organizacji kultowej, może
          Hare Kryszna? Czekam na odpowiedź.

          Niestety, nie mogę udzielić Pani jednoznacznej odpowiedzi. Wydaje mi się to
          dość prawdopodobne - ponieważ każdej nocy zapominam co się zdażyło dnia
          poprzedniego nie mogę mieć pewności w tej kwestii. Z moich zapisków i notatek
          wynika, że niegdyś poznawałem różne grupy religijne - w tym Hare Kriszna.

          POWYŻSZE POSTY POZOSTAWIAM BEZ KOMENTARZA
          • samsaranathanal Panie Lechu: przepraszam. 28.09.01, 12:48

            Szanowny Panie

            Jest mi bardzo przykro, że podjął Pan taką decyzję i mam wątpliwości dotyczące
            powodów jakie Pan podał odmawiając dalszej korespondencji. Moja korespondencja
            z Pana Małżonką nie ma nic wspólnego z naszą koresponsencją. Pani Zofia
            pozwoliła sobie (zapewne w dobrych intencjach - przyznaję) na impertynencję,
            pytając mnie ( w pierwszym swoim liście!) o wyznanie. Osobiście uważam, że
            wyznanie nie ma nic wspólnego z tym czy ma się rację w omawianych sprawach czy
            nie. To i tylko to chciałem jej przekazać (ten element zawarłem w postcie "I
            pytam" (dlaczego Pan nie zacytował tego ostatniego?), a także w kolejnym mailu,
            który z niejasnych przyczyn do Pani Zofii nie dotarł) Przyznaję, że były to
            próby nieudolnie. Proszę przekazać Małżonce przeposiny. Dotychczas
            korespondencja między mną i Panem stawała się coraz bardziej rzeczowa - i mam
            nadzieją, że taką pozostanie.

            serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam.

            ps. Zdaje się, że jestem jedną z nielicznych osób, które mając wątpliwości,
            rozmawiają z panem w sposób merytoryczny. Inni obrzucają Pana wyzwiskami i
            szkalują. Może to jest trochę tak, że niekorespondując ze mną coś Pan traci?

            ps2 publikowanie prywatnej korespondencji to już nie jest impertynencja. To
            chyba coś więcej...

    • Gość: Lech Szanowni Czytelnicy i Potencjalni dyskutanci! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 10:03
      Szanowni Czytelnicy i Potencjalni dyskutanci!

      Do sekt werbowani są młodzi, często bardzo dobrze wychowani i uduchowieni
      ludzie nawet na pielgrzymkach, na wakacjach w jakimś gospodarstwie ekologicznym
      itd. Różne są oblicza werbunku. Nad problemem sekt głowią się potężne umysły.
      Istnieją prace liczne naukowe i raporty rządowe, nawet rezolucje Parlamentu
      Europejskiego dotyczące sekt...

      Trzeba również zdać sobie sprawę z tego, że w życiu młodego człowieka
      przychodzi okres, kiedy możliwości kontroli ze strony rodziców są znikome.
      Sekty działają tak, aby nie wzbudzić podejrzeń, a jednocześnie uzależniają
      młodego człowieka od grupy i jej lidera. Kiedy rodzice się zorientują, jest już
      zwykle za późno. Dziecko staje się automatem bezkrytycznie przyjmującym
      wszelkie pseudonauki sekty.

      Sekta to grupa, która podczas działalności agitacyjnej bądź handlowej posługuje
      się oszustwem, stosuje techniki psychomanipulacji i wpływa niszcząco na zdrowie
      psychiczne człowieka i życie rodzinne.

      Każdy ma prawo do samodzielnego wyboru przekonań grupy do jakiej chce
      przynależeć. Ma jednak prawo wiedzieć, jakie są prawdziwe cele organizacji do
      której przystępuje, jaka jest jej prawdziwa przeszłość i jakich metod grupa
      używa, werbując swoich członków. Potencjalnemu kandydatowi werbujący do sekt z
      reguły nic o tym nie mówią. Przecież mało kto, z własnej woli, związałby się z
      grupą, o której by wiedział, że pod pozorem troski o rozwój np. duchowy swoich
      członków, wykorzystuje ich psychicznie, fizycznie i finansowo. Sekta,
      posługująca się technikami psychomanipulacji, stosunkowo szybko jest w stanie
      uzależnić od siebie młodego człowieka, zdeformować jego postrzeganie świata,
      innych ludzi i siebie oraz wywołać paniczny lęk przed opuszczeniem grupy.

      Dlatego dużym nieporozumieniem jest przypisywanie w pełni świadomego i wolnego
      aktu wyboru osobom, które w rzeczywistości znalazły się w sekcie na skutek
      psychicznej manipulacji.

      Aby lepiej zrozumieć zjawisko manipulacji ludzkim umysłem w sektach proponuję
      lekturę książki: Stephen Hassan, "Psychomanipulacja w sektach" (w polskim
      przekładzie - tytuł oryginału: "Combatting Cult Mind Control")
      Wydawnictwo "Ravi", Łódź 1997.

      Na koniec moja refleksja. Wielu popleczników sekt wskazuje na patologię - jako
      przyczynę odchodzenia dzieci do sekkt czy rozbicia rodzin - nie znając dobrze
      faktów, sytuacji i specyfiki tego zjawiska kultowego. Bardzo wątpię, że byliby
      w ogóle w stanie w podobnej sytuacji, jak moja, zachować spokój, nawiązać
      sensowny dialog z dzieckiem, a później wydostać je z sekty. Mnie się to akutat
      udało. Cała ta historia opisana jest na tymże forum: "KRAJ" w początkowej
      części wątku "SEKTY-EKSPANSJA ZŁA".
      • Gość: Ogorek Re: Szanowni Czytelnicy i Potencjalni dyskutanci! IP: 158.234.143.* 28.09.01, 10:34
        Gość portalu: Lech napisał(a):

        kolejny stek banalow....

        Lech ty za duzo czytasz a za malo myslisz. Podpierasz sie jakimis ksiazkami,
        jakby co najmniej mialy one wage Biblii... Podajesz cytaty i paragrafy (w innych
        mailach) i doswiadczenia innych krajow w tym zakresie w sposob ktory zastanawia -

        Masz swira na punkcie sekt - ktore sa (w twoim mniemaniu) winne wszelkim twoim
        prywatnym problemom. Przyczym do twojego wora z sektami wpakowales w miedzyczasie
        juz prawie wszystkie wyznania... co budzi u mnie nadzieje, ze wezniesz sie
        wreszcie za te najwieksza sekte w kraju...

        W sercu masz duza chec dowalenia tym innym - tak duza, ze zabagnia ona wszystkie
        twoje maile - i graniczy pomiedzy onanizmem semi-intelektualnym a babraniem sie w
        g....

        Lech, jestem pewien, ze czas cie zmusi do przemyslenia twojego gloszenia "swietej
        wojny" przeciw innowiercom. Byc moze, doznasz naglego duchowego przeblysku bedac
        jako turysta w meczecie tureckim. W zwiazku z czym, zaczniesz przemysliwac prawdy
        muzulmanskie, przeczytasz Mahometa i zaczniesz glosic to co przezyles w kragu
        znajomych, ktorzy to powtorza innym - ...

        A wowczas razem z klechami wezmiemy sie za twoja kurwa sekte i wpakujemy cie do
        mamra gdzie bedziesz dobra zona przestepcow o dlugich karach wolnosci... Potem po
        2-3 latach zrobimy ci miejsce u czubkow...

        Zielony Ogorek
        • Gość: Lech Do Pani Miluszka IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 13:34
          Napisała Pani:
          W tytule wątku: "Jesli jakas organizacja dziala niezgodnie z prawem - do sadu!"
          Ciekawe czy Pani - jak tu proponuje - skierowałaby sprawę do sądu przeciwko
          własnemu dziecku? Śmiem wątpić. A tak by trzeba właśnie zrobić według prawa!
          Dalej pisze Pani:
          "Jak na razie jednak to gora sa ruchy religijne. Proces w sadzie krakowskim
          wygrala np Misja Czaitanii - tez neokrisznowcy . Sa oni co prawda bardziej
          zwiazani ze nauczycielami z Indii (co gwarantuje wieksza rzetelnosc ruchu), a
          nie z takimi samozwancami jak Prabuphada( z HK). Jednak
          jesli jakas organizacja lamie prawo, to najlepszym sposobem jest wystapic do
          sadu z zarzutami."

          Szanowna Pani!

          Ma Pani zupełnie chaotyczne informacje na ten temat.

          Po pierwsze, nie wie Pani nic o lubelskim procesie przeciwko przewodniczącej
          RORiJ Annie Łobaczewskiej? Misja Czaitani wcale nie "wygrała" tam procesu.
          Niezadowolona z sentencji wyroku złożyła apelację, sprawa jest nadal w toku i
          przybiera niekorzystny obrót dla Misji. Sąd Okręgowy w Lublinie (czytałem
          sentencję wyroku) zaznaczył, że powództwo jest zasadne tylko w części.
          Podkreślił, iż A. Łobaczewska ma prawo do krytyki i wyrażania ocen pod adresem
          Misji Czaitanii. Ma ona także prawo do nazywania ich sektą. Według orzeczenia
          sądu; słowo sekta nie ma obiektywnie pejoratywnego znaczenia i nowe związki
          wyznaniowe muszą się liczyć z tym, że będą nazywane sektami. Sąd nakazał pani
          Annie zamieszczenie tylko w "Rzeczpospolitej" (a nie w TV, prasie i radio, jak
          żądała Misja Czaitani) sprostowania, które podane przez nią na łamach prasy
          informacje są nieprawdziwe. Nawiasem mówiąc można tu jedynie powiedzieć, że
          tylko niektóre opinie pani Łobaczewskiej na temat działalności Misji Czaitani,
          powodowane urazami jakich doznała w związku z odejściem jej syna do sekty, były
          oparte na trudnych do udowodnienia faktach. Sprawa jest jednak w toku i wiele
          wskazuje na to, że niektóre mogą być jednak udowodnione.

          Po drugie. Dla wyznawców Misji Czaitani Prabhupada nie jest żadnym "samozwańcem
          (z HK)". Gdyby Pani któremuś z nich to powiedziała, śmiertelnie by się na Panią
          rozgniewali. Misja Czaitani jest sektą, która wyodrębniła się z grupą wyznawców
          pod przywództwem Chrisa Butlera z Hare Kryszna w USA. Prabhupada był
          nauczycielem "wiedzy wedyjskiej" owego założyciela Instytutu Wiedzy o
          Tożsamości "Misja Czaitanii" (taka jest pełna nazwa sekty) i jest dla nich
          niekwestionowanym "mistrzem duchowym". Natomiast związki "Misji ..." z
          nauczycielami z Indii są prawie żadne, za wyjątkiem odwoływania się do postaci
          mistyka i poety Czaitania Mahaprabhu, który żył na przełomie w. XV/XVI,
          reformatora wisznuizmu bengalskiego i założyciela sekty hinduistycznej.

          Jakie to wyrafinowane zabiegi psychomanipulacyjne czynią liderzy tej sekty w
          celu uwiarygodnienia swojego wizerunku można było zaobserwować w programie TVP1
          zatytułowanym Nocne rozmowy emitowanym 17 października 1997 roku. Tematem
          przewodnim programu były sekty. Pośrodku studia w "grupie ekspertów" (razem z
          religioznawcami z UJ i UW) zasiadł lider poznańskiego ośrodka kultowego Misji
          Czaitanii Tadeusz Zawiślak, który przedstawił się jako reprezentant Instytutu
          Wiedzy o Tożsamości. Laik oglądający program zasugerowany
          określeniem "instytut" mógł uznać go za bezstronnego religioznawcę. Sytuacji
          nie ułatwiał dziennikarz, który zwracał się do niego per "panie profesorze"
          (choć nie jest żadnym profesorem). Natomiast podlegli Zawiślakowi wyznawcy,
          którzy siedzieli po lewej stronie wśród zwolenników "nowych religii",
          przedstawili się jako reprezentanci Misji Czaitanii. Telewidzowie nie znający
          problemu nie domyślili by się nawet, że w obu ławach siedzą przedstawiciele tej
          samej grupy, której pełna nazwa brzmi Instytut Wiedzy o Tożsamości "Misja
          Czaitanii".

          Pozdrawiam
          • miluszka Re: Do Pani Miluszka 29.09.01, 19:42
            Odpowiedz na list w watku - sekty - ekspansja zla.
            M
            • Gość: Lech Do Miluszki od Lecha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.01, 08:42

              Do Miluszki!

              miluszka napisał(a):

              > Gość portalu: Lech napisał(a):
              >
              > > Napisała Pani:
              > > W tytule wątku: "Jesli jakas organizacja dziala niezgodnie z prawem - do s
              > adu!"
              > > Ciekawe czy Pani - jak tu proponuje - skierowałaby sprawę do sądu przeciw
              > ko
              > > własnemu dziecku? Śmiem wątpić. A tak by trzeba właśnie zrobić według praw
              > a!
              >
              > Za bardzo podchodzi Pan do tego personalnie. Satamy sie rozmawiac w ogolnosci
              o
              >
              > problemie, a nie o tym jednym przypadku, ktory pana dotyczy. Poza tym jesli
              > wystapi sie do sadu, to PRZECIW ORGANIZACJI, z ich zarzadem, czy jakas tam
              rada
              > ,a
              > nie przeciwko czlonkom. Chyba, ze Pana syn w takim zarzadzie sie znajdowal.

