michal00
15.02.06, 12:52
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060215/kraj/kraj_a_2.html
"Ma pan jakieś wyjaśnienie dotyczące tego, o co chodziło PiS w tych nerwowych
godzinach?
W poniedziałek była tylko reperkusja - ci, którzy wtedy protestowali,
próbowali jeszcze podnieść łby, ale im się nie udało.
Moim zdaniem prezydent był bardzo bliski podjęcia decyzji orozwiązaniu
parlamentu. Nie sądzę, by była to gra. Sprawa ważyła się do ostatniej chwili.
A dokładniej - do mojego i Leppera spotkania z Jarosławem Kaczyńskim.
Chyba mi pan nie powie, że przeważyło podpisanie aneksu, bo to śmieszne.
Nie powiem, co się wydarzyło, ale nie były to jakiekolwiek ustępstwa ze
strony Ligi bądź Samoobrony. Poczyniliśmy pewne ustalenia, które będą znane
za parę tygodni.
Czego one dotyczyły?
Nie mogę tego teraz ujawnić. Powiem tak: myślę, że w najbliższym czasie pakt
stabilizacyjny doprowadzi do ujawnienia agentury komunistycznej, do
repolonizacji mediów, do rozbicia przestępczości zorganizowanej w sferze
prywatyzacji. Bo polska prywatyzacja została zorganizowana w sposób
przestępczy, i to z udziałem najważniejszych czynników państwowych. Jest to
główna przyczyna, że "wszyscy święci" chcą rozwalić pakt."
Giertych sugeruje, ze podczas slynnego spotkania poczyniono jakies tajemnicze
ustalenia, LK naprawde chcial rozwiazac sejm, a w PiS-ie istniala silna grupa
dazaca do wyborow. Roznice zdan co do dalszej polityki oczywiscie istnieja,
ale znacznie ciekawsze sa ustalenia podjete podobno w trakcie rozmowy trzech
liderow. Dlaczego ustalenia przez nich podjete mialyby wplynac na zmiane
decyzji LK? A moze Giertych zwyczajnie zmysla chcac dodac sobie waznosci.