Gość: Jagna
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
07.11.02, 17:25
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20021107&id=my11.txt
W sobotnio-niedzielnej "Rzeczpospolitej" z 2-3 listopada 2002 roku szumnie
zapowiedziano ukazanie się po tylekroć odkładanej "Białej księgi" IPN w
sprawie Jedwabnego. Dotarłem do tej tak reklamowanej publikacji i przeżyłem
prawdziwy szok.
Wydana obecnie przez IPN dwutomowa publikacja "Wokół Jedwabnego" to nie
żadna "Biała księga", lecz dokonany bez ładu i składu zsyp różnego typu
studiów i dokumentacji (m.in. akt z lat 1947-49, 1953, 1967-74). Nie pokazano
tam natomiast sprawy podstawowej, która powinna znaleźć się w takiej "białej
księdze", a mianowicie, co konkretnie zrobił sam IPN dla wyjaśnienia sprawy
Jedwabnego w ostatnich kilku latach. Podczas śledztwa prowadzonego przez IPN
przesłuchano 98 świadków. Zapytajmy więc, gdzie są ich zeznania. Inna sprawa,
że w tej dwutomowej publikacji IPN "Wokół Jedwabnego" nigdzie nie znalazłem
twierdzenia, że jest to jakaś "Biała księga". Wydaje się więc, że tę nazwę
samowolnie dał jej bez żadnego merytorycznego uzasadnienia
publicysta "Rzeczpospolitej" Andrzej Kaczyński. Dodajmy, dał ją w artykule
pełnym skrajnych, haniebnych wręcz przekłamań (piszę o tym pod koniec tego
tekstu). Być może A. Kaczyńskiemu zależało na zmyleniu czytelników i
ratowaniu twarzy prezesa Kieresa, tyleż już razy odkładającego tak dawno
zapowiadaną "Białą księgę" i tak kompromitująco opóźnianą. Faktycznie -
według informacji Polskiej Agencji Prasowej z 3 listopada 2002 r.: "Nie
wiadomo, kiedy zostanie opublikowana właściwa 'Biała Księga' w sprawie
Jedwabnego z dokumentami śledztwa prowadzonego przez pion śledczy IPN. Według
wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli IPN, nie stanie się to jednak,
zanim śledztwo nie zostanie zamknięte".
Góra urodziła mysz
Przeglądając dwa obszerne tomiszcza wyprodukowane przez IPN, trzeba
stwierdzić z uzasadnionym rozgoryczeniem: "Góra urodziła mysz". Zbiór IPN
jawi się jako publikacja pełna niedoróbek myślowych i sprzeczności
faktograficznych, swego rodzaju zsyp tekstów o diametralnej wręcz różnicy
poziomów. Od utrzymanych na autentycznie dobrym poziomie naukowych tekstów
Edmunda Dmitrowa, Jana J. Milewskiego i Marka Wierzbickiego (tu jednak mam
parę ważnych zastrzeżeń) po bez porównania słabsze teksty Dariusza Libionki,
Andrzeja Żbikowskiego i Andrzeja Rzeplińskiego. Wyjątkowo słaby, wręcz
skandaliczny pod względem stylu argumentacji i jej uzasadnień merytorycznych
jest tekst A. Żbikowskiego. Szczególnie obciążają tom przeróżne, niczym
nieuzasadnione sprzeczności wywodów poszczególnych autorów, różne
przekłamania i przemilczenia. Pierwsze sprzeczności merytoryczne znajdujemy
już w otwierającej książkę króciutkiej przedmowie prezesa IPN-u Leona
Kieresa. Zapowiada on z ogromną pewnością siebie: "Mogę z pełnym przekonaniem
powiedzieć, że przekazujemy całą wiedzę [podkr. J.R.N.] o tym, co i dlaczego
wydarzyło się po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1941 r. na polskie ziemie
okupowane dotychczas przez Sowietów". Zaledwie kilka stron później w
prawdziwym merytorycznym wstępie do książki pióra Pawła Machcewicza czytamy
jednak, iż: "Dwutomowa publikacja przygotowana przez Biuro Edukacji
Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej (...) jest próbą cząstkową i wstępną
(...)" (por. "Wokół Jedwabnego", pod red. P. Machcewicza i K. Persaka,
Warszawa 2002, t. 1, s. 14). W innym miejscu wstępu P. Machcewicza (op. cit.
t. I, s. 60) autor pisze: "Zdajemy sobie sprawę, że jest to tylko pierwsza
próba podjęcia tej trudnej problematyki. Wiele ważnych kwestii zostało
jedynie zasygnalizowanych, przedstawionych w formie hipotez badawczych.
Wymagają one dalszych badań i weryfikacji". Pytanie więc, kto jest rzetelny:
Leon Kieres, czujący się właścicielem prawdy objawionej, dosłownie całej
wiedzy, czy autor wstępu merytorycznego Paweł Machcewicz, piszący, że wiele
kwestii to tylko hipotezy badawcze, wymagające dalszych weryfikacji.