              Odpowiadam: W Polskim prawie karnym za czyny odpowiada ten, kto je popełnił,
              nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Kradzież to czyn karalny. Jeśli dziecko
              ulegając wpływom sekty okradnie np. własnych rodziców, to można zawiadomić o
              przestępstwie prokuraturę. Trzeba jednak wskazać sprawcę czynu karalnego.
              Generalnie w większości przypadków tak to wygląda. Dzieci pod wpływem sekty
              zaczynają zachowywać się jak przestępcy. Dlatego stram sie rozmawiać w
              ogólności o
              problemie, a nie o tym jednym przypadku, który mnie dotyczy. W mojej sytuacji
              syn jest jednocześnie osobą pokrzywdzoną, bo był przymuszany przez sektę do
              określonego zachowania się, a to przyczyniło się do jego utraty zdrowia. To
              ewidentna sprawa karna. Prokuratura została zawiadomiona o przestępstwie, ale
              syn - obawiając się zemsty ze strony grupy - odmówił składania zeznań. Dlatego
              odmówiono wszczęcia postępowania przygotowawczego. Poza tym by musiał wskazać
              jako winnych konkretne osoby, a to przecież cała grupa funkcjonuje w sposób
              patologiczny. To problem podobny jak w przypadku alkoholików czy narkomanów.
              Jeśli któregoś organizm nie wytrzymuje przedawkowania, to wszyscy by mieli
              iść "pod sąd"? A tu trzeba by ich skierować na leczenie.

              Jak chodzi o sprawy cywilne to trzeba mieć dużo pieniędzy, aby latami
              procesować się z sektami, które przecież są bardzo bogate. Dlatego w Polsce -
              jak Pani słusznie zauważyła - to one "są górą"

              Rezolucja Parlamentu Europejskiego z 28 lutego 1996 roku poddaje w
              wątpliwość: "czy (środki) instytucje sądownicze, finansowe i karne są
              adekwatne, by zapobiegać działalności kultowej, która ma charakter działalności
              bezprawnej", a ponadto: "Wzywa rządy Krajów Członkowskich do zaniechania
              wydawania automatycznych zezwoleń jak też przyznawania statusu religijnego,
              zwłaszcza w przypadkach gdzie rzekoma działalność religijna jest osłoną
              procederu przestępczego; rozważenia możliwości cofnięcia nadanego statusu
              społeczności religijnej dającego referencyjne zasady podatkowe i ochronę prawną
              interesów."

              > > Sąd nakazał pani Annie zamieszczenie tylko w "Rzeczpospolitej" (a nie w TV
              > ,
              > prasie i radio, jak żądała Misja Czaitani) sprostowania, które podane przez
              nią
              >
              > na łamach prasy informacje są nieprawdziwe.
              > Czyli jednak Sad nakazal przeprosiny?

              To nie ma teraz znaczenia. Skoro wyrok sądu nie jest prawomocny na skutek
              złożonej apelacji, sprostowania czy przeprosin nie będzie.

              > Oczywiscie ,ze nie mam tak dokladnych jak Pan informacji na temat dzialanosci
              > tych ruchow i jestem wdzieczna za przekazanie mi powyższych. Ale bardzo
              prosze
              > nie publikowac po raz kolejny tych samych relacji pokrzywdzonych rodzin, bo
              ja
              > i
              > ci, ktorych to interesuje przeczytali je juz po wielokroc w Panskich postach
              > M

              Ale na forum zawsze może się pojawić ktoś nowy i przeczytać te relacje.
              Nieprawdaż? A tam są podane konkretne fakty. Oczywiścię zawsze znajdą się jacyś
              nawiedzeni, którzy będą bronić patologii, a takie relacje określać jako ataki
              na wolność religijną.

              Lech

        • samsaranathanal Do Ogórka 29.09.01, 00:45
          Witam

          No i nie dotrzymałem słowa z tą odpowiedzią. Trochę głupio... Założę nowy wątek
          dzisiaj (w sobotę). Będzie się nazywał.... no jescze nie wiem jak ale coś
          wymyślę.

          pozdrawiam.

          ps. Czy nie uważasz, że jeśli mantrowanie jest "psychomanipulacją", to
          przysyłanie ciągle tych samych materiałów na forum i opowiadanie ciągle tych
          samych historii też ma jakieś cechy "psychomanipulacji"?
      • Gość: Sekciarz Szanowni Czytelnicy i Potencjalni dyskutanci! IP: 159.107.89.* 28.09.01, 13:42
        Szanowni Czytelnicy i Potencjalni dyskutanci!

        Informuję Was Czytelnicy i Dyskutanci, że nie macie prawa sprzeciwu wobec
        postulatów niejakiego Lecha Rugały, gdyż jeżeli nie podzielicie jego poglądów, to
        się na Was obrazi i nie będzie dyskutował lub też nawet nakaże Wam opuszczenie
        tego forum. Natomiast jeżeli zadacie mu pytanie, które będzie dla niego
        niewygodne, to Was zignoruje.

        Kim jest Lech ?

        Wedle diagnozy postawionej na forum jest to osobnik, który traktuje wielokrotne
        wklejanie swoich i nieswoich opowieści na wszystkie możliwe listy dyskusyjne jako
        formę autoterapii. Jeżeli chcecie mu pomóc jak ja, to z nim dyskutujcie. Może się
        wprawdzie znowu obrazić, ale Wy się na niego nie obrażajcie. Pamiętajcie, przez
        cierpliwość po prostu mu pomagacie wyjść z kompleksu względem Hare Kryszna.

        Oprócz tego Lech jest członkiem jednej z 55 organizacji tropiących sekty w
        Polsce, których jest wg rocznika statystycznego 50 sztuk. Ponieważ sekty te
        ogólnie nie robią nic karalnego, Lech postuluje zmianę istniejącego kodeksu
        karnego tak, żeby można było im coś dołożyć. Lamentuje również nad faktem, że
        zorganizowani antysekciarze nie dostają dość państwowego grosza oraz imputuje
        jakoby sekty otrzymywały od państwa jakieś dotacje, co jest oczywistą nieprawdą.
        Ta działaność Lecha jest wysoce szkodliwa społecznie, nie można mu wszak jej
        zakazać, ale raczej każdorazowo demaskować proponowane nonsensy i odkrywać
        prawdziwe motywy jego działania.

        Pozdrawiam. Sekciarz.
        • Gość: Lech Kolejna relacja (co niewygodne dla Sekciarza i jemu podobnych) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.01, 21:56


          Zasady obowiązujące wewnątrz grupy kultowej o nazwie Międzynarodowe Towarzystwo
          Świadomości Kryszny poznałam poprzez moją córkę, która przez kilka lat była
          członkinią sekty. Zwerbował ją jeden z przywódców, którego poznała w czasie
          studiów i którego później została żoną.

          Początek jej kontaktów z grupą to pełen zachwyt osobami, które ją otaczały oraz
          ideami, które głosiły. Pod ich wpływem zmieniła całkowicie swój tryb życia.
          Stopniowo wciągnęli ją w swoje praktyki kultowe polegające na stosowaniu
          ścisłej diety religijnej, zwanej przez nich "wegetarianizmem" i wielogodzinnych
          medytacji. Pierwszy powodował szkodliwe dla zdrowia wycieńczenie organizmu,
          mantra zaś, odmawiana dla "oczyszczenia ze złej karmy", zaczynająca się o godz.
          3 w nocy wśród dymu palonych kadzideł i specyficznej muzyki, powodowała
          otępienie mózgu. Bezwzględnie zakazano jej przyjaźnić się z ludźmi nie
          należącymi do sekty, zmuszana była do studiowania literatury obowiązującej w
          sekcie i zabraniano jej czytania innych książek i prasy, oglądać telewizję
          itp., musiała wykonywać wszelkie zakazy i nakazy. Zmieniła sposób wyrażania
          myśli i uczuć; jej język stawał się coraz mniej zrozumiały, pełen obcych słów i
          zwrotów.

          Pod wpływem owej "religii" zerwała więzi uczuciowe z rodziną, kontakty ze
          środowiskiem i wszystkim co nazywali "światem karmitów i demonów", porzuciła
          studia, wyrzekła się własnej tradycji religijnej, nastąpiła całkowita zmiana
          osobowości i trybu życia.

          Każde najmniejsze uchybienie względem nowej "religii" było karane przez męża
          głodem, dodatkowymi "modłami", poniżaniem godności człowieka. W czasie ciąży
          musiała spać na podłodze jako "nieczysta". Za sprzeciw była bita, pozbawiana
          swobody wychodzenia z domu, zamykana na klucz. Po urodzeniu dziecka z guru -
          mężem nie tworzyli normalnej rodziny. Mąż nie dawał jej pieniędzy na
          utrzymanie, bo pracował "dla Kryszny" i wmawiał jej, że intensywne modły mają
          zaaranżować spełnienie wszelkich potrzeb. Jako "guru" rodziny "oczyszczał ją ze
          złej karmy" i dóbr materialnych, oddając swoim "braciom duchowym" pieniądze
          (które córka otrzymywała od nas na utrzymanie jej i dziecka), kosztowności
          (bransoletka, pierścionki, naszyjnik, łańcuszki) itp. W czasie karmienia
          dziecka musiała iść do kąta i odwrócić się, aby "nie obrażać bóstw".

          Mąż nie meldował się, a w celu uniknięcia odpowiedzialności przed prawem
          posługiwał się wyłącznie zmienionym, trudnym do zapamiętania imieniem. W
          piwnicy był magazyn, gdzie znajdowały się przedmioty, którymi wyznawcy -
          darmowi akwizytorzy handlowali bez zezwolenia na ulicy i po domach jak: żywność
          i przyprawy niewiadomego pochodzenia, płyty, kasety, kadzidełka, zioła itp. Mąż
          zabrał córce bezprawnie dowód osobisty i paszport, dowód rejestracyjny
          samochodu, prawo jazdy. Wynosił sprzęty wyposażenia mieszkania jak telewizor,
          magnetowid, radio, sztućce itp. Mieszkanie córki było zarazem ośrodkiem i
          świątynią sekty, gdzie w oparach kadzideł odbywały się obrzędy wyznawców (w tym
          osób nieletnich). Tam też mieszkali nielegalni akwizytorzy. Córce nie wolno
          było wchodzić do jednego z pokoi - dużego, który był przeznaczony do
          specjalnych celów kultowych. Córka nie mogła korzystać ze służby medycznej
          (dotyczyło to również dziecka), a należało intensywnie się modlić (choroba - to
          kara za przewinienia).

          Życie duchowe w sekcie sprowadzało się do mantrowania i intensywnych praktyk
          kultowych dla osiągnięcia odmiennych stanów świadomości czyli "najwyższej
          boskiej miłosnej ekstazy". W celu jeszcze większego uzależnienia od kultu córkę
          wywożono do świątyni we Wrocławiu i farmy w Czarnowie, gdzie odbywała posty i
          głodówki. Wycieńczona i będąca w stanie ograniczonej świadomości podpisała w
          Kamiennej Górze uprzednio sporządzony akt notarialny, w którym zrzekła się
          samochodu i odpisała połowę mieszkania własnościowego na potrzeby sekty.
          Głównym celem sekty było całkowite podporządkowanie mojej córki sobie i
          materialny zysk.

          Kiedy udało się nam wydostać córkę z ruchu Kryszny była ciągle zastraszana,
          śledzona, szantażowana (telefony o każdej porze doby) groźbami porwania
          dziecka, pozbawienia życia za pomocą hipnozy, okaleczenia itp.

          Aby powrócić do normalnego życia i funkcjonowania w społeczeństwie, córka
          musiała przechodzić mozolną terapię. Była osobą znerwicowaną, psychicznie
          rozbitą i nieporadną. Urzędy państwowe nie udzieliły nam żadnej pomocy, a ich
          pracownicy zupełnie nie rozumieli sytuacji. Dramat nasz był konsekwencją braku
          elementarnych informacji o zagrożeniach dla rodziny i jednostki ze strony
          kultów pseudoreligijnych.

          Oprócz osobistej tragedii znane mi są liczne przykłady destrukcyjnego
          oddziaływania kultu Hare Kryszna jak:

          a.. posługiwanie się kłamstwem i oszustwem w celu pozyskania nowych członków,
          zwłaszcza nieletnich,
          b.. rozbite małżeństwa, gdzie ofiarami są również dzieci,
          c.. okradanie rodzin z dóbr materialnych i przekazywanie ich sekcie,
          d.. przeciążone praktykami kultowymi dziecko czyniło próbę targnięcia się na
          swe życie (zgłaszał mi ojciec dziecka),
          e.. odciąganie młodzieży od rodzin i nauki,
          f.. wykorzystywanie nieletnich do darmowej pracy w nielegalnym handlu
          ulicznym,
          g.. przetrzymywanie lub ukrywanie nieletnich w "świątyni" - wbrew woli ich
          rodziców.
          Jadwiga R.
          • Gość: Ogorek Re: Kolejna relacja (co niewygodne dla Sekciarza i jemu podobnych) IP: *.dip.t-dialin.net 29.09.01, 10:05
            Hi Lech,

            mam cos dla ciebie. Czy moglbys sie wlaczyc i uratowac dziatki przed tym
            zboczonym sekciarzem?

            To sa cytaty z kilku maili dotyczacych ksiedza w Dukli, ktorego uniewinniono od
            oskarzen o tle seksualnym (na tym forum):

            ================================================
            > Gość portalu: Anna napisał(a):
            >
            > Rozejdzie sie sprawa po kosciach bo biskup ma dobre wplywy???

            Jeżeli tak się rzeczywiście stanie, to mafia pruszkowska z wołomińską razem
            wzięte są przy Jego Eminencji cienkimi bolkami. Haraczu ściągają może 1/100
            tego co biskup i jeszcze nigdy nie udało im się ukręcić łba sprawie
            nagłośnionej przez media. W dodatku mafiozi nie pozwalają sobie na TAKĄ
            ostentację.

