Gość: ***
IP: *.proxy.aol.com
21.10.02, 15:13
Opozycja totalna
JACEK RACIBORSKI
W wydarzeniach końca ubiegłego tygodnia kilka aspektów jest interesujących.
Interesujące było nie tyle zachowanie posła Janowskiego, ile reakcja na nie
innych posłów, klubów i szerzej polityków. Świadczy ona o głębokim kryzysie
parlamentarnego etosu. Tezy o kryzysie polskiego parlamentaryzmu uważam
natomiast za przesadzone, chyba że idzie o sprawę ogólniejszą: kryzys
parlamentaryzmu we współczesnych demokracjach rozumiany jako spadek znaczenia
parlamentów w procesie sprawowania władzy.
Nie warto dłużej dyskutować o ocenie zachowania posła Janowskiego i
Samoobrony oraz reakcji na nie marszałka Borowskiego i Prezydium Sejmu.
Oczywiste jest, że drastycznie złamano regulamin Sejmu, a marszałek musiał
przywrócić elementarny porządek.
Pierwsze reakcje na te oczywiste fakty były jednak zdumiewające. Politycy z
wyłączeniem polityków SLD, ale to naturalne, mówili ezopowym językiem, część
komentatorów wahała się, po której stronie stanąć, nawet prezydent stawał po
stronie Borowskiego jakoś tak miękko i przy tym nazbyt personalizując
problem, zaostrzając sformułowania i oceny dopiero następnego dnia. Bodaj
pierwszym, który nazwał rzeczy po imieniu (w "Faktach" TVN) i poparł
działania Borowskiego był Jan Nowak-Jeziorański. Mam wrażenie, że to on w
wielkim stopniu określił ton prasowych komentarzy następnego dnia. Reakcja
prasy, zwłaszcza czołowych dzienników, była ogólnie rzecz biorąc budująca.
Świadczy, iż prasa, szerzej media, również w Polsce są ważnym filarem
demokracji.
Reakcja liderów Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, którzy z
różnymi uzasadnieniami popierają żądanie dymisji marszałka - to dopiero jest
zdumiewające. Partie te stanowią opozycję naiwną. Po pierwsze dlatego, że
sądzą, iż takie stanowisko przysporzy im kapitału politycznego; po drugie
drastycznie (zwłaszcza przypadek PO) rozmijają się z nastawieniem własnych
elektoratów. W opinii publicznej przegrają wszyscy, którzy zostaną obwinieni
o udział bezpośredni lub pośredni w sejmowych burdach (to grozi też niestety
obu marszałkom).
Dalsza erozja autorytetu parlamentu jest przesądzona. Trudniej będzie
wykorzystywać te forum do efektywnej krytyki rządu i jego kontroli.
Rezygnacja z transmisji obrad Sejmu to postulat, który teraz znajdzie
szerokie wsparcie i to pod hasłami troski o przywrócenie autorytetu Sejmu.
Jeśli tak się stanie - a moim zdaniem trzeba to zrobić - to stracą na tym
partie opozycyjne, w szczególności Samoobrona oraz LPR z uwagi na
ich "widowiskowy" typ opozycyjności. Partie tego typu marnieją bez
zainteresowania mediów. Można sobie wręcz wyobrazić pewnego rodzaju zmowę
tych mediów, które nade wszystko cenią demokratyczne wartości i procedury,
zmierzając do marginalizowania ugrupowań jawnie odrzucających reguły
demokratycznej gry.
PO i PiS realizują program żywiołowej i totalnej opozycyjności. Partie te
mogły sporo zyskać, gdyby pryncypialnie i natychmiast stanęły w obronie
regulaminu i powagi Sejmu. Ufamy ludziom, o których sądzimy, że są
bezinteresowni. Jakże wiarygodnie wypadła obrona autorytetu Sejmu i marszałka
Borowskiego w wydaniu Jana Nowaka-Jeziorańskiego, o którym wiadomo, że nie
jest fanem SLD, co zresztą stale podkreśla. Będzie wiarygodny, w roli krytyka
SLD i jego rządów. To samo mogła zrobić Platforma Obywatelska, zwłaszcza po
antyprywatyzacyjnych ekscesach Samoobrony. Skorzysta na tym pozaparlamentarna
Unia Wolności i to być może już w wyborach samorządowych.
W reakcji PSL, pomijając posła Pęka, który nie może za żadną cenę porzucić
wypracowanej przez lata tożsamości, uwidoczniła się początkowo swoista
schizofrenia, a może tylko małe doświadczenie posłów takich jak Kuźmiuk i
Sawicki. Na tej sprawie nic nie dało się ugrać, co szybko zrozumiał
Kalinowski. W przeszłości PSL już raz ośmieszyło się, w oczach wyborców
także, zgłaszając wotum nieufności wobec rządu, który współtworzyło.
To dziwne, że tak wielu polityków zachowało się tak, jakby to była ich
ostatnia szansa polityczna. Wybory samorządowe nie uzasadniają takiej
niecierpliwości. Demokracja tworzy szanse na odegranie się, ale na to
zazwyczaj trzeba czasu.
Pojawiła się w debacie publicznej idea przedterminowych wyborów, jako
remedium na przewidywane działania Samoobrony w Sejmie. Nie jest to dobry
pomysł. Już samo jego rozważanie wnosi niestabilność do sfery polityki i jest
szkodliwe. Niektórzy działacze SLD używają jej jako groźby wobec PSL, inni
prawdopodobnie marzą o zmianie układu rządzącego, co byłoby możliwe, gdyby do
Sejmu weszła UW. Ryzykowne to kalkulacje. Sojusz jeszcze niewiele osiągnął, a
jego notowania, mimo iż poprawiły się ostatnio, nie są na miarę tych z 2001
roku.
Nie znajdą ponadto uznania opinii publicznej ci, którzy wezwą Polaków do
przyspieszonych wyborów. Pogłębią tylko ich rozczarowanie do demokracji.
Prawdziwie zastanawia jednak, że to prezydent publicznie rozważa taką
możliwość. By wymusić na Samoobronie przestrzeganie regulaminu Sejmu, nie
trzeba nowych wyborów. Wystarczy natychmiastowe wyrzucanie z sali posłów
łamiących regulamin. Idzie chyba prezydentowi nie o Samoobronę, a o
uprzedzenie prawdopodobnego kryzysu politycznego na tle możliwej niezgody PSL
na warunki akcesji do Unii.
Autor jest profesorem socjologii.