Redaktorzy tomu nie zwrócili nawet uwagi na potrzebę wyeliminowania różnych
szokujących sprzeczności autorstwa tych samych autorów, tyle że z różnych
okresów ich życia. Oto np. historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego
Andrzej Żbikowski robi co może, by wybronić dość powszechnie przez historyków
traktowaną jako ogromnie kłamliwą relację Menachema Finkelsztejna (sławetne
62. kłamstwo w mojej książce "100 kłamstw J.T. Grossa o żydowskich sąsiadach
i Jedwabnem", Warszawa 2001, s. 199-201). Żbikowski pisze ("Wokół...",
op.cit. t. I, s. 253): "W dyskusji nad książką Jana Tomasza Grossa padło
wiele krytycznych uwag na temat obiektywizmu Menachema Finkelsztejna,
głównego obok Szmula Wasersztejna oskarżyciela Polaków. Należy jednak
podkreślić, że wszystkie obserwacje Menachema - poza opisem okoliczności
zamordowania Dory Dorogoj - znajdują potwierdzenie w relacjach pozostałych
członków jego rodziny". Żbikowski ma strasznego pecha, bo paręset stron dalej
w tej samej książce IPN czytamy fragment jego wcześniejszego artykułu
z "Biuletynu ŻIH", nr 162-163, gdzie tenże Żbikowski wyraźnie dezawuował
relację Finkelsztejna, pisząc: "Wiele danych przytoczonych przez autora
relacji, przede wszystkim liczba ofiar pogromu (1500 osób) budzi spore
wątpliwości. Informacje dotyczące Jedwabnego są równie mało dokładne".
Powyższe zdania A. Żbikowskiego cytuję za opracowanym przez prof. Tomasza
Szarotę "Kalendarium" ("Wokół...", op.cit., t. I, s. 482).
Nazewnictwoz paktu Ribbentrop - Mołotow
Szczególne zdumienie i wręcz oburzenie polskich czytelników muszą budzić
niektóre przykłady forsowanego w wydawnictwie IPN nazewnictwa. Jak określić
na przykład zastosowanie już w tytule tekstu szkicu Marka Wierzbickiego
nazwy "Zachodniej Białorusi" w odniesieniu do północno-wschodnich Kresów II
Rzeczypospolitej znajdujących się wówczas pod okupacją sowiecką (nie było
wtedy jeszcze żadnego traktatowego oderwania tych ziem od Polski i znajdowały
się one w posiadaniu Sowietów wyłącznie na zasadzie "prawa agresora").
Używanie określenia "Zachodnia Białoruś" w odniesieniu do lat 1939-41 jest
akceptowaniem nomenklatury narzucanej wówczas przez Pakt Ribbentrop - Mołotow
(por. tekst M. Wierzbickiego "Stosunki polsko-żydowskie na Zachodniej
Białorusi w latach 1939-1941", "Wokół...", op.cit., t. I, s. 129). Przypomnę,
że ten sam M. Wierzbicki, zanim zaczął współpracę z IPN, w tytułach swoich
książek używał poprawnego nazewnictwa - np. M. Wierzbicki "Polacy i
Białorusini w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-białoruskie na ziemiach
północno-wschodnich II Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką 1939-1941",
Warszawa 2000, czy M. Wierzbicki "Polacy i Żydzi w zaborze sowieckim.
Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-wschodnich II RP pod okupacją
sowiecką (1939-1941), Warszawa 2001. Przecież Polacy nie domagają się od
Niemców, aby używali w odniesieniu do okresu przed 1945 rokiem
określeń "województwo lubuskie" czy "województwo kujawsko-pomorskie". Tym
bardziej zdumiewa gorliwość redaktorów z IPN w forsowaniu nazewnictwa z paktu
Ribbentrop - Mołotow w odniesieniu do lat 1939-41, kiedy Sowieci okupowali
również Białostocczyznę. Zadziwia fakt, że w niektórych instytucjach typu IPN
po dziś dzień obowiązuje w odniesieniu do czasów wojennych nazewnictwo z
czasów stalinowskich, powstałe w chwili, gdy Polskę starto z mapy, nazywając
ją "pokracznym bękartem układu wersalskiego". Jest to tym dziwniejsze, że
młody redaktor tomu IPN Paweł Machcewicz nie powinien być już zainfekowany
stylistyką rodem z "Krótkiego kursu historii WKP(b)".
Arcywyrozumiałość wobec kłamstw J.T. Grossa
Szczególnie ciężką, kompromitującą słabością dwutomowego zbioru IPN jest
przemilczenie niesamowitych rozmiarów kłamstw autora "Sąsiadów" Jana Tomasza
Grossa. Szczególnie jest to widoczne w przedmowie L. Kieresa i w obszernym,
ponadpięćdziesięciostronicowym wstępie merytorycznym P. Machcewicza. Autor