            Przecież w decyzji o umorzeniu postępowania prokurator będzie musiał oficjalnie
            stwierdzić, że po przesłuchaniu kilkudziesięciu osób nie znalazł poszlak
            wystarczających do sformułowania aktu oskarżenia. Niezależnie od istnienia winy
            lub jej braku, taka skala dochodzenia prowadzonego wobec osoby mającej ciągły
            kontakt z dziećmi powinna skłonić przełożonych księdza do czasowego odsunięcia
            go od pełnionych obowiązków.

            Biskup zapewne posika się z radości na wieść o tym, że prokurator "nie znalazł
            poszlak", ale to właśnie zawartość stosownej decyzji udokumentuje w całej
            okazałości biskupią pychę i brak poszanowania dla uczuć parafian jego pupila.
            Biskup pogrywa sobie z aparatem państwowym, ale po wszystkich jego machlojach
            muszą zostać czytelne dla opinii publicznej ślady. Jednak biskup na to w
            głębokim
            poważaniu i ostentacyjnie popiera osobnika, którego - dla przyzwoitości -
            powinien do zakończenia śledztwa zabrać ludziom sprzed oczu.

            taka skala dochodzenia prowadzonego wobec osoby mającej ciągły
            kontakt z dziećmi powinna skłonić przełożonych księdza do czasowego
            odsunięcia go

            Jak by tak przecietny czlowiek podejrzany byl o pedofilje to do sprawy z
            pierdla by nosa nie wystawil,a ze to ksiadz to widocznie ma bonusa -jeszcze
            jedno dziecko zgwalci i dopiero mszy nie bedzie odprawial!!!!
            ====================================================================

            Koniec cytatow.

            Kochany Lechu, czy moglbys wpasc do Dukli i pozbierac swiadectwa od "podobno"
            poszkodowanych? To na pewno z tydzien roboty: dzieci, mamusie, tatusie - co oni
            sadza o wystepkach przedstawiciela tej groznej sekty? Osobiscie bylbym bardzo
            zainteresowany... oprocz tego mozesz zadac pare smialych pytan, dlaczego
            oskarzonego uniewinniono...

            Jesli natomiast nic nie zrobisz to potwierdzasz moja teze, dobieranie sie do
            sekt ma u ciebie bardzo wybiorczy charakter - jeden temat atakujesz z duza
            werwa a na drugi natychmiast zamykasz oczki... albo patrzysz w inna strone...?

            Oczywiscie, zamiast odpowiedziec na moje pytanie, mozesz po prostu zamiescic
            kolejny swiadectwo - prosze o takie z Dukli...

            Ogorek na weekendzie
            • Gość: Lech Czym są współczesne sekty IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.01, 19:04
              Sekty - czego się wystrzegać

              Najczęstsze drogi błędnego myślenia:

              Sekty istniały zawsze: nie jest to zjawisko nowe.
              Owszem, jest to zjawisko nowe: pod względem zakresu ich działania i sukcesu
              jaki odnosi a także pod względem metod organizacji. Sekty są dziś
              ponadnarodowymi organizacjami wykorzystującymi najnowsze osiągnięcia technik
              manipulacji umysłowej. Nie ma to nic wspólnego z działaniami grupek religijnych
              jawiących się przez wieki.
              Moralne i duchowe aspekty doktryn rozpowszechnianych przez sekty nie są, w
              większości przypadków, niczym szokującym.
              Błędem jest przyjmowanie jedynie przekazu grupy, przekazu, który mówi o tym
              czym grupa jest zapomniawszy o tym, czym jest ona naprawdę.

              Doktryny sekt są tak nieracjonalne i zabawne, że jedynie najbardziej
              naiwni mogą się na to nabrać.
              Błąd takiego podejścia do sprawy jest trojaki:
              po pierwsze sekty nie mają monopolu na nieracjonalność;
              po drugie niektóre z ich teorii opierają się na autentycznych bazach naukowych,
              zmienionych i dopasowanych odpowiednio dla potrzeb sekty;
              po trzecie manipulować można tak samo łatwo ludźmi inteligentnymi jak
              prostakami - wystarczy zastosować odpowiednie metody.

              Opinie czy bazy religijne sekt są tak samo dobre jak zasady innych wierzeń?.
              Nie tak należy podchodzić do tej kwestii: problem nie leży w tym, co głosi
              sekta, to nie głoszone zasady powodują, że jest niebezpieczna.
              Niebezpiecznym jest jej dążenie do przemiany psychicznej członków,
              manipulowanie umysłem, a więc jej działania, metody i cele.

              Zjawisko sekt jest problemem marginalnym.
              Marginalnym w coraz mniejszym stopniu, jeśli wziąć pod uwagę monstrualne sumy
              pieniędzy, którymi obracają największe sekty. Mają one swe oddziały w
              większości uprzemysłowionych państw i często są w ścisłym kontakcie z
              kierownictwem politycznym.

              Sekty werbują jedynie osoby niezrównoważone, z problemami albo o niskim
              poziomie intelektualnym.
              NIE. W większości adepci przed przystąpieniem do sekty byli osobami jak
              najbardziej zrównoważonymi, przystosowanymi socjalnie. Zadawali sobie mnóstwo
              pytań na temat życia, ale któż z nas sobie ich nie zadaje...

              Przywódcy sekt są "stuknięci".
              W większości przypadków są to osoby jak najbardziej zrównoważone, ich
              przypadkiem powinna zająć się raczej policja niż psychiatra. Oczywiście zdarza
              się, że gdy zaczynają wierzyć w swą "władzę", stają się niezrównoważeni - w
              psychiatrycznym tego słowa znaczeniu - i ewoluują w kierunku szaleństwa,
              niekontrolowanej ekscytacji która może prowadzić nawet do morderstw. W wielu
              przypadkach mamy do czynienia z mitomanami, paranoikami, osobami nie
              posiadającymi żadnego poczucia krytycyzmu. Są przez to tym bardziej
              niebezpieczni, bo są to cechy, które doskonale
              potrafią ukryć.

              Nieprawdą jest, że człowiek rozsądny, oczytany, wykształcony nie musi obawiać
              się wpadnięcia w wir sekty.
              Im bardziej czujesz się silny, im bardziej jesteś przekonany o swojej racji,
              tym łatwiejszym stajesz się kąskiem dla naganiaczy do sekt. Naukowcy tak samo
              ławto wpadają szpony sekt jak humaniści - reinkarnacja, UFO i koniec świata
              robią podobne wrażenie na każdym.
              Najbardziej groźne sekty poszukują właśnie ludzi wykształconych, ciekawych
              życia, doświadczeń, bo tacy właśnie są najczęściej najzasobniejsi. Najlepiej,
              żeby byli zdrowi, sprawni fizycznie i zdolni do pracy. Bo nie ulega
              wątpliwości, że istnienie sekt związane jest nierozerwalnie z pieniędzmi.
              Osobowość ludzka nie jest czymś niezmiennym. Mówią o tym Goebbels, który
              twierdził, że kłamstwo powtórzone odpowiednią ilość razy staje się prawdą,
              mówił o tym Charles Manson, gdy twierdził, że może każdego przekonać do
              czegokolwiek, jeśli tylko pozwoli mu się mówić i jego słowa będą jedynym
              źródłem informacji.

              Niełatwo jest nie ulec indoktrynacji.
              Sekty zazwyczaj nie "atakują" ewentualnych nowych adeptów całością swej
              doktryny, która na początku by musiała wydawać się absurdem. Nowy adept
              przyciągany jest ciepłą, dającą poczucie bezpieczeństwa atmosferą.
              Zainteresowuje się go perspektywą rozwoju osobowości, pozbycia się stresu.
              Dopiero później stopniowo odsłania się jemu tajniki doktryny.


              Zapamiętaj!
              Jeśli spotkasz kiedyś ludzi tak przyjaznych, jak nigdy nikt nie był dla ciebie
              przyjazny, ludzi, którzy prowadzą cię do najsympatyczniejszej grupy, jaką
              kiedykolwiek spotkałeś, jeśli stwierdzisz, że przywódca tej grupy jest
              najwspanialszą, pełną empatii i zrozumienia dla ciebie i twoich problemów
              osobą, jeśli dowiesz się że celem grupy jest realizacja zadań, których nigdy w
              życiu nie marzyłbyś nawet zrealizować, jeśli wszystko to, co ci się przytrafia,
              wydaje ci się być zbyt piękne, by mogło być prawdziwe to bądź spokojny, że jest
              to właśnie zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.
              (Jannie Mills - była adeptka Peoples's Temple zamordowana przez członków sekty)

              Rozpowszechnianie, pod każdą postacią, w/w informacji jest jak najbardziej
              wskazane i pożądane.
            • Gość: kathy Tolerancja dla katolików! IP: 195.117.174.* 03.10.01, 10:26
              Gość portalu: Ogorek napisał(a):

              > Hi Lech,
              >
              > mam cos dla ciebie. Czy moglbys sie wlaczyc i uratowac dziatki przed tym
              > zboczonym sekciarzem?
              >
              > To sa cytaty z kilku maili dotyczacych ksiedza w Dukli, ktorego uniewinniono od
              >
              > oskarzen o tle seksualnym (na tym forum):
              >
              > ================================================
              > > Gość portalu: Anna napisał(a):
              > >
              > > Rozejdzie sie sprawa po kosciach bo biskup ma dobre wplywy???
              >
              > Jeżeli tak się rzeczywiście stanie, to mafia pruszkowska z wołomińską razem
              > wzięte są przy Jego Eminencji cienkimi bolkami. Haraczu ściągają może 1/100
              > tego co biskup i jeszcze nigdy nie udało im się ukręcić łba sprawie
              > nagłośnionej przez media. W dodatku mafiozi nie pozwalają sobie na TAKĄ
              > ostentację.
              >
              > Przecież w decyzji o umorzeniu postępowania prokurator będzie musiał oficjalnie
              >
              > stwierdzić, że po przesłuchaniu kilkudziesięciu osób nie znalazł poszlak
              > wystarczających do sformułowania aktu oskarżenia. Niezależnie od istnienia winy
              >
              > lub jej braku, taka skala dochodzenia prowadzonego wobec osoby mającej ciągły
              > kontakt z dziećmi powinna skłonić przełożonych księdza do czasowego odsunięcia
              > go od pełnionych obowiązków.
              >
              > Biskup zapewne posika się z radości na wieść o tym, że prokurator "nie znalazł
              > poszlak", ale to właśnie zawartość stosownej decyzji udokumentuje w całej
              > okazałości biskupią pychę i brak poszanowania dla uczuć parafian jego pupila.
              > Biskup pogrywa sobie z aparatem państwowym, ale po wszystkich jego machlojach
              > muszą zostać czytelne dla opinii publicznej ślady. Jednak biskup na to w
              > głębokim
              > poważaniu i ostentacyjnie popiera osobnika, którego - dla przyzwoitości -
              > powinien do zakończenia śledztwa zabrać ludziom sprzed oczu.
              >
              > taka skala dochodzenia prowadzonego wobec osoby mającej ciągły
              > kontakt z dziećmi powinna skłonić przełożonych księdza do czasowego
              > odsunięcia go
              >
              > Jak by tak przecietny czlowiek podejrzany byl o pedofilje to do sprawy z
              > pierdla by nosa nie wystawil,a ze to ksiadz to widocznie ma bonusa -jeszcze
              > jedno dziecko zgwalci i dopiero mszy nie bedzie odprawial!!!!
              > ====================================================================
              >
              > Koniec cytatow.
              >
              > Kochany Lechu, czy moglbys wpasc do Dukli i pozbierac swiadectwa od "podobno"
              > poszkodowanych? To na pewno z tydzien roboty: dzieci, mamusie, tatusie - co oni
              >
              > sadza o wystepkach przedstawiciela tej groznej sekty? Osobiscie bylbym bardzo
              > zainteresowany... oprocz tego mozesz zadac pare smialych pytan, dlaczego
              > oskarzonego uniewinniono...
              >
              > Jesli natomiast nic nie zrobisz to potwierdzasz moja teze, dobieranie sie do
              > sekt ma u ciebie bardzo wybiorczy charakter - jeden temat atakujesz z duza
              > werwa a na drugi natychmiast zamykasz oczki... albo patrzysz w inna strone...?
              >
              > Oczywiscie, zamiast odpowiedziec na moje pytanie, mozesz po prostu zamiescic
              > kolejny swiadectwo - prosze o takie z Dukli...
              >
              > Ogorek na weekendzie

              Z powodu jednego księdza posądzonego o pedofilię atakujesz cały KK, a więc i
              mnie. Żądam tolerancji!
              • Gość: Sekciarz Re: Tolerancja dla innowierców IP: 159.107.89.* 03.10.01, 10:51
                Gość portalu: kathy napisał(a):

                > Z powodu jednego księdza posądzonego o pedofilię atakujesz cały KK, a więc i
                > mnie. Żądam tolerancji!

                Kathy, spójrz co wyczynia Lech. Z powodu paru ściągniętych z internetu historii z
                sektami, z których tylko jedna (jego syna) jest mu znana osobiście, i nie wiadomo
                czy w pełni prawdziwa, bo główny poszkodowany (syn) nie wypowiada się - Lech i
                inni antysekciarze atakują wszystkich innowierców epitetem "sekty" i postulują
                ograniczenie swobód religijnych w Polsce. Ja czuję się zaatakowany przez Lecha
                znacznie ostrzej niż Ty przez Ogórka, ponieważ ja jestem w słabej (liczebnie,
                siłowo, materialnie) mniejszości, a Wy katolicy w przygniatającej większości.

                Łatwiej jest dołożyć sekciarzom za byle co niż Kościołowi K. nawet za ewidentne
                przestępstwa. Nawet w obronie pedofila utworzą komitet obronny i w ten sposób
                będą usiłować wpłynąć na pracę organów sprawiedliwości. Taka jest w Polsce
                rzeczywistość i trzeba brać na to poprawkę.

