gorby
17.11.05, 15:56
Kazimierz Marcinkiewicz lubi się odwoływać publicznie do pomocy Bożej. 10
listopada rano, przed rozpoczęciem obrad Sejmu nad wotum zaufania, rząd udał
się z wizytą do parlamentarnej kaplicy. W taki sposób, by nie przeoczyli tego
dziennikarze. Podobnie było 31 października, tyle że w innym kościele, przed
wręczeniem nominacji ministrom i premierowi przez prezydenta. I właściwie te
zabiegi są bardzo słuszne, bo rządowi w dzisiejszej sytuacji potrzeba dużo
modlitwy. Tylko po co tak ostentacyjnie?
www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=754&Itemid=48
Konstytucja gwarantuje przetrwanie rządu mniejszościowego nawet do końca
kadencji. Także rządu nieudolnego. Jeśli za rok Sejm nie uchwali budżetu,
prezydent wcale nie musi rozwiązać parlamentu, rozpisując nowe wybory.
Jedynie może. Lech Kaczyński postąpi tak tylko wtedy, gdy będzie to na rękę
PiS.Jedynym błogosławieństwem w naszej sytuacji jest to, że dzięki PO i SLD
bracia Kaczyńscy nie mają dziś w Sejmie większości pozwalającej zmienić
konstytucję. Wtedy kontrolowaliby już naprawdę wszystko. Dlatego Kazimierz
Marcinkiewicz ma rację: należy się modlić. Ale bez kamer.