ssszzzzz
13.09.24, 21:45
Spałam od 24 do 8 bez żadnych pobudek. Rano czułam się jak podekscytowane dziecko gotowe jechać z rodzicami na grzyby. Udekorowałam stół dobrym, zdrowym śniadaniem. Resztę dnia poświęciłam drobnym aktywnościom. To sprzątanie, to wyjście do biblioteki, godzina na siłowni. Polubiłam słuchać kiedy inni opowiadają o swojej abstynencji lub o złym działaniu alkoholu, wstępuję wtedy w sektę niepijących. Liczę na cudowne działanie niepicia w postaci sprawnego umysłu, lepszej kondycji, pamięci, naturalnej chęci do życia, zdrowej skóry...
Wieczorem mocno się rozpadało, a ja w drodze z biblioteki zobaczyłam ludzi pijących alkohol przy lokalach, niosących to w tramwaju. Raczej czułam obrzydzenie do tego i cieszyłam się, że ja jadę grzecznie z książką do domu, z drugiej strony pomyślałam, że nie mam pojęcia co się robi w piątki wieczorem jeśli się nie pije. Alkohol był zawsze na fobię społeczną, więc nie wiem jak bawi się ktoś bez tego. Nie lubiłam towarzystwa ludzi i uważałam, że oni nie lubią mojego. Kiedy piłam, mówiłam co chciałam do kogo chciałam i czułam się przy tym dobrze. Normalnie to wolę być sama. Mało kto jest komfortowy.