                Wy katolicy naprawdę nie macie pojęcia, co znaczy być w Polsce w mniejszości
                wyznaniowej.

                Pozdrawiam. Sekciarz.
    • Gość: Widman Re: SEKTY IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.01, 19:59
      Panie Lechu, podobno krasnoludki tez sa na swiecie ............
      • Gość: Lech Re: SEKTY IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.01, 09:09
        To sobie w nie wierz, naiwniaku! Nie będę już więcej odpowiadał na takie
        idityczne posty.
        Żegnam.
        • Gość: Lech Re: SEKTY (z listu z prośbą o pomoc i poradę) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.01, 07:07
          (z listu z prośbą o pomoc i poradę)

          Od kiedy umarła moja Mama, przejęłam opiekę nad swoją młodszą siostrą. Teraz
          ona ma już dwadzieścia lat i jest dorosła, ale nadal czuję się za nią
          odpowiedzialna.

          Kilka miesięcy temu siostra zetknęła się z ruchem Hare Kryszna. Od tego czasu
          zupełnie nie potrafię się z nią porozumieć. Na początku myślałam, że to tylko
          niewinna fascynacja inną kulturą, ale ona angażuje się w tą filozofię coraz
          bardziej. Przestała jeść mięso, odurza się jakimiś kadzidłami, dziwacznie się
          ubiera, na całe tygodnie znika z domu i mieszka w jakiejś komunie, przestała
          chodzić do szkoły.

          Próbuję z nią rozmawiać, mówię, że marnuje sobie życie, ale ona w ogóle mnie
          nie słucha.

          Agata M
      • Gość: Lech Wegetarianizm "na haju". IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.01, 10:15
        Mądry przeczyta i wyciągnie wnioski, głupi skomentuje to inwektywani pod moim
        adresem.

        Wiele sekt orientalnych werbuje nowych członków poprzez oferowanie kursów
        modnych ostatnio technik relaksacyjnych jogi, medytacji, czy nawet kuchni
        wegetariańskiej itp. Ruch Hare Kryszna (ISKCON) używa często
        haseł: "wegetarianizm" czy "zdrowe żywienie" do pozyskiwania nowych adeptów.
        Oto kilka informacji o prawdziwych naukach sekty.
        Odwołam się do źródła własnego ISKCON-u, (lektura obowiązkowa wyznawców Hare
        Kryszna) czyli książki Satsvarupa Dasa Gosvami "Prabupada", wydawnictwo BBT,
        1992 r. (brak miejsca wydania).
        Otóż na str. 102 i 103 tej książki możemy przeczytać: "Osobiście nie brałem
        żadnej z tych rzeczy (...) "Ale moi uczniowie brali wielokrotnie - marihuanę,
        LSD - i porzucili to. Mogą ci powiedzieć. Hayagriva, powiedz coś". Hayagriva
        usiadł prosto i przemówił tubalnym głosem. "No cóż, bez względu na to, jak
        wysoko wzniesiesz się na LSD, w końcu osiągniesz szczyt i musisz ponownie zejść
        w dół. (...) to nie jest świadomość duchowa. Jeśli rzeczywiście osiągasz
        świadomość duchową, czyli świadomośwć Krsny, pozostajesz <<na haju>>. Ponieważ
        udajesz się do Krsny, nie musisz schodzić na dół. Możesz pozostać <<na haju>>
        na zawsze".
        Na str. 433 możemy przeczytać takie oto informacje o diecie: "Zabronione są
        także niektóre produkty wegetariańskie, jak np. czosnek i cebula. (...) Należy
        unikać pożywienia, które przygotowane było przez niewielbiciela (...) Jeżeli
        spożywasz pokarm przygotowany przez niewielbiciela (...) to z pewnością
        wchłoniesz pewną dozę materializmu i karmy."
        Po uważnej lekturze wielu publikacji wydanych przez Hare Kryszna, zwłaszcza
        przeznaczonych "do użytku wewnętrznego", zawierających szczegółowe instrukcje
        dla wyznawców, dochodzimy do wniosku, że mamy tu wyraźnie do czynienia z grupą
        stosującą dietę, którą należałoby określić terminem diety kultowej. Dieta ta,
        której towarzyszą intensywne śpiewy rytualne, seanse mantry (minimum 1728 razy
        dziennie powtarzanie tej samej frazy), wdychanie oparów kadziedełek, ma na celu
        izolowanie członków od społeczeństwa, także od wegetarian, którzy nie
        praktykują tak wynaturzonych zasad żywieniowych. Nazywanie diety, która wraz z
        pozostałymi praktykami kultowymi doprowadza wyznawców do pozostawania "na haju
        na zawsze" - "zdrowym wegetariańskim żywieniem" - to poważne nadużycie.
        Ponieważ sam jestem wegetarianinem (nie jem mięsa) chcę zwrócić uwagę
        czytelnikom niniejszego forum na zagrożenia ze strony różnych sekt
        propagujących za parawanem wegetarianizmu różne praktyki kultowe i przestrzegam
        innych przed tym uzależnieniem.
        • Gość: Lech "Wegetariańska" fundacja IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.01, 07:49
          Wegetariańska fundacja.
          Tak o skandalu związanym z rozdawaniem wegetariańskiego pożywienia przez
          parawanową fundację sekty Hare Kryszna pisało w jednym z kilku artykułów
          poświęconych temu skandalowi "Życie"(wtorek 20 marca 2001)

          "Orient nie śmierdzi"
          Andrzej R. Potocki

          Najpierw trzeba mieć szlachetny cel. Na pewno wymóg ten spełnia akcja
          dożywiania głodnych dzieci. Potem należy wymyśleć dobrą, przyciągającą nazwę.
          Hasło "Pożywienie darem serca" to strzał w dziesiątkę. Może poruszyć sumienie
          nawet człowieka ze śladową wrażliwością. Jeśli do tego dorobimy ideologię, a
          najlepiej wiarę - całe spektrum dostarczają modne ostatnio religie wschodnie -
          to wtedy rejestrujemy fundację. Okazuje się, że pieniądze napłyną same. I to
          miliony!
          Powyższy schemat zastosowali hierarchowie związku wyznaniowego Hare Kriszna -
          Piotr Uzbiak, pseudo "religijne" Purandara i prezes Waldemar Piasecki vel
          Wamana.
          Jak to działa? Wamana z Purandarą pobierają sobie pieniądze z fundacji, jak
          chcą, bez żadnych rachunków. Wamana rozbija się po świecie ze swoją dziewczyną
          na sekciarskich zjazdach, a Purandara pobiera sobie 50 tys. zł i otwiera jakieś
          firmy. Ponieważ hierarchów jest kilku, a pieniędzy do podziału dużo, to
          pozostali wybudowali dom pod Warszawą i jeżdżą luksusowym volvo. A głodne
          dzieci? Dzieci dostają ubogą w witaminy, bo wegetariańską "wasserzupkę" za 12
          zł sztuka (nawet w Sheratonie jest chyba taniej).
          Hare Kriszna to kolejny nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy
          grunt. Cóż przecież może nieść złego przepojona szczerą duchowością ideologia,
          popierana przez postępowe autorytety i stanowiąca alternatywę dla dogmatycznego
          w swych wartościach Kościoła katolickiego? Okazuje się, że może. Po prostu
          zawsze znajdzie się kilku cwaniaków wykorzystujących naiwność uduchowionych,
          najczęściej bardzo młodych wyznawców, by na nich zarobić. Ale jak udało się
          Purandarze z Wamaną naciągnąć na pieniądze wielki biznes i polityków? Tę
          orientalną hucpę finansują a lista sponsorów jest długa m.in.: Polfarm, TPSA,
          PSE, Arthur Andersen, SLD i konserwatywno-chrześcijański AWS. Panowie
          opamiętajcie się!
      • Gość: Lech Re: SEKTY - Mądry przeczyta i wyciągnie wnioski IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.01, 10:16
        Mądry przeczyta i wyciągnie wnioski, głupi skomentuje to inwektywani pod moim
        adresem.

        Relacja matki, której córka była w sekcie.

        Córka mając lat 16 zainteresowała się filozofią wschodu. Początkowo były to
        koleżeńskie spotkania z wyznawcami Hare Kryszna, którzy obiecywali jej pomoc w
        nauce, oferowali przyjaźń, bezinteresowność, przekazując zasady swej wiary.
        Córka była bardzo dobrą uczennicą, wrażliwą, o delikatnej psychice.

        Spotkania z nowymi "przyjaciółmi" tak dalece zaangażowały ją w ową filozofię,
        że stała się jej wyznawczynią. Oddawała stypendium i wyzbywała się rzeczy
        osobistych za możliwość uczestniczenia w grupie. Szybko zmieniała się jej
        osobowość, zaniedbała naukę, stała się zamknięta w sobie. Zaczęła też
        notorycznie kłamać, unikała rozmów z nami, zerwała kontakty z dotychczasowymi
        koleżankami i środowiskiem.

        Próbowaliśmy nawiązać dialog z jej nowymi "opiekunami" (córka była
        niepełnoletnia), jednakże porozumienie z nimi nie było możliwe z powodu nie
        zaakceptowania nas, gdyż nie przystąpiliśmy do ich grupy. Córka traktowała nas
        z wrogą niechęcią, nie zdołaliśmy z nią znaleźć kontaktu. Kiedy ukończyła 18
        lat przeszła całkowicie do sekty, zwodząc nas obietnicami, że skończy tam
        szkołę i zda egzamin maturalny.

        Staraliśmy się utrzymywać kontakt z córką, odwiedzając ją w ich "świątyni" w
        górach, gdzie trzeba było jechać ponad 500 km. Kiedy była chora i potrzebowała
        opieki przyjeżdżała również i do nas. Po wyzdrowieniu wracała z powrotem.
        Przebywała tam około roku.

        Wykonując obowiązki narzucone przez sektę córka nie miała czasu na naukę, nie
        zdała matury. Do domu wróciła schorowana, wyniszczona fizycznie i psychicznie.
        Początkowo była podejrzliwa i nieufna. Daliśmy jej wsparcie, okazaliśmy miłość
        i akceptację, nie robiąc żadnych wymówek.

        Po pewnym czasie sama postanowiła kontynuować naukę, ma zamiar pójść na studia.
        Kontakty z sektą rozluźniły się. Córka dostrzega negatywne skutki swego pobytu
        w sekcie, a czas przeżyty w sekcie jest jej przykrym doświadczeniem.

        Udało nam się odzyskać córkę dzięki cierpliwości, miłości i akceptacji, a także
        korzystania z doświadczeń innych ludzi, którzy również doznali podobnych
        przykrości. Od państwowych instytucji prawnych, zobligowanych wręcz do zajęcia
        się patogennym wątkiem funkcjonowania młodzieży w sektach, nie uzyskaliśmy
        żadnej pomocy ani wsparcia.

        Agata K.
      • Gość: AS Widman! Jesteś idealnym partnerem do dyskusji. IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.01, 18:09
        Tobie można tylko życzyć dalszego niezmiennie dobrego humoru, samozadowolenia
        (może samouwielbienia?) oraz satysfakcji ze swoich dyrdymałów i odkrywania
        własnej gówno prawdy.
        AS
    • Gość: Sekciarz EKSPANSJA ANTYSEKCIARZY - NADUŻYCIE FORUM IP: 159.107.89.* 01.10.01, 16:45
      Uwaga, jesteśmy świadkami, jak antysekciarze kopiują swój nieodwiedzany przez
      nikogo serwer internetowy na forum GW - pod pozorem dyskusji z forumowiczami.
      W rzeczywistości nie chcą z nikim dyskutować, puszczają mimo uszu wszystkie
      stawiane im zarzuty i raz po raz w krótkich odstępach czasu powtarzają swoje
      inkwizycyjne historie.

      Za innowacyjność należy im się nagroda - w ten sposób wkrótce będą mogli wyłączyć
      swoją nieodwiedzaną witrynę i przenieść się w całości na forum GW. Inkwizytorzy
      korzystają z gościnności i popularności GW, aby nas zalać propagandą.

      Sądzę, że w najbliższym czasie będziemy nadal świadkami kopiowania
      nieweryfikowalnych historii osób poszkodowanych oraz wszelkiej innej
      antysekciarskiej agitacji pod ciągle nowymi wątkami. Chyba będziemy musieli się
      do tego po prostu przyzwyczaić - smutna refleksja, bo na początku liczyłem na
      owocną dyskusję z Lechem, a jemu chodzi tylko o propagandę.

      Pozdrawiam. Sekciarz.
      • Gość: Lech "Korale do mantrowania" - świadectwo IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.01, 18:26
        Rozsądny gość tego forum z uwagą przeczyta i nie będzie mu obojętny los ofiar
        sekt. Nawiedzeni bywalcy tego forum, którzy przyjmą to świadectwo jako "atak na
        wolność religii", nie pozostawią tego tekstu bez kolejnych inwektyw i epitetów
        pod moim adresem...

        "Korale do mantrowania" - świadectwo
        * Instytut Wiedzy o Tożsamości "Misja Czaitanji"
        --------------------------------------------------------

        Kasia musiała być niezłą uczennicą, jeśli z małej wsi położonej kilkaset
        kilometrów od Krakowa przyjechała tu na studia i rozpoczęła je na Akademii
        Rolniczej, na wydziale ogrodnictwa. Był rok 1995. Zamieszkała u swojej cioci.

        korale do mantrowania

        Niestety, nie powiodło jej się - już po I roku oblała egzamin z botaniki. Jako
        że jeszcze w liceum miała dość poważne kłopoty ze zdrowiem, poszła na urlop
        zdrowotny. Została w Krakowie, pracowała w Mac'Donaldsie. Po roku znów wróciła
        na studia, znów oblała botanikę i zdała ją dopiero w sesji jesiennej. 1
        października 1997 r. wyprowadziła się od cioci i zamieszkała w dwuosobowym
        pokoju przy rodzinie. Znacznie dalej od uczelni, miała też gorszy dojazd.
        Rodzicom powiedziała, że chce się usamodzielnić. Gdy w grudniu tegoż roku
        przyjechała na święta Bożego Narodzenia do domu, dużo mówiła o wierze, cytowała
        Pismo Święte, wspominała, że chce rozpocząć studia na Papieskiej Akademii
        Teologicznej. O tym, że niewiele wcześniej zrezygnowała ze studiów na
        ogrodnictwie, rodzice dowiedzieli się dopiero w styczniu następnego roku, gdy
        przyszło na ich adres pismo z Dziekanatu AR. Zaraz potem, w rozmowie
        telefonicznej okazało się, że Kasia, mimo porzucenia studiów, postanowiła
        pozostać w Krakowie. Zmieniła też adres. Gdy po kilku miesiącach odwiedziła ją
        tam mama, zobaczyła, że Kasia mieszka w domu, w którym nie ma łazienki, ciepłej
        wody, a ubikacja jest na zewnątrz. Dowiedziała się również, że Kasia zapisała
        się na roczny kurs public relations, a od listopada zamierza na ulicy
        sprzedawać kadzidełka. Dziewczyna przestała utrzymywać kontakty z ciotką, a i
        do domu nie przyjeżdżała. Od czasu do czasu telefonowała lub pisała krótki
        list. Często prosiła o pieniądze. Sporo chorowała, mówiła, że to przeziębienia.
        Gdy rok później, pod koniec października 1999 r., ponownie odwiedziła ją mama z
        zamiarem nakłonienia do powrotu do domu, Kasia pokazała jej korale do
        mantrowania mowiąc, że modli się na nich. Przyznała się też, że jest związana z
        Misją Czaitanii. W listopadzie podjęła pracę w drukarni jako kucharka i wkrótce
        zamieszkała w ośrodku Misji. W Wigilię Bożego Narodzenia 1999 r. zadzwoniła z
        życzeniami do cioci i powiedziała, że jest szczęśliwa, bo wydaje się jej, że
        znalazła swoje miejsce w życiu.

        Nim skończył się rok, straciła pracę w drukarni i po prawie dwuletniej
        nieobecności, na początku stycznia 2000 r., przyjechała do domu. Na rodzicach
        sprawiła wrażenie osoby cofniętej w rozwoju umysłowym. Przestraszyli się.
        Miesiąc później znowu przyjechała. Była jakby zalękniona, pytała, czy w domu
        wszystko w porządku. Przyznała się, że została wyrzucona z Ośrodka Misji. W
        ciągu godziny musiała się spakować i wyjść. Wróciła do dawnego lokum. Do domu
        przyjechała, by odpocząć i się wyspać. Pod pretekstem, że chce dokończyć kurs
        prawa jazdy, wróciła do Krakowa. Później dzwoniła do domu z coraz to nowego
        miejsca w Polsce. Jak wskazują notatki, jej podróże związane były z przyjazdem
        ze Stanów Zjednoczonych jednego z mistrzów. 1 kwietnia znów przyjechała do domu
        rodzinnego, była zmęczona i przeziębiona. Po kilku dniach skontaktowała się z
        jednym z Ośrodków Misji. Mimo to, rodzicom udało się przekonać Kasię do
        pozostania w domu. W czerwcu podjęła pracę w pobliski miasteczku, w księgarni.
        Wkrótce zaczęła się czegoś obawiać, czuła się obserwowana. Na początku sierpnia
        wyjechała do jednego z Ośrodków Misji. Wróciła uspokojona. Dużo spała. 21
        sierpnia wyjechała na zjazd. Wieczorem zadzwoniła do domu mówiąc, że już jest
        na miejscu. 25 sierpnia zadzwoniła z życzeniami do ojca. 30 sierpnia rano znów
        zatelefonowała mówiąc, że plecak z rzeczami i pieniądze zostawiła w ośrodku a
        sama wraca do domu. Będzie wieczorem. Wieczorem zadzwonił policjant - Kasię
        znaleziono powieszoną w miejscowości oddalonej o 40 kilometrów od domu. Policja
        z braku dowodów udziału osób trzecich umorzyła postępowania.

        W plecaku Kasi znalazło się między innymi bardzo starannie napisane
        oświadczenie: "Oświadczam, że moje czynności i osobiste zaangażowanie w
        Instytucie Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii jest dobrowolne. Chętnie
        angażuję się w różny typ czynności na tyle, na ile jest to możliwe przeze mnie
        do wykonania, gdyż widzę potrzebę pomocy w szerzeniu tego typu działalności.
        Głównym celem Instytutu Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii jest zaproponowanie
        ludziom nawiązania relacji z Bogiem, która prowadzi do szczęśliwego i pełnego
        życia, nez niepotrzebnego doświadczenia cierpień różnego rodzaju. Każdy
        człowiek rozważa indywidualnie swoje pragnienia i ma pełne prawo do podążania
        za nimi. Ja także podążam za swoimi pragnieniami pomocy innym ludziom, gdyż
        odczuwam taką potrzebę."

        Pod imieniem i nawiskiem Kasia wpisała numer dowodu osobistego. Na oświadczeniu
        nie zamieściła żadnej daty.

        opr. I. B.
        • Gość: Ogorek Re: Nie jestes Lechu bez grzechu... IP: 158.234.143.* 02.10.01, 08:48
          Gość portalu: Lech napisał(a):

          > Rozsądny gość tego forum z uwagą przeczyta i nie będzie mu obojętny los ofiar
          > sekt. Nawiedzeni bywalcy tego forum, którzy przyjmą to świadectwo jako "atak na
          >
          > wolność religii", nie pozostawią tego tekstu bez kolejnych inwektyw i epitetów
          > pod moim adresem...
          >
          > "Korale do mantrowania" - świadectwo
          > * Instytut Wiedzy o Tożsamości "Misja Czaitanji"
          > --------------------------------------------------------
          >
          > Kasia musiała być niezłą uczennicą, jeśli z małej wsi położonej kilkaset
          > kilometrów od Krakowa przyjechała tu na studia i rozpoczęła je na Akademii
          > Rolniczej, na wydziale ogrodnictwa. Był rok 1995. Zamieszkała u swojej cioci.
          >
          > korale do mantrowania
          >
          > Niestety, nie powiodło jej się - już po I roku oblała egzamin z botaniki. Jako
          > że jeszcze w liceum miała dość poważne kłopoty ze zdrowiem, poszła na urlop
          > zdrowotny. Została w Krakowie, pracowała w Mac'Donaldsie. Po roku znów wróciła
          > na studia, znów oblała botanikę i zdała ją dopiero w sesji jesiennej. 1
          > października 1997 r. wyprowadziła się od cioci i zamieszkała w dwuosobowym
          > pokoju przy rodzinie. Znacznie dalej od uczelni, miała też gorszy dojazd.
          > Rodzicom powiedziała, że chce się usamodzielnić. Gdy w grudniu tegoż roku
          > przyjechała na święta Bożego Narodzenia do domu, dużo mówiła o wierze, cytowała
          >
          > Pismo Święte, wspominała, że chce rozpocząć studia na Papieskiej Akademii
          > Teologicznej. O tym, że niewiele wcześniej zrezygnowała ze studiów na
          > ogrodnictwie, rodzice dowiedzieli się dopiero w styczniu następnego roku, gdy
          > przyszło na ich adres pismo z Dziekanatu AR. Zaraz potem, w rozmowie
          > telefonicznej okazało się, że Kasia, mimo porzucenia studiów, postanowiła
          > pozostać w Krakowie. Zmieniła też adres. Gdy po kilku miesiącach odwiedziła ją
          > tam mama, zobaczyła, że Kasia mieszka w domu, w którym nie ma łazienki, ciepłej
          >
          > wody, a ubikacja jest na zewnątrz. Dowiedziała się również, że Kasia zapisała
          > się na roczny kurs public relations, a od listopada zamierza na ulicy
          > sprzedawać kadzidełka. Dziewczyna przestała utrzymywać kontakty z ciotką, a i
          > do domu nie przyjeżdżała. Od czasu do czasu telefonowała lub pisała krótki
          > list. Często prosiła o pieniądze. Sporo chorowała, mówiła, że to przeziębienia.
          >
          > Gdy rok później, pod koniec października 1999 r., ponownie odwiedziła ją mama z
          >
          > zamiarem nakłonienia do powrotu do domu, Kasia pokazała jej korale do
          > mantrowania mowiąc, że modli się na nich. Przyznała się też, że jest związana z
          >
          > Misją Czaitanii. W listopadzie podjęła pracę w drukarni jako kucharka i wkrótce
          >
          > zamieszkała w ośrodku Misji. W Wigilię Bożego Narodzenia 1999 r. zadzwoniła z
          > życzeniami do cioci i powiedziała, że jest szczęśliwa, bo wydaje się jej, że
          > znalazła swoje miejsce w życiu.
          >
          > Nim skończył się rok, straciła pracę w drukarni i po prawie dwuletniej
          > nieobecności, na początku stycznia 2000 r., przyjechała do domu. Na rodzicach
          > sprawiła wrażenie osoby cofniętej w rozwoju umysłowym. Przestraszyli się.
          > Miesiąc później znowu przyjechała. Była jakby zalękniona, pytała, czy w domu
          > wszystko w porządku. Przyznała się, że została wyrzucona z Ośrodka Misji. W
          > ciągu godziny musiała się spakować i wyjść. Wróciła do dawnego lokum. Do domu
          > przyjechała, by odpocząć i się wyspać. Pod pretekstem, że chce dokończyć kurs
          > prawa jazdy, wróciła do Krakowa. Później dzwoniła do domu z coraz to nowego
          > miejsca w Polsce. Jak wskazują notatki, jej podróże związane były z przyjazdem
          > ze Stanów Zjednoczonych jednego z mistrzów. 1 kwietnia znów przyjechała do domu
          >
          > rodzinnego, była zmęczona i przeziębiona. Po kilku dniach skontaktowała się z
          > jednym z Ośrodków Misji. Mimo to, rodzicom udało się przekonać Kasię do
          > pozostania w domu. W czerwcu podjęła pracę w pobliski miasteczku, w księgarni.
          > Wkrótce zaczęła się czegoś obawiać, czuła się obserwowana. Na początku sierpnia
          >
          > wyjechała do jednego z Ośrodków Misji. Wróciła uspokojona. Dużo spała. 21
          > sierpnia wyjechała na zjazd. Wieczorem zadzwoniła do domu mówiąc, że już jest
          > na miejscu. 25 sierpnia zadzwoniła z życzeniami do ojca. 30 sierpnia rano znów
          > zatelefonowała mówiąc, że plecak z rzeczami i pieniądze zostawiła w ośrodku a
          > sama wraca do domu. Będzie wieczorem. Wieczorem zadzwonił policjant - Kasię
          > znaleziono powieszoną w miejscowości oddalonej o 40 kilometrów od domu. Policja
          >
          > z braku dowodów udziału osób trzecich umorzyła postępowania.
          >
          > W plecaku Kasi znalazło się między innymi bardzo starannie napisane
          > oświadczenie: "Oświadczam, że moje czynności i osobiste zaangażowanie w
          > Instytucie Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii jest dobrowolne. Chętnie
          > angażuję się w różny typ czynności na tyle, na ile jest to możliwe przeze mnie
          > do wykonania, gdyż widzę potrzebę pomocy w szerzeniu tego typu działalności.
          > Głównym celem Instytutu Wiedzy o Tożsamości Misji Czaitanii jest zaproponowanie
          >
          > ludziom nawiązania relacji z Bogiem, która prowadzi do szczęśliwego i pełnego
          > życia, nez niepotrzebnego doświadczenia cierpień różnego rodzaju. Każdy
          > człowiek rozważa indywidualnie swoje pragnienia i ma pełne prawo do podążania
          > za nimi. Ja także podążam za swoimi pragnieniami pomocy innym ludziom, gdyż
          > odczuwam taką potrzebę."
          >
          > Pod imieniem i nawiskiem Kasia wpisała numer dowodu osobistego. Na oświadczeniu
          >
          > nie zamieściła żadnej daty.
          >
          > opr. I. B.

          Panie Lechu,
          nie jestes Pan bez grzechu,
          uzywasz Panie bez miary i bez liku
          spowiedzi ofiar i meczennikow

          To naprawde nieladnie,
          znajdzie sie Pan raz na dnie,
          i wowczas jeden gryzipiorek
          o nazwiskui Ogorek

          Uzyje Pana spowiedzi
          Ktorej nie znali sasiedzi
          Przekreci tu i ta dwa slowa
          Dorzuci co pomysli glowa
          Naswietli wazne szczegoly
          Aby czytajacych struly
          A potem skopiuje 100 razy
          Co ciekawsze frazy
          I wciskac bedzie na sile
          Wszystkim ktorym to nie mile

          Moral z tej opowiesci
          Nie ma szczegolnej tresci
          Gdy kto rozsadku nie traci
          Nie straci szacunku braci
          Kto rozsadkiem nie grzeszy
          Ni znajdzie szacunku rzeszy....

          Podpity Ogorek
        • Gość: Sekciarz Lech idzie w zaparte IP: 159.107.89.* 02.10.01, 09:30
          Tak jak pisałem: inkwizytorzy idą w zaparte i kawałek po kawałku przenoszą swój
          serwer ze "świadectwami" na forum GW. Panie Lechu, może Wam pomóc kopiować stronę
          za stroną, to szybciej pójdzie i szybciej zostaniemy od Waszych materiałów
          propagandowych uwolnieni ?

          Pozdrawiam. Sekciarz.
    • Gość: Joo Re: SEKTY IP: *.018.popsite.net 03.10.01, 07:07
      Joo!
      • Gość: polo Re: SEKTY IP: 212.244.77.* 03.10.01, 11:33
        Gość portalu: Joo napisał(a):

        > Joo!

        I to jest własnie Wasz główny argument! Brawo.
        • Gość: LECH AWATARA "BOGA"??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 12:11
          NIEDAWNO PRZYSŁANO NA MÓJ ADRES EMAILOWY PRZERAŻAJĄCE SWĄ OBJĘTOŚCIĄ TEKSTY OD
          ANONIMOWEGO (NIEZNANEGO MI) NADAWCY. MOGĘ TYLKO PRZYPUSZCZAĆ, ŻE TO SPRAWKA
          KTÓREGOŚ Z ATAKUJĄCYCH MNIE NA PORTALACH DYSKUSYJNYCH POPLECZNIKÓW SEKT.
          PRZYSŁANO MI MNÓSTWO TEKSTÓW MÓWIĄCYCH O "BOGU" SAI BABIE I WYCHWALAJĄCYCH
          JEGO "BOSKĄ AWATARĘ" (WCIELENIE)...

          NIE DAM SIĘ NA TO NABRAĆ. ZNAM PRAWDZIWE OBLICZE SEKTY I SZARLATANA SAI BABY.
          SYN MOJEGO ZNAJOMEGO PRZED OKOŁO DWOMA LATY ULEGŁ DESTRUKCYJNYM WPŁYWOM TEJ
          SEKTY I CAŁA RODZINA PRZEŻYWA ZWIĄZANĄ Z TYM TRAGEDIĘ. UZDOLNIONY MUZYCZNIE
          CHŁOPAK M.IN. RZUCIŁ STUDIA NA III ROKU I ZWIĄZAŁ SIĘ Z GRUPĄ WYZNAWCÓW KULTU,
          ODIZOLOWAŁ SIĘ OD RODZINY I PRZYJACIÓŁ, ZACZĄŁ OKRADAĆ RODZICÓW, PRÓBOWAŁ NAWET
          UKRAŚĆ IM SAMOCHÓD. W KOŃCU WYPROWADZIŁ SIĘ Z DOMU I ZAMIESZKAŁ Z JAKIMŚ
          WPŁYWOWYM LIDEREM SEKTY, KTÓREGO RODZICE PODEJRZEWAJĄ O HOMOSEKSUALNE ZAPĘDY
          WOBEC SYNA...

          NIEDAWNO POLSCY WIDZOWIE MOGLI OBEJRZEĆ W JEDNYM Z PROGRAMÓW TELEWIZJI
          KOMERCYJNEJ, DOKUMENTALNY FILM POŚWIĘCONY INDYJSKIEMU GURU, SAI BABIE. WIELU ZE
          ZDZIWIENIEM I NIEDOWIERZANIEM SPOGLĄDAŁO W EKRAN TELEWIZORA, GDY TEN CIEMNEJ
          KARNACJI MĘŻCZYZNA Z BUJNĄ FRYZURĄ "WYCZAROWYWAŁ" TAJEMNICZY PROSZEK VIBUTI,
          ZŁOTE JAJKA CZY INNE PRZEDMIOTY ZE SZLACHETNEGO KRUSZCU I ROZDAWAŁ JE SWOIM
          ZWOLENNIKOM. CHYBA MAŁO KTO Z OGLĄDAJĄCYCH TEN PROGRAM ZDAWAŁ SOBIE SPRAWĘ Z
          TEGO, ŻE TEN TAJEMNICZY GURU MA SWOICH ZAGORZAŁYCH ZWOLENNIKÓW TAKŻE I W
          POLSCE. MODLĄ SIĘ ONI PRZED JEGO WIZERUNKIEM, ODWIEDZAJĄ W INDIACH, A OTRZYMANE
          OD NIEGO ZŁOTE PRZEDMIOTY TRAKTUJĄ JAK BEZCENNY TALIZMAN CZY WRĘCZ SWOIŚCIE
          POJĘTE "RELIKWIE". KIM JEST SAI BABA, ŻE CIĄGNĄ DO NIEGO TŁUMY WIELBICIELI Z
          WIELU KRAJÓW ŚWIATA? W CZYM TKWI TAJEMNICA JEGO POPULARNOŚCI? - O TYM WSZYSTKIM
          MOŻNA DOWIEDZIEĆ SIĘ Z ARTYKUŁU GRZEGORZA FELSA: "ZŁOTE JAJA OD SAI BABY",
          OPUBLIKOWANEGO W OGÓLNOPOLSKIM KWARTALNIKU INFORMACYJNO PROFILAKTYCZNYM "SEKTY
          I FAKTY" NR 10 (2/2001).
          • Gość: AS Do Lecha IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.01, 18:17
            Bardzo dobrze robisz Lechu, że nie wdajesz się w dyskusję z tymi nawiedzonymi,
            co wokół Ciebie ujadają jak rozwścieczone psy.
            Pisz Lechu prawdę i nie zwracaj na nich uwagi jak w znanym przysłowiu: "psy
            szczekają, karawana idzie dalej".
            Pozdrawiam
            AS
            • Gość: Lech Szanowni Dyskutanci - poplecznicy sekt! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.01, 12:58

              Szanowni Dyskutanci - poplecznicy sekt!

              Uparcie domagacie się równoprawnego traktowania tradycyjnych kościołów i sekt.
              Otóż uważam (i tu każdy rozsądnie myślący człowiek przyzna mi tu rację), że nie
              można stawiać na tej samej płaszczyźnie prawnej wyznań i kościołów oraz
              dowolnie tworzonych niekiedy grupek ludzi (dopiero od niedawna
              liczba "wyznawców" jest zwiększona dla rejestracji). Ale i tak nie można
              jednakowo trakować obrzędów w kościołach katolickich, prawosławnych,
              protestanckich i w synagogach oraz meczetach - z "obrzędem" np. zabijania kota
              (jak w kilku sektach). Przecież to chwilami w głowie się nie mieści. Zgadzam
              się z równym traktowaniem wobec prawa wyznań, ale wyznań, a nie grup, które
              uprawiają destrukcyjne praktyki pseudokultowe, bo zabijanie kota czy odmowę
              pomocy lekarskiej (transfuzji krwi albo przyjmowania w szpitalu pożywienia) dla
              ratowania życia i zdrowia za nic w świecie nie uznam za praktykę kultową. Z
              uprzejmości tylko piszę "pseudokultowa", a chciałbym to określić dosadniej.

              Wielu ludzi stara się zmienić ten stan rzeczy. Jak dotąd - bezkutecznie. Nie ma
              to nic wspólnego z polityką, bo owej "absolutnej wolności" bronią ludzie z
              prawa i z lewa. Uczciwie muszę przyznać, że podobne do moich poglądów też
              reprezentują ludzie z lewicy i z prawicy. Teraz tylko zapytam niektórych
              dyskutantów jak "Polo" czy "AS": Czy Państwa nie uderzyła pewna jednomyślność
              naszych oponentów? Jak Państwo sądzą - bierze się sama z siebie? Ja niczego
              nikomu ni imputuję, a zadawać Panu pytania mi wolno.
    • rugala Szanowni Czytelnicy Forum! 07.10.01, 17:19
      Szanowni Czytelnicy Forum!
      Zacietrzewienie niektórych dyskutantów jest tu iście zdumiewające. Na każdy mój
      tekst niezwłocznie wynajdują mnóstwo przerażających swą ilością paranoicznych
      pseudoargumentów i wywodów podbudowanych na relatywizmie etycznym*).

      Nie zamierzam tu polemizować z głęboko wyrafinowanymi figurami erystycznymi
      kamuflującymi amoralizm owych dyskutantów - popleczników organizacji
      patologicznych. Szczegółowe wykazanie poszczególnych manipulacji, kłamstw i
      fałszu w tych postach znacznie przekroczyłyby ich objętość. Nie narzekając na
      brak zajęć nie podejmuję się tego zadania. Jak już wcześniej zaznaczyłem - nie
      dyskutuję z ludźmi umysłowo zniewolonymi jakąś obłędną doktryną absolutnej
      wolności.

      Niepokoi mnie tylko ich zniewolenie złem. Bo przecież zło, że ludzie przestali
      wierzyć w Boga i dobro, nie polega na tym, iż nie wierzą już w nic, ale że są
      gotowi uwierzyć we wszystko. I dlatego tak oburzają się na zamieszczane przez
      mnie świadectwa demaskujące prawdziwe oblicze i cele owych organizacji.

      Wolność sumienia i wyznania to możność wyboru pomiędzy prawdą a fałszem, dobrem
      a złem. Wybór należy do nas, ale niestety nie tylko do nas, lecz także do
      naszych pokoleń należeć będą konsekwencje tego wyboru. Dlatego sprawa
      informowania o tym, jak tragiczne mogą być skutki takiego wyboru nie jest
      jedynie sprawą prywatną, ale powinny tym zająć się instytucje państwowe, tak
      jak to się dzieje np. w Niemczech czy we Francji (pisze o tym gość
      portalu "Dagny"). Dlatego i w Polsce państwo powinno również ponosić koszty
      zagwarantowanej konstytucyjnie wolności religii.

      Niewątpliwie tradycyjne kościoły mają nie tylko prawo, ale i w pewnym sensie
      obowiązek informować o zagrożeniach ze strony sekt, a także niejako stać na
      straży bezpieczeństwa swoich wiernych. Zagorzali poplecznicy sekt nazywają
      to: "nową krucjatą", "atakami na wolność religii" itp. Nawet gdyby przytoczyć
      im setki autentycznech świadectw i niezbitych dowodów szkodliwej społecznie
      działalności tzw. "nowych religii", nie jesteśmy w stanie ich przekonać. Będą
      automatycznie negować i podważać wszelkie fakty. Na tym właśnie polega ich
      umysłowe zniewolenie.

      Pozdrawiam wszystkich miłujących prawdę, dobro i piękno

      *) "RELATYWIZM - (..); w etyce to najogólniej stanowisko głoszące, że nie można
      wykazać, iż zasady moralne są jednakowo obowiązujące dla wszystkich ludzi i
      każdy człowiek musi się przystosować do konwencji własnej grupy; (...) r. w
      formie radykalnej głosi względność wszelkich prawd i wartości." [Popularna
      Encyklopedia Powszechna Pinnex, tom XVI].
      • Gość: snajper Re: Szanowni Czytelnicy Forum! IP: *.waw.cdp.pl 08.10.01, 16:39
        rugala napisał(a):

        > Szanowni Czytelnicy Forum!
        > Zacietrzewienie niektórych dyskutantów jest tu iście zdumiewające. Na każdy mój
        > tekst niezwłocznie wynajdują mnóstwo przerażających swą ilością paranoicznych
        > pseudoargumentów i wywodów podbudowanych na relatywizmie etycznym*).

        Każdą polemikę uważasz za dowód zacietrzewienia, argumenty nazywasz paranoicznymi
        pseudoargumentasmi, a logiczne wypowiedzi - wywodami opartymi na relatywiźmie
        moralnym. Nie dziwi mnie takie podejście. Tak rozumują wszyscy fanatycy,
        przeświadczeni o swojej nieomylności, o swojej misji do spełnienia.

        > Nie zamierzam tu polemizować z głęboko wyrafinowanymi figurami erystycznymi
        > kamuflującymi amoralizm owych dyskutantów - popleczników organizacji
        > patologicznych.

        To też rozumiem, Trudno polemizować, nie mając argumentów. Łatwiej dyskutantów
        oskarżyć o amoralizm.

        > Szczegółowe wykazanie poszczególnych manipulacji, kłamstw i
        > fałszu w tych postach znacznie przekroczyłyby ich objętość. Nie narzekając na
        > brak zajęć nie podejmuję się tego zadania.

        Wykazywanie nieistniejących manipulacji, kłamstw i fałszu rzeczywiście jest
        zadaniem, którego nikt chętnie się nie podejmie.

        > Jak już wcześniej zaznaczyłem - nie dyskutuję z ludźmi umysłowo zniewolonymi
        > jakąś obłędną doktryną absolutnej wolności.

        Tutaj też masz rację. Dlatego właśnioe coraz mniej osób ma ochotę z Tobą
        dyskutować. Ponieważ jesteś człowiekiem umysłowo zniewolonym obłędną doktryną
        walki z kościołami.

        > Niepokoi mnie tylko ich zniewolenie złem. Bo przecież zło, że ludzie przestali
        > wierzyć w Boga i dobro, nie polega na tym, iż nie wierzą już w nic, ale że są
        > gotowi uwierzyć we wszystko.

        Ależ ludzie należący do kościołów, które nazywasz sektami, są ludźmi wierzącymi w
        Boga.

        > I dlatego tak oburzają się na zamieszczane przez
        > mnie świadectwa demaskujące prawdziwe oblicze i cele owych organizacji.

        Zamieszczane przez Ciebie świadectwa wcale nie świadczą o jakimś >prawdziwym
        obliczu< kościołów, ani o ich celach.

        > Wolność sumienia i wyznania to możność wyboru pomiędzy prawdą a fałszem, dobrem
        > a złem. Wybór należy do nas, ale niestety nie tylko do nas, lecz także do
        > naszych pokoleń należeć będą konsekwencje tego wyboru.

        Wiara, religia jest sprawą jak najbardziej osobistą i prywatną. Wara innym od
        tego czy lub w co wierzę.

        > Dlatego sprawa
        > informowania o tym, jak tragiczne mogą być skutki takiego wyboru nie jest
        > jedynie sprawą prywatną, ale powinny tym zająć się instytucje państwowe,

        Tak jak instytucje państwowe powinny informować o tragicznych konsekwencjach
        chodzenia dzieci do szkoły. Można dostać tam w skórę od starszego kolegi, można
        zostać okradzionym, można się zestresować z powodu klasówki, można być
        molestowanym i zgwałconym przez katechetę. Instytucje panstwowe powinny ostrzegać
        przed chodzemniem do szkoły. A może nawet powinny tego zabronić.

        > tak
        > jak to się dzieje np. w Niemczech czy we Francji (pisze o tym gość
        > portalu "Dagny"). Dlatego i w Polsce państwo powinno również ponosić koszty
        > zagwarantowanej konstytucyjnie wolności religii.

        O jakich kosztach piszesz ?

        > Niewątpliwie tradycyjne kościoły mają nie tylko prawo, ale i w pewnym sensie
        > obowiązek informować o zagrożeniach ze strony sekt, a także niejako stać na
        > straży bezpieczeństwa swoich wiernych.

        Czyli według Ciebie są kościoły gorsze i lepsze ? Ciekawe.

        > Zagorzali poplecznicy sekt nazywają
        > to: "nową krucjatą", "atakami na wolność religii" itp. Nawet gdyby przytoczyć
        > im setki autentycznech świadectw i niezbitych dowodów szkodliwej społecznie
        > działalności tzw. "nowych religii", nie jesteśmy w stanie ich przekonać. Będą
        > automatycznie negować i podważać wszelkie fakty. Na tym właśnie polega ich
        > umysłowe zniewolenie.

        Tak jak Ty negujesz wszystkie argumenty oponentów. Na tym polega Twoje umysłowe
        zniewolenie.

        > Pozdrawiam wszystkich miłujących prawdę, dobro i piękno

        Dziękuję za pozdrowienia. Wzajemnie.

        > *) "RELATYWIZM - (..); w etyce to najogólniej stanowisko głoszące, że nie można
        > wykazać, iż zasady moralne są jednakowo obowiązujące dla wszystkich ludzi i
        > każdy człowiek musi się przystosować do konwencji własnej grupy; (...) r. w
        > formie radykalnej głosi względność wszelkich prawd i wartości." [Popularna
        > Encyklopedia Powszechna Pinnex, tom XVI].

        • Gość: Lech Kilka słów o sekcie Sai Baby IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 18:29
          Sam Sai Baba opowiada, że tworzy przedmioty tak samo, jak Bóg stworzył świat.
          Szymon Dominiak-Górski, dziennikarz Nowego Kuriera, w swoim artykule
          zatytułowanym: "Puste dzieło boga" cytuje m.in. słowa Marcina, byłego
          wielbiciela Sai Baby (czterokrotnie odwiedzał swego Swamiego w Indiach), który
          był świadkiem materializacji proszku vibuti. Marcin twierdzi: "Vibuti na moich
          oczach się pojawiło i sypało się z obrazu. Kiedyś byłem przekonany, że dowodzi
          to boskości Baby, lecz teraz myślę, że mógł to być stan bliski hipnozie".
          Inny natomiast długoletni wyznawca Sai Baby, Szwed Conny Larsson twierdzi, że
          owe cuda to tylko triki. "Dowiedziałem się, że osoby będące blisko Sai Baby w
          jego aśramie i liderzy organizacji SATHYA SAI*) na całym świecie świadomie
          uczestniczą w zorganizowanym oszustwie na skalę ogólnoświatową. Na czym polega
          to oszustwo? Nie wspomnę tu o stronie finansowej, najgorsze jest to, że sam Sai
          Baba codziennie oszukuje świat swoimi materializacjami, począwszy od vibuti
          poprzez złoto, kamienie szlachetne, skończywszy na lingamie. Powiedziano nam,
          że materializuje się tu złoto i kamienie szlachetne jak rubiny i diamenty.
          Sprawdzając to potem u złotnika stwierdzono, że to po prostu zwykły metal i
          kawałki kolorowego szkła. Wszelkie pozornie zmaterializowane rzeczy zostały
          kupione w sklepach w Hydebad i okolicznych miejscowościach. Wszyscy liderzy
          wiedzą o tym oszustwie i prosili (a nawet grozili), bym nic nie mówił na ten
          temat."

          Cóż można w tej sprawie powiedzieć? Ano to, że coraz więcej młodzieży pozostaje
          w kręgu oddziaływania destrukcyjnych kultów. Niepokoi mnie ich zniewolenie
          złem. Bo przecież zło, że ludzie przestali wierzyć w Boga i w dobro, nie polega
          na tym, iż nie wierzą już w nic, ale że są gotowi uwierzyć we
          wszystko..Tymczasem w Polsce państwo stwarza warunki do działalności wszelkiego
          rodzaju zniewalających sekt i jednocześnie unika problemu pomocy ludziom
          poszkodowanym przez te organizacje.

          Wolność sumienia i wyznania to możność wyboru pomiędzy prawdą a fałszem, dobrem
          a złem. Wybór należy do nas, ale niestety nie tylko do nas, lecz także do
          naszych pokoleń należeć będą konsekwencje tego wyboru. Dlatego sprawa
          informowania o tym, jak tragiczne mogą być skutki takiego wyboru nie jest
          jedynie sprawą prywatną, ale powinny tym zająć się instytucje państwowe, tak
          jak to się dzieje np. w Niemczech czy we Francji. Dlatego i w Polsce państwo
          powinno również ponosić koszty zagwarantowanej konstytucyjnie wolności religii.

          Niewątpliwie tradycyjne kościoły mają nie tylko prawo, ale i w pewnym sensie
          obowiązek informować o zagrożeniach ze strony sekt, a także niejako stać na
          straży bezpieczeństwa swoich wiernych. Zagorzali poplecznicy sekt nazywają
          to: "nową krucjatą", "atakami na wolność religii" itp. Nawet gdyby przytoczyć
          im setki autentycznych świadectw i niezbitych dowodów szkodliwej społecznie
          działalności tzw. "nowych religii", nie jesteśmy w stanie ich przekonać. Będą
          automatycznie wszystko negować i do znudzenia podważać wszelkie fakty. Na tym
          właśnie polega ich umysłowe zniewolenie.

          *) Funkcję polskiego przedstawicielstwa sekty Sai Baby pełni STOWARZYSZENIE
          SATHYA SAI BABY z siedzibą w Opolu ul. Kardynała B.Kominga 10/5
        • Gość: Lech Do Snajpera i pozostałych duskutantów IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 22:12
          Gość portalu: snajper napisał(a):


          > Tak jak instytucje państwowe powinny informować o tragicznych konsekwencjach
          > chodzenia dzieci do szkoły. Można dostać tam w skórę od starszego kolegi, można
          >
          > zostać okradzionym, można się zestresować z powodu klasówki, można być
          > molestowanym i zgwałconym przez katechetę. Instytucje panstwowe powinny ostrzeg
          > ać
          > przed chodzemniem do szkoły. A może nawet powinny tego zabronić.

          To właśnie jest wymowny przykład stosowania w dyskusji głęboko wyrafinowanych
          metod erystycznych (ERYSTYKA - sztuka prowadzenia sporu, obejmująca przekonywanie
          innych o prawdziwości przedstawianych im poglądów oraz nakłaniania przeciwników
          do zalecanego im postępowania, często uciekająca się do rozumowań z pozoru tylko
          poprawnych).
          Nie dam się na to nabrać.
    • Gość: Lech Re: SEKTY IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.10.01, 10:07
      Wczoraj jadłem obiad typowo wegetariański, a nawet wegański. Było to leczo
      warzywne z grzybami, smażone wyłącznie na oleju roślinnym. Jako dodatek była
      kasza (pęczak) i surówka. Do popicia kompot z jabłek. Ale wyznawca ruchu Hare
      Kryszna (wegetarianin?), poczęstowany taką potrawą by nawet jej nie tknął. Czy
      wiecie Drodzy Czytelnicy dlaczego? Otóż w skład leczo wchodziła cebula.
      Wyznawcom nie wolno jeść potraw zawierających nawet szczątkowe ilości cebuli,
      ponieważ - według ich "nauk" - "powoduje otępienie umysłu"*). Także by nie
      tknęli tego obiadu, bo tam były grzyby (rydze), a one "rosną w sile
      ignorancji"**). By nie ruszyli go także dlatego, że obiad przyrządzała moja
      żona, która nie jest wielbicielem Kryszny, więc mogliby się od tej
      potrawy "duchowo zanieczyścić" i "wchłonąć pewną dozę materializmu i
      karmy"***)...

      Niniejszy post nie ma jednak na celu dyskredytowania ruchu Hare Kryszna, ale
      udzielenie rzetelnej informacji dla dyskutantów. Każdy ma bowiem prawo do
      samodzielnego wyboru grupy, do której chciałby ewentualnie przynależeć. Ma
      jednak prawo wiedzieć, jakie są prawdziwe praktyki i wierzenia tej grupy, o
      których agitatorzy ruchu Kryszny na początku nic nie mówią. Na tym portalu nie
      brak dyskutantów, którzy chętnie by wykluczyli mnie z tego forum, bo "za dużo
      mówię". Bo ujawniam, że prawdziwym celem ruchu Hare Hryszna nie
      jest "wegetarianizm", a cel jest ukryty. Tym celem jest agitacja ideologiczna
      kultu Kryszny.

      Aby oddalić ewentualne zarzuty, że "mi się tylko coś wydawało" przekazuję
      fragmenty relacji osoby, którą poznałem poprzez kontakt z osobami
      pokrzywdzonymi przez sekty, a która opuściła ruch Hare Kryszna:
      "To, co czasem widzi się na ulicach - ludzi przebranych w kolorowe, zwiewne
      stroje, uśmiechniętych i śpiewających, rozdających wegetariańskie potrawy - to
      jedynie czubek góry lodowej (...) Pobudka dla kobiet była około 4 nad ranem.
      (...) Potem wychodziliśmy do miasta handlować. (...) To trwało do wieczora, z
      krótką przerwą na obiad. Uczulano nas, byśmy podczas pracy unikali policji
      (...) Mężczyżni chodzili spać po 21, kobiety po północy. (...) W domu
      faktycznie nie mogłam używać naczyń, w których rodzina gotowała swoje potrawy.
      Żeby "zabić" resztki zapachu mięsa w garnkach, musiałam je oczyścić... krowim
      łajnem (...) Kobieta jest tam traktowana jak szmata do podłogi. (...) Moim
      Bogiem stał się guru. Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, płakałam ze szczęścia.
      Guru przyjeżdża do Polski co kilkanaście miesięcy ze Stanów Zjednoczonych. Jest
      to największe święto wyznawców Kryszny. Wszyscy są wówczas podnieceni, radośni
      i pragną być jak najbliżej niego. Wierzyłam we wszystko co mówił. A wmawiał
      nam, że np. Papież jest demonem, wszyscy jedzący mięso i ci, którzy odejdą z
      sekty, stają się demonami. Twierdził, że nie potrzebujemy narkotyków, bo
      mantrując będziemy się czuć jak na wielkim "haju". Pouczał jak podchodzić do
      młodych ludzi, by nakłonić ich do przystąpienia do nas. Podczas rytualnej
      ceremonii guru ma obmywane przez wybranych mężczyzn nogi w wielkiej misie
      wypełnionej wodą, olejkami i płatkami kwiatów. Tę wodę potem piliśmy jako
      świętą. Boskie były też resztki pożywienia, które zjadł guru. Potrafiłam
      zlizywać je z podłogi. Kiedy ON dał mi niemal pusty karton po soku i mogłam
      wypić z niego kilka kropli, czułam się wniebowzięta. Wszystkie dziewczyny mi
      zazdrościły."

      Uważajmy na grupy wykorzystujące panującą modę na orientalizm, zainteresowanie
      wegetarianizmem i naiwność, najczęściej młodych idealistów, po to aby zyskać
      nowych wyznawców kultu. Zanim zdecydujesz i uwierzysz, pomyśl...

      *) Waruna dasa, "Kuchnia Indyjska" (książka wydana przez wrocławski Ośrodek
      Hare Kryszna w 1992 r.) str.7
      **) tamże, str.7
      ***) Sarsvarupa Dasa Gosvami, "Prabhupada", rozdz. "Praktykowanie świadomości
      Krsny w domu", BBT (Wydawnictwo Ruchu Hare Kryszna) 1992 (brak miejsca
      wydania), str.433
      • Gość: Lech Re: SEKTY IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.10.01, 18:05
        INSTYTUT WIEDZY O TOŻSAMOŚCI
        "MISJA CZAITANII"

        Potencjalne zagrożenie dla jednostki.

        Nadużywanie technik wprowadzania się w trans, co niewątpliwie ma miejsce w IWT
        podczas codziennego intonowania mantry, może powodować negatywne konsekwencje
        psychiczne. Według A. Ludwiga (jednego z największych w świecie znawców w
        dziedzinie badań nad odmiennymi stanami świadomości) należą do nich min.:
        zwiększenie podatności na sugestię, obniżenie się krytycyzmu oraz problemy z
        odróżnieniem własnych wyobrażeń od faktów obiektywnych. Ponadto, ci którzy zbyt
        często wchodzą w stany transowe mogą mieć poczucie zaniku kontroli nad swoim
        postępowaniem i utraty własnej tożsamości, co nie tylko wzmacnia ich podatność
        na sugestię ale prowadzi do identyfikacji z kimś autorytarnym (np. demagogiem,
        osobą dużo i sugestywnie mówiącą) . Identyfikacja z osobą autorytarną może być
        wówczas tak silna, że jej wskazówki i polecenia traktowane są jako własne
        decyzje. Podatność na sugestię zwiększa się dodatkowo w stanie osłabienia
        psychofizycznego, będącego skutkiem przestawienia się na wcześniejsze godziny
        wstawania i przejścia na dietę wegetariańską: szczególnie w młodym wieku i przy
        braku wystarczającej sumy pieniędzy na dobór odpowiednich składników
        pochodzenia roślinnego. Stan psychiczny większości byłych (niekoniecznie długo
        ale silnie zaangażowanych) członków IWT, znanych CIKD (Centrum Informacji o
        Kultach Destrukcyjnych), potwierdził istnienie klasycznych objawów,
        charakterystycznych dla ofiar grup kultowych. Należą do nich min.: stany
        depresyjne i lękowe, myśli samobójcze, patologiczne poczucie winy, braku sensu
        życia, trudności w koncentracji uwagi i zapamiętywaniu, magiczny sposób
        myślenia, problemy w podejmowaniu samodzielnych decyzji oraz w nawiązywaniu
        bliskich kontaktów z innymi ludźmi. Niektóre z tych osób musiały być
        hospitalizowane na oddziałach psychiatrycznych.

        Potencjalne zagrożenie dla rodziny i społeczeństwa.

        Pomimo deklaracji programowej i wystąpień publicznych o zgoła odmiennym
        charakterze (nastawionych na zrobienie dobrego wrażenia), są członkowie
        IWT "Misja Czaitanii", którzy zrywają kontakty z rodzinami i izolują się od
        dotychczasowego środowiska (sytuacja przedstawia się nieco inaczej, jeśli
        członkowie rodziny lub znajomi zostaną również zwerbowani do IWT). Mają w tym
        swój udział min. dosyć szczegółowe i często w różnych kontekstach powtarzane
        historie o zgubnym wpływie głębszych związków emocjonalnych. W IWT krytykowany
        jest również system szkolnictwa i edukacja w ogóle, co nierzadko odbija się na
        przerwaniu nauki bądź rezygnacji z dalszego kształcenia. Jako jedyną słuszną
        alternatywę dla "materialistycznej edukacji" przeciwstawia się wówczas
        studiowanie "wiedzy duchowej" w Instytucie Wiedzy o Tożsamości. Członkowie i
        liderzy IWT (być może nie wszyscy, na pewno ci, z którymi przeprowadzali
        rozmowy pracownicy CIKD), aby osiągnąć własne cele posługują się oszustwem.
        Staje się to szczególnie niezrozumiałe dla rodziców i rodzeństwa osoby, która
        przed okresem przynależności do grupy była prawdomówna. Próby poddania krytyce
        IWT z reguły kończą się fiaskiem. Jest czymś zupełnie niemożliwym
        przeprowadzenie rzeczowej dyskusji z aktualnym członkiem tej grupy, ponieważ
        reakcją na wszelkie zarzuty jest zaprzeczanie, przesadna racjonalizacja,
        ośmieszenie rozmówcy, szybka zmiana tematu rozmowy, przyjęcie
        roli "prześladowanego" bądź (w przypadku bardziej zaawansowanych członków IWT)
        powtarzanie w myślach mantry, zgodnie z utrwalonym już przekonaniem o
        demonicznym źródle wszelkiej krytyki na temat ich grupy. IWT "Misja Czaitanii"
        jako organizacja często przyjmuje rolę "mniejszości religijnej, prześladowanej
        z powodu przekonań", zwłaszcza ze strony Kościoła Katolickiego. Jest to bardzo
        wygodna forma uzyskiwania poparcia wśród społeczeństwa, ale zarazem manipulacji
        informacją. IWT jest uważany za organizację szkodliwą ze społecznego punktu
        widzenia przez CIKD, Ruch Obrony Rodziny i Jednostki, Dominikańskie Centrum
        Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych oraz wszystkie inne ośrodki
        informacyjno-poradniane w naszym kraju, zajmujące się pomocą osobom
        poszkodowanym przez grupy kultowe. Jednakże owa krytyka dotyczy metod i skutków
        działania a nie przekonań religijnych.
    • Gość: Lech Kuchnia wegetariańska??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 18:12
      Kuchnia wegetariańska???
      Uwaga! Niniejszy post nie jest wymierzony przeciwko społeczności Hare Kryszna,
      ale przeciwko praktykom ukrywania przez jej agitatorów swoich prawdziwych
      wierzeń i przepisów kulinarnych oraz ma na celu doinformowanie zainteresowanych
      ich szczególnym rodzajem "wegetarianizmu", aby mogli dokonać w pełni świadomego
      wyboru.

      W książce autorstwa Waruna dasa "Kuchnia Indyjska", wydanej przez wrocławski
      Ośrodek Hare Kryszna w 1992 r. w rozdziale "Nauka o zdrowiu i jedzeniu" na
      str.33 można przeczytać takie oto dziwactwa:
      "Bhaktowie Kryszny przestrzegają posty. (...) Ekadaszi (...) mahadwadaszi
      (...). Nie jedzą tego dnia ziaren zbóż i strączkowych (ryż, dal, pszenica,
      owies, jęczmień, żyto, kukurydza, groch, fasola, groch włoski, czyli chick-
      peas, fasola szparagowa i inne). (...) Jest powiedziane, że w Ekadaszi w
      ziarnach zbóż i strączkowych, przyjmują schronienie grzeszne reakcje osób
      podlegających prawu karmy. Najlepiej podjąć post całkowity (...). W innym
      miejscu na str.7 można przeczytać kolejne tego typu "naukowe" wywody: (...) nie
      jedzą także cebuli i czosnku, gdyż te dwie ostatnie rośliny powodują (UWAGA!)
      otępienie umysłu (...) także grzybów, które rosną w ciemnych i wilgotnych
      miejscach, znajdujących się w sile ignorancji. UWAŻAJMY NA OTĘPIENIE UMYSŁU,
      SIŁĘ IGNORANCJI, GRZESZNE REAKCJE OSÓB I PODOBNE STEKI BZDUR, KTÓRYMI KARMIĄ
      SWYCH WYZNAWCÓW I NAIWNYCH SYMPATYKÓW "FACHOWCY" OD KUCHNI WEGETARIAŃSKIEJ CZY
      INDYJSKIEJ. Podobnych pseudonaukowych "porad żywieniowych" jest w tej i w
      innych książkach wydanych przez Bhaktivedanta Book Trust (wydawnicwo Hare
      Kryszna z USA) dużo więcej...


      Szanowni Czytelnicy tego Forum! Jeśli zainteresujecie się wegetarianizmem,
      kupcie sobie w księgarni dobrą książkę na temat tego sposobu żywienia, a nie
      ulegajcie propozycjom "nauki zdrowego żywienia", jakie mogą Wam przedstawić
      krysznowcy. Oni w ten sposób chcą Was przyciągnąć do sekty i wmanipulować w
      praktyki kultowe jak np. wielogodzinne mantry, posty i głodówki, odizolować Was
      od rodziny i przyjaciół. Nie dajcie się na to naciągnąć.

      NIebezpieczeństwa związane z przynależnością do ruchu Hare Kryszna (ISKCON)
      dość dobrze opisane są w postanowieniu niemieckiego Sądu w Kolonii, po
      przegranym przez ISKCON procesie w związku z publikacją pt. "O tak zwanych
      sektach młodzieżowych i psychogrupach w Republice Federalnej Niemiec" (nr akt
      10 L 403/94): "wskazanie na możliwość «niebezpiecznego oderwania od
      rzeczywistości» przez intensywne śpiewy rytualne i uzależnienie od grupy jak
      również stwierdzenie «głębokich zmian osobowościowych aż po zerwanie więzi
      rodzinnych i społecznych» u młodych ludzi, którzy przystąpili do ruchu Kryszny,
      przeciwnik wniosku podbudował odniesieniem do odpowiednich publikacji i
      raportów (...) jak również wypowiedziami świadków...

      Wolność sumienia i wyznania to możność wyboru pomiędzy prawdą a fałszem, dobrem
      a złem. Wybór należy do nas, ale niestety nie tylko do nas, lecz także do
      naszych pokoleń należeć będą konsekwencje tego wyboru. Dlatego sprawa
      informowania o tym, jak tragiczne mogą być skutki takiego wyboru nie może
      pozostać jedynie sprawą wewnętrzną młodej osoby. Stąd też mój głos w dyskusji.

      Mimo, że sam jestem wegetarianinem, przestrzegam Was przed pochopnym
      angażowaniem się w spotkania i "wegetariańskie uczty" u wyznawców Hare Kryszna.
      Od takich spotkań zaczęły się kontakty mojego syna z sektą. Jednak kiedy na
      skutek tych wszystkich praktyk jak wielogodzinne mantry, niedobór snu czy
      niedożywienie wylądował w szpitalu, nie okazali jemu żadnego współczucia i
      wręcz utrudniali jego powrót do normalności. Kiedy stało się nieszczęście,
      krisznaici zaczęli odwracać kota ogonem. Mówili, że ich kontakty z synem były
      sporadyczne i on sam narzucił sobie takie ostre reguły.
      • Gość: Sekciarz Re: Kuchnia wegetariańska??? IP: 194.92.234.* 11.10.01, 18:18
        Uwaga, to jest kopia z innego wątka (SEKTY - EKSPANSJA ZŁA ?)
        • Gość: Lech Re: Kuchnia wegetariańska??? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 21:20
          Gość portalu: Sekciarz napisał(a):

          > Uwaga, to jest kopia z innego wątka (SEKTY - EKSPANSJA ZŁA ?)

          Nie tylko
          Lech

    • Gość: Lech Kolejna relacja IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.01, 23:06
      (z listu do Międzyresortowego zespołu ds. Nowych Ruchów Religijnych)

      Ojciec moich dzieci od ponad dwóch lat jest gorliwym wyznawcą Ruchu "Hare
      Kryszna". Przez to rozpadła się moja rodzina (sama wychowuję dzieci w wieku 5 i
      6 lat).

      Wszystko zaczęło się po odstawieniu przez niego alkoholu; zaczął "czegoś"
      szukać, a nie chciał skorzystać z fachowej pomocy Poradni Odwykowej. Odsunął
      się ode mnie i od dzieci, zajął się sobą i swoimi potrzebami. W tym trudnym dla
      siebie okresie spotkał wyznawców "Hare Kryszna"... Wciągnął się w to bardzo
      szybko i - co najgorsze - wciągał w to nasze dzieci. Mimo, że wyprowadził się
      od nas, bardzo często zabierał dzieci do tzw. świątyni, gdzie odbywały się
      rytualne msze, a dzieci stawały się świadkami obrzędów. Zabraniał im jeść mięso
      i straszył, że zmienią się w tygrysy jak będą je jadły, malował im "znaki boga"
      na czołach i godzinami kazał słuchać rytualnej muzyki w zamkniętym i oczadzonym
      kadzidełkami pokoju.

      Zostałam zmuszona do podjęcia kroków w celu ograniczenia jego władzy
      rodzicielskiej poprzez zmniejszenie wizyt u dzieci i tu napotkałam poważne
      problemy. Otóż jest on policjantem w Komendzie Powiatowej Policji. Nikt nie
      chciał mi pomóc, byłam u prokuratora i w Ośrodku Przeciwko Przemocy w Rodzinie,
      pisałam do Komendy Wojewódzkiej Policji. Na moją prośbę przyjechała pani
      psycholog z KWP, ponieważ swoje praktyki religijne odprawiał w czasie pracy
      (oczadział się kadzidłami, odmawiał mantry i namawiał swoich kolegów do
      uczestnictwa w ruchu "Hare Kryszna"). Chodził w łachmanach po naszym
      miasteczku, sprzedawał książki i kadzidełka dla ruchu "Hare Kryszna". Bałam
      się, że straci pracę. Został przeniesiony na inne stanowisko, ale książkami i
      kadzidełkami nadal handluje (prawdopodobnie bez zezwolenia), tyle że w innych
      miejscowościach. W odpowiedzi KWP ze zdumieniem przeczytałam, że jego praca
      policjanta nie koliduje z wyznawaną przez niego religią.

      Walczyłam o dzieci prawie dwa lata. Najpierw założyłam sprawę o przydzielenie
      mi władzy rodzicielskiej, ponieważ zabierał mi dzieci i nawet w obecności
      policji nie chciał ich oddać. Sąd był dla niego bardzo przychylny (...)
      Braliśmy dwukrotnie udział w badaniach w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno -
      Konsultacyjnym, gdzie jednakże nie wzięto pod uwagę skutków jego przynależności
      do organizacji "Hare Kryszna".

      Przyznano mi władzę rodzicielską, lecz zmuszona byłam dalej ograniczać ojcu
      wizyty u dzieci, ponieważ z dnia na dzień stawał się dla nich bardziej
      niebezpieczny. W tym przypadku również braliśmy wszyscy udział w takich samych
      badaniach. Sąd przyznał mu prawo odwiedzin u dzieci dwa razy w tygodniu po trzy
      godziny i tylko w miejscu zamieszkania.

      Obecnie rzadko przychodzi do dzieci, ponieważ nie może wdrażać swoich praktyk
      religijnych w ich życie, a to nie daje jemu sensu widzenia się z nimi. Jest w
      ruchu "Hare Kryszna" od ponad dwóch lat i brnie w to coraz głębiej. Jest
      nadmiernie wychudzony i dostał szkorbutu. Ja nie jestem w stanie mu pomóc,
      ponieważ jego rodzina (matka i bracia) nie chcą ze mną współpracować, a wręcz
      to mnie obwiniają o wszystkie niepowodzenia w rodzinie.

      Wszystko to uważam za swoją i moich dzieci tragedię. Straciły one ojca i
      zrozumiały już, że nie mogą na niego liczyć, a nawet wstydzą się za niego.

      Uważam również, że problem, który poruszyłam, w naszym środowisku jest nieznany
      i nikt sobie nie zdaje sprawy z niebezpieczeństwa, jakie przynoszą ze sobą
      różnego rodzaju pseudoreligie. Sądzę, że istnieje pilna potrzeba zmiany
      przepisów w stosunku do sekt, które powinny zapobiegać zjawiskom patologicznym.

      Barbara G